Krotko i prosto z mostu, moim najwiekszym problemem w kontaktach z kobietami, ogolnie w kontaktach miedzyludzkich i w kazdym aspekcie zycia jest brak luzu, dystansu, zdecydowania. Chodzi mi zasadniczo o to ze kiedy przychodzi co do czego i z jakas dziewczyna dobrze mi sie rozmawia, zaczynaja sie jakis flirt, zauwazam ze jest zainteresowana, to momentalnie sie spalam. Nagle pojawiaja sie mysli typu po co ja gdzies zapraszac skoro i tak jestem malo przystojny, moje zycie jest nudne itd itp. Podobnie jest z podejmowaniem decyzji zyciowych, momentalne spalenie sie. Na codzien moja samoocena jest w granicach normy, ale kiedy na czyms mi zalezy wszystko leci na leb na szyje. Ma to dosc nieciekawe podloze psychiczne jeszcze z dziecinstwa, ale nie o przyczyny sie tu rozchodzi. Moje pytanie brzmi, mial ktos moze podobnie i umie sobie z tym radzic? Macie jakies sprawdzone sposoby na to zeby odegnac zle mysli i podchodzic do zycia z wiekszym luzem? W sensie no nic olala mnie nie ta to nastepna, a nie robienie z tego wielkiej sprawy?
Generalnie warto w takiej sytuacji pomyśleć sobie, że rozmówca też ma różnego rodzaju problemy. A to hemoroidy, a to chomik zdechł, a to nie ma za co przeżyć od 1 do 1, a to brak bolca/szpary od 4 lat. Nie jesteś sam ze swoimi problemami, każdy ma jakieś. Nikt nie jest też idealny. Byłem już w sytuacji, gdzie seks z HB10 był w huj kiepski, podczas gdy taka HB7 potrafiła opierdolić gałę po mistrzowsku, a jazda była dodatkowo pierwsza klasa.
Też tak miałem z tymi decyzjami. Tkwiłem przez to w miejscu, bo nic się po prostu nie zmieniało. I wiesz co? Pewnego dnia podjąłem pierszą decyzję, kolejnego następną i tak jakoś poszło. Oczywiście, zrobiłem przy tym masę błędów, ale potem, gdy przyszedł czas, to w 1 (słownie: jeden) rok zrobiłem więcej, niż wcześniej przez 5 lat.
W życiu jest jak na wojnie: brak decyzji najczęściej bywa gorszy od złej decyzji. A może byłaby to dobra decyzja? Może jej nie przeszkadza to, że jestem mało przystojny? Może lubi moje duże nozdrza?
A jeżeli zła, to przynajmniej się dowiesz, że jest ona zła i wiesz, czego uniknąć kolejnym razem. Owszem, poniesiesz jej koszta i konsekwencje (wstyd, zażenowanie, uczucie porażki), ale tak wygląda droga do sukcesu.
Ktoś jest na szczycie nie dlatego, że podjął same trafne decyzje, tylko dlatego, że podjął wiele złych i wyciągnął wnioski na przyszłość.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Właśnie, nie należy bać się błędów. Lepiej jest kiedy spróbujesz i się nie uda niż kiedy żałujesz, ze nie spróbowałeś. Najgorsze co możesz zrobić to odpuścić. Weż pod uwagę to, że wszystko robisz dla siebie, dla swojej lepszej przyszłości, lepszego ja.
Jak już kolega wyżej napisał, każdy ma jakieś swoje problemy, każdy z nimi walczy. Zapomnij o nich, działaj jakby ich nie było, nie daj się ograniczyć własnym szarym komórkom. Kurna, stary, one są przy tobie malutkie, nawet rąk nie mają
" Na codzien moja samoocena jest w granicach normy, ale kiedy na czyms mi zalezy wszystko leci na leb na szyje."
Co jest granicą normy w twoim przypadku ?
Bo w moim mniemaniu granica normy jest taka gdy nie przejmuje się opinią innych i jestem pewny swojego wyglądu , mowy ciała oraz swoich przekonań .
Popracuj nad pewnością siebie bo według mnie problem leży w jej braku , masz w tym temacie wiele artykułów na tej stronie .