Witam, Dzisiejszy dzień jak widać aż zachęca do życia: słońce, niebieskie niebo, słowem wiosna. A więc wstałem rano z zajebistym nastawieniem, przed wyjściem jak zawsze obejrzałem urywek z filmu o Adasiu Miałczyńskim (ten o twardzielu) i wyruszyłem do szkoły. Dodam, że dzień wcześniej około godz 23.00 po kilku tyg bez kontaktu z mojej strony i totalnej olewce odezwała się moja ex ( naszą historię opisałem w poprzednim blogu). Wymiękła, zaczęła rozmowę jakimś głupim pytaniem o notatki, odbiłem shit test i zakończyłem rozmowę szybciej niż się spodziewała, słyszałem żal w jej głosie. Spało się lepiej niż kiedykolwiek ^^ Zajęcia mijały znośnie, zero stresu, pełen lajt. Na którejś tam przerwie podeszła do mnie... tak.... moja była. Tutaj pełna rozmowa:
Ona: Cześć
Ja:Cześć
Ona: Słuchaj... nie pouczył byś mnie chemii?
Ja: Hmm...(pomyślałem shit test!) ok ale mam warunki, nawet dwa...
Ona: Jakie?