Panowie podrywający aktywnie chciałbym coś omówić pewien problem. Ostatnio gadałem z pewną dziewczyną z którą byłem wcześniej na kilku randkach. Opowiedziała mi że wcześniej tego dnia kiedy z nią gadałem w czasie jazdy tramwajem po długim i przenikliwym przyglądaniu się jej przysiadł się do niej 40 letni mężczyzna. Zaczął zasypywać ją gradem pytań typu gdzie gdzie się uczy, gdzie mieszka. Próbowała ucinać tę rozmowę (trudno się jej dziwić). Kiedy wyszła z tramwaju facet szedł za nią przez co bała się wejść do domu żeby nie zobaczył gdzie mieszka. Musiałem ją uspokajać. Stwierdziła że chyba kupi sobie gaz pieprzowy albo paralizator (może przesadza ale dziewczyny tak mają). Problem w tym że to nie jedyna taka akcja o której słyszałem w ostatnim czasie (może powoli zbliżający się sylwester ma z tym coś wspólnego). Chciałbym zwrócić się do panów którym zdarzają się takie pseudo podrywy(nikogo nie oskarżam). Przez takie akcje obrywa się nam wszystkim. Jeżeli po zachowaniu dziewczyny (jest ważniejsze niż słowa) widać że chce zakończyć rozmowę to strategia ciśnij aż dociśniesz to najgorsze co możecie zrobić. Musicie odczytać stan emocji dziewczyny i do niego dostosować swoje działania. Wiem że to nie łatwe (zwłaszcza na początku) ale bez tego ani rusz. Uważajcie na taki "podryw"
Ps. Właśnie wracam z randki z dziewczyną którą przestraszyłem na początku. Chciałem ją dogonić wieczorem na osiedlu, ona to słyszała i prawie zaczęła biec. Pierwsze co zrobiłem to uspokojenie jej i przeproszenie za wystraszenie. Potem pogadaliśmy normalnie, wziąłem numer itd. Myślicie że gdybym od razu zaczął cisnąć coś by było z tego podejścia?
Moja panna swego czasu miała adoratora gdzies po 40. Wszystko spoko miała ich wielu ale ten okazał się niezłym pojebem
Nachodził ją w miejscu pracy, udając, ze przyszedł coś załatwić. Po którejś tam odmowie i odrzuceniu jego względów nerwy mu puściły i zaczął wyzywać ją i jej koleżanki od szmat, kurew etc, grożąc, że pożałują. Finał? Wynosiła go ochrona. Jakis tydzień/dwa był spokój, aż któregoś wieczoru panna wraca, zapłakana i trzesąca się z nerwów, do domu mówiąc, że ten gość zaczaił się pod miejscem jej pracy w samochodzie i jak zobaczył, że ona wychodzi to wyleciał z auta i zaczął biec za nią. Dopiero jak wsiadła do auta i od razu zablokowała drzwi to zrezygnował i zawrócił.
Tego już było za wiele i musiałem zareagować. Do mnie taki chojrak nie był i chłop sam spierdalał do samochodu odpalając go jeszcze z racicami na asfalcie. A szkoda bo chciałem tylko pogadać
Najważniejsze, że już miała spokój
Typ jakis chory/pojebany albo tak się podrywa panny w jego kręgach