Od dłuższego czasu przeglądam tą stronkę, jednak dopiero dziś postanowiłem założyć konto i poprosić o pomoc.
Wahałem się, czy napisać to w dziale "związki", czy "praca nad sobą", jednak sytuacja w której się znalazłem dotyczy już tylko mnie. Postaram się streścić.
Byłem z dziewczyną 1,5 roku. Byłem wcześniej w innych związkach, jednak to ona była moją "pierwszą". Po około pół roku od rozpoczęcia współżycia, pojawił się u mnie pierwszy raz problem z erekcją. Sytuacja sama w sobie nie zrobiła na mnie większego wrażenia, wiem, że czasem się po prostu zdarza, jednak pranie mózgu jakiego doświadczyłem z jej strony ("KONIECZNIE idź do lekarza! To duży problem!", "nie podobam Ci się już?", "nie pociągam Cię?") sprawiło, że zacząłem mieć na tym punkcie kompleks i paranoję. Problem zaczął się notorycznie powtarzać, w związku z czym zgłosiłem się do seksuologa. Przepisał mi lekarstwa, jedno antylękowe, drugie stricte na erekcję (cialis).
Faktycznie, terapia zaczęła przynosić oczekiwany skutek, jednak w połowie jej trwania, moja wybranka stwierdziła, że nie czuje się przy mnie kobietą, zadawała nawet pytania czy "zastanawiałem się nad swoją orientacją"(?!?!). Suma summarum, związek się rozpadł, podobnie jak moja pewność siebie, samoocena i stabilność psychiczna.
Minął miesiąc, w trakcie którego starałem się wychodzić do ludzi, imprezy, knajpy, dziewczyny same się do mnie przystawiały, dawały numer, jednak ciągle czułem barierę. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że pomimo moich starań, ubierania "maski" kogoś szczęśliwego, zupełnie obce mi dziewczyny były w stanie "wyczytać" ze mnie to wszystko, co wydarzyło się ostatnimi czasy w moim życiu.
Dodam jeszcze, że przez długi czas (od gimnazjum do pierwszego roku studiów) byłem bardzo zakompleksiony z powodu mojej sylwetki (byłem okropnie chudy) i cery (bardzo mocny trądzik). Na studiach zabrałem się za siebie, siłownia + bardzo dobry dermatolog. Pozornie miałem wrażenie, że pozbyłem się wszystkich kompleksów, jednak ostatni miesiąc pokazuje, że chyba nie do końca.
W jaki sposób mogę odbudować/zbudować pewność siebie?
Czas. Czas jest tutaj NAJWAŻNIEJSZY. Wiesz, to nie chodzi o to, że to ma być tydzień, czy miesiąc. To kwestia indywidualna. Dodaj do tego każdego dnia nieustanną walkę z własnymi słabościami i poszerzanie swojej strefy komfortu.
Każdego dnia rób jedną rzecz, która sprawia, że blokujesz Cie mentalnie
YOLO.
Staram się.
Sęk w tym, że wszyscy kumple twierdzą, że najlepszym sposobem na klina jest klin. I tu jest problem, bo jak już wcześniej wspomniałem, panicznie boję się, że znów nie "stanę" na wysokości zadania - przez tę całą sytuację moje libido runęło, co mnie martwi, bo nigdy z tym problemu nie miałem. To jest główna rzecz, która mnie blokuje.
Powiem Ci tak.
Takie gadanie ze strony kobiety jeszcze pogarsza sprawę, gdyż wszystko dzieję się w mózgu, więc jeśli w przeszłości miałeś jakieś kompleksy, takie gadanie może powodować u Ciebie dodatkowe blokady, które pewnie się pojawiały i wszystko się dalej nakręcało.
Ona powinna okazać zrozumienie, widocznie nie traktowała Cie do końca poważnie. Suma sumarum ciesz się, że z nią nie jesteś.
Co do pewności siebie i jej odbudowania. To jest długotrwały proces, który buduję się latami. Niektórzy myślą, że jak przeczytają intensywnie od deski do deski internetowe poradniki, to już będą hiper mega PUA. To tak nie działa. Zobacz co składa się na pewność siebie. To taka duża piramida, złożona z dużej ilości klocków. Każdy klocek to jakiś element Twojego życia z którego możesz być dumny i może Cie wyróżniać wśród innych, osobowości, Twojej wiedzy itp. Im więcej klocków, tym piramida jest większa i mocniejsza, trudniej ją zburzyć.
Właśnie - mam wrażenie, że zacząłem się cofać w dążeniu do osiągnięcia pewności siebie. Od pewnego czasu (jeszcze będąc z nią) szukałem aprobaty wśród innych we wszystkim: upewniałem się na przykład, że muzyka której słucham nie jest obciachowa, czy ciuchy które nosze są ok - zupełnie straciłem własne zdanie, opinia innych osób stała się dla mnie wyznacznikiem mnie.
I najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszelkie zmiany jakie teraz powoduję w moim życiu, dyktowane są podświadomie tym, że pewnego dnia stanę przed moją ex i wzbudzę w niej żal, że mnie zostawiła.
Zdaję sobie sprawę, że jest to chore, walczę z tym ile mam tylko sił, ale chyba póki co tę walkę przegrywam.
Lata temu czytałam poradnik o seksie Lwa Starowicza (seksuolog) i tam cały rozdział poświęcił grupie kobiet określanych przez niego jako kastrujące oblubienice. W skrócie chodzi o takie babki, które potrafią każdego (nawet najbardziej pewnego siebie faceta) wykastrować mentalnie z poczucia męskości. Widocznie miałeś pecha i na taką pannę trafiłeś.
Co robić?
Pamiętaj, że jedna osoba, która na Twoje nieszczęście stanęła Ci na ścieżce życia niczego nie przesądza. Panna ewidentnie miała problemy z własnym poczuciem wartości i Twoim kosztem próbowała się podbudować.
Zapomnij o niej jak najszybciej.
Dobra partnerka, nigdy nie zachowa się w ten sposób.
Nie jesteśmy robotami, każdy ma prawo do gorszego dnia. Jeśli ktoś tego nie rozumie, nie wart jest pamięci o nim.
Gdy robisz coś rozwojowego, robisz to i tak dla siebie, bo to TY czerpiesz korzyści z tego faktu. Nie ktoś inny, więc czy to ważne, że gdzieś tam w tyle głowy masz myśl - "odczuję satysfakcję, gdy ona zobaczy co straciła" - a co w tym złego? To taki dodatkowy bonus do lepszego samopoczucia z powodu pozytywnych zmian, które u siebie wprowadzasz.
A w Twoim ex-związku to ona była "zaburzona" na poziomie emocjonalnym, nie Ty. I może właśnie takie podłoże miały Twoje problemy (pojawiły się po dłuższym czasie). Przemyśl to.
Staram się zapomnieć.
Ale zamiast zupełnego skreślenia jej z życia stosuję półśrodki: urwałem kontakt, ale nie wyrzuciłem jej ze znajomych na fejsbuku, ani nie usunąłem jej numeru z telefonu. Z jednej strony szlag mnie trafia jak widzę jakąkolwiek jej aktywność na portalach społecznościowych, ale z drugiej nie umiem jej wyrzucić.
Kurwa!
Poproś kogoś, zrobi to za Ciebie

A co do FB, to najlepiej usunąć konto
niestety! Z idiotką nic dobrego nie zbudujesz...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Raz usunąłem konto, wytrzymałem tydzień - nie wiedziałem NIC o tym co dzieje się na uczelni, ominąłem praktycznie 3/4 zajęć, bo wszelkie informacje o nich zamiast na stronie, wrzucane były właśnie na facebook'u. Jestem na niego skazany, przynajmniej do skończenia studiów
Kasujesz ją ze znajomych plus dajesz ją na czarną listę. Nie masz jej w znajomych i nie możesz jej znaleźć w wyszukiwarce. Nie będziesz jej widzieć, nawet jak Cie będzie korciło.
Kasujesz ją ze znajomych plus dajesz ją na czarną listę. Nie masz jej w znajomych i nie możesz jej znaleźć w wyszukiwarce. Nie będziesz jej widzieć, nawet jak Cie będzie korciło.