Witam,
na początku od razu mówię, że głupio mi o tym do obcych pisać... ale dla bliskich nigdy o tym nie powiem. Zawsze starałem się o tym nie myśleć ale może w tym jest właśnie problem. Otóż tak się zastanawiam, czy moja nieśmiałość co do kobiet (że tak to nazwę) może wynikać z tego, że w młodości zostałem wykorzystany.... Może nie jestem aż tak nieśmiały ale czasami jestem "aspołeczny" a przynajmniej tak się czuję...
Czytałem kiedyś, że osoby takie potrafią głęboko zakopać takie wspomnienia i nie zdają sobie sprawy że dopóki z nimi sobie nie poradzą będą mieli różnego typu problemy.
Skoro czytałeś, że może tak być to udaj się do specjalisty. To zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Masz moje (nasze?) błogosławieństwo.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Idź do specjalisty, zycie jest tylko jedne
zawsze traktuj ją jak równego sobie..
Sprobuj, przeciez nic nie stracisz, a mozesz wiele zyskac. Powodzenia!
Przykre doświadczenia z młodości bardzo zakorzeniają się w psychice, dobrze czytałeś. Może stąd ta twoja aspołeczność może wynikać. Specjalista może cię naprowadzić na rozwiązanie, ale wiele tutaj zależy od ciebie. Musisz wyjść ze swojej bezpiecznej strefy jeśli chcesz coś zmienić w kierunku relacji międzyludzkich. Będąc aspołecznym masz nikłe pole do manewru.
Jeśli nie staniesz face-to-face z demonami przeszłości by je zlikwidować to mózg samoczynnie je wyprze bądź od nich ucieknie. Stres to sam z siebie wymusi, zagrożenie trzeba zniszczyć albo uciec, Ty wciąż uciekasz.
Co w ogóle nie zmieni faktu - że one w Tobie siedzą - a Ty się ich wciąż boisz.
Dlatego nie masz dobrego połączenia ze swoimi wewnętrznymi emocjami (masz tylko bezosobową świadomość). I stąd te poczucie alienacji (odrzucenia), stania "obok" świata - swojego wewnętrznego świata również (bo w gruncie rzeczy, to na jedno wychodzi).
Jeśli chcesz rozwiązania, to łyknij sporo wiedzy psychologicznej i wróć do przeszłości (napisz krótką historię swojego dzieciństwa przykładowo), w ten sposób wyłapiesz zależności i schematy które się wtedy wytworzyły, tym samym będziesz wiedział CO masz w sobie. Później pozostaje już tylko poszukać rozwiązań. Ale to forma samoterapii.
Jeśli jednak masz pieniążki bądź jesteś ubiezpieczony - idź do psycho-doktora.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Tutaj jest dużo mądrych głów i ludzi do których można mieć zaufanie w wielu kwestiach. Ale "domowe" sposoby nie zawsze są dobre w poważniejszych przypadkach, albo inaczej to ujmując bezpieczne. Potrzebujesz kogoś z kim możesz otwarcie pogadać... zaczniesz mówić i przełamiesz barierę w bezpośredniej rozmowie. Nie ma się co bać, wstydzić itd. to po prostu taki rodzaj lekarza. Świat jaki widzisz nie jest taki, każdy go widzi inaczej, bo na początku są impulsy, które później PRZETWARZA mózg i wtedy dopiero dostajesz bodźce, które widzisz, słyszysz, czujesz
jak podreperujesz ten proces przetwarzania, który u Ciebie może być trochę odgięty od normy to będzie znacznie lepiej w kontaktach z ludźmi, bo to tu jest problem 
~ Uczucia tych, których przestaliśmy kochać, są zawsze śmieszne.
samo czytanie odpowiedzi na forum może nie pomóc, tym bardziej że specjalista oceni twoje zachowanie również na podstawie twoich wypowiedzi i zachowania, jak bym sie przełamał i poszedł, zawsze możesz zrezygnować
they hate us cause they ain't us
A słyszeliście o używaniu hipnozy do właśnie "naprawiania" różnych myśli? Jak myślicie czy jest to bezpieczne i czy może pomóc?
moźe. Ale chyba lepszy jest specjalista co nie ?
Hipnoza może zdziałać cuda, ale:
-trudno znaleźć dobrego hipnotyzera, który odpowiednio umie wprowadzić Cię w stan rozluźnienia i pokierowania Twoimi myślami, duża część specjalistów jest zwykłymi amatorami, tylko że z papierkiem
-musisz być podatny na sugestie (jeśli spełniony będzie ten wyżej wymieniony punkt, to nie masz o co się bać).
Mimo wszystko polecałbym psychologa i otwarcie się do innych ludzi. Jeśli jesteś całkowicie aspołeczny wyznacz sobie granicę, którą będziesz przeskakiwał kolejnymi zadaniami, np. na początek mówienie do starszych ludzi dzień dobry; potem do wszystkich; utrzymywanie kontaktu wzrokowego z każdym, którego będzie mijał; pytanie się dziewczyn o godzinę; później zapytanie gdzie coś się znajduje i przedłużenie rozmowy (np. poprzez podziękowanie, przedstawienie się i uścisk dłoni, po którym lecisz chociażby z tym, że taki uścisk świadczy o...). Po jakimś czasie nie będziesz mógł uwierzyć, w to jak dobrze Ci idzie.
Wiesz aż tak aspołeczny to ja przez to nie jestem. Ostatnio zrobiłem ogromny postęp bo zagadałem do dwóch dziewczyn co pomogło mi uwierzyć w siebie. Myślę że najbardziej przeszłość wpłynęła na moje "intymne ja" i pewność siebie jeżeli chodzi o podrywanie. Ogólnie chyba ostatnio uwierzyłem w siebie i ciągle mam pozytywne nastawienie.