Cześć,
długo się zastanawiałem gdzie i w jaki sposób opisać swój problem. Temat jeżeli chodzi o byłą dziewczynę i jej odzyskiwanie uległy chyba wyczerpaniu i z czasem przeglądając te tematy darowałem sobie złudne nadzieje na powrót. W dużym skrócie, związek był dość toksyczny, szukałem tu porad wcześniej, bo nie radziłem sobie w związku. Zazdrość z jej strony wykraczała poza zdrowy rozsądek i dodatkowo postawiła ultimatum, miałem wybrać między nią a swoją matką. Do tego doszło kilka chory akcji i się posypało, dodatkowo doszły u mnie problemy ze zdrowiem, pracą, studiami i kilka rzeczy w rodzinie, a ona telefonicznie zakończyła znajomość komunikując mi, że ktoś się pojawił.
Nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale olałem sprawę, jej byli przerobili chyba, każde możliwe zachowanie jakie może zrobić facet po rozstaniu poza olaniem. Byli niedoszli samobójcy, byli tacy co odzywali się, żeby pochwalić się nowym samochodem, wysyłali jakieś pół nagie zdjęcia, błagali, obrażali, płakali itd. Dlatego uznałem, że olanie jest najlepszą opcją.
Ten związek trwał ok 3 lat, a pożegnaliśmy się jakoś w połowie października i czuje, że nadal jestem mentalnie w tym samym punkcie. Były kontakty z innymi kobietami, nie byłem w żadnym związku, ale jakieś kręcenia, spacery itd. Bywałem na imprezach, szukam sobie zajęcia, ćwiczę, teraz mam jakąś kontuzję plus chyba bierze mnie grypa, więc zrobię sobie chwile przerwy, sesja zdana praktycznie na samych 5, jest parę koleżanek z którymi utrzymuje kontakt i nic. Czuje się wewnętrznie pusty, jak nie mam zajęcia to mam natłok myśli, jak mogłem tego uniknąć? Owszem nie mam, na nią wyje*ane, to był mój (w sumie jej chyba też) pierwszy poważny związek, gdzie traktowałem dziewczynę i jej rodzinę jak swoją rodzinę i mimo tych problemów niepewnie, ale jednak myślałem o przyszłości z nią. Teraz jest mi ciężko komukolwiek zaufać, a jakoś przelotne znajomości przestały mnie interesować.
Zaczynam myśleć, że chyba za szybko chciałem się "postawić na nogi" po rozstaniu. Nie było mnie tego okresu "wypłakania się w poduszkę", tylko zacząłem działać. Unikałem robienia czegokolwiek na pokaz, te dziewczyna nie jest z mojego miasta, nie mam jej na fejsach itd. więc jest mała szansa, że ją spotkam w najbliższej przyszłość, wspólnych znajomych też nie mamy. Więc cokolwiek robię, robię dla siebie, ale jakoś brak mi motywacji i tego kopniaka.
Z góry dziękuję za wszelkie porady i sugestię, ew chętnie poczytam jakąś literaturę poza blogami z tej strony, bo już je przeczytałem, zwłaszcza blogi BANE'a dały mi wiele do myślenia, więc może być coś w tym klimacie.
Pozdrawiam
Najlepiej podziękować za wspólne przeżyte chwile,zapamiętać te dobre chwile i nie myśleć o złych przeżyciach a jak się przyłapiesz na złych wspomnieniach to 10 pompek.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
"ona telefonicznie zakończyła znajomość komunikując mi, że ktoś się pojawił."
acha. niezwykła dziewczyna - też bym do takiej chciał wrócić:D
"Najlepiej podziękować za wspólne przeżyte chwile,zapamiętać te dobre chwile i nie myśleć o złych przeżyciach a jak się przyłapiesz na złych wspomnieniach to 10 pompek."
Tak, najlepiej niech jej list wyśle z podziękowaniami, że go wspierała jak miał kłopoty ze zdrowiem, studiami itd. a potem telefonicznie zerwała bo kogoś poznała:P
Sorry ale mam dziś czarny humor;D Autorze, dobrze zrobiłeś, że olałeś i spotykasz się z nowymi. Latać za taką laską się nie godzi.
Pasja, praca i inna kobieta. To takie proste
Dziękuję za odpowiedzi i za polecenie literatury
Co do tej dziewczyny, nie chce wrócić, nawet sobie tego nie wyobrażam jak miałoby to teraz wyglądać. Nie odzywam się, kontakt się urwał, a jak ja się dowiedziałem o co chodzi, to przeciąłem sprawę, generalnie to nie rozstaliśmy się w pokojowych okolicznościach. A fakt, że nie jest mi do końca obojętna, to raczej przyzwyczajenie i tęsknota za tymi pozytywnymi momentami. Plus jak nie mam zajęcia w danej chwili to pojawia mi się pytanie, co ja mogłem zrobić, albo jakie błędy faktycznie popełniłem, a jakie wmówiła mi ona i czy na pewno zrobiłem wszystko co mogłem. Wiem, że czasu się nie cofnie, ale myśli mi się samo.
Jeżeli chodzi o inne kobiety, to widzę w sobie zmianę, inaczej mi się z nimi rozmawia niż te parę lat temu i chyba rozmawiam z większym dystansem, dlatego chciałbym się tego pozbyć i przełamać. Poznałem sporo kobiet od momentu rozstaniu, kilka się deklarowało na związek, ale jakoś nic z tego nie wyszło, ale chciałbym ewidentnie ruszyć do przodu.
Cześć,
po tej małej przerwie w moim temacie ponownie postanowiłem napisać post. Bo ponownie pojawił się problem, a raczej problem wcale nie zniknął. A konkretniej, mam problem w nawiązaniu nowej relacji, pojawiło się kilka dziewczyn, ale po jakimś czasie się sypało, zwykle to była kwestia kilku rozmów. Teraz też jest jedna dziewczyna, ale czuje, że wina leży po mojej stronie. Nie umiem się zaangażować, poznałem ją miesiąc temu i jak dla mnie to gna nieco za szybko, albo to taka moja podświadoma wymówka. Po tym rozstaniu nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. Leczę się i w tej kwestii jest poprawa, chwilowo nie mogą uprawiać sportów, ale myślę, że powoli będę wracał do formy. I w sumie tyle, poprawa jest tylko ze zdrowie fizycznym. Reszta leży i kwiczy. Obniżyłem poziom na studia z 5 zrobiły się 3, w nocy nie mogę spać, mam trudność w skupieniu się na jakiejś czynności i tak mi mija dzień za dniem.
Co do tamtej mojej byłej, nie chce wracać, nie chce mieć z nią kontaktu, owszem, tęsknie za miłymi chwilami, ale większą ochotę mam na pobicie jej chłopaka. W jednym z tematów ktoś napisał, że to jest normalne. Niepokojący objaw będzie jak to się utrzyma, nie wiem czy utrzymywanie się przez taki okres czasu można uznać za niepokojące. Owszem nie mam takich emocji jak na początku, bo wtedy to powstrzymywałem się ze wszystkich sił, żeby nie pojechać do niej i nie czekać pod blokiem jak będzie szła z tamtym, ale uważam, że jakbym ich zobaczył na ulicy, to raczej bym się nie powstrzymał. (oczywiście, żeby nie było nie planuje go pobić, ani w żaden sposób niczego prowokować)
Natomiast jeżeli chodzi o obecną dziewczynę, to dogadujemy się dość dobrze, mieszkamy tylko trochę daleko od siebie. Relacja rozwija się jak w sumie normalna relacja damsko-męska, powiedziałem jej prawdę o sobie, o życiu, o moim poprzednim związku, w sumie wymieniliśmy się doświadczeniami i jakoś jej to nie przeszkadza. Powiedziała tylko, że emocje powinny już minąć. Do tej pory wydaje mi się, że ma poukładane w głowie i twardo stąpa po ziemi. Może nawet jest bardziej ogarnięta ode mnie, ale to czy cokolwiek wyjdzie między nami zweryfikuje czas. Ja piszę tego posta, bo nie chce niczego spieprzyć. Może ktoś miał podobnie i udzieli mi jakiś rad? Mówiąc szczerze, to gdyby nie ta strona i masa tematów o rozstaniu, samorozwoju, podrywaniu itd. to do tej pory bym siedział i wypisywał do byłej i skamlał jak zbity pies. Dlatego widzę u siebie dużą poprawę, ale jednak wolałbym odciąć się od tego mentalnego syfu i w spokoju skupić się na tym co jest. A to mi jakoś nie wychodzi.
Z góry dziękuję za wszelką pomoc i pozdrawiam.
Jesteś na dobrej drodze. Widać trzeba Ci jeszcze czasu. Czy za szybko wszedłeś w nowy związek, trudno powiedzieć. Szanuj relacje którą masz i broń boże nie obarczaj dziewczyny upiorami ze starego związku. Ja bym w ogóle tego nie poruszał, a już na pewno nie oczekiwał od niej specjalnego traktowania z tego powodu. Jeśli panna jest ogarnięta i połapie się że dalej jesteś emocjami w starej relacji, albo że musi płacić za nie swoje grzechy, zawinie mandżur i tyle ją będziesz widział. Rozwijaj się, czytaj, poszerzaj horyzonty i wgląd w samego siebie i swoje emocje. Jesteś blisko wyjścia, więc nie zbaczaj z kursu. Powodzenia.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
No dobra, jasne... nie chcesz niczego spieprzyć... No dobra, były spacery, "kręcenia"... Ale jesteś facetem, nie uciekniesz od tego. Jeśli nie jesteś w związku to myśl czasem ch*jem zamiast mózgiem, czasem trzeba. Zdystansuj się od tego, bo mi się wydaje że ty na siłę szukasz jakiejś poważnej relacji zamiast dać sobie czas na wyszalenie się. Na przelecenie kilku(nastu?) lasek ot tak, bo twój kutas tego chce. Uwierz, że jak skupisz się na tym żeby wchodzić w niezobowiązujące relacje to się szybko zdystansujesz, lepiej się poczujesz i ogarniesz, nabierzesz pewności siebie. A kto wie, czasem jest tak że zechcesz tylko zabzykać a laska okaże się na tyle zajebista, że wejdziesz z nią w fajny związek.
Dziękuję za odpowiedzi
Nowej dziewczyny (oficjalnie jeszcze nie mówimy o związku) nie obarczam przeszłością, wymieniliśmy swoje doświadczenia i poglądy. Zarówno ona jak i ja, coś tam już przeszliśmy, powiedzieliśmy sobie i tyle. Nie rozpoczynamy dyskusji o swoich ex i nigdy żadna rozmowa nie była poświęcona tylko temu, ani ja, ani ona specjalnie też nie wnikamy w swoje przeżycia. Tylko ta dziewczyna chciała się dowiedzieć czemu mój związek się zakończył i czemu do tej pory nikogo sobie nie znalazłem skoro (jej zdaniem) wszystko ze mną w porządku.
Jeżeli chodzi o wyszalenie się, to ciężko mi się zebrać, trochę zrobiłem taki "rozleniwiony" pod względem i jakoś minęła mi ochota na takie przygody, to akurat powoli mija.
Generalnie postanowiłem poznawać nowe dziewczyny, nawet niekoniecznie do igraszek w łóżku, ale im więcej nowych dziewczyn tyn lepiej. W blogach BANE'a przeczytałem, żeby nie szukać kontaktu z byłą i nie szukam. Ani ja, ani ona nie odzywamy się do siebie od tamtego czasu. Szansa, że ją spotkam np gdzieś przypadkowa jest naprawdę nikła. Jeden typ, do którego kolega z uczelni mnie wyciągnął na domówkę dodał ją do znajomych. Przeszło mi przez myśl, że to właśnie ta okazja do "przypadkowego" spotkania się kiedyś na imprezie i pokazania zmian jakie zaszły w moim życiu, ale szybko uznałem, że nie warto, że jak mam ją spotkać to spotkam, ale nie będę temu pomagał, ani specjalnie od tego uciekał, czy pokazywał jej się "na siłę" z innymi dziewczynami, byleby tylko ona widziała. To byłoby żałosne. Chcę tylko całkowicie się od tego odciąć, bo teraz częściowo mam nową relację, jakieś normalne obowiązki i czynności, a częściowo marynuje w sobie to wkurwienie. Chyba macie rację, że jeszcze potrzebuję czasu i poznawania nowych dziewczyn