Cześć,
Sprawa dotyczy 4 miesięcznego związku. Spotykamy się, uprawiamy seks, chodzimy na imprezy, jednak od około miesiąca zauwazyłem, że zapał z jej strony przygasł. Jeszcze niedawno potrafiła napisac do mnie parę smsów dziennie wysyłając jakieś przyjemne wiadomości czy zdjęcia (lubię Twoję oczy, chciałbym zjeść z Tobą śniadanie, tęsknię itp) tymczasem obecnie nasze "poza spotkaniowe" życie (widujemy się 2-3 razy w tygodniu, zawsze zostajemy u siebie na noc) ogranicza się do odezwania się do siebie raz na dzień czy dwa, ale raczej bez większego entuzjazmu z jej strony. Nigdy nie preferowałem smsów/fb jako głównego źródła kontaktu dlatego ograniczałem swoją aktywność do spokojnego, raczej skromnego odpisywania jej sam raz na jakiś czas rzucając jakiś ciekawszy tekst czy zdjęcie (nigdy na zasadzie "co robisz" albo "dobranoc" itp").
Spotkania są ok, chyba, chociaż też troszeczkę wdarło się rutyny. wiadomo- jesień to i pogoda. Mniej wyjść (a akurat powiem nieskromnie jestem mistrzem letnich, oryginalnych plenerów
), więcej siedzenia w domu, oglądania filmów i picia piwa/wina/wódki no i na koniec wiadomo co. Mamy za miesiąc zaplanowany wspólny, low costowy, kilkudniowy wyjazd na południowe wysypy, czasem jakiś spacer, kino. No generalnie napewno w sferze spotkań też straciliśmy impet. Ogólnie jeżeli chodzi o nasz kontakt do tej pory było tak, że ten w sferze wirtualnej to w 70% jej inicjatywa, natomiast ten rzeczywisty to w 70% moja.
Nigdy nie wyznaliśmy sobie jakiegoś uczucia poza lubię cię czy tęsknię (i to z jej inicjatywy). Była za to mowa o szacunku, szczerości. Ja niestety mam taką przypadłość chujową, że jak leżę z laską w łóżku/w wannie/na kocu itp to rzadko kiedy potrafię utrzymac gębę na kłodkę i zamiast milczeć snuję czasem jakieś romantyczne wizje (w stylu seks na plaży przy blasku księżyca) a jeszcze częściej mówię jej, że jest śliczna, ma cudowne oczy, nieziemską cipkę itp.
Jestem daleko od bezpośrednich wyznań, wiem, że jeżeli nie będę miał pomysłu jak zerwać to wystarczy powiedzieć "kocham Cię" (jest dla mnie dużo za wcześnie), zresztą gadaliśmy kiedyś o tym luźno i wspominała o znajomej parze gdzie chłopak wyznał uczucie po 5 miesiącach określając go przy tym mianem dziwnego.
Pytam Was czy to normalne? Takie wyhamowanie po tych 4 miesiącach. Czy to już mija okres motylków?
Wczoraj, w trakcie bardzo miłego zbliżenia które zainicjowała (tzn samo spotkanie to mój pomysl, a scenariusz już jej) powiedziałem, że lubię gdy dziewczyna raz na jakiś czas wykaże się jakimś oryginalnym pomysłem (takim jakim ona w tamtym momencie), że jest to dla mnie seksowne, na co przyznała mi, że ona chyba rzeczywiście mało się tym wykazywała (przytaknąłem), i że teraz (zaczęła się smiać) stworzy mi grafik spotkań.
Mija kolejny dzień i brak jakiegokolwiek kontaktu z jej strony i
taka sytuacja powtarza się już nie pierwszy raz. Sorry, ale jak
dla mnie kiedy jest się w związku i akurat nie widzimy się na żywo to wypada chociaż raz dziennie się do siebie odezwać albo zadzownić choćby na 2 minuty. Kiedyś tak było (jak mówię, głównie z jej inicjatywy), teraz ona dużo więcej milczy.
Nie wiem czemu, ale czuję po kościach, że coś się pieprzy. Czy porozmawianie o tym, jak ona mnie widzi, kim ja dla niej jestem, ma na tym etapie sens? A na przykład zasugerowanie, że coś zaczyna być wg mnie nie tak, że (wiem wiem, cipowato to brzmi) brak mi trochę zaangażowania z jej strony i, że są przez to dni, że czuję się traktowany bardziej jak dalszy kolega niż chłopak?
A może jej lekkie zdystansowanie wynika z mojego rzadkiego kontaktu poza spotkaniami? Z drugiej strony jak już coś napiszę to dosyć chłodno i obojętnie do tego podchodzi, raczej nie ciągnie tematu...
Tak, jestem uzależniony, niestety. Myśli o tym, ogólnie o niej, jej idealizowanie i jednocześnie niepewność gdzie to zmierza i czy nie jebnie lada moment męczą mnie codziennie, czasem, niezaleznie od tego co robię, przez kilka godzin towarzyszy mi ucisk w gardle, kiedy się z nią nie widzę/nie rozmawiam popadam w chandrę, przygnębienie, nie mogę uwolnić swoich myśli (już zapomniałem jak to mieć spokojny, czysty i otwary umysł). Żyję w ciągłej rozkminie i ciągłym oczekiwaniu na jej kontakt, starając się mimo to robić coś dla siebie (domyślcie się jak przy takim najebaniu negatywnych myśli mi to wychodzi...). Po prostu leży mi ta panna i boję się ją stracić jak cholera. Tworzę 30 czarnych scenariuszy dziennie nawet w odniesieniu do błachych spraw, przez co nie jestem w stanie czerpać przyjemności z bycia w związku. Dla mnie to ciągła gra jak na etapie pierwszych randek, ustalanie taktyki, analizowanie sytuacji 24h/7 dni w tygodniu, wmawianie sobie, że wszystko skończy się lada moment bo np. mam wrażenie, że odpowiedziała mi olewczo albo dlatego, że się nie odezwała danego dnia. Swoją drogą takie podejście niesamowicie wykańcza psychicznie i kładzie negatywny odcisk na pozostałych sferach mojego życia.
Co gorsza nie daje, a przynajmniej wydaje mi się, że nie daję tego po sobie poznać. Nie napieprzam do niej wiadomości, nie wydzwaniam, raczej moje needy nie wyłazi na zewnątrz gdyż zamartwiam się w środku. Oczywiście takie tłumienie emocji wykańcza jeszcze bardziej, nie mówiac już o wpływie na nastrój (gdy się spotykamy na przykład z założenia z tyłu głowy jestem trochę zniechęcony, przygnębiony myślami w stylu: może to jedno zostatnich spotkań, może to się zaraz skończy, co ona czuje, czy jestem czasoumilaczem itp).
Czy rozmowa o której powiedział ma sens? I co mogę zrobić, żeby stworzyć dla siebie jakiś komfort?
Przeczytałem dotąd:
"Sprawa dotyczy 4 miesięcznego związku. Spotykamy się, uprawiamy seks, chodzimy na imprezy, jednak od około miesiąca zauwazyłem, że zapał z jej strony przygasł."
I czuję się uprawniony do napisania komentarza. Jedziemy.
Tak to już jest w związkach jak w życiu - sinusoida. Ludzie muszą od siebie odpocząć - nawet jak mieszkają razem (!)
Daj jej odsapnąć, 3 miesiące to pierwsze amory są już przerobione. Najgorsze co właśnie możesz zrobić, to próbować modyfikować naturalny bieg relacji w związku. Nie wal fochów, nie bądź zniecierpliwiony/wkurwiony i nie rób broń boże wyrzutów jej.
A ona wróci z kolejnymi pokładami miłych słów
Zapewniam
pozdro
save
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Ciesz się z tego co masz i nie martw się co możesz stracić.
Nie ta to następna.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
Co masz na myśli mówiąc, abym dał odsapnąć? Absolutnie nigdy nie zarzucałem się w kontaktach. Raz czy dwa w tygodniu umawiam się z nią na spotkanie, którego dotychczas nigdy nie odmówiła. Ja nie narzucanie rozumiem w tym kontekście, jako zaprzestanie proponowania spotkań, celowe i z premedytacją aby dać jej jak to mówisz odspanąć (i się wykazać-to dodałem ja). Nie mówię tu o fochu na zasadzie nie odzywania się w ogóle albo tylko odpowiadania na jej wiadomości (czyli jakas tam forma chłodnika).
Pomysł o rozmowie o tym wszystkim (że czuję się czasem odsunięty, kim dla niej jestem i czy wszystko jest w porządku) w takim razie wyrzucam do kosza. Też mi się to wydawało głupie, ale myślałem, że to może moje mylne wrażenie.
"Pomysł o rozmowie o tym wszystkim (że czuję się czasem odsunięty, kim dla niej jestem i czy wszystko jest w porządku) w takim razie wyrzucam do kosza. Też mi się to wydawało głupie, ale myślałem, że to może moje mylne wrażenie."
A to nie wiem, przeprowadzacie się, planujecie ślub, dziecko w drodze, że zachciało Ci się takich rozmów?
Chłopie, jest dobrze. Nie kombinuj i nie szukaj dziury w całym.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Nie mieszkamy razem, o małżeństwie ona mówi (choc w żartach), o dziecku nic nie wiem, choć jedzenie pączką i popijanie po chwili go wodą z ogórków lekko mnie zastanawia...
Saverius, dzięki za ochłodę. My, needy, tak mamy. Mi się już po prostu w moim wieku (28) nie chcę szukac, bawić za każdym razem w to wszytko od nowa. Nie byłem, nie jestem i nie będę PUAsem, podryw i ta cała gra mnie nie kręci (choć początkowo tak myślałem). Sorry, to nie mój świat. Przerobiłem kilka dziewczyn, dłużej lub krocej, chciałbym się ustatkować, mieć za powiedzmy te 2-3 lata zonę, dziecko i kanarka w kuchni. Może przez to tak to wszystko tyraktuję...
Nie rozumiem. Że niby poznawanie kobiet to nie jest Twój świat? Bawić się od nowa? No stary takie jest życie nawet, jak nie jesteś tym mistycznym puasem z magicznymi mocami ;f
To jest właśnie coś, co może Cię zgubić i właśnie wprowadzić tę rutynę, o której wspominasz. Jak nie chcesz zdobywać jej całe życie - to coś jak szukanie kogoś "od początku", tak to można porównać - to nie wróżę Ci "kariery".
Te procesy: ustatkowanie się i "gra" w związku to procesy równolegle a nie następujące po sobie.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Rozumiem, że dalej trzeba grać? Myslałem, że związek to jeden z tych nielicznych stanów w życiu człowieka, wolny od gier, rozkmin, ciągłego wkurwienia, przygnębienia...
To źle myślałeś. Szczególnie, że mamy 21 wiek, a liczba rozwodów rośnie jak x do 4. Związek - tak jak go rozumiesz - to równoległy, dodatkowy proces. To prawda, że modyfikuje on proces "gry", ale ten nadal jest.
Osiądź na laurach, take your woman for granted i przegrasz szybciej, niż myślisz
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Czyli co? Chłodnik, push and pull i inne welcome to?
W dużym skrócie, ta.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
I do kiedy tak?
Do śmierci lub rozwodu.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
OoOO to faceci też tak kminią jak babki
Rozmowy absolutnie nie, w ogole o czym, bo ona nie pisze?! wtf?!
Nie pisze to nie pisze. To napisz Ty taka sama droga ale uważaj na równowage uczuć.
Ja w takich sytuacjach czyli "zalezy mi bardziej, jestem uzależniona, jemu jakby opadło:D, czuje się niepewnie i zaraz zaczne jakieś krzywe pogadanki" robilam cała wstecz ze swoimi emocjami. Dawałam facetowi czas żeby zatęsknił a sobie czas na ochłonięcie. Nigdy mnie ten sposób nie zawiódł ale całkowicie odwrotnie postępowanie już tak.
Czyli co, w ogole zaptzestać odzywania się jako pierwszy?
czyli daj sobie czas na ochłonięcie a tzn żebyś się lekko zdystansował ale nie żebyś był chamski/ niemiły/ olewczy. Najprościej jak się da, znajdz sobie alternatywe w postaci sportu/ksiazki/filmu/wypadu gdziekolwiek samemu lub z kolegami. Bo jak będziesz rozkminiał ile czasu nie powinieneś się odzywać a kiedy się odezwać to się zamęczysz.
To frustrujące wiem o czym mówie bo sama to przerabiałam a potem się zajełam sobą i teraz facet jest dodatkiem, ja nie mam czasu na rozmyślanie, nie liczę dni i godzin od ostatniego spotkania czy smsa bo się sama ze sobą zajebiście bawie. Jeżeli facet jest to świetnie jeżeli nie to też świetnie. Do tego trzeba się przełamać i mieć jaja
huna, brzmi to sensownie. Tylko, że widzisz, cokolwiek bym nie wziął na siebie, nie wiadomo ile zajęć, zawsze w ciągu dnia znajdę te kilkanaście wolnych minut. W drodze na autobus, w kolejce w sklepie, przed snem czy po przebudzeniu (jak teraz), podczas rzeczonego wypadu ze znajomymi albo po prostu podczas chwili odpoczynku. W tym czasie z pewnością będę o niej myslał mając mozliwośc napisania czy zadzownienia, co spowoduje, że i tak ostatecznie będę sie zastanawiał czy powinienem.
Przestanę się odzywac przez dzień, drugi, ona też i zacznie nakręcać się dziwna sytuacja. Poza tym mam duzą ochotę spotkać się z nią na dniach, z drugiej strony dając jej trochę więcej czasu musze się powstrzymywać. Podświadomie szukam więc jakiekolwiek innej formy kontaktu z nią co powoduje, że w każdej wolnej chwili (powiedzmy, że ogranicze te wolne chwile do jednej dziennie) mam chęć się do nie odezwać.
j.w. (huna)
słuchaj kobiet, leszke
no... w niektórych kwestiach
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Sprawdza Cię czy nie jesteś frajerem to normalne na początkowych etapach każdego związku. Zobacz mój materiał, kiedyś szczegółowo omówiłem ten temat w rozmowach o kobietach przy piwie. Odpowiadając na podobne pytanie do Twojego.
O czym myśliciel myśli, empiryk udowadnia
"Nie wiem czemu, ale czuję po kościach, że coś się pieprzy. Czy porozmawianie o tym, jak ona mnie widzi, kim ja dla niej jestem, ma na tym etapie sens? A na przykład zasugerowanie, że coś zaczyna być wg mnie nie tak, że (wiem wiem, cipowato to brzmi) brak mi trochę zaangażowania z jej strony i, że są przez to dni, że czuję się traktowany bardziej jak dalszy kolega niż chłopak?
A może jej lekkie zdystansowanie wynika z mojego rzadkiego kontaktu poza spotkaniami? Z drugiej strony jak już coś napiszę to dosyć chłodno i obojętnie do tego podchodzi, raczej nie ciągnie tematu..."
Nie poruszaj z nią raczej tego tematu. Spraw aby odzywała się więcej bo za Tobą tęskni i nie może doczekać się spotkania, a nie dlatego, że Ty tego oczekujesz.
"Tak, jestem uzależniony, niestety. Myśli o tym, ogólnie o niej, jej idealizowanie i jednocześnie niepewność gdzie to zmierza i czy nie jebnie lada moment męczą mnie codziennie, czasem, niezaleznie od tego co robię, przez kilka godzin towarzyszy mi ucisk w gardle, kiedy się z nią nie widzę/nie rozmawiam popadam w chandrę, przygnębienie, nie mogę uwolnić swoich myśli (już zapomniałem jak to mieć spokojny, czysty i otwary umysł). Żyję w ciągłej rozkminie i ciągłym oczekiwaniu na jej kontakt, starając się mimo to robić coś dla siebie (domyślcie się jak przy takim najebaniu negatywnych myśli mi to wychodzi...). Po prostu leży mi ta panna i boję się ją stracić jak cholera. "
Tutaj jest pies pogrzebany. Weź wyluzuj. Dla mnie to byłaby udręka taki związek, w którym ciągle coś analizuję itd.
"(gdy się spotykamy na przykład z założenia z tyłu głowy jestem trochę zniechęcony, przygnębiony myślami w stylu: może to jedno zostatnich spotkań, może to się zaraz skończy, co ona czuje, czy jestem czasoumilaczem itp)."
Popracuj nad swoim poczuciem wartości. Baw się dobrze na tych spotkaniach a jej też się udzieli. Jak się będziesz ciągle starał pod nią to nic z tego nie będzie.
Swoją drogą ja bym się cieszył z tego, że Ci laska cały czas dupy nie truje między spotkaniami bo chociaż masz czas na swoje sprawy (zakładam że masz coś co lubisz robić i nie lubisz jak Ci ktoś przeszkadza).