Cześć wszystkim.
Ostatnio pisałem tu post dt. odbudowy po dole mentalnym, załamaniu i depresji.
Od tamtej pory trochę się zmieniło - i to na lepsze
wychodzę z tego szamba. Wziąłem się za siebie, dostałem się na wymarzone praktyki, w robocie układa mi się znacznie lepiej. Moja pewność siebie i poczucie własnej wartości strzeliły w górę (daleko jeszcze do stanu optymalnego ale progres jest znaczny).Więcej czasu spędzam na samorozwoju, ograniczyłem bezproduktywne siedzenie na kompie a ćwiczenia sprawiają, że czuje się lepiej sam ze sobą. W ramach wychodzenia ze strefy komfortu stwierdziłem, że spróbuje czegoś nowego - po raz pierwszy w życiu morsowałem! Długa jeszcze przede mną droga - ale widzę progres.
Przełamałem się tez w innym aspekcie - odezwałem do starego kumpla i razem wyskoczyliśmy do klubu. Po raz pierwszy od 1,5 roku. I wiecie co? Nie dość, że super się bawiłem to jeszcze poderwałem dziewczynę i w bonusie wraz z jej uśmiechem i błyskiem w oku dostałem też numer. Nie skorzystałem- bo nie mam chwilowo parcia na poznawanie kobiet ale sam fakt ze mi się udało i wywołałem duże zainteresowanie u kobiety- daje ogromnego kopa. Wiem, że ta akcja brzmi trywialnie - ale jak dla mnie - faceta który był w totalnej rozsypce - obecnie to niebo i ziemia.
W tym całym "wychodzeniu z szamba" gnębi mnie i ciąży mi jedna rzecz- życie towarzyskie.
Dlatego chciałbym was zapytać - jak to jest z atrakcyjnością faceta w przypadku kiedy nie ma on paczki znajomych, super zgranego towarzystwa i rozbudowanego życia socjalnego.
Przez swoje problemy i zachowania pogubiłem znajomych i dotychczasowe towarzystwa. Staram się odbudowywać relacje i kontakty które jeszcze są oraz te które się urwały ale jest ich niewiele i są na różnym poziomie. Ze zgliszcz które za sobą zostawiłem wiem, że w sumie nigdy nie będę miał "ekipy" z prawdziwego zdarzenia. Ludzie mają swoje towarzystwa, pobudowane więzi z innymi ludźmi i ciężko mi nawiązać coś trwalszego i głębszego. Bardziej to jest na zasadzie pojedynczych, niepowiązanych ze sobą znajomych. Brak ekipy, imprez, rozrywkowych znajomych sprawa, że mam trochę na tym punkcie kompleks i blokuje mnie to w kontaktach z kobietami. Mam przekonanie, że przez to nigdy nie będę atrakcyjny dla pięknych i atrakcyjnych kobiet bo na dłuższą metę (mówię o etapie związkowym) brak wyjść na imprezy czy domówki z moimi znajomymi sprawi że bedę nieatrakcyjny w jej oczach. Będzie mnie miała za needy gościa który nie ma znajomych. Wiem ze to brzmi głupio ale takie mam obecnie na to spojrzenie... Dlatego chciałbym zapytać jak to u was wygląda z życiem towarzyskim a podrywaniem i związkami.
Mówię o wieku 24+.
Gratulacje za taki progres, fajnie poczytać;)
Co do życia towarzyskiego to pierdolenie że każdy ma ekipe. Ja miałem w liceum, na studiach trafiłem na wydział gdzie dziewczyny to 10% i moze że 3/4 warte uwagi. Kumple to albo debile ale ziomki 28+ (teraz). Na domówki chodziłem tylko do znajomych mojej byłej, ze swoimi ziomkami tylko na piwka, tak naprawdę mam 3-4 dobrych przyjaciół ale każdy z innej parafii, więc większe domówki to tylko na urodziny.
Dlaczego to mówię? Bo to totalnie nic nie zmienia w kontaktach z płcią przeciwną.
Wolę mieć swoją ekipę kilku osób niż latać na imprezy z ludźmi których ani lubię ani szanuję.
Także totalnie się tym nie przejmuj, rób swoje, realizuj się w życiu prywatnym i trzymaj z nawet jednym/dwoma zaufanymi ziomkami, więcej Ci nie potrzeba, a znajomych się pozna w pracy albo na jakichś zajęciach typu boks itp (sam mam mnóstwo znajomych ale nie mam potrzeby rozwijać z nimi bliższych relacji).
Żadna normalna laska nie spojrzy na Ciebie krzywo dlatego że nie chodzisz co tydzień na domowki, dopóki sam nie będziesz się za to ganił (co jest idiotyczne stary).
Lecisz w dobra stronę i nie zmieniaj kursu.
A co do numeru to nie bądź pizda, zadzwoń i się umów, choćby dla samej praktyki z kobietami bo wnioskuje że dawno nie randkowaleś to Ci się przyda
~Mówi się że Twoje hobby to kobiety, dziewczyny i panienki.
~I małolaty, nie zapominaj!
To, co piszesz, może wynikać z iluzji, jaką tworzy FB: że wszyscy wokoło mają mase znajomych i intensywne życie towarzyskie, a my nie, bo mamy tylko kilku bliskich kumpli/kumpele. Masa lasek tez tak ma - niewiele koleżanek, które nie są "znajomymi" obgadującymi je przy okazji. Wiele ludzi tez udaje bycie cool, że mają nie wiadomo ilu kumpli i szacun w wielu środowiskach.
Realne życie jest bardziej prozaiczne.
Nie bać się, tylko działać.
dobrze że "napatoczył" się ten wpis bo właśnie tego szukałem
i twojej wypowiedzi w tym temacie az mi się dobrze zrobiło
Nie odkładaj niczego na jutro nawet jak nie widzisz sensu zagadania do laski i tak zagadaj utwierdzisz sie w tym przekonaniu lub wygrasz
) Działaj a kiedyś ci się to obróci w profity.
Miło przeczytać, polecam się na przyszłość

Nie bać się, tylko działać.
Bzdura.
Ja mam jednego dobrego przyjaciela. Plus dwoje braci ciotecznych z którymi mam bardzo bliski kontakt.
Na przestrzeni lat poznałem masę osób. Ze wszystkimi kontakt się albo urwał albo stopniowo ochładzał. Powiem więcej, kiedyś miałem podobną rozkminę co Ty i zacząłem poznawać masowo osoby dla samego poznawania co mijało się z celem i kończyło się jak wyżej. Wszystkiego czego potrzebujesz, żeby kogoś poznać to wspólny kontekst. Potem, kiedy wiesz że coś więcej może was łączyć, przechodzicie na bliższe kontakty. Ale tutaj też "uważaj z kim tańczysz bo życiowy parkiet bywa śliski". Nie zwierzaj się każdemu ze swoich problemów, nie otwieraj się za szybko.
Jak laski patrzą na brak znajomych? To zależy od danej kobiety. Jeżeli jest typem imprezowiczki, która ma masę znajomych to wyda jej się to dziwaczne. Ale to nic straconego, bo przecież jesteś facetem który pracuje nad sobą i nie lubi tracić czasu na bzdury.
Jeżeli jest introwertyczką to będziesz miał dużego plusa.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.