Witam. Już troszkę siedzę w temacie i zauważyłem, dotarłem do mojego głównego problemu. Otóż nie jest nim zagadanie, rozśmieszenie czy martwe cisze. Myślę, że potrafię rozmawiać z kobietami, jednak tylko w sytuacji gdy wynika to spontanicznie. Jest mi ciężko, bo nie umiem odnaleźć się w ramie randki. Czuje ciężar, gdy mam się umówić z dziewczyną na piwko (na spacer to już w ogóle, bo wiadomo o co chodzi). Biorę numer od podekscytowanej dziewczyny, ale co z tego, gdy potem się nie odzywam? Ciąży na mnie odpowiedzialność za robienie kroków w przód, kiedy jakaś siła mnie od tego odciąga. Zaczyna się myślenie "czy ja tego chcę?". Wiem, że siedzi jakiś mały popierdolony człowieczek w mojej głowie i takimi sposobami odciąga mnie od radości obcowania z kobietami. Boje się braku tej spontaniczności, a jednak umawianie się to już brak spontaniczności. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, bo od zawsze lepiej się czułem w grupach niż sam na sam z ludźmi. Łatwiej mi w grupie się wypowiadać, rozluźniać towarzystwo, a jednak gdy mam się spotkać sam na sam z dziewczyną to już jest sztywno. Możecie mi coś poradzić?
Poszukaj w moich blogach o randkach i blog pt THE BEST PRESENT. Tam jest sporo.
Dodam także, że im wiecej randek tym prościej ci będzie później. Stres jest generowany wtedy kiedy ci bardzo na czymś zależy i nie masz w tym doświadczenia albo uważasz, że możesz sobie nie poradzić. Robiąc w głowie negatywne obrazy dodając odstraszające dźwięki wzmacniasz poziom stresu. Stres zabija twoją kreatywność.
Dlatego masz problemy. Szukaj w moich blogach wskazówek.
Pytanie coachingowe:
Jeżeli masz problemy z kobietami, odpowiedz sobie SZCZERZE na jedno pytanie:
Czy gdybyś był kobietą i taki chłopak jak ty podszedłby do ciebie, to czy chciałabyś z nim być?
a czy w stosunku do facetów jestes bardziej chętny i otwarty na spotkania?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Jeżeli mam się spotykać z kolegami to jest w miare normalnie. Ale i tak luźniejszą atmosferę tworzę w grupie. Jak widzę się z kolegą sam na sam to nie zaczynam poważniejszych tematów, w skali bierny-aktywny przesuwam się trochę w stronę bierności. Ale w przypadku kolegów to nie jest kwestia stresu czy coś, jak mam ochote coś powiedzieć to mówię.
Chyba nie skumales o chodzilo Guestowi
Poprawiam nick bo zamiast G zrobilem Q
Aa no tak tutaj spotykamy się tylko z dziewczynami. A tak serio to chciałbym zrzucić z siebie tą presję na randkach, która mnie męczy.
aaaaa... no to na serio wyrzuć to z siebie... niech Cię to nie męczy... zrzuć to z siebie
Pamiętaj - to nie grzech, a w dzisiejszych czasach nawet trendy!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Ja ostatnio obrałem pewien sposób na stresujące sytuacje.
Generalnie, zawsze przed np. maturą(niedawno), spotkaniem itd. w głowie malowałem sobie obrazy - jak to się nie powiedzie, co się stanie złego, myślałem o tym, jak będę się stresował - chyba każdy tak ma.
Ale od jakiegoś czasu to zmieniłem i po prostu totalnie, pod żadnym pozorem nie myślę o tym co mnie czeka jakoś poważnie.
np: Miałem maturę, jako, że nieuk ze mnie i wgl nienawidzę się uczyć. Wszyscy dookoła mnie co nie mieli zamiaru się uczyć, ale po prostu spróbować rozkminiali, jaki to stres, jak to będzie - przez co się bardziej jeszcze spinali. A ja mimo, że wiedziałem, co mnie czeka, ani przez sekundę nie myślałem o tym, jakie emocje to wywołuje bo wiem, że TO NIC NIE DA. Więc jak nachodziły mnie myśli: Jutro zdaje angielski ustny, będzie się na mnie patrzeć, a ja jestem słaby z angola bardzo, palnę głupotę i nie zdam - od razu to urywałem i myślałem, co by tu robić. Na 2 dzień poszedłem i lajtowo zdałem. Tak samo z kobietami, umowiles sie z nia, jest ladna to sobie mysle: Aha, dzisiaj ide sie spotkac z kobieta, ciekawe co mi przyniesie spędzony z nia czas i w duchu sie usmiecham, ide na spotkanie - tyle. Po co myslec, co sie stanie, ze to nie komfortowe, ze jestes malo pewnyt siebie. Idz, po prostu idz i nie truj się głupimi, negatywnymi myślami - to nic nie daje. Idziesz i działasz, nie ta to inna, a doświadczenie zawsze jest:D Wdrożyłem to w zycie od niedawnego czasu i jest mi dużo łatwiej.
Dzisiaj coś we mnie pękło i umówiłem się specjalnie z taką, która wydawała mi się najcięższa do rozgryzania. Myślę, że jedna z najładniejszych w moim małym mieście. Na dodatek, bylem zmęczony na płucach. Ale mówię - kurde, jeżeli przeskoczę taką przepaść teraz i nawet się nie uda to nie zginę, nie zwariuję i nie będzie tak strasznie. Fajnie, bo jak tak sobie powiedziałem to czułem narastające podniecenie z faktu, że stawiam się w ciężkiej sytuacji. I co się okazało? Zero stresu, zero presji, a to całe podniecenie przełożyło się na miłą rozmowę, a raczej lekki flirt. Jeszcze mi napisała przed, że się spóźni 15 minut - więc już mówię "oho, chyba będą giereczki". Ale nie wyczuwałem żadnych testów, bardziej ja się pytałem ją o nią, bo byłem ciekawy jaka jest. Nie było żadnej ciszy. Te istotki na prawdę potrafią nacieszyć człowieka. Umówiliśmy się, że wpadnie do mnie w weekend na film. Zobaczymy co dalej. Dzięki chłopaki