Z góry proszę o darowanie sobie komentarzy próbujących uświadomić mi, że widocznie nie umiem czytać, bo nie wracam do przedszkola (podstaw), albo że jestem opóźniony, bo po raz 1000 poruszam ten sam temat.
Proszę, serio o chociaż jedno słowo, które pomoże mi ogarnąć umysłem, co się dzisiaj stało, bo widocznie mam jakieś zaćmienie, albo po prostu otępienie nie do usunięcia. Jak nie masz czasu napisz nawet np. "debil", żebym wziął to pod uwagę.
Do sedna - wersja krótka:
4 miesiące znajomości, 2 chyba związku, w każdym razie było coś co można było określić zaangażowaniem, bo miłość to chyba tylko w kościele jest. Jakieś 1,5h temu przyjechała, żeby powiedziec mi, że potrzebuje czasu i uczucie do mnie osłabło. Kiedy mnie przy niej nie ma, to nie mysli o mnie tak intensywnie jak to bywało kiedyś. No, że kurwa, czuje dystans. No. Dzisiaj mogę być burakiem.
Wersja rozbudowana:
Nie wiem od czego zacząć, żeby wyszło w miarę klarownie, ale spróbuję.
Kochałem, może nawet nadal kocham. W każdym razie do wczoraj skoczyłbym za nią w ogień. Dzisiaj nie wiem.
Było chyba wszystko, czego można chcieć. Było zainteresowanie, był seks, było wspólne spędzanie wolnego czasu...no oprócz paru rzeczy.
Już tak mam, że mało gadam o sobie i tutaj nie było wyjątku mimo że i tak dużo o mnie wie. Na pewno nie jestem wylewny, aż do tego stopnia, że ja poznałem sporą część jej rodziny, a ona nawet nie poznała mojej matki. Pomijam to, że było już ustalone, że w środę się we trójkę spotkamy, ale dzisiaj musiałem matce nakłamać, że przepraszam, ale Ola nie może, bo ma bardzo ważne kolokwium... Ta, kolokwium. Ano ma, ale to akurat nie ma nic do rzeczy.
Zarzucała mi, że przecież jeżeli jedna osoba kocha drugą, to chce ją pokazać ludziom, których szanuje. No chcę, ale może nie tak szybko. Ze mną jest inaczej i chyba nie potrafi tego pojąć.
Przez ostatni tydzień prawie nie było mnie w domu, bo byłem u niej. Ja cieszyłem się z tego, że razem spędzamy czas i rozmawiamy nawet więcej niż zwykle, po niej też widać było radość, dlatego dzisiaj czuję zwątpienie. Nie rozumiem, dlaczego wczoraj dawała mi do zrozumienia, że jej na mnie zależy, a dzisiaj z pokerową twarzą powiedziała to, co wam przekazałem.
Ponad tydzień temu była jeszcze sytuacja, w której powiedziała mi, że na ten moment, jestem dla niej ważny, ale nic więcej nie może powiedzieć, bo czuje się odrzucona od mojego świata.
Słuchajcie, ja wiem, że to brzmi jak bełkot gimnazjalisty, ale dzisiaj nic na to nie poradzę. Napisałem bardzo ogólnie, ale gdybym miał ująć wszystko to wyszłaby epopeja, a nie o to chodzi.
Jedno słowo wystarczy 
Debil...
A tak na serio to ciężki temat wyłożyłeś. Moim zdaniem to ktoś pojawił sie na horyzoncie a to, że nie chcesz jej komuś przedstawić to jej wymówka żeby to zakończyć.
Też się tego obawiam, ale wolę na razie się tym nie truć, bo tylko szlag mnie trafi i więcej siwych włosów się pojawi na łepetynie
.
Najśmieszniejsze jest to, że serio mnie dzisiaj zatkało i nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Teraz jak dziecko czekam na werdykt, co dalej z tym robimy, bo ona musi przemyśleć to wszystko.
Time is a flat circle...
Ja na Twoim miejscu nie czekałbym tylko zacząłbym poznawać ludzi, "budować lepszą pozycje w społeczeństwie"
. Byłem w podobnej sytuacji, dziewczyna po prostu się mną znudziła. Niby wiele dla niej znaczyłem chciałem z nią być a ona sie wahała... Okazało sie że miała jakiegoś ruchacza na boku. więc odpuściłem, zerwałem z nią kontakt i zacząłem spotykać się "masowo" z dziewczynami. Tylko jako znajomi(wiele przez to zyskałem). Kiedy zauważyła że jestem dostrzegany przez inne kobiety, włączyło jej się rozumowanie i doszła do wniosku że byłem lepszym modelem, tyle że było za późno.
Pewnie wielu doświadczonych graczy skrytykuje mnie przez to co napisałem ale czekam na opinie
Dobrze napisałeś. Jakbym nie był na swoim miejscu, to napisałbym dokładnie to samo.
Wiesz, to jest tak - poznała mnie jako gościa, który dorabiał sobie raz w tygodniu, szykował się do matury, którą pisał rok później niż powinien, nie był zbyt ogarnięty towarzysko, ale był pewny siebie.
Teraz pracuję i mam zajebiście mocne plany jak przejść na tzw. swoje. Mam kumpli na których mogę polegać, ale fakt - kobiet w moim życiu nie jest za wiele, bo nie były mi potrzebne. Nie jestem zbyt społecznym gościem i nie wychodzi mi tzw. przyjaźń inna niż między kumplami.
Problem tylko w tym, że nie umiem (a i w dużej mierze nie chcę, bo liczę, że to nie koniec - jakie to kurwa naiwne) z dnia na dzień się wyłączyć z tego, co przez ostatnie 4 miesiące się działo. Śmiało - najlepsze 4 miechy mojego życia. Serio. Obiektywnie. Tak samo obiektywnie po raz pierwszy od dawna się boję, bo stało się coś, na co nie umiem zareagować.
Time is a flat circle...
dziwnie prowadzisz znajomość więc masz dziwne zachowania z jej strony. Wstydzisz się jej?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Nie o to chodzi. Mam dość dziwne stosunki z rodziną i wolałem zaczekać z przedstawianiem ich sobie.
A poznanie ze znajomymi nie wypalało, bo wszyscy pracujemy, ja i ona w weekendy się uczymy, ale i tak można podsumować jednym zdaniem, że dałem dupy bo nie latałem za każdym, żeby się wszyscy poznali. Na imprezach bywam raz na kwartał, kiedy są czyjeś urodziny, więc też odpadało, żeby wyszło naturalnie. Najpierw było za wcześnie potem za późno. No nikomu nie dogodzisz. Wiem, że też dałem ciała.
Time is a flat circle...
Wiadomo ,że w takich relacjach powinno być 50:50 ale bez przesady ona się spotykała z nim a nie z jego rodzicami czy znajomymi. Czy się znudziłeś czy się pojawił ktoś nowy? Pewnie zestarzejesz się z tą niewiedzą i polecam to tak zostawić. Omiń rozdział z lataniem i zabieganiem o odpowiedź co się stało i co było nie tak. To wstrząśnie nią bardziej niż wspominanie jej waszych miłych momentów 4 miesięcznej sielanki. Nie będzie wiedziała czemu tak po prostu pozwoliłeś jej odejść. Wchodząc w związek dobrze jest być świadomym ,że to może się rozpaść z dnia na dzień dzięki temu można zaoszczędzić wiele nerwów. Oczywiście ,że po tak świeżej akcji będzie szukała kontaktu bo będzie miała gorsze i lepsze chwile ale uwierz mi ,że w tych lepszych na pewno się nie odezwie.
4 miechy znajomości, z czego 2 miesiące w związku - a może tylko Ty odczuwałeś, że jesteś w związku? Może Ona odczuwała coś w stylu - spróbuję i zobaczę co będzie? Przerabiałem to ostatnio i nic z tego nie wyszło. Po mojemu tutaj jest dokładnie to samo. Przez ten czas zdążyłeś się zaangażować, a Ona...zaczyna się wycofywać.
Pomyśl co Ty byś zrobił na jej miejscu? - gdybyś nie czuł zaangażowania takiego samego, jak druga strona, to zwyczajnie dziękujesz za współpracę. Tutaj jest dokładnie to samo.
Nie będę doradzać Tobie, co powinieneś zrobić. Każdy z Nas jest inny i odczuwa inne potrzeby. Jakie są Twoje potrzeby w tej chwili? To właśnie potrzebami się kierujemy - na ich podstawie podejmujemy odpowiedzialne decyzje, których efekty i konsekwencje poznajemy z czasem.
Sama twierdziła, że to związek, były na ten temat rozmowy i wiedzieliśmy na czym stoimy...
Czego chcę? Chcę wiedzieć na czym stoję, bo za stracone uznaję kiedy jestem w 100% pewien, a tu jeszcze mam nadzieję.
Time is a flat circle...
Zagraj jej na emocjach, trochę push-pull. Jakiś zajebisty dzień wspólnie(wycieczka, sport). Po tym trochę zluzuj.
Jak to kiedyś ktoś napisał: "wciągnij ją do swojego życia".
Jak to zrobisz to obserwuj jej reakcje. Jak dalej chujnia to coś/ktoś jest na rzeczy.
Jakie push-pull? Ona jak to powiedziała "potrzebuje czasu, by to przemyśleć", więc uważasz, że chciałaby wyjść gdzieś ze mną? Nie sądzę. Szczególnie, że całą minioną niedzielę spędziliśmy razem na mieście i było dobrze. Było.
Time is a flat circle...
Zrób z nią coś mega szalonego, daj emocje, a później zwolnij. Taki push-pull.
Człowieku po chuj P&P ? To tak jak doradzic facetowi który chce jechac benzyniakiem szybciej zeby wlał rope.
Człowieku po chuj P&P ? To tak jak doradzic facetowi który chce jechac benzyniakiem szybciej zeby wlał rope.
Pierwsze co się rzuca w oczy to twoje melodramatyczne podejście, przez które wychodzisz na jakiegoś ślepo zabujanego frajera.
dzięki temu ty świrujesz, skłonny jesteś wziąć winę na siebie, totalnie odlatujesz od rzeczywistości.
Druga kwestia jest taka, dla mnie dość oczywista... Jej tekściki o tym, że nie wie co do ciebie czuje do końca, bo nie wpuszczasz jej do swojego świata, a jak ty się tym przejąłeś i chciałeś poznać, zacząłeś podpasowywać się pod nią - dała ci KARĘ
A co by się stało jakbyś na spokojnie przyjął jej chęć przerwy na klatę? Powiedziałbyś "ok"? Lalunia by się zesrała i przyleciałaby szybciej niż myślisz.
Teraz pozostaje ci jedna droga, dzięki której osiągniesz to co chcesz: BRAK KONTAKTU Z TWOJEJ STRONY, a jak wróci to daj się zdobywać:)
Zamiast rozkminiać motywy i bajeczki zajmij się sobą i tym co lubisz. Szczerze to rzadko kiedy warto dawać wiarę tłumaczeniom laski w takich sytuacjach. Najgorsze co możesz zrobić to zacząć za nią latać i wyznawać uczucia, bo "powiedziała, że nie wpuszczam ją do swojego świata, bla, bla, jestem za mało wylewny, bla, bla, to teraz jej wszystko powiem i pokaże jak bardzo ją kocham". Taki chuj.
Z tego co napisałeś to byłeś aż za bardzo w to wszystko wkręcony, a laski nie są głupie i widzą to jak na dłoni. Być może za bardzo na niej siadłeś, sam piszesz z siedziałeś u niej tydzień. A gdzie Twoje życie? Gdzie miejsce na jej tęsknotę? Niedosyt? Obstawiam, że odezwał się do niej jakiś ex amant i zrobił kogiel mogiel we łbie i teraz dziewczyna ma pierdolnik w głowie, nie wie w którą stronę skręcić. Zostawiła sobie niteczkę przy rozstaju dróg, żeby w razie czego wrócić i pójść tą drugą ścieżki na której czekasz na nią Ty. Teraz pytanie czy pozwolisz zostawić siebie samego z tą włóczką nici i będziesz czekał jak wierny pies przy drodze na której wysadził Cię twój właściciel samemu jadąc na wakacje, czy pójdziesz własną. Póki co oddałeś decyzje w jej ręce. Sam zdecyduj co jest dla Ciebie najlepsze, sam podejmij decyzję. Nawet jeśli ją wyczekasz i pozwolisz wrócić za jakiś czas, to ona i tak wbije sobie do głowy ze można Cie zostawić w szufladzie na zaś i nie zawaha się tego zrobić w przyszłości przy odrobinie wątpliwości, czy lepszej opcji na horyzoncie. Jesteś facetem i to Ty masz rozdawać karty. Nie będę Ci pisał co masz jej powiedzieć, ale sam pewnie w głębi wiesz co powinieneś zrobić. Pytanie na ile Cię stać.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
To nie jest tak, że siedziałem u niej dzień i noc. Chodziłem do pracy, widywałem się ze znajomymi, a u niej byłem przez ciemniejszą połowę doby. Sama wychodziła z propozycją, więc przystawałem na nią, bo obydwojgu z nas pasował taki układ. Nie sądzę, że to tym głównym powodem.
O wielki powrót ex nie podejrzewam, bo miała jednego i to kolesia na drugim końcu kraju. Jeśli już to musiała poznać kogoś niedawno.
Nie będę się odzywał do końca tygodnia - poczekam. Po tym czasie wykonam jeden telefon - będzie dotyczył tylko zabrania od niej rzeczy i finito.
Time is a flat circle...
Ojej, przeżywasz jakby to była nie wiadomo jak długa znajomość. Byliście razem 2 mce, ostatni tydzień spędziliście razem i pewnie panna doszła do wniosku, że to nie to, co się jej wydawało. Gdzieś, w którymś momencie coś jej nie spasowało i stąd takie wycofanie się. Bywa. Nie ma nad czym rozmyślać. Widocznie panna uznała, że jej nie odpowiadasz. Lepiej teraz, niż za rok. I na pewno nie chodzi o to, że nie przedstawiłeś jej swoim znajomym czy rodzinie. To idiotyczny pretekst, tym bardziej że na początku znajomości wystarczy zupełnie wzajemne towarzystwo, dopiero z czasem "wchodzi" się głębiej w otoczenie partnera.
Powiedziała, że potrzebuje czasu to daj jej ten czas i zajmij się sobą.
Jeśli to jest jakaś kobieca gierka , zostaw temat. W zdrowej relacji nie ma miejsca na gierki.
Nie ma rozmowy otwartej i szczerej, na którą z szacunku zasługujesz - zostaw to tak jak jest. Ja powiedziałabym dosadniej od siebie kilka słów ,ale to juz Twoja sprawa na ile Cię stać
Skoro spędziliście super czas , dlaczego teraz miałbyś za nią biegać i dopytywać ?
Masz prawo być mniej dostępny , przecież od początku taki dla niej byłeś .
Skoro nie jest wobec Ciebie uczciwa i nie powiedziała Ci nic poza tym ,co napisałeś...mimo tego,jak dobrze było między Wami - nie analizuj. Po prostu poczekaj , jak Jej naprawdę zależy odezwie się sama a wtedy to Ty zdecydujesz ,czy w ogóle jeszcze będziesz chciał kontynuować temat.
***Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.***
Jak powyżej. Ciężko dodać coś nowego. Ja usłyszałem taki tekst pół roku temu po prawie 4 latach i co... cisza zapadła do dnia dzisiejszego, a to były 4 lata poważnego związku
(mieszkanie razem, plany na przyszlość) Ja się ogarnąłem to i Ty się ogarniesz. Skup się na sobie, swojej przyszłości, rozwoju zarówno zawodowym jak i prywatnym. Co do niej... Elba wyczerpała temat.
Nie ma nic złego w byciu singlem, żaden powód do wstydu czy żalu, a kobieta, mimo, że ma podnosić wartość Twojego życia, nie ma być jego głównym elementem ani celem samym w sobie.
1. Żadnego ganiania i dopytywania - jesteś facet a nie faja
2. Za tydzień wpadasz, zabierasz bety i "żegnam", bez rozczulania(nic nie pomoże)
3. Zapomnij o odzyskiwaniu jej, ktoś kiedyś mądrze powiedział "tylko raz mamy szansę na pierwsze wrażenie".
4. Odstawiła Cię, bo nie wpasowałeś się w jej świat. Nie w jej to w inny. Wstajesz, otrzepujesz się z syfu, wyciągasz wnioski, nie rozpamiętujesz, jedziesz dalej.
5 Jesteś facet nie faja. Masz być jak ściana. Masz osiągać sukcesy a nie kolekcjonować porażki.
6. Żadnego użalania się znajomym. Zakładasz maskę pozytywu, jeśli musisz, i sprawiasz by stała się Twoją prawdziwą gębą.
Werter był gwiazdą tylko w książce na swój własny temat.
ONA NIE WROCI!! i to masz sobie wbić do łba.
4 miesiące....come on....
Koniec pieśni.
"Jeśli uważasz, że nie masz po co żyć, żyj na złość innym."
Po słowach "potrzebuje czasu" jest już raczej pozamiatane.Też to przerabiałem 2 miesiące temu.Proponuje zrobić jak mówi kolega wyżej.
Ok, postanowiłem, że dam tylko znać jak w końcu wyszło.
Od razu powiem, że się NIE rozstaliśmy i NIE jesteśmy w momencie żadnej idiotycznej przerwy.
Wczoraj dałem znać, że przychodzę po rzeczy, przyszedłem i po raz pierwszy od dawna byliśmy w stanie porozmawiać jak ludzie. Powiedziała otwarcie, bez owijania w bawełnę i zwodzenia, co było wg niej nie tak i ja zrobiłem to samo. Daliśmy sobie szansę, by nie kończyć tego z tak idiotycznego powodu.
Od razu chcę też podziękować za Waszą pomoc, bo była nieoceniona
Bo widzicie - te durne kilka dni przerwy dało mi coś bardzo cennego, chłodne, obiektywne spojrzenie na całą sytuację. Zobaczyłem, co przez cały czas mogło dawać stawiać ją w niezręcznej sytuacji. Grunt, żeby pojąć swoje błędy i ich nie powielać, bo o ile rady podane na stronie, by dać sobie spokój, są przeważnie trafne, to tutaj, w tym konkretnym przypadku, byłyby uciekaniem od problemu - tchórzostwem.
Czasem, gdy kobieta mówi, że potrzebuje czasu, to tak naprawdę chce go dać facetowi, aby on też mógł sobie poukładać rzeczy w głowie. I wcale nie ma na boku ruchacza. I wcale nie przestała kochać.
Patrzmy mniej egoistycznie na tak ważne sprawy, bo ludzie naprawdę przechodzą przez trudniejsze sprawy.
Miłego dnia!
Time is a flat circle...