Cześć, to mój pierwszy post, więc wypada się przywitać. Konto założyłem dzisiaj, stronę śledzę pewnie ze dwa lata. Postaram się streścić tę historię, ale obawiam się, że mogę się rozpisać. Postaram się jednak nie przynudzać, jedziemy...
Byłem pipą, nie znałem tej strony, wierzyłem w jakieś głupoty na temat kobiet narzucone pewnie przez nie same. Poznałem ją jakoś na przełomie 2/3 klasy liceum (teraz 23 lata, ona jest 2 lata młodsza) od razu zaczęło ją do mnie ciągnąć, to ona pierwsza do mnie napisała, przytulała się do mnie, również przy znajomych, łapała za rękę, siadała na kolanach, ja raz - byłem cipą, dwa - byłem zakochany w jej przyjaciółce. Staliśmy się przyjaciółmi, ja zrozumiałem, że byłem głupi. W niej zakochał się mój przyjaciel, odbiłem. Później jak mój kumpel nic z nią nie stworzył chciała nadal spotykać się ze mną. On mi płakał, depresja itd. Odpuściłem. Ona znalazła sobie chłopaka, frajera, cwaniaka, zero. Powiedziałem jej co o nim sądzę, spróbowałem ją pocałować, choć wiedziałem, że odwróci głowę. Powiedziałem, że nie będziemy przyjaciółmi. Mimo to spotkała się jeszcze kiedyś ze mną, gdy była z nim. Ostatecznie zerwali. W zasadzie nie mieliśmy ze sobą kontaktu, aż w końcu któreś się odezwało, raz ja, zarzuciłem żeby się spotkać, spotkaliśmy się. 4 miesiące cisza, odezwała się ona do mnie, a to przy okazji urodzin, a to życzeń świątecznych, każda wymiana zdań na fejsie kończyła się spotkaniem. W końcu to ja wszedłem w związek z kimś innym, ona o nim (o związku) wie. Wysłałem jej życzenia świąteczne - chciała się spotkać, wysłałem jej urodzinowe, chciała się spotkać, spotkaliśmy się mówiła żebym się odzywał, olewka z mojej strony. Teraz pod koniec sierpnia to ja miałem urodziny. Złożyła mi życzenia, chciała się spotkać, to ja pierwszy kończyłem nasze ostatnie spotkania, zawsze robiła smutną minę. Mówiła, że brakuje jej tego, żeby mieć się do kogo przytulić. Jak ją przytulałem, to zawsze ja pierwszy odklejałem ją od siebie. W sobotę zadzwoniła o 1 w nocy z pytaniem, czy nie podrzucę jej do domu (była lekko wstawiona), ja byłem z kumplem, z nią przyszedł typek i jakaś laska, czy ich podrzucę też, mówię spoko. Na dzień dobry chciała buziaka, nie dałem jej, powiedziała że mam wszystkich porozwozić do domu, a ją ostatnią. Po drodze powiedziała, że to przeznaczenie, że akurat wracałem (jechałem z miasta oddalonego 300km, a zadzwoniła jak byłem 5km od mojego miasteczka. Miała żal, że się nie odzywam. Odwiozłem ją do domu, nie chciała wychodzić, stanąłem w lasku za jej domem, pobawiłem się jej włosami, tylko patrzyła na mnie i się uśmiechała. W radio poleciało Lady Pank - Zawsze tam gdzie ty, zaczęła podśpiewywać. Chciałem ją pocałować, przypomniałem sobie, że mam laskę, odwiozłem ją do domu, napisała mi jeszcze smsa: "dzięki, dobranoc, odzywaj się". Zadzwoniłem do niej po 4 dniach, pogadałem 4 minuty, powiedziała, że myślała, że jak dzwonię to będę chciał się spotkać. Skończyłem rozmowę jako pierwszy. Z moją laską mi się nie układa, chyba najdobitniej mówiąc odkochałem się, uczucie wyparowało. Teraz pytanie dla tych co dobrnęli.
Czy uważacie, że taki szarpany kontakt, że to ciągle wraca, możliwe żeby to nic nie znaczyło, że widzi we mnie nadal tylko kumpla? Miałem wiele koleżanek i zawsze po różnych tego typu perypetiach kontakt całkiem siadał. Ona długo nikogo nie ma, a jest ładna i kasiasta. Tak więc...
P.S. Rzuciłem monetą,żeby zdecydować co robić, to dobry sposób, rzucasz i wiesz, albo chcesz powtórzyć rzut, albo go akceptujesz. Orzeł - idzie nowe, Reszka - brak zmian.
Rzucam - orzeł
Heh, ciekawe czy jeszcze raz by wypadł
Rzucam - orzeł
Jak wypadnie 3 raz to chyba w to uwierzę...
Rzucam - orzeł
Szok
Dzisiaj rzuciłem jeszcze raz, wypadł orzeł. Zapraszam do dyskusji.
Coś mi się ścięło w telefonie, dodało dwa wątki. Proszę modów o zrobienie porządku i wybaczenie tego falstartu.
Kiedyś inny niż teraz
Teraz inny niż wszyscy
To zależy od tego jak się przy Tobie zachowuje. Jeśli inicjujesz dotyk a ona się uśmiecha (pewnie licząc na cłowioś więcej) to znaczy, że nie jesteś w jej głowie jakimś tam kolegą. Z resztą z innych jej zachowań też to wynika. Jeśli wypadł Ci orzeł i uważasz pannę za wartą zachodu to pewnym krokiem idź w tą stronę, bez wahania bo wyjdziesz na kogoś kto nie wie czego chce. No i najpierw zerwij z tą, której nie kochasz bo tak czy siak pewnie jesteś z nią już tylko po to żeby z kimś być. Odnoszę wrażenie, że sam wiesz co robić tylko szukasz potwierdzenia z zewnątrz.
ależ Ty rozmemłany... Serio jestes facetem? Dzwonisz, nie dzwonisz, spotykasz się, przytulasz, chcesz, nie chcesz, podwozisz,odwozisz... No kurrrr, staaaaary!!!
Masz dziewczynę? To tej odpusc. Chcesz cos z nią? To zadziałąj konkretnie i nie dawaj sprzecznych sygnałów!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Nie chodzi o to, że boję się uderzyć, albo że stracę ten nowy obiekt. Gdybym odrzucił moralność, nie miałbym żadnego problemu, po prostu bym spróbował. Konkluzja jest taka, że muszę podjąć decyzję co zrobić i raczej nikt nie zrobi tego za mnie. Problemem w zasadzie jest to, że do obecnej Pani jakoś straciłem uczucie,ale zakładam, że gdyby nie pojawiła się inna, to rozstanie przemyślałbym jeszcze trochę. Pod wpływem innej kobiety mogę zrobić coś, czego później będę żałować. Nie, nie interesuje mnie przyjaźń ze starą kumpelą, jeśli relacje, to oparte na seksie. Bardziej chyba zależy mi na stwierdzeniu, czy jeśli myślę, że z obecną to nie jest to, to czy jest sens czekać na niewiadomo co i być może z czasem stracić tamtą okazję. Może faktycznie jedyne czego oczekuję to potwierdzenie, że jest jak myślę, że zważywszy na okoliczności lepiej pozbyć się starego drzewa i posadzić nowe, póki gdzieś tam jest ziarenko, które kto wie... a jak nie... to podobno bardziej żałuję się rzeczy, których się nie zrobiło. Ponadto potrzebowałem takiego zimnego prysznica, bo w zasadzie nie wiadomo o co tej starej znajomej chodzi. Uważam jednak, że jeśli będę z nią postępować rozsądnie, zgodnie z ideą tej strony to ją zdobędę.
Kolega się przyczepił o "ładna i kasiata" - mnie pociąga bardziej jej inteligencja, tej cechy zapomniałem dopisać. Chodzi tylko o to, że pewnie podbija do niej masa gości, którzy widzą w niej nie to, co powinni, a ona jest sama, od długiego czasu. Pewnie skończy się tak, że spróbuję, zwierzęcy instynkt i chęć zdobycia, poza tym jak tylko myślę o tych nowych emocjach, rozgrywce, "walce", to uśmiech pojawia się na pysku. Cieszy mnie to. Chętnie bym się pochwalił, że zdobyłem byłą przyjaciółkę.
Moja obecna Pani nie dała się pocałować przez 4 miechy, seks chyba po pół roku. Musiałem ją zdobyć i dopiąłem swego (kierując się waszymi naukami i zimną krwią), choć pewnie wszyscy mówiliby mi po 6 spotkaniu, że to nie ma sensu. Pieprzyć konwenanse. Teraz to ja chce zrezygnować, nie ona.
Podsumowując, dzięki za kopa w dupę, czas wziąć się w garść, jak skończę sam, to będę mieć więcej czasu dla siebie, kiedyś więcej czytałem, pływałem...
To tyle, pozdrawiam.
Jeśli macie jakieś rady, prócz "poczytaj blogi", to chętnie je przemyślę
Kiedyś inny niż teraz
Teraz inny niż wszyscy
Uzależniasz swoje życie od faktu bycia z kimś. Nie obraź się ale z tego co piszesz wynika, że stwierdzenie "byłem pipą" nie zupełnie pokrywa się z rzeczywistością. Ty ją po prostu zapudrowałeś.
"jak skończę sam, to będę mieć więcej czasu dla siebie, kiedyś więcej czytałem, pływałem..." - no faktycznie.
Kiedyś inny niż teraz
Teraz inny niż wszyscy
Już się spotkałem, pierdzieliła coś, że ma dużo kumpli, którzy są tylko kumplami, a ja stałem przy swoim, że to tak nie działa. Powiedziałem jej, że jest kokietką i nie będę z nią się przyjaźnić. Zapytałem czy wg. niej to normalne, i czy z kimś jeszcze ma takie relacje, nie ma. Odwiozłem ją do domu: "To co, pewnie za pół roku znów się spotkamy"? Ona: "Pewnie przy okazji świąt". Chciała przybić piątkę na pożegnanie, żebym nie zarzucał, że kokietuje, powiedziałem że jej nie przebije. Jak będę mieć ochotę, to się do niej odezwę. W tym czasie muszę poukładać swoje sprawy. To w sumie tyle. Powiedziałem, że regularne spotykanie się "przyjacielskie" jest niezdrowe i prędzej czy później instynkty nad którąś stroną przejmą kontrolę. Uważam, że temat bardzo trudny, ale nie ma rzeczy niemożliwych. W każdym razie nie nastawiam się na nic, to tyle. Pozdrawiam
P.S. Wcześniej oczywiście była luźna rozmowa, dużo śmiechu, dopiero później konkrety.
Kiedyś inny niż teraz
Teraz inny niż wszyscy