Cześć,
niedawno zakończyłem kilkuletni związek z dziewczyną. Przyczyną była inna kobieta (na której zawsze mi zależało, jednak przez kilka lat nie mieliśmy kontaktu i dopiero teraz go odnowiliśmy). Ona w tym samym czasie również zakończyła swoją dotychczasową relację z chłopakiem. Podejrzewam, że moje pojawienie się przyspieszyło jej decyzję o rozstaniu.
Zaczęliśmy się spotykać. Zaznaczam, że ja mam 25 lat, świeżo pod studiach, pierwsza stała praca, ona 23 i kończy ten sam kierunek. Były wspólne wyjścia kino, teatr, jakiś bal. Zachowywaliśmy się jak para, chociaż oficjalnie nie rozmawialiśmy na ten temat. Jak to na początku, fascynacja drugą osobą, inwestycja w relację 60/40 z moją przewagą, generalnie udane 2 miesiące, sex również pojawił się dość szybko.
Z biegiem czasu ja zacząłem się bardziej starać i inwestować w relację, ona przeciwnie (jak ja dam 70, ona tylko 30). Wiem, że to podstawowy błąd. Czuła, że ma mnie na wyciągnięcie ręki i najprawdopodobniej się znudziła. Pomimo, że zawsze wydawało mi się, że jakieś podstawowe zasady tego portalu znam, to w kontaktach z nią zupełnie o nich zapominałem i byłem całkowicie dla niej dostępny. Kiedyś się w niej kochałem i czuję, że do dnia dzisiejszego mi nie przeszło, co może stanowić pewne uzasadnienie. Ewentualnie mogłem nie zbudować odpowiedniego raportu bo attraction z pewnością było. No i nastąpiło ochłodzenie.
Ostatecznie, tydzień temu, widząc jej słabnące zainteresowanie ograniczyłem kontakt. Nie dzwonię, nie piszę, nie proponuję spotkań, czekając na jej wyjście z inicjatywą. Póki co cisza. Niezależnie od tego, raz w tygodniu spotykamy się - chodzimy razem na taniec. Na ostatnim spotkaniu nie poruszaliśmy tematu, ale zachowywaliśmy się raczej jak para znajomych, jednocześnie dobrze się bawiąc.
Zaznaczam, że ona jest szczególnie aktywną osobą, bardzo dużo podróżuje, angażuje się w życie uczelni, ma mnóstwo znajomych, w tym koleżanek z którymi często wychodzi. Na brak powodzenia z pewnością też nie narzeka, jest atrakcyjna (na dzień kobiet dostała bukiet pocztą kwiatową). Z kolei ja dużo pracuję, przed 20 zazwyczaj nie ma mnie w domu, weekendy mam wolne i przede wszystkim wtedy mogliśmy się spotykać na dłużej.
Pytanie do was, co o tym wszystkim sądzicie? Czy cokolwiek można tutaj jeszcze uratować i sprowokować jej zainteresowanie? Jak się zachowywać wobec niej, zupełna cisza, czy zadzwonić raz na jakiś czas? W szczególności, jak ją traktować, gdy się widzimy? Zakładając przy tym, że zależy mi na odzyskaniu jej zainteresowania i kontynuowaniu znajomości.
Dzięki za rady!
Pzdr,
pytanie, czy jest jeszcze co chłodzić;) ale chyba innego wyjścia nie ma skoro wcześniej się podpaliłem. Może jeszcze jakieś sugestie? Czy szukać kina podczas tych naszych cotygodniowych spotkań czy zupełna zima?
Nie powinno się odwracać plecami i uciekać przed grożącym niebezpieczeństwem. Jeśli to zrobisz, to podwoisz jego siłę. Jeśli natomiast wyjdziesz do niego szybko i bez wzdrygnięcia, zmniejszysz jego natężenie o połowę. Nigdy przed niczym nie uciekaj. Nigdy
Myślę że cisza z Twojej strony nic nie da. Dziewczyna nie robi żadnych ruchów, wiec pewnie jest jej to obojętne albo nie chce nic inicjować ze swojej woli. Myślę, że powinnineś się z nią umówić i po prostu trochę "zaatakować" raczej nic już nie masz do stracenia.
"Sumiennie wszystko planuje. Inni zazdroszą mu farta, nie wiedząc, że on szczęściu pomaga, wybierając odpowiednie szkoły, zapinając pasy w aucie, a nawet planując dietę. Często samotny, bo nawet seks staje się dla niego jednym z zadań do wykonania."
Moim zdaniem trochę za bardzo się srasz i źle interpretujesz jej zachowania. Pomyślałeś sobie, że za dużo wkładasz w tą relację i postanowiłeś się nie odzywać, a teraz męczy cię to, że ona nie pisze pierwsza. Olej to, to o niczym nie świadczy, niektóre laski tak już mają, że musiałbyś się z miesiąc nie odzywać żeby pierwsze zadzwoniły nawet kiedy są mega zainteresowane. Ja na twoim miejscu uchyliłbym troszkę lodówkę żeby schłodzić lekko atmosferę, ale nie wrzucałbym jej do zamrażarki. Z umiarem kolego, spotykaj się z nią dalej i jeśli zachowujecie się jak para to nie ma też sensu poruszać tego tematu. I nie ma sensu rozkminiać co się dzieje między spotkaniami, bo to nie jest ważne.
Czas abyś przypomniał sobie o swoich koleżankach i spędził trochę czasu z innymi kobietami. Jeśli w jakiś sposób to do niej dojdzie to może troszkę ją rozgrzeje. ALE pamiętaj, że to musi być autentyczne. Nie ma nic bardziej żałosnego dla kobiety niż facet który w środku trzęsie się jak galareta, a na zewnątrz gra chojraka, który za wszelką cenę chce udowodnić jej i światu że ma branie. Zachowaj umiar i bądź autentyczny. Jeśli nie masz koleżanek to je poznaj, a nie ściemniaj że ten damski głos w słuchawce to nie Twoja mama tylko nowa, seksowna koleżanka. Powodzenia.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Jest dużo mowy o chłodzeniu, ale może to właśnie moment żeby podgrzać tę relację?
Nie mam na myśli zwiększenia częstości spotkań, ale właśnie ucieczka od codzienności powinna być najlepszym wyjściem. Ona ma wiele aktywności, przyjaciół i zabawy? Pokaż jej miejsce gdzie może od tego odpocząć, zwykły spacer w tygodniu uwieńczony niespodzianką powinien wystarczyć (zajrzyj do moich ulubionych tematów - Kilka pomysłów na niespodzianki dla kobiety by lego). Do tego postaraj się ODETCHNĄĆ od tej "zimnej wojny", napędzasz niepotrzebnie zbrojenia niczym ZSRR na USA
-------------------
"Zostaw ją lepszą."
dodatkowo jak jesteś po długim związku to musisz odbudować swoje umiejętności podrywu, poznawania i oceny kobiet, więc jeżeli ona daje ci więcej luzu to tylko masz okazje poćwiczyć
kto wie może poznasz kogoś ciekawszego, przecież nie musisz od razu wchodzić w następny kilkuletni związek z pierwszą poznaną, po wybredzaj trochę
they hate us cause they ain't us