Witam forumowiczów 
Co sądzicie o stwierdzeniu w tytule: "Jeśli łatwo zdobyłeś kobietę, równie łatwo może odbić Ci ją ktoś inny".
Czy jeżeli kobieta szybko i łatwo da nam się uwieść, warto z nią stworzyć dłuższą relację? Czy jednak jest ryzyko, że równie łatwo "zakocha" się w kimś innym będąc z nami, lub szybko straci zainteresowanie? Jak to wygląda z waszej perspektywy? Może macie jakieś doświadczenia związane z zależnością pomiędzy "trudnością" zdobycia kobiety, a długości i jakości związku z nią?
Proszę o wasze przemyślenia/rady/doświadczenia. Z góry dzięki! 
Ja zauważyłem, że w ogóle kobiety są łatwe i nie ma znaczenia czy są ''porządne'' czy też nie. Moje dwie ostatnie przygody ''imprezowe'' to:
1.Laska ma narzeczonego a mimo to ze mną wylądowała w łóżku.
2.Laska ma wieloletniego chłopaka (typ intelektualistki) a ze mną wylądowała w łóżku ale seksu nie było, no bo jak twierdziła ... ma chłopaka. Hahaha
Jak się chłopak podoba kobiecie, to nie problem. Dodajmy trochę klubowego klimatu, szczyptę alkoholu i pozamiatane.
A jak mi chłopaki z podrywaja robią wykłady jak podrywać w klubie, jeszcze tańcem to mnie krew zalewa. Nie ma nic prostszego niż poznanie laski w klubie. Trzeba być z kosmosu by tego nie zrobić. Dlatego dla mnie podryw w klubie to nie podryw.
Też to zacząłem zauważać gdy zająłem się bardziej uwodzeniem kobiet po moim rozstaniu z dziewczyną. Z tego co widzę to co się dzieje w dzisiejszych czasach to niestety smutna prawda. Niedawno nawet miałem sytuacje, kiedy kobiety moich kumpli będące w długoletnich związkach podrywały mnie i dawały jednoznaczne sygnały-wystarczyłoby wtedy tylko bezpieczne miejsce i moją chęć, masakra. Niedawno jeszcze łudziłem się wiarą w to, że kobiety są porządne i nie zdradzają, albo przynajmniej część z nich. No kurwa. W takich chwilach człowiek traci wiarę w to, że kiedyś ożeni się i stworzy szczęśliwe małżeństwo, bo jest ryzyko, że kobieta zdradzi gdy pojawi się wyjadacz, który świetnie zagra na emocjach.
Niby każda kobieta jest inna, a jednak zachowują się i reagują tak samo.
'' W takich chwilach człowiek traci wiarę w to, że kiedyś ożeni się i stworzy szczęśliwe małżeństwo''
A niby po co? Bo społeczeństwo tak kiedyś wymyśliło? Małżeństwo to bzdura, gardzę tą instytucją, niezłośliwie twierdząc
Rozumiem Kołboj. Powiedz mi tylko, czy nigdy nie miałbyś ochoty wrócić do domu, gdzie Czeka na Ciebie ciepły obiad, wysprzątane mieszkanie, dwóch zajebistych synów i piękna, kochająca, napalona na Ciebie żona? Czy nie czujesz się samotny wracając do domu gdzie nikogo nie ma, gdzie "nie ma z kim tej kaszy opierdolić" jak to mówił Snoofie? Z jednej strony masz rację z tym, że nie warto się wiązać, ale z drugiej zajebistym uczuciem jest być dla kogoś najważniejszym. Byłeś kiedyś w jakiejś dłuższej relacji z kobietą lub planujesz kiedyś być?
Przyznam, że do związków mam i miałem pecha, nigdy nic dłuższego nie udało mi się stworzyć. Nie wiem dlaczego, powodzenie mam ale związek to dla mnie wyższa szkoła jazdy.
To o czym pisał Snoofie jest fajne, to jak wygrana w lotka, ale takie coś rzadko się zdarza, trzeba mieć farta by na taką i w taką relację trafić. Z drugiej strony z całym szacunkiem dla Snoofa i życzę mu jak najlepiej ale jakby nagle u niego było koniec, albo zaczęły się gierki przed czy po ślubie to by inaczej pisał
Świat nie jest idealny, trzeba być szczęśliwym ze sobą SAMYM, jak mawiał Sylwek ''świat to nie kolorowe słońce i tęcza na niebie, to bardzo obrzydliwe miejsce'' i trzeba o tym pamiętać w chwilach samotności, gdy idealizujemy życie innych. Nie można przyjąć myśli i tezy jaką Snoofie nagle po latach pojął, że trzeba mieć kobietę by zaznać pełni, szczęśliwego życia. To nie tak. I nie, że się tłumaczę.
Zresztą ... ''czy nigdy nie miałbyś ochoty wrócić do domu, gdzie Czeka na Ciebie ciepły obiad, wysprzątane mieszkanie, dwóch zajebistych synów i piękna, kochająca, napalona na Ciebie żona? ''
Posprzątać, ugotować umiem sobie sam, dzieci mieć nie chcę bo nie lubię dzieciarni a napaloną laskę zawszę gdzieś znajdę w weekend
Pierdolisz wać pan. Statystki z mojego życia. Ile panien w życiu poderwałem? Sporo. Nie wiem, nie mam pojęcia, wstaw se dowolną liczbę od 0 do 1000. Ile poznałem w życiu kobiet o których myślałem, że mogłyby ewentualnie zostać moją przyszłą żoną? Trzy. Z czego dwie poderwałem na ekstra szybciutko. Porządne, ogarnięte laski z zasadami, godne mojego zaufania w wystarczającym stopniu(innych cech nie wymieniam, bo chyba o to ci się rozchodzi głównie). To jest takie pierdolenie, że kobiety są takie czy srakie, nikt nigdy nie mówił, że łatwo jest poznać fajną kobietę. Nie jest. Trzeba przebrnąć przez to całe bagno tych średnich lasek żeby wyhaczyć jakąś perełkę.
Jak się chłopak podoba kobiecie, to nie problem. Dodajmy trochę klubowego klimatu, szczyptę alkoholu i pozamiatane.
Zacznijmy od tego że porządne kobiety będąc w związku nie chodzą po klubach
Ja o tym stwierdzeniu sądzę, że cholera wie. Ludzie są różni, bardzo różni i nie można sprowadzać wszystkich do jednego zachowania. Zapewne w większości przypadków tak jest jak napisałeś, ale na pewno nie we wszystkich. Jeśli jesteś fajnym kolesiem, podpasujesz lasce, umiesz podrywać i szybko ją wyrwiesz to czy to znaczy, że ta laska jest puszczalska i poleciałaby tak szybko na pierwszego lepszego? Absolutnie nie. Porządne panny z zasadami też da się poderwać szybko, one też szukają facetów tak samo jak te dziweczki, mają po prostu często wyższe standardy.
A kolega kołboj to poleciał z offtopiciem konkretnie xd
a ja też uważam, że cholera wie. I chcę jeszcze dodać, że może skłaniałabym się bardziej w drugą stronę (ale to takie spekulacje).
Załóżmy więc, że stara się o dziewczynę chłopak - stara się i stara, kombinuje, pieskuje i... w końcu po pół roku swoje wychodzi, bo dziewczyna nie ma żadnych lepszych opcji, więc sobie w głowie sama zracjonalizuje, że coś do niego czuje. Aleee... pojawi się jakiś inny, który w ciągu dnia obróci jej świat do góry nogami. I dziewczyna zniknie dużo szybciej z życia chłopaka, niż pozwoliła mu siebie do tego życia wpuścić (lecąc do tego od odwrócenia życia).
Jest też druga sytuacja - poderwałeś sobie pannę mega szybko, bo (uwaga, uwaga) tak na nią zadziałałeś, a nie dlatego, że każdy tak na nią działa. Myślisz, że skoro wzbudzasz w niej takie emocje, tak szybko dała się podejść (odrzucając całe racjonalne myślenie), to tak szybko poleci chętna i gotowa do pierwszego lepszego gościa?
Wiadomo, to tylko dwa przykłady, a relacje są dużo bardziej złożone. Dlatego myślę, że nie można generalizować do żadnej skrajności.
To co opisałeś, to jest nic innego, jak tzw. syndrom ladacznicy.
Czyli najprościej mówiąc, degradacja wartości kobiet, z którymi zbyt szybko wylądujemy w łóżku.
Zasadniczo nie lubię odsyłać, ale w swoim ostatnim wpisie poruszyłem dość szeroko ten wątek.
Jak coś to zapraszam do czytania
Głupie myślenie.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Z mojego doświadczenia to wszystko zależy od tego jak zbdujesz relacje. Jak będziesz dawał kobiecie argumenty, żeby Cie olała i odeszła to większość to zrobi. Nie generalizował bym, że kobiety są łatwe. Wiadomo, że jedna zajęta pójdzie w tango, a znów inna nawet nie będzie sie chciała spotkać. Trudno jest spotkać kobietę na całe życie, większość relacji to kwestia kilku miesięcy i po prostu się relacja rozpada. Wynika to z tego że ludzie do siebie nie pasują lub brakuje którejś stronie dojrzałości. Zauważyłem, że niektóre kobiety na początku podchodzą mocno idealistyczne do relacji, a potem po nieporozumieniach przeżywają nagle zdziwienie i znudzenie, bo przecież nie tak miało być.... po jakimś czasie następuje zwrócenie uwagi na innych mężczyzn. Co dalej bedzie to już róznie... ale też nie można każdej kobiety do tego wora wrzucić.
"Sumiennie wszystko planuje. Inni zazdroszą mu farta, nie wiedząc, że on szczęściu pomaga, wybierając odpowiednie szkoły, zapinając pasy w aucie, a nawet planując dietę. Często samotny, bo nawet seks staje się dla niego jednym z zadań do wykonania."
"Jak się chłopak podoba kobiecie, to nie problem. Dodajmy trochę klubowego klimatu, szczyptę alkoholu i pozamiatane.
Zacznijmy od tego że porządne kobiety będąc w związku nie chodzą po klubach "
No i racja czemu tak się unosicie z tą po części prawdą?
Kobieta w związku (nie jest w żadnym ch_jowym ) idzie do klubu z chłopakiem swoim a nie chodzi sama. Nie wyobrażam sobie aby kobieta łaziła do klubów SAMA czy tam z koleżanką/dwiema koleżankami.
No to masz problemy z wyobraźnią. Albo z góry zakładasz, że każdy związek jest na ch. Jest cała masa facetów, którzy nie mają energii/ochoty/nie bawi ich łażenie po klubach i cała masa lasek, które uwielbiają poskakać i potańczyć. Możemy założyć, że każdy związek takich dwojga jest na ch, ale to troszkę za duże uproszczenie.
Bo o to chodzi żeby do związku znaleźć kobietę a nie laskę, a klubowe laski ciągnie do sebków a nie domatorów no chyba że mają sporo $$$.
@kecpres32 Do klubów nigdy nie chodziłem, byłem właśnie w tym roku po raz pierwszy w życiu(nowe doświadczenie) i to mnie denerwuje że tam jest lipa jak mówisz w kwestii poznania dziewczyny która ma coś więcej w głowie niż imprezki. WOLĘ daygame podchodzę do dziewczyny i co zyskuję? Większą szansę poznania dziewczyny która ma coś mi do zaoferowania... I zgadzam się te portale są najgorsze, gorsze niż kluby
Kluby to jednak kluby dalej to miejsce z dupy, lecz nie najgorsze. Z kobietą coś mogę właśnie zdziałać pod względem zbudowania zainteresowania, rozmowy a nie nawalaniu palcami po klawiaturze. Tym bardziej że to wirtualna znajomość i nie widzę jej emocji...