Hej, chciałem was podpytać jak sobie poradzić z odstawieniem "codziennej czynności". Zakładając, że jeśli budzisz się codziennie i pijesz kawę, po czym zamierzasz z tym skończyć to znajdziesz sobie jakieś zastępstwo, żeby po prostu była wykonywana ta sama czynność czyli "picie", oszukując organizm, że nie jest to kawa, której sam się domaga.
Odstawiłem jakiś czas temu marihuane.. Mam 23 lata, paliłem codziennie od paru lat.. na pewno cały okres studiów, dzień w dzień było jarane. Ludzie zaczęli postrzegać mnie już tylko z tym.. Gdziekolwiek nie poszedłem pytali się czy "mam coś ogarnąć", nigdy nie miałem z tym problemu, nigdy nie miałem przez to kłopotu.
Początkowo jaranie nie wykluczało mnie z życia. Mimo, że byłem mniej wydajny, ale byłem w stanie czytać, pisać, prowadzić samochód, spotykać się i rozmawiać z ludźmi, tylko, że nie miałem na to ochoty.. Najlepiej się czułem sam paląc lub z kimś kto ze mną palił, wieloktronie znajdowałem się w sytuacji, że byłem jedyną osobą palącą z towarzystwa, nie przeszkadzało mi to, żeby zapalić grubo tzn.. wiadro ew 2 bonga, 1 dżojek to nic nie klepał. Paląc z wiadra w towarzystwie młodych dziewczyn.. czułem się jak rasowy ćpun. Zauważyłem, że mnóstwo czasu ucieka mi przez palce i praktycznie nic mi się nie chce. Poza paleniem. Dosłownie było to dla mnie jak nirvana. Ktoś mnie zdenerwował w pracy.. pomyślałem "już zaraz sobie zapale i będzie ulga" coś mi się nie udało, szedłem smutny, zdruzgotany "zaraz walne wiadro i zapomne, bedzie fajnie". Coraz rzadziej spotykałem się z ludźmi "obcymi", głównie otaczałem się osobami, które na codzień widziały, że palę i nie było to dla nich żadnym "wow". Obawiałem się nawet rozmawiać z piękną ekspedientką w sklepie, ze strachu, że rozpozna moje najaranie. Wszystko zaczeło się od kiedy.. zacząłem się łapać na tym, że paliłem nawet wtedy, kiedy nie miałem na to ochoty, a jedynie tak, z bezmyślnego przyzwyczajenia. Coś jak fajka na przystanku autobusowym. W okresie studenckim, praktycznie zawsze na przystanku odpalałem fajke, mimo, że wcześniej wyjarałem 2-3, przystanek = palę. No i czasem, gdy stałem przed wyborem, na co wydać pieniądze, zamiast jedzenia kupowałem trawkę. Nagle okazało się, że ta używka rządzi moim życiem: pozwala rozerwać się, zapomnieć o kłopotach, sprawić sobie przyjemność, coś załatwić, obejrzeć telewizję, posłuchać muzyki lub zasnąć. Po tylu latach jarania negatywne skutki palenia zaczęły przewyższać pozytywy. Zaczęła zawodzić mnie pamięć. Ludzie mnie unikali, bo zazwyczaj nie robiliśmy nic innego tylko jaraliśmy. Mój słownik stał się ubogi, zacząłem mieć problemy z prawidłową pisownią, stałem się mniej błyskotliwy. I bardzo bardzo nerwowy. Zacząłem łapać się na paranoicznych obawach. Moja zdolność koncentracji spadła do zera, podobnie jak koordynacja. Przez to wszystko.. straciłem pracę i dotychczas nie skończyłem studiów, gdzie została mi do napisania tylko praca dyplomowa..
Odechciało mi się czegokolwiek, na nic nie mam ochoty.. Mam wrażenie, że głównie czekam na koniec. Wieloktronie miałem myśli, że coś mi się może stać jak gdzieś idę, czy to wypadek czy nagły atak.. Ba! Nawet tego oczekiwałem, bo czułem, że to "coś zmieni w moim życiu". Nie miałem ochoty żyć dłużej tak jak teraz.. I dotychczas nie umiem sobie z tym poradzić, czuję się niepotrzebny i niechciany.
Dodam od siebie na pocieszenie ze gorzej jest byc skonczonym alkoholikiem
Dasz rade.
Wo chlopie u mnie to dycha tygodniowo schodzila. Upierdolony od rana do wieczora. W pracy, poza nia i w domu. W zadnej pracy dosyc dlugo sie nie utrzymalem,bo kto chce miec cpuna na pracownika haha Mocno sie natrudzilem, zeby zaprzestac,ale w glownej mierze psychodeliki i leki mi pomogly od psychiatry- nie ukrywam. Jedyne co mi trawa wspanialego podarowala to lęki, paranoje i depresje. Ktora potem doprawilem twardymi. Generalnie nie ma co pierdolic kocopolow, ze silna wola potrzebna i bla bla, bo takie cos to mozna 5letniemu dzieciakowi wciskac kit,zeby poszlo do przedszkola. Jak jestes rozumna osoba to sam predzej czy pozniej dojdziesz do wniosku, ze cos co powinno dac ukojenie, spokoj... daje zupelnie co innego niz bys tego chcial. Nie pale nalogowo od 1.5 miesiaca, wezme sztuczke moze na weekend co 2-3 tygodnie jak nie rzadziej i jest znacznie lepiej.
Lepiej nie pytac.
Nie chce mi sie rozpisywac bo to sensu nie ma. Wiadomo co czlowiek to co innego, ale jesli chodzi o jaranie to w duzej mierze tak to wyglada hmm
"Siema ludzie, ja byłem w cugu praktycznie od początku studiów (mam 26 lat, czyli jakieś +/- 7 lat), zdarzały się krótkie jedno lub kilkudniowe przerwy, ale nic poza tym. Trzeba nadmienić, że aż tyle nie paliłem - tzn paliłem bonia lub wiadra w taki sposób, że sztuka (z wagi) starczała mi na 3-5 dni.
Skończyłem studia (chociaż trochę się przedłużyły, ale to nie tylko przez zielsko, z natury jestem typem myślący - leniwy), w czasie studiów pracowałem jako korepetytor matematyki indywidualnie i w firmie (tak, bywałem ujebany na lekcjach xD, ale to raczej jak już faza schodziła). Teraz pracuję w zawodzie i moja praca wymaga ogarniętego myślenia i liczenia.
Ciężko powiedzieć, że rzuciłem - na pewno jeszcze zapalę nie raz, nie dwa, ale powiem wam jak do tego doszło, że już nie jestem w cugu i nie czuję takiej potrzeby, a wręcz przeciwnie.
Dorosłem (dojrzałem?) do tego %-D Ogólnie rzecz biorąc, kiedyś znajomy, który miał przygody z różnymi dragami, powiedział mi, że dopóki jesteś na jakimkolwiek haju - niczego się nie nauczysz.
Po wieloletnim paleniu stwierdzam, że trudno się z nim nie zgodzić, choć nie do końca. Uczysz się nowych rzeczy, ale o wieeele wolniej, co związane jest ze zdupioną koncentracją i pamięcią.
Po pierwsze: lubię gry - zaczęło mnie wqrwiać, że grając w jakieś gry z fabułą, wczytując grę, nie wiedziałem w jakim momencie historii jestem i w sumie o czym w ogóle jest historia. To samo tyczy się filmów etc. No bez sensu.
Po drugie: ogar w pracy i nauka nowych rzeczy. Zaczęło mi być wręcz głupio, że pytam 10 razy kolegę z pracy o jakąś funkcję programu, bo mam zbyt duże dziury, żeby zapamiętać po 1 czy 2 razie.
Po trzecie: co za tym idzie - hajs. Nauka nowych rzeczy i doświadczenie zawodowe przekładają się na hajs w przyszłości. Już mniejsza o oszczędzanie, bo godzina - półtorej godziny korepetycji po pracy starczała, żeby kupić sobie sztukę, więc to tak nie bolało.
Po czwarte: zdrowie. Nie mam pojęcia jakim sposobem po wieloletnim paleniu niektórzy nie odczuwają zalegającej flegmy, plucia w nocy czy nad ranem. Ogólnie, co dziwne, chyba mam coś na zasadzie uczulenia na zioło. Nie jaram - jest ok. Jaram - na drugi dzień psikam, smarkam. Oczy zajebane jak hoho, krople niewiele dają. Odstawiam - znowu jest ok. Posrane. Może to (świąd w nosie, psikanie, smarkanie) od wysuszonych śluzówek?
Więc w końcu stwiedziłem, że to dalej nie ma sensu, że jak chcę czegoś AUTENTYCZNIE doświadczać (czyt. przeżywać historie z filmów, gier) i mieć jakieś pojęcie (lubię mieć właśnie pojęcie o grach czy filmach i móc o tym pogadać z innymi) to trzeba fest ogarniczyć, bo na fazie to chuja zapamiętam. A oczywiście grałem/oglądałem filmy na fazie i chuja pamiętałem %-D
Skutki odstawienia? W sumie same pozytywne. Brak snu wydaje mi się być często wkrętką w głowie (kurwa nie jaram to teraz nie mogę zasnąć), chociaż też tego doświadczałem. Spięcie mięśni - trzeba sobie uświadomić, że tak się właśnie normalnie żyje. Zająć się czymś - aktywność fizyczna, zajawki wszelakie. Ja tam lubię grać i nadrabiam te przejarane lata, gdzie nie mogłem zapamiętać fabuły - a niektóre gry mają ją fantastyczną.
Ziomki, z którymi jarałem też "dorośli" - kobiety i życie ich postawiło na nogi. Teraz czasami, jak jest okazja, spotkamy się raz na x miesięcy i z chęcią spalimy wąsa - dla śmiechu, dla gadki. Rzadkie palenie = brak zmuły, dłuższa i przyjemna faza, tak jak kiedyś. Co ważne? NIE PRZYNOSIĆ JARANIA NA CHATE. Spotkania towarzyskie gdzieś - czasami można przypalić. Samemu na chacie - nie. Zresztą zobaczcie powyższe punkty i łatwo stwierdzić, że to po prostu bez sensu
Pozdro i pchajcie życie do przodu. Z reguły jaranie się po jakimś czasie po prostu nudzi. : D"
Od siebie jeszcze w sumie dodac moge, ze na detoxie takich nocnych potow, koszmarow i oobe to w zyciu nie mialem. Wiec sie robercik szykuj xd
Lepiej nie pytac.
No i tacy ludzie mi sie podobaja. Mam nadzieje, ze za legalziacja nie jestescie
Lepiej nie pytac.
Młodzi adepci czytajcie to co nałogowe palenie marihuany może zrobić z wami.
Też wypowiem się na ten temat.
Palę marihuanę, to za dużo powiedziane.
Palę raz na pół roku, może 8 miesięcy. 1 Gibon na 3 osoby..
Lubię ten stan maksymalnie 5 minut, później się wkurwiam, że nic mi się nie chce i zamiast robić coś, jestem wtedy przez kolejny dzień leniwą pizdą.
Rzeczywiście doznania seksualne po trawce są ciekawe..
|Życie jest krótkie i jeśli masz na coś ochotę to to zrób, ale licz się z konsekwencjami| & |Kobieta jest jak motylek w Twojej dłoni, jeśli zaciśniesz ręce, motylek udusi się, jeśli otworzysz je za mocno, motylek odleci|
Dzięki chłopaki za wsparcie
. Co mogę jeszcze dodać.. to sprawa relacji damsko-męskich. W końcu to forum głównie tego dotyczy.
Przez całe to moje życie "na haju" zepsułem wszystkie relacje z kobietami. Bądź co bądź, odczucia w stanie ukojenia są paradoksalnie 2x mocniejsze niż na trzeźwo. Także, często chodziłem w ciemnych okularach na randki i nie było z tym żadnego kłopotu, rzadko która dziewczyna miała odwagę coś powiedzieć "o oczach". Tylko, że działa to też w drugą stronę.. Jak potrafiłem się zbliżyć do owej dziewczyny "najarany" to później ciężko mi było zrozumieć czemu ona się ode mnie odsuwa "najarany". Męczyłem przez to wiele dziewczyn, totalnie bez sensu. Na trzeźwo zajmę się robotą, cokolwiek, pouprawiam sobie trochę "domowego sportu" i w ogóle nie myślę o relacjach. Najarany? Nie robiłem nic, tylko czekałem aż jakaś dziewczynka się odezwie. Co człowiek ma w głowie to jest też niezła historia. Mówiłem/pisałem takie głupoty, że aż żal mi to było później czytać.
Konkluzując. Marihuana więcej zabiera niż daje.. Zabrała mi na pewno dużo pewności siebie. Ja już się tak do tego przyzwyczaiłem, że nawet na trzeźwo miałem paranoje, że jestem najarny i co dalej. Jakikolwiek patrol Cię zatrzymuje.. od razu stres, mimo że teoretycznie jestem czysty tak? Ale gdzieś w podświadomości to zostaje.
Nic nie szkodzi w małych ilościach. Zawsze było mi bliżej do palenia niż picia, bo pomagało mi to w sporcie. Trzeba przyznać, że marihuana zajebiście działa na rozluźnienie mięśni. Uważałem, że to nic takiego, że sobie zapale
. Często paliłem bezpośrednio po treningu, przed posiłkiem.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie uważałem to za "coś złego". Tylko jarałem to jak fajki. A powiem szczerze, że poprzez pryzmat odstawienia tej używki.. Na trzeźwo żyje się o wiele lepiej. Człowiek jest bardziej wydajny i ma więcej ochoty na życie.
Kolejnym moim punktem będzie rzucenie fajek
, mam nadzieję żę się uda za jakiś czas.
Pozdrawiam
Też kiedyś dużo paliłem, bardzo dużo. Różnica jest taka, że nigdy nie paliłem sam - miałem kumpli którzy jarali. Później się okazało, że to nie koledzy, tylko koledzy od jarania. Kiedy zacząłem odmawiać to skończyły się przyjaźnie. Dzisiaj się zdarzy, marihuana jest o tyle dobra, że jak masz łeb na karku to możesz sobie od czasu do czasu zapalić i nie wrócisz do tego jak alkus do wódy po jednym kieliszku. Wbrew pozorom uważam, że zaprzestanie palenia nie jest wcale trudne, to tylko zmiana nawyków i przyzwyczajeń - nie wierzę w jakieś mega silne uzależnienie od gandzi, ja nie miałem żadnych negatywnych skutków "odstawienia". Mogę się mylić i ktoś może mieć inaczej, choć wątpię. Tak czy inaczej - polecam zdecydowaną większość swego żywota przejść na trzeźwo, zbyt częste zerwanie kontaktu z rzeczywistością nigdy nie będzie dobre, nieważne jak osiągasz taki stan.
Kiedyś inny niż teraz
Teraz inny niż wszyscy
Po pierwsze nie pokonasz nałogu jaki on by nie był jeśli nie masz silnej woli. Ja też owszem lubię sobie zajarać, ale nie jaram nie wiadomo ile (nie walę wiader oraz nie palę z bonga). Nie palę przed pracą, nie palę w trakcie pracy, ogólnie w ciągu dnia nie palę w ogólę, jedynie wieczorkiem jak jest nudno siedzę przed kompem zgarnę buszka i coś obejrzę. Jeśli czujesz że masz problem, spróbuj to przedewszystkim ograniczyć, krok po kroku, jeśli chcesz całkowicie wyzbyć się palenia a twoja psychika jest słaba i każda niegatywna sytuacja za dnia lub każda wolna chwila sprowadza się do tego ze musisz zajać iść się leczyć
Kiedyś byłem za legalizacją bo uważałem , że to normalna używka . Nawet się kiedyś raz zjarałem , ale palić to co dziennie ? To zamula mózg . Każdego kto znałem co palił to miał na wszystko wywalone i nie specjalnie się tym przejmował . Dwóch gości takich znałem . Taki jeden gość pracował dwa razy w mojej firmie i dwa razy go wywalili . Nikt nie chciał z nim pracować taki to był leszcz i obibok . Marihuana to hamulec w rozwoju osobistym . Rz na ruski rok można to zapalić , ale bez przesady .....