Witam.
Aż chcę się podzielić spostrzeżeniem. Ciekaw jestem czy tylko ja jestem tak płytki 
Ostatnio poznałem dziewczynę, z urody - mój ideał, w łóżku - robi, bez przesady, absolutnie WSZYSTKO i lubi to co ja. Przynajmniej takie wrażenie odniosłem 
Na początku znajomości zaznaczyła, że dalej siedzi jej w głowie były który ją zostawił i że nie mogę jej ufać jak chodzi o zaangażowanie. Pomyślałem sobie "ok, spróbujmy".
Generalnie dziewczyna, poza w/w wymienionymi zaletami, jest też czuła, szczera, poza tym nie mamy ze sobą kompletnie NIC wspólnego i wiem, że na dłuższą metę bym z nią nie wytrzymał, ma sporo cech które by zaczęły mnie irytwać.
Co zabawne, po jej początkowym zdystansowaniu się zacząłem się starać jak nigdy
powoli próbowałem pchać relację do przodu, widząc pod swoimi stopami osuwające się w przepaść kamienie, jeden po drugim. Ostatecznie ona chciała zrobić krok w tył, po czym straciłem głowę jak przedszkolak, który pierwszy raz pocałował dziewczynę
Zacząłem się żalić, wypisywać idiotyczne SMSy. Ostatecznie poszedłem po rozum do głowy i zerwałem kontakt, widząc jej topniejące zainteresowanie. Do tej pory zawsze ja kończyłem związki. Bądź co bądź wciąż jestem dalej wściekły na to, że tak się temat potoczył, wiedząc, że w dłuższej perspektywie nic by z tego nie było. Obecnie się spotykam niezobowiązująco z 2 dziewczynami, jest miło, fajnie, ale nie ma tego żaru którego niedawno doświadczyłem. Czy to naturalne czy może jakieś zaburzenie? Bo straciłem rachubę 
Podsumowując, czy też jesteście źli jak dostaniecie kosza od dziewczyny, z którą nie macie wiele wspólnego? Czy czujecie później jakiś niedosyt?
Bo chyba sam seks i uroda to niewiele, co?
Pzdr
Ale że co, boli Cię ego bo Cię panna zostawiła? Jeżeli ktoś ma wysokie mniemanie o sobie, to tak jest. Powinieneś się cieszyć, że kobieta z którą i tak byś zerwał, zostawiła Cię pierwsza. Unikasz wtedy kłopotów z tą całą dramaturgią. No chyba, że lubisz jak kobieta płacze za Tobą?
"Ciekaw jestem czy tylko ja jestem tak płytki"- pewnie, że nie tylko Ty, ale tak w tym wpisie czuć próżność.
"Próżność" - więc nie płytki a pusty
poniekąd jestem skłonny przyznać rację. Czuję się jak dzieciak któremu zabrano za karę lizaka. Z drugiej strony czasami myślę, że było w niej coś niepowtarzalnego, dzięki czemu czułem się przy niej dobrze i chciałem ją zatrzymać. Nie umiem określić dokładnie co. Ale też chyba dałem się ponieść i straciłem głowę, zabujałem się. Na ogół umiem ocenić sytuację na zimno.
Cieszę się z tego portalu, można zasięgnąć obiektywnych opinii. Co 17k głów to nie jedna
Lub też wygadać się.
--
"Who dares wins".
Też od razu tak samo pomyślałem po przeczytaniu tematu.
Wygrywa ten, kto pierwszy potrafi trzeźwo ocenić sytuacje i dokonać szybko prawidłowego (wydawałoby się )wyboru. Czego chyba masz świadomość, sądząc po podpisie.
Dziewczyna okazała się sprytniejsza i w prosty sposób sprowadziła Cie do parteru.
Tak to dzisiaj działa... niestety.
Niestety, bo wydaje mi się że idziemy w bardzo złym kierunku. Gdzie zmienia się partnerów bo się znudzili albo tylko po to żeby zdobyć '' doświadczenie''. Równia pochyła.
I chyba się nie myle, bo wydawało mi się że posta napisał 2x latek a to już z tego co widze 3 dychy na karku. Progresu w strone stabilizacji nie widze.
Ale jak to mówią '' jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz ''
Znaczenie życia jest takie, że ma być przeżywane, nie sprzedawane, konceptualizowane lub wciskane w jakiś schematyczny system.
"Dziewczyna okazała się sprytniejsza i w prosty sposób sprowadziła Cie do parteru." - tez tak o tym pomyślałem, poczułem się przez nią poniekąd pokonany. Choć z drugiej strony może widziała co się ze mną zaczyna dziać i zaciągnęła ręczny.
"Gdzie zmienia się partnerów bo się znudzili" - to może mieć głębsze znaczenie w moim przypadku, że nie mam ochoty się wiązać. Z drugiej strony może tak sobie to tylko tłumaczę
Nie zastanawiałem się nad tym.
"Progresu w strone stabilizacji nie widze" - może obserwuję błędy znajomych, którzy nieszczęśliwie się rozeszli. Do tego czym więcej się pozna niewiernych kobiet, tym trudniej komuś zaufać.
--
"Who dares wins".
Było minęło, ale doświadczenie wbite.
Następnym razem jak zahaczysz o taką gorącą pannę, zachowasz spokój i wyciśniesz z relacji wszystko to co będzie Cię w danym momencie interesowało. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Ciesz się, że to nie była 'ta jedyna'. Gdyby przypasowała Ci z charakteru i usposobienia tak samo jak z wyglądu to i tak był byś spłukany. Następnym razem rozegrasz to zawodowo, na spokojnie. Dokładnie tak jak będziesz chciał.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Niby tak, złe doświadczenie to dobre doświadczenie. Choć jak pisał przedmówca, Bali, wszystko się sprowadza do tego, żeby expić, expić, expić. Niestety, czy stety? Kiedyś byłem bardzo nieśmiały względem kobiet, ciągle pracuję nad sobą i udało mi się zrobić ogromny progres. Ale czy kiedyś się zatrzymam i powiem "ok, już pora rzucić kotwicę", nie wiem. Wiem, że chcę jeszcze trochę popracować nad sobą, może wtedy się uspokoję
--
"Who dares wins".
Hehe, świetne metafory. Wiem, że sam wszedłem na pole minowe mijając po drodze wielki bilboard "UWAGA MINY!". Nie mogę mieć do niej żalu. Tylko do siebie. Jedynie jestem zaskoczony swoim zdziwieniem po wdepnięciu na jedną.
--
"Who dares wins".
"Ostatecznie poszedłem po rozum do głowy i zerwałem kontakt, widząc jej topniejące zainteresowanie. Do tej pory zawsze ja kończyłem związki."
No widzisz, a teraz w sumie nie wiadomo, kto zakończył "związek". Bo NIBY Ty, ale tak naprawdę ONA
Boli, co?
Urażone ego cierpi?
Ciesz się, bo każda lekcja niesie coś pozytywnego. Może zrozumiesz co czuły panny, które bezproblemowo odstawiałeś na boczny tor.
Urażone ego to jedno, a drugie, że człowiek szybko się przyzwyczaja. Było Ci z nią dobrze, więc endorfiny się sączyły powoli do mózgu. Kiedy jej zabrakło pojawił się głód, a człowiek jest słabą istotą, lekka tęsknota szybko urasta do rangi "niewymownego cierpienia".
Coś Ci powiem Bakunet...Twoja historia jest dla mnie ciekawa i jakby śmieszna:). Sam takie miewałem. Nie znam Cie i ciężko mi wywnioskować czy szukasz usprawiedliwień dla tego że to ona zakończyła, czy rzeczywiście masz już wbity luz.
Dawno temu miałem podobną sytuację i postanowiłem urwać znajomość jako pierwszy. W kolejnych 2 przypadkach to kobiety zakończyły nasze relacje, a ja poczułem smak porażki.
I wiesz kiedy się poczułem najgorzej?? wtedy kiedy ja zakończyłem znajomość. Dlatego że była świetna zabawa, która mogła potrwać zdecydowanie dłużej.
Potem chciałem wrócić ale eM już mi nie odpuściła:)
W ostatnim wypadku jak dostałem kopa to Ka dostała na to absolutną i szybką zgodę z pełnym zrozumieniem. Chciała szybko to odkręcić, ale było zbyt późno;)
Odpowiadając na Twoje pytanie.
Już od jakiegoś czasu nie odczuwam porażek ani złości, chyba że tracę kobietę z która miałem świetny sex(ostatnio jakiś rok temu) Właśnie ten na wysokim poziomie najczęściej miewałem w takich właśnie relacjach:/ To może brzmieć boleśnie i prymitywnie. Jednak z ręką na sercu nigdy nie szukałem kobiet dla samego sexu. Zawsze prezentowały sobą coś więcej,choć często pokazywały rogi;)
"Bądź co bądź wciąż jestem dalej wściekły na to, że tak się temat potoczył, wiedząc, że w dłuższej perspektywie nic by z tego nie było"
Miałem podobnie jak Ty. Powiem Ci jedno. Moim zdaniem takie właśnie sytuacje uczą nas bardzo dużo. Nawet będąc w związku i tracąc kobietę po 3-4 latach z jakiegoś konkretnego powodu możesz łatwo znaleźć wytłumaczenie, albo jeszcze jakieś głębsze powody. Zmierzam do tego, że zazwyczaj nie kończy się to irytacją, prędzej żalem lub innymi mocniejszymi emocjami. Tutaj czujesz się przegrany, często nie znajdujesz powodu, jest wbrew pozorom niewidoczny. Czujesz że chcesz grać w grę w której ustalasz reguły, a okazuje się że dostajesz jako pierwszy po dupie. To jest denerwujące, ale jest niewątpliwie innym rodzajem doświadczenia. I tak jak to fajnie ujął Konstanty, wtedy z kolejnej relacji wyciskasz wszystko co Cie interere;), albo wpadasz w to po uszy;)
Generalnie to mam już wbity luz. Choć czasami myślę "kurde, szkoda że dałem ciała tracąc tak szybko głowę"
Ogólnie to chciałem się dowiedzieć czy jestem skrajnie porąbany przeżywając kosza za 3 punkty w dość płytkiej relacji, czy jest to naturalne.
Dzięki za odpowiedzi, nawet te krytyczne
--
"Who dares wins".
Może nie porąbany ale uczuciowy jak dziewczynka. Na przyszłośc nie bądź dziewczynką

z naprawdę ostrymi laskami smski ogranicz do absolutnego minimum bo łatwo wyjść na czepliwego, kochliwego pazia.
no i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, takie układy typowo na ruchanie są bardzo kruche. dupeczki przychodzą i odchodzą, circle of life