Jestem teraz z pewną panią w typowo seksualnej relacji. Bylem u niej kilka razy i za każdym razem dochodziło do zbliżenia a na ostatnim spotkaniu doszło do seksu. Zauważyłem, że mam problem ze zbyt szybkim angażowaniem emocji w relacje. Mam teraz ochotę odzywać się do niej, spotkać z nią i szczerze troche dręczą mnie myśli o niej. Na razie panuję nad sytuacją ale muszę troche walczyć ze sobą. Nie chciałem tego naprawde, chciałem tylko czysto seksualnej relacji. I to nie pierwszy taki przypadek u mnie, z większością kobiet zbyt wcześnie uaktywniały się moje emocje.
Ogólnie jestem człowiekiem który angażuje w życie dużo emocji co czasami jest aż wkurwiające.
Da się jakoś zapanować nad emocjami ? Bo jeśli do każdej relacji będę podchodził z dużą ilością emocji to raczej za dużo nie osiągnę, bo wiadomo jak to w życiu, jak ktoś jest skurwielem bez sumienia temu dużo łatwiej.

No cóż. Pytanie czy te emocjonalne podejście do życia sprawia Ci na co dzień problemy i czy rzeczywiście chcesz to koniecznie zmienić. Powszechnie mówi się, że kto trzyma emocje na wodzy, kontroluje je, ten ma generalnie relację pod kontrolą i w pewnym sensie "wygrywa". Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy "zabijanie" tych emocji rzeczywiście ma sens i, czy powiedzmy, za jakiś czas nie odpieprzy Ci w druga stronę i nie zaczniesz traktować lasek typowo przedmiotowo, działając jak jakiś pieprzony robot bez uczuć i uodpornisz się na okazywanie uczuć, odczuwanie różnych przyjemnych emocji i, choć nawet mocno byś chciał, to ni chuja nie będziesz umiał odszukać satysfakcji w relacji z kobietami. Trzeba wyczuć złoty środek po prostu pomiędzy tym wszystkim i nie popadać w skrajności. Poza tym wydaje mi się, że jednak nikt nie potrafi od początku do końca panować nad emocjami. To raczej kwestia praktyki, doświadczenia życiowego, rozeznania w świecie, do czego dochodzi się po prostu i zwyczajnie latami i tego nie da się przyspieszyć, bo nabiera się wprawy wraz z życiowym doświadczeniem i tyle. Dwa- jest to też kwestia tego, jak często obracasz się w towarzystwie kobiet, czy jest to dla Ciebie naturalne środowisko. Im więcej tego masz, tym mniejsze wrażenie zaczyna to na Tobie robić, aż do czasu, kiedy "trafi swój na swego", czy tam "kosa na kamień". Także jak dla mnie, to z jednej strony po prostu czas robi swoje, nabierasz doświadczenia w tym wszystkim i stopniowo uodparniasz się na pewne bodźce emocjonalne zwyczajnie z czasem i wraz ze zdobywanym bagażem doświadczeń życiowych, a z drugiej strony właśnie jak najczęstsze przebywanie w towarzystwie płci przeciwnej, spotykanie się z coraz większą ilością kobiet, aż w pewnym czasie wejdzie Ci to w krew i w pewnym sensie stanie się czynnością rutynową, będziesz czuł się jak ryba w wodzie, prowadząc coraz to ciekawsze relacje z kobietami. Dobrym rozwiązaniem wg mnie jest także, dopóki nie padają żadne wiążące deklaracje, spotykanie się z wieloma kobietami w jednym czasie. Póki niczego nie deklarujesz, ani swoim zachowaniem nie pokazujesz pannie, że klasyfikujesz ją na starcie jako przyszłą rodzicielkę Twoich dzieci, ani też nie dajesz jej ku temu argumentów, to wszystko jest ok. Wówczas, gdy spotykasz się z kilkoma kobietami, to naprawdę trudniej jest o ulokowanie poważniejszych uczuć w jednej z nich, a także tak niepożądane przez nas idealizowanie kobiety, szczególnie we wczesnym stadium znajomości. Po prostu widzisz, że nie tylko Kasia ma taki nieziemsko zniewalający uśmiech, ale również Ania, czy Ewelina ma w sobie coś fajnego, w związku z czym nikt nie jest niezastąpiony i jedyny w swoim rodzaju, a dzięki temu wystrzegasz się mylnych wniosków, że dana panna jest najlepszym, co Cię w życiu spotkało i "na pewno" drugiej takiej to na całym świecie nie ma. Z kolei, jeżeli dojdziesz do wniosku, że masz ochotę rozwijać znajomość w dalszym kierunku tylko z jedną, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zakończyć pozostałe. Wg mnie dobry układ. Poza tym fajnie spędzać czas z kobietami, bo to dosyć interesujące i pociągające stworzenia.
P.S. Do tego tak sobie myślę, że tez nie warto zmieniać się wbrew sobie i swojej naturze, jeżeli tego po prostu nie czujesz. Raz, że to prędzej czy później wyjdzie, a dwa, że sam będziesz się z tym źle czuł. Jasne, że warto korygować jakieś tam mankamenty osobowości i, na ile czujesz, że dzięki temu poprawi się jakość Twoich kontaktów z kobietami i w efekcie sam będziesz bardziej zadowolony z siebie, to czemu nie.
"Don't trust the smile, trust the actions"
myślałes tak: "nie angażuj się, nie angażuj się, tylko ruchaj" a wyszło tak jak wychodzi gdy mówisz lasce "nie myśl o mnie za dużo" i wtedy ona myśli..
Moim zdaniem problem z dupy. Bądź szczery z sobą ustal cel jaki chcesz wykonać wobec niej i dąż do tego. TY DĄŻYSZ DO SEKSU ONA DO ZWIAZKU.
Relacja fuckfriend jest trudna do utrzymania. A te emocje to mozesz sam opanować nikt Ci w tym nie pomoze tylko Twóje myślenie
Cenna rada : Nie naciskaj !
Tu raczej problem w tym że masz duża lukę w życiu którą chcesz za wszelką cenę wypełnić, nie wierzę że gdybyś miał w cholerę znajomych, przyjaciół, koleżanek to byś siedział i wzdychał do ściany (jej foty).
Twoje dążenie do relacji jest dobre, tylko z pewnym umiarem trzeba to robić, bo jeśli przegniesz to będzie jakieś chore uzależnienie z atakami zazdrości i dziecinada z twojej strony.
they hate us cause they ain't us
Sam ostatnio, wydawało mi się, że prowadzę z kobietą, tylko seksualną relację, jak się potem okazało, obojgu z nas wkręciły się w to emocje.