Cześć.
Pewnie ten wpis bardziej by pasował na bloga, ale nie mam jeszcze uprawnień. 
Pisałem tu na forum parę lat temu. Także możecie porównać, co się zmieniło, a co nie i coś się o backgroundzie mojego życia dowiedzieć, jak chcecie. http://www.podrywaj.org/forum/og...
To co mnie popchnęło do napisania tutaj, to (pewnie niewielkie zaskoczenie) rozstanie z dziewczyną. Po prawie 24 latach samotności przeplatanych kilkoma bardzo krótkimi znajomościami, związałem się ponad rok temu z jedną laską. Dziewczyna ani SHB, ani pasztet, raczej taka po prostu ok, co jednak ważne - bardzo podobne wartości, zainteresowania, dobrze się ze sobą dogadywaliśmy i czuliśmy (co dla mnie jest dużo ważniejsze pod kątem LTR). W końcu pewne rzeczy jednak okazały się nie do przeskoczenia.
Ona chciałaby stabilizacji, może już jakichś zobowiązań, ja na tym etapie zdecydowanie nie. Mam poczucie, że trochę życia zwyczajnie straciłem (jak inni w szkole imprezowali i żyli, ja siedziałem przy kompie, na studiach się dopiero rozkręcałem, ale też powoli) i coś przegapiłem, nie chcę już teraz sobie układać życia.
Ona chciałaby więcej emocjonalnego zaangażowania, ja miałem z tym problem (jak udało mi się uświadomić, jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika, co z pewnością miało i ma na mnie duży wpływ, sporo rzeczy muszę sobie poukładać; zresztą od ponad roku chodzę na psychoterapię, co do której czuję pewną frustrację małymi postępami, ale nie chcę się poddawać)
Ona jest osobą towarzyską, ja raczej introwertykiem. Próbowałem trochę z tym robić, też odczuwałem akceptację i wsparcie z jej strony, ale jednak trudno to przeskoczyć. Gdy szliśmy wspólnie na imprezę z jej znajomymi, było czuć, że ja się nie bawię doskonale i pewnie gdzieś podświadomie wolałbym być gdzie indziej.
No i ta myśl - a może to nie jest ta osoba? Może chciałbym spróbować czego innego i może sparzyć się, ale spróbować, żyć? Dziewczyna jest według mnie naprawdę wartościowa, ma poukładane w głowie, ale w tym momencie nie potrafię stwierdzić, czy to to, czułem że muszę sobie coś poukładać sam w głowie, a jej obecność w moim życiu w tym momencie trochę mnie przed zmianami blokuje.
Długo się zastanawiałem, nie byłem pewien czego chcę, aż w końcu podjęła decyzję za mnie. Powiedziała, że nie jest w stanie dłużej tak żyć. I rozumiem ją, nie próbowałem przekonywać, że się zmienię, zacznę ją kochać, weźmiemy zaraz ślub i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Nie czuję tego teraz, więc było mi to na rękę.
Może będę żałować? Kto wie, ale muszę się sam przekonać. Pojawiają się myśli, że może by tak jednak jeszcze spróbować to pociągnąć? Myślę, że byłyby szanse, ale wiem, że to bez sensu. Coś spowodowało, że to się rozpadło, więc lepiej już do tego nie wracać, nawet jeśli część mnie żałuje, że skończyło się tak a nie inaczej.
Żeby dokończyć opis swojego obecnego życia - mam dobrą, stabilną, dobrze płatną pracę, którą lubię (jestem informatykiem). Zdążyłem przez ostatnie dwa lata zgromadzić całkiem pokaźną sumkę, bo dobra wypłata idzie u mnie w parze z nawykami oszczędzania, nie mam potrzeby kupowania sobie samochodów czy innych wypaśnych dóbr tylko dlatego że mogę, żyję raczej dość ascetycznie. Wolę zainwestować i jak dobrze pójdzie, to za kilka(naście) lat cieszyć się wolnością finansową, nawet jeśli nie pełną, to taką, bym nie musiał zasuwać jak głupi na spłatę hipoteki jak niektórzy i miał czas na to co lubię.
Moim problemem są relacje międzyludzkie. Czuję, że odstaję towarzysko, trudno mi o swobodną gadkę (szczególnie paradoksalnie po alkoholu, dlatego staram się unikać) nawet z ludźmi w pracy czy współlokatorami. Mam zainteresowania i wiedzę o świecie, średnio umiem to sprzedać. To raczej kwestia mojego nastawienia do ludzi (a może raczej do siebie), które staram się jakoś zmieniać, ale różnie idzie. Jeszcze w kontakcie jeden na jeden jestem w stanie to pociągnąć, ale zwrócić na siebie uwagę w towarzystwie, to już wyższa szkoła jazdy.
Tutaj pytanie - wydaje mi się, że w tym momencie przydałyby mi się miejsca lub aktywności, które szczególnie by zachęcały lub nawet zmuszały mnie do kontaktów z ludźmi i dawałyby mi szanse na poznanie kogoś nowego (oczywiście też lasek). Jakieś ciekawe pomysły? Kluby czuję że nie są dla mnie, DG chcę popróbować, chociaż bardziej raczej na zasadzie treningu niż faktycznie jakiegoś źródła lasek.
Jednak najlepsze są miejsca, gdzie kontakt jest naturalny, niewymuszony, gdzie jest jakiś wspólny kontekst. Tak zresztą poznałem właśnie wspomnianą już byłą i myślę, że to dobry kierunek, tu można poznać naprawdę wartościową laskę.
Ćwiczę trochę fizycznie (chodziłem parę lat z różną intensywnością na siłownię, ale znudziło mi się, obecnie robię w domu pompki i podciągania się na drążku). Chciałbym spróbować czegoś nowego, może sztuki walki?
Nie będę kończył spytaniem was, jak żyć. Sam muszę to ogarnąć, nikt mi życia nie poukłada. Temat dla atencji
A tak na serio to przelanie myśli na klawiaturę pomogło mi trochę uporządkować coś w głowie, dziękuję forum za tę możliwość. Dzięki za uwagę, jakakolwiek informacja zwrotna mile widziana.
Hej, dzięki za odpowiedź!
To nie jest nowa myśl i też się długo zastanawiałem nad tym, jaki wpływ na moje podejście do niej miała właśnie ta część mnie. Po to chodzę na terapię, żeby kiedyś sobie z tym poradzić, ale wiem, że to długi proces i do tego czasu lepiej jednak lasce oszczędzić tego (wiem, że źle znosiła mój dystans emocjonalny, podczas gdy ona potrzebowała oparcia).
Może i szukanie sobie usprawiedliwienia, tak czy inaczej kości zostały rzucone i muszę się zastanowić co dalej.
@anagram: Generalnie szczere rozmowy o tym, co leży mi na sercu nie są moją mocną stroną, też staram się nad tym jakoś pracować. Porozmawialiśmy trochę szczerzej przy rozstawaniu się, o zaangażowaniu, planach na przyszłość, o tym jak się różnimy. W sumie to co wypunktowałem, w dużym stopniu wynika z naszych wspólnych wniosków.
Myślę, że wszystko byłoby do przezwyciężenia, gdyby była miłość, zaangażowanie. Z mojej strony tego nie było, z jej było przez pierwszy rok, potem też już sobie dała spokój i w sumie ostatnie miesiące to już takie dogorywanie, pod koniec brakowało już większych chęci z którejkolwiek strony. Także znalezienie złotego środka byłoby dobrym pomysłem kilka miesięcy temu, z jej strony na pewno były chęci, z mojej niekoniecznie.
Nie pisałem o niej, bo też nie biorę pod uwagę (czasem przechodzą może takie krótkie impulsy przez głowę, to chyba nieuniknione w takiej sytuacji, ale to głupie), aby jeszcze próbować coś działać tutaj, więc wolę się skupić bardziej na sobie. Padła z jej strony nawet sugestia, że jak się oboje zastanowimy i poukładamy w głowie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować ponownie, jeśli chcielibyśmy (nie wiem czy z nadzieją, czy tak bardziej pierdu pierdu), ale uciąłem w ogóle takie rozważania (bo nawet jeśli tak miałoby być, to myślenie o tym teraz do niczego nie prowadzi).
Wiem że zachowałem się źle i ją skrzywdziłem, najlepiej by było jakbym to uciął już jakiś czas temu. Ona w dużym stopniu rozumie, że z moimi emocjami jest coś nie tak (choć o DDA nie mówiłem, to dla mnie zbyt trudne) i nie ma pretensji (tak deklaruje przynajmniej), choć jest jej ciężko. Chujowa sytuacja, trudno zrobić coś więcej niż przeprosić, przemyśleć i żyć dalej.
@MrSnoofie: Tak, była moją pierwszą poważną laską, wcześniej kilka przelotnych znajomości (do kilku tygodni). Generalnie na początku myślę że całkiem fajnie się układało, ona się bardzo zaangażowała, a moje wycofanie na tym etapie było usprawiedliwione i, co tu dużo mówić, skuteczne (nie musiałem nawet czytać podstaw, by nie mieć ochoty dzwonić do dziewczyny codziennie
). Tylko to, co jest diabelnie skuteczne, potem już niekoniecznie ma sens. Może za łatwo poszło po prostu?
Nie mam obecnie ciśnienia na poszukiwanie kolejnej. Co nie znaczy, że nie zamierzam się kręcić po miejscach, gdzie mogę kogoś fajnego spotkać. Mam ochotę po prostu wyjść do ludzi w tym momencie, chociaż jeszcze nie końca wiem, gdzie dokładnie.