Jestem okolo pol roku po rozstaniu z dziewczyna, musze przyznac ze bylo to dla mnie na tyle trudne rozstanie, jednak nie o tym jest ten temat. Powoli zaczynam stawac na nogi, tak jak radzono na tej stronie wzialem sie za siebie, przestalem sie nad soba uzalac, poszedlem na studia, zaczalem uprawiac sporty walki, ogarnalem sie krotko mowiac. Na studiach poznaje duzo nowych dziewczyn i stad moje pytanie, a raczej moj problem. Zawsze z pewnych powodow borykalem sie z niska samoocena, co bardzo blokowalo mnie w kontaktach z kobietami, jednak po czasie udalo mi sie troche te samoocene podciagnac, przelamac sie nawet na tyle zeby byc w kilku zwiazkach. Moj problem jednak tkwi w tym ze jestem typem samotnika, zaraz ktos napisze wyjdz do ludzi nie alienuj sie itd itp. Wiec z gory mowie ze nie jestem typem kompletnie antyspolecznym ktory nie potrafi sie odezwac czy zachowac wsrod ludzi, czy takim ktory nigdy nie widzial swiatla dziennego. Najzwyczajniej na imprezy chodzic mam ochote bardzo rzadko, znajomych takich z ktorymi sie znam od lat i wyskakuje na jakies piwo mam malo i sa to raczej przypadki sporadyczne. Generalnie w wolnych chwilach kiedy nie uprawiam sportu czy nie jestem na studiach wole poczytac, pograc w gre czy poogladac jakis film. Pasuje mi taki tryb zycia i nie jest to w zadnym razie strach przed ludzmi, najzwyklej taki juz jestem. Moje pytanie brzmi: Czy sa jakies wytyczne co robic zeby dziewczyna ktora uda mi sie poderwac nie nudzila sie ze mna? Jestem w tym temacie zielony bo kazda z moich dziewczyn byla z innego miasta, wiec widywalismy sie najczesciej raz na tydzien, wtedy urozmaicenie spotkan czy powodowanie zeby byly ciekawe to bulka z maslem, nigdy jednak nie bylem w zwiazku z dziewczyna z ktora widywalem sie codziennie czy bardzo czesto, boje sie ze dziewczyna uzna ze jestem nudny i sie zawiedzie. Macie moze jakies rady? Czy moze problem jest w mojej glowie i zbytnio sie przejmuje? Jak sprawic zeby jednoczesnie byc w zdrowym zwiazku i umiec zainteresowac dziewczyne, jednoczesnie nie "gwalcac" swojego sposobu bycia? Musze przyznac ze ten problem czesto mnie blokuje w kontaktach z kobietami, bo z gory zakladam ze przez to ze prowadze spokojny tryb zycia to jestem nieciekawy i nie zainteresuje soba dziewczyny ktora mi sie spodoba.
to na związek szukaj dziewczyny podobnej do siebie, wiadomo, że jak jesteś domatorem to z wieczną imprezowiczką ci nie wyjdzie
they hate us cause they ain't us
Tez jestem tego typu facetem i to nie jest takie proste... bo wszystkie dziewczyny w moim ( czy kolegi) guscie siedza w domu
Ja radze sobie w ten sposób że czesto porywam się na daleką wode. Jak czuje ze za dlugo siedze w domu - wyjazd, praca za granica. Czasami bardzo daleka '' za granica''. Ale to nie rozwiazanie bo poznaje się dziewczyny zupełnie dalekie mi od ideałow, czesto bardzo problematyczne. I tak pakujesz sie w zwiazki z ktorych nic nie wynika.
Znaczenie życia jest takie, że ma być przeżywane, nie sprzedawane, konceptualizowane lub wciskane w jakiś schematyczny system.
Czy sa jakies wytyczne co robic zeby dziewczyna ktora uda mi sie poderwac nie nudzila sie ze mna?
ZALEŻY
Jak chcesz ruchać, to pewnie, na krótką metę jest pełno różnych technik, rutyn trików i fikołków. Np. jak to, że udajesz, ze interesuje Cię to samo, co ją, mimo, że tak nie jest. H*j, że to ściema, ale co zdobyta baza, to zdobyta baza. Na krótką metę skuteczne. Na długą - prędzej Cię szlak trafi.
Jak chcesz długiej relacji, to nie nastawiaj się na to, byś to Ty był ciekawy dla panienki, tylko to ona ma być ciekawa dla Ciebie. Idąc dalej - to ona ma się martwić o to, czy Cię nie nudzi, a nie na odwrót. Na krótką metę - działa tak sobie, liczba zaruchań może być - nomen omen - stosunkowo niska. Na długą metę - jedyna skuteczna metoda.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
''Jak chcesz długiej relacji, to nie nastawiaj się na to, byś to Ty był ciekawy dla panienki, tylko to ona ma być ciekawa dla Ciebie. Idąc dalej - to ona ma się martwić o to, czy Cię nie nudzi, a nie na odwrót. ''
Jak babka zacznie zabawiac faceta to po czasie zacznie sie zastanawiac na co jej taki facet.Powinno sie znalezc dobry balans a nie tylko ty rob to a ja bede robil tylko tamto.
Takie myslenie zostawil bym do czynnosci kluczowych. Podejmowania waznych decyzji... tu wiadomo ze baba wszystko potrafi spartolic.
Znaczenie życia jest takie, że ma być przeżywane, nie sprzedawane, konceptualizowane lub wciskane w jakiś schematyczny system.
Pomijając skrajności i patologie, to po kij ma się naginać do panienki? Jaki ma być w tym cel? Jakie to korekty masz na myśli? Bo chyba nie zmianę uczesania? Kto to jest wartościowa kobieta? Co to jest super relacja? Przecież to wszystko są rzeczy względne i nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to. Każdy facet lubi co innego, tak samo jak każda kobieta. No i czym się różni życie singla od bycia w związku? Pomijając oczywiste oczywistości, jak monogamia, wspólne wykonywanie pewnych aktywności i wspólne realizowanie planów życiowych?
Dla jednego będzie super, jak typiara będzie mu dzieci bawić i siedzieć w domu czekając z obiadem, a dla drugiego jak będzie panią-prezes-korpo-szmatą i będzie mu mówić, jak ma żyć i się ubierać, by pasować do jej towarzystwa.
A jeżeli jemu jest dobrze tak jak jest, to po co się martwić o jakieś korekty lafstajlu? A może jednak nie jest mu tak dobrze? A może sam nie wie czego chce?
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Skrajności to zło, pełna zgoda. OK, źle wyraziłem moje myśli.
Tylko - jak poprzedni jego temat - autor nie ma hujowego lajfstajlu (choć w sumie tego nie wiemy), tylko ma problem z pewnością siebie. A to pierwszy stopień do piekła, jeżeli chodzi o związki, zgadza się? Trafi na manipulantkę i ona go wtedy wkręci tak, że on nie będzie nawet wiedział kiedy.
A powiem Ci jeszcze tak. Poznałem z tego forum kilku userów i wiesz co? Każdy miał coś ciekawego do opowiedzenia. Jak laska jest AUTENTYCZNIE zainteresowana facetem, to będzie ją interesować wszystko co on ma do opowiedzenia. I vice versa. A może będzie umiał opowiadać barwnie o książkach, które czyta? Może trafi na taką, co będzie z nim napierdalać codziennie na padzie? Ja wiem, że to w późniejszych miesiącach-latach może już nie działać, ale do tego czasu to on/ona będą wiedzieli, czy chcą być ze sobą razem, czy nie, i czy relacja wymaga korekt z tego tytułu.
Autorze - jak chcesz zmian, to niech ich motorem będzie potrzeba zrobienia czegoś dla SIEBIE, nie dla PRZYSZŁEJ PANNY, KTÓREJ JESZCZE NAWET NIE ZNASZ.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
ironia? bo nie wiem czy wziac to za potwierdzenie czy raczej przejaskrawiasz jego wypowiedz
Expect unexpected
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
kultura w internetach jest coraz rzadziej spotykana, dlatego sie upewnialem
Rozumiem
postaram sie zastosowac do twojej rady. Generalnie to prawda ze mam problem z pewnoscia siebie, i to ze na manipulatorke juz nawet trafilem ,to byla moja ostatnia relacja i wlasnie przez nia mam takie a nie inne rozkminy. Sadze ze po czesci i ty i druga strona macie racje, nie ma co sie na sile okrecac co 180 stopni, ale nabrac troche wiecej pewnosci siebie i skorygowac troche to co sie da nie zaszkodzi.
Wlasciwie to trafiles w sedno
jest mi dobrze z moim lajfstajlem, ale uwazam ze z nim bedzie mi ciezko znalezc dziewczyne ktora mnie zaakceptuje
zwlaszcza w dlugotrwalej relacji. Nie wiem jak to "korygowac" bo zasadniczo to juz nie raz probowalem, wychodzic na imprezy, czesto spotykac sie ze znajomymi, poznawac nowych ludzi. Ale to mnie najzwyklej meczy
nie wiem wiec czy recepta dla mnie jest proba znalezienia rownie introwertycznej partnerki, jednak zaciskanie zebow i granie towarzyskiego czy moze problem jest tak zauwazyles bardziej w mojej glowie z czego wynika ze by nalezalo jakos go wykorzenic ze swiadomosci. A ze zyje z dnia na dzien prawda xd ale nie jest to jakas wegetacja, bo chyba do czegos takiego to przyrownales
mam jakis plan na siebie, po studiach chce wyjechac za granice zeby sie dorobic itd, mam juz nawet ukrecona ekipe do tego, z tym ze kazdy moj dzien to raczej bardzo spokojny zywot.
Wiesz, jest takie powiedzenie: nic na siłę, lekko młotkiem. Nie spinaj się, że nie masz laski, bo to tylko potęguje niepotrzebnie frustrację. Po co Ci to?
Miałem swego czasu taki okres, i teraz mam go znowu, że mam wyjebane na laski. Skupiam się na tym co ważne, każdy dzień wygląda niemal tak samo, może i nawet monotonnie. Ale produktywnie. Buduje to moją pewność siebie, że podejmuję właściwe decyzje i jestem fajnym gościem. I dzięki temu potem mogę odstawiać takie akcje jak dziś w starostwie, gdzie kilka osób miało ze mną ubaw rozkminiając pewien problem - bo byłem wyluzowany i skupiony na istotnych dla mnie rzeczach.
Czasem jest tak, że dłuższa przerwa w obcowaniu z obcą płcią potrafi Cię oczyścić i przygotować solidnie na nowe przygody. Może wewnętrznie teraz tego potrzebujesz? Z laskami czasem tak po prostu jest. Mam kumpla, który był ruchaczem, tak po prostu wyrywał i się ustawiał. I kiedyś mi powiedział - "Wiesz co, ja potrzebuję odpoczynku. Ile k*rwa można". No i odpoczął z jakiś rok, poznał jedną i się hajtają jakoś w tym roku chyba.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Mialem to prawda
ale po czasie jak cos nie wychodzilo to wszystko automatycznie zrzucalem na siebie i na to ze pewnie sie na mnie poznala i juz mnie nie chce, nawet jesli wszyscy na okolo mowili ze trafilem na "szmate" no i niby racja ze mialem te zwiazki, ale zawsze byly one w jakims sensie na odleglosc, bo te kilkanascie kilkadziesiat km nas dzielilo, i wtedy tak jak pisze latwiej bylo utrzymac zainteresowanie bo kazde spotkanie cos w sobie mialo, z racji ze nie bylo codziennie. Do tego poznawalem sie z nimi w ciekawych okolicznosciach wiec zaraz start byl lepszy xd nie wiem czy rownie ciekawie by sie zaczelo gdybym od tak probowal zainteresowac kolezanke ze studenckiej lawy czy nie wiem, z klubu. No ale to takie gdybanie.
Jak chcesz zainteresować dziewczynę sobą, to po prosto sobą bądź.
Lubisz czytać, grać, oglądać filmy - połącz to wszystko ,naprawdę uważasz, że to jest nudne ??
Mądry i ogarnięty facet w pewnym momencie przestaje stawiać na piedestale wyjścia z kumplami na piwko, imprezki...
Moim zdaniem , to co uważasz za "nudne" w sobie, jest tak naprawdę Twoją mocną stroną, zatem więcej pewności siebie ! Skup się na danej osobie i staraj się spędzać z nią czas, tak jak lubisz. W połączeniu z rozmową,żartami... wspólne granie,czy oglądanie filmu może być 100 razy bardziej ciekawe ,niż typowe wyjście na miasto
Czy udawanie kogoś , kim nie jesteś .
***Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.***
Staram sie, ale wlasnie moj ostatni zwiazek zawalil sie przez to ze bylem "nudny" nawet sama partnerka mi to powiedziala
na poczatku wrecz mnie ubostwiala i uwazala ze jestem super inteligentny, taki tajemniczy uroczy bla bla, a po czasie gdzies sie wszystko wypalalo
fakt ze moze tez problemem bylo nawet nie to ze jestem nudny ale to ze moja ostatnia dziewczyna byla skrajna imprezowiczka, malo kto by chyba taki tryb zycia wytrzymal, nawalona lub na imprezie praktycznie co pare dni, alkohol i kumpele na pierwszym miejscu itd xd moze wlasnie po tej relacji mam uraz, sam nie wiem.
Nie zawalił się dlatego , że byłeś nudny ...
Byłeś sobą i tego nigdy nie zmieniaj ! Po prostu , jak sam zauważyłeś - ona : co parę dni impreza / alkohol/ nawalona...
Nie była nawet warta tego, żebyś teraz rozkminiał co z tobą nie tak , głowa do góry i do przodu !!!
***Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.***