Cześć, postaram się od razu przejść do konkretów - poznałem 3 tyg temu dziewczynę na wakacjach. Od razu zaznaczam, że nie jestem typem podrywacza. Swojego czasu przewinęło się ich naprawdę sporo i może tylko dlatego, że niekoniecznie byłem nimi zainteresowany. Nie miałem i nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów - po prostu gdy ktoś wydaje mi się interesujący - zagaduję. Lecz długi czas nie chciałem się z żadną wiązać - chyba nie robiły na mnie piorunującego wrażenia i gdy wyczuwałem, że się wkręcają odpuszczałem, bo po prostu nie chciałem ich ranić.
A teraz do konkretu - poszliśmy z kolegą na dancig - przedział wieku 20-60 lat i właśnie z tymi starszymi spędziliśmy większość czasu na parkiecie, bo one na szczęście wiedzą, że jak proszę do tańca, to nie oznacza, że chcę je poderwać. W pewnym momencie rzuciła mi się w oczy drobniutka blondynka (6/10 - tak, mam świadomość, nic nadzwyczajnego). Po chwili wziąłem ją do tańca, sama zaczęła rozmowę. Potańczyliśmy może z godzinę, wziąłem numer i poszedłem, bo byłem zmęczony, co niestety trochę ją zasmuciło. Następnego wieczoru zadzwoniłem i spytałem, czy ma jakieś plany i da namówić się na piwo. Zgodziła się od razu. Gadka, szmatka (choć tutaj zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Jej zainteresowania nie są tak pospolite i co ważne - wie co w życiu chce robić). Standardowo doszło do całowanek - macanek. Niestety następnego wieczoru musieliśmy z kumplem już wracać do domu (praca). Rozmowa przez sms bardzo skromna - ok 4smsy dziennie, czasami wcale. W pewnym momencie nieco pękła i powiedziała, że ją olewam, a jej bardzo zależy. Stwierdziłem, że to nieprawda, tak samo ona może napisać/zadzwonić jak i ja. Utrzymaliśmy kontakt i miała mnie odwiedzić (mieszkamy ok 150km od siebie, ona studiuje w Poznaniu, ma 22lata), ale niestety wypadł mi wyjazd z pracy - przygotowywaliśmy pokaz mody na drugim końcu Polski i musiałem wyjechać na 5 dni) Ona przyjęła to bardzo spokojnie i że zobaczymy się jak wrócę. Przez parę dni jednak zero odzewu z jej strony. I później się wysypała, że nie usmiechał się jej ten mój wyjazd, bo tam same kobiety ( fakt - mnóstwo pięknych - w końcu prezentacjach jakichś ciuszków, a w nocy bankiety, imprezy). No ale w końcu przyjechała do mnie - wszystko super, gadka, luźna atmosfera. Wieczorem wyszliśmy do knajpy, gdzie spotkałem dwóch kumpli z ogólniaka, z którymi nie widziałem się z dobry rok. Dosiedliśmy się do nich i tutaj niestety moja koleżanka odeszła na dalszy plan - zaczęliśmy wspominać czasy liceum i trochę wypiliśmy (a mieliśmy posiedzieć z nimi dosłownie chwilę). Wróciliśmy do mnie - poprzytulaliśmy się, seksu nie było (nie dążyłem do tego, bo widziałem, że nie do końca była zadowolona z tego, że tak zagadałem się z kolegami, choć mi tego nie powiedziała, a prosiłem, że jak jej coś nie odpowiada - to ma walić śmiało). Na drugi dzień musiała wracać i niestety przez ta sytuacje atmosfera trochę się ochłodziła. Gdy odwoziłem ją na pociąg, zaczęła opowiadać, że teraz będzie bardzo zapracowana - (jeździ konno) musi przygotowywać się do zawodów, zamierza iść na medycynę i chodzić na jakieś dodatkowe zajęcia, a wieczorami dorabiać w knajpie, także od rana do wieczora jest zajęta.(Sam to rozumiem, swojego czasu mnóstwo trenowałem + zespół, próby, koncerty) Wydawało mi się to dość dziwne, bo dziewczyna naprawdę jest bogata - jej rodzice mają jakąś dużą firmę projektową, ona sama ma konie (a jak się domyślacie, to dość drogi biznes), na własny użytek ma nowego, terenowego Merca, wypasione mieszkanie w Poznaniu i chce nocami zasuwać za barem ? I czyżby deliktanie dawała do zrozumienia, że już nie będzie miała dla mnie czasu ?
I tutaj ważna rzecz - po przyjeździe chciała coś zjeść. Byliśmy w rynku, ale stwierdziła - ale tutaj chyba jest drogo, nie ? (dziewczyna, która ma kupe hajsu, a szkoda jej wydać np 50zł?) Choć jak się okazało, w ogóle nie chciała za siebie zapłacić(gdzie 100% dziewczyn, z którymi wychodziłem z grzeczności zapytały, ale i tak im odmawiałem płacenie za siebie). Odebrałem to wszystko trochę jak atak na mnie - jakbym był gorszy, bo nie mam tyle kasy ? Przyznam szczerze - po wakacjach spotkaliśmy się dwa razy, a jest to pierwsza dziewczyna, która od 3 lat tak zawróciła mi w głowie. Po ostatnim spotkaniu odpisała mi na smsa dość ozięble, bez emocji, a ja wtedy przeprosiłem ją, że tak głupio wyszło, że trochę wypiłem i zagadałem się z kolegami i rozmowa się urwała.
I tutaj pytanie do chłopaków, którzy mieli styczność z podobnymi dziewczynami - niby wiecznie zajęta, dusza towarzyska, a sama pisze - czemu się nie odzywam, co się u mnie dzieje? I co dodam - gdy ją pierwszy raz zobaczyłem, nie wyglądała na taką pewną siebie imprezowiczkę. Raczej skromnie siedziała i od czasu do czasu potańczyła.
Nie wiem, czy kończyć to wszystko dla mojego zdrowia, póki mój mózg jeszcze w miarę trzeźwo myśli, czy kontynuować.
Z doświadczenia wiem, że dziewczyna, która się ostro wkręci, to wali drzwiami i oknami, żeby się z tobą zobaczyć, a ona na pożegnanie nic miłego, bez emocji. Myślę, że z kolegami lepiej się żegna.
Dziewczyna odgrywa się za to, że wcześniej ją jakby olewałeś.
Niepotrzebnie ją przepraszałeś i niepotrzebnie płacisz za nią.
Grzeczność grzecznością, ale wygląda to tak jakbyś chciał ją kupić.
Odczekaj jakiś czas, a następnie umów się z nią. Spraw jej taką randkę o której nigdy nie zapomni. Jeśli odmówi ci spotkania kilka razy, to daj sobie z nią spokój bo gra nie będzie warta świeczki.
Z tym, że mam ją gdzieś, to nie przesadzaj
nie zakładałbym przecież tematu na tym forum. Fakt - wiem co zrypałem, ale bardziej chodzi mi o to, czy w tej kwestii jest to dla niej koniec, czy po prostu się zgrywa. Wiem, że przez telefon i przepraszaniem nic nie zdziałam, a jednak mieszkamy spory kawałek od siebie i jak stwierdziła - będzie bardzo zajęta. P.S To nie jest dziewczyna, która wisi na telefonie, jak 90% współczesnych lasek. Przez całe spotkanie ze mną, które trwało dwa dni zerknęła może na telefon ze 2 razy, także kontakt przez telefon jest też BARDZO ograniczony.
Może lubi mieć wokół siebie wianuszek adoratorów? Wiesz, takich dworzan na każde skinienie paluszka?
Skoro panna majętna, poukładana, ambitna i z jasno sprecyzowanymi planami na życie, poszukuje dokładnie takiego samego męża (kasa, ambicje, zainteresowania, dobry zawód, prestiż społeczny), ale to nie przeszkadza, aby zgromadzić wokół siebie kilku/nastu kolesi, którzy mile łechtają ego
i coś innego
Anonim
Sprawa potoczyła się nieco dalej. Dwa tygodnie temu zaprosiłem ją na urodziny przyjaciółki - przyjechała bez problemu. Wydaje mi się, że dość dobrze czuła się w towarzystwie moich znajomych. Z dziewczynami tak rozmawiała, jakby znały się nie od dziś. Zostaliśmy na noc u kumpeli, bo żadne z nas (z wiadomych powodów) nie mogło prowadzić. Dziewczyna bez żadnych oporów pozwoliła sobie zdjąć stanik, trochę się tam pomizialiśmy i wtulona we mnie usnęła. Nie chciałem na nic szczególnie nalegać - byłem zmęczony, za ścianą spała koleżanka, co mogłoby być nieco krępujące.
Następnego dnia odwiozłem ją na pociąg. Pod koniec drogi zaczęła znów mówić o tym, jak to jest teraz zajęta itp. Po prostu przyjąłem to do wiadomości i nie komentowałem.
Przez dwa dni po tej sytuacji zero odzewu z jej strony, ale w końcu z jej rąk padła pierwsza wiadomość. Od tej pory pisze do mnie niemalże codziennie, nawet jeśli poprzednią wiadomość ona wysłała i pałeczka powinna być po mojej stronie.
W zeszłym tygodniu chciałem ją zaprosić na koncert, ale niestety odmówiła - standardowo, że ma plany.
Ogólnie - była to jej druga odmowa spotkania, a niestety sama nie zaproponowała żadnego.
I tutaj pytanie do was - zaproponować ostatni raz spotkanie i jeśli odmówi, to podziękować jej za znajomość, czy wymieniać z nią te parę smsów dziennie (może sama zaproponuje spotkanie) i ewentualnie szukać innej na miejscu ? (choć głupio czułbym się pisząc z jedną dwuznaczne smsy, a z drugą chodzić na randki)
Nie ukrywam, że jest to pierwsza znajomość na nieco większą odległość i ciężko jest bawić się w taki kontakt 'wirtualny', a pisanie smsów totalnie mnie nie kręci.
Piszesz ze ma 22 lata, część osób stwierdza, że jest majetna bo od małego ciśnie na zawodzie córka. Teraz dziewczyna, chce pozapierzac trochę za barem, a Tobie to jeszcze przeszkadza? Widocznie dziewczyna jest ambitna, ma jakieś swoje plany i nie chce zawdzieczac wszystkiego starym...skąd ja to znam
Bądź przewodnikiem stada.
Odpowiedz sobie lepiej na pytanie, czy zadowala Cię taka forma znajomości.
Biorąc to na logikę - bogata, średnio wyglądająca, ciągle zajęta dziewczyna. W dodatku znajomość na odległość. Myślę, że gdyby nie kasa, która z pewnością Ci imponuje, już dawno szukałbyś innej.
Mogę się oczywiście mylić, gdyż jasnowidzem nie jestem. Miej tylko na uwadze, że ludzie, w ogromnej większości, tworzą poważne związki z partnerami pochodzącymi z tej samej klasy społecznej. Z tego, co piszesz nie wynika, aby z Twojego powodu jej świat stanął do góry nogami, więc nie zdziwiłbym się, gdyby kopnęła Cię w tyłek, jak pozna jakiegoś 'młodego prezesa'.