Zanim zdobędę więcej doświadczenia w PU i wrzucę do bloga coś pozytywniejszego niż "nieudany podryw", pozwólcie iż podzielę się z wami historią z zeszłego lata, która mnie nauczyła paru rzeczy o frajerstwie (we własnym wykonaniu, niestety).
Obiekt moich ówczesnych westchnień nazwijmy ją S., wybierał się ze swoją ekipą (w tym i mną) na całonocną imprezę. Nie oszukujmy się, wiadomo czemu ja tam polazłem (nienawidzę zarywać nocy).