Zacznę od tego że jestem po prostu nie szczęśliwy, nie jakoś przesadnie ale jednak.
Głównym powodem jest to że jestem samotny. Tu nie chodzi nawet o to że nie mam przyjaciół, bardziej o to że nie mam choćby kolegi z którym mogę wyjść na pizzę.
Po wakacjach zmieniam szkołe i trochę boje się iż wpadnę w jakąś deprechę mimo to że nie jestem jakoś masakrycznie przygnębiony.
Najbardziej demotywuje mnie to że zaledwie rok temu miałem paczkę przyjaciół która mnie lubiła, z którą chodziłem na spotkania, świetnie się dogadywaliśmy i razem piliśmy.
W którym momencie uświadomiłem sobie że jestem zakochany w najlepszej przyjaciółce i gdy chciałem już działać wtedy dowiedziałem się że ma chłopaka. Gdyby tego było mało to dowiedziałem się nie od niej a od innych, mimo to że wcześniej wszystko sobie mówiliśmy.
Najgorsze że jej chłopak to największy pacan w mieście.
Pewien czas po tym na jakiejś imprezie wygadałem się i ona dowiedziała się że coś do niej czuje.
Wtedy wyjechałem na 2 miesiące i nie odzywałem się do nikogo ze znajomych wraz z tą przyjaciółką. Wydawało mi się że wytrwam.
W między czasie poznałem ten portal i po około tygodniu (!!!) byłem w pierwszym związku. Niestety po miesiącu zerwałem bo nie pasowaliśmy do siebie a poza tym nie mogliśmy się spotykać bo ja wróciłem do swojego miasta.
Po usilnych próbach kontaku ze mną mojej przyjaciółki znów zaczeliśmy ze sobą rozmawiać i spotykać się. Jednak ja się zmieniłem nie do poznania. Uszło ze mnie życie i jestem zapatrzony w siebie i przy tym pewny siebie, nigdy się nie podlizuję i nie zabiegam o innych. Do tego dochodzi pesymizm i niezadowolenie z życia. Zupełna przeciwność mnie sprzed owej sytuacji.
Nie jestem już zapraszany na imprezy/spotkania, nawet ze mną nie rozmawiają.
Wychodzę jedynie z tą przyjaciółką która coraz mniej stara się o mnie dbać. Coraz częściej odnosze wrażenie że jest obojętna i robi mi łaskę że się ze mną spotka.
Jeżeli nie chce ci się czytać całości to zacznij tutaj
Na oku mam 2 dziewczyny które chodzą do mojej szkoły. Do jednej 2 lata młodszej nawet nie zagadałem (co do mnie nie podobne), a z drugą rozmawiam ale ona trzymam mnie na dystans, nie wyszła ze mną gdy proponowałem, zresztą 2 razy. Typowo udaje że mnie lubi i ciąga za sobą gdy gdzieś idzie, prosi żebym z nią poszedł kiedy jej koleżanka nie chce itp.
Niestety właśnie ta jej 'kumpela' jest okropna i gdy są razem to z żadną się nie da pogadać bo usiłują się wyśmiewać i denerwować. Zupełnie odwrotnie niż gdy rozmawia się z nimi pojedyńczo.
Wracam do tego dlaczego nie usiłuję zagadać np. do tej młodszej dziewczyny.
Po prostu boję się że nie będę miał co powiedzieć. O ile zacząć bez problemu mogę o tyle potem nie będę miał co powiedzieć. Moje życie aktualnie jest nudne bo siedzę non stop w domu. Usiłowałem szukać w internecie ale mierne skutki.
Jestem >18 więc też do żadnego klubu nie pójdę.
Nie wiem co mam robić bo niby już sobie radziłem a tu du*a.
Jakieś rozwiązania, rady, co kolwiek?
Ja dokładnie wiem o co ci chodzi i potrafie to zrozumiec. Ciagle siedzenie w domu powoduje przygnebienie, cała energia z ciebie uchodzi bo jestes wrecz znudzony i zmeczony nic nie robieniem.
Skoro twoje zycie jest nudne to tu jest pies pogrzebany, rusz dupe z domu zapisz sie na siłownie, graj w piłke, jezdzij na rowerze, idz na impreze nie koniecznie 18+ , poznawaj nowych ludzi rob cokolwiek byle nie siedziec przed kompem. Do tego zacznij cos czytac, przyswajac wiedze na jakiekolwiek tematy realizuj sie. Sam kiedys byłem nieudacznikiem ktory cale dnie spedzal przed kompem sadzac, ze grajac na kompie cos osiagnie, a to tylko jebane piksele. Zrozumialem to gdy dostalem kopa od laski, i byl to taki impuls do dzialania, ze stalem sie zupelnie innym czlowiekiem. Wiele sobie uswiadomilem i teraz wrecz denerwuje mnie gdy marnuje czas na pierdoly zamiast stawac sie lepszym chocby przyswajajac nowa wiedze, poszerzajac horyzonty na wszelkie sposoby.
Dokładnie wiem o co ci chodzi i potrafie to zrozumiec. Ciagle siedzenie w domu powoduje przygnebienie, cała energia z ciebie uchodzi bo jestes wrecz znudzony i zmeczony nic nie robieniem.
Ojj wiem kolego o czym mówisz. Też miałem taki okres w swoim życiu. Przesiedziałem jedne ze swoich wakacji całkowicie przed tv, bo nawet nie było do kogo napisać. Ale tak jak pisze Grze122, nie siedź w domu, rusz się. Mi bardzo pomagało (i pomaga gdy mam za dużo czasu) wychodzenie na rower czy basen (a tam też można kogoś poznać
). Ze swojej strony mogę polecić wszelkiego rodzaju zajęcia pozalekcyjne, wolontariat. Czasem nawet warto po prostu wybrać się na spacer, może właśnie podczas niego stanie się coś ciekawego? 
Gówno prawda. Sam chodziłem na siłownię, ale teraz wychodzenie z domu to trudność. Cokolwiek nudzi i brak sensu. Nie widzę siebie za kilka lat nigdzie, nie mam pomysłu co może mi się podobać, z domu gdy wyjdę jestem zły na siebie, na otoczenie też, rozsiewam aurę tragiczną, bo nawet jak laska spojrzy to odwraca wzrok i tyle z tego było. Nie mam pomysłu jak układać sobie dzień, by był ciekawy.