Witam, jestem tu nowy a sprowadza mnie problem z kobietą. Na wstępie opiszę historię, na koniec zaś zostawię problem.
W sierpniu poznałem dziewczynę, przyjaciółkę mojej kuzynki. Poznaliśmy się na wakacjach, nie zrobiła na mnie dużego wrażenia, mimo że spędziliśmy razem 2 tygodnie. Po wakacjach często się spotykaliśmy na różnych koncertach czy zabawach w klubie, 1-2 razy w tygodniu urządzaliśmy takie spotkania w grupie znajomych. Traktowałem ją jak zwykłą koleżankę (podczas jednej z rozmów wyżaliła mi się na swój nieudany związek, na byłego chłopaka). Jako że nic do niej nie czułem to grzecznie wysłuchałem jej problemów. Ale po jakimś czasie (koniec września) coś się zmieniło, poczułem coś do niej (i trwa do tej pory). Po zapoznaniu się z artykułami zauważyłem, że na początku znajomości dawała mi oznaki zainteresowania, które zbywałem, a teraz to mi na niej zależy. Zagaduję na facebooku czy telefonicznie ale bardzo opornie nam idzie rozmowa (nie mogę się z nią widywać codziennie, bo niemożliwe a także głupie bo zdradzę swoje zamiary na starcie) natomiast na żywo bardzo dobrze się dogadujemy. Odwiedzam ją w pracy(pracuje w sklepie, więc odwiedziny nie są jednoznaczne), czasami jakieś spotkanie w klubie (chociaż teraz już rzadko bo ona pracuje, studiuje i do tego praktyki - nie ma czasu). Ostatnio nawet byłem z nią na "Sylwestrze"- jako partner, ale tylko kolega. Wspomniała ostatnio, że ma na oku pewnego chłopaka, co oczywiście szybko zbiłem innym tematem. Wiem, że znajduję się w worku podpisanym "kolega, nie do związku" i nie mam pojęcia jak to zmienić, jak wyjść z ramy "kolegi do pogaduszek". Urwać kontakt na jakiś czas? Próbowałem, 3 tygodnie zero kontaktu, które miało na celu sprawić bym się odkochał,mi nie pomogło a na niej nie zrobiło to żadnego wrażenia. Podczas naszej znajomości popełniłem ogrom błędów, przez które bardzo ciężko będzie mi teraz wyprowadzić to na prostą, ale mimo to podejmę wyzwanie. Wiem, że wiele osób tutaj odradza próbę rozkochania w sobie zaprzyjaźnionej osoby, ale cóż, uczucia to uczucia 
masz klasyczne symptomy kolegi - sympatyczny, miły, do tańca i do różańca.. obawiam się, że w obecnej sytuacji (a świadczy o tym forma tego zapytania) nic z tego już nie będzie. Radzę sobie odpuścić, ale w mądry sposób. Zamiast się foszkać i zaczynać nowy rok ze złamanym sercem zostań kolegą przez duże K, tzn. gadaj z nią, słuchaj, żartuj nie wiem może nawet tańcz - ucz się obycia z kobietą, bo wiem że to przynosi dobre efekty. Na pewno odpuść częste zagadywanie i przejdź w tryb uśpiony tzn. zaczep od czasu do czasu.
dwa lata temu zakładałem podobny temat, po tym jak wpisałem w google pewnie tę samą frazę co Ty.
Teraz wiem, że byłem Sabą i nie szedłem "tą" drogą..
Sęk w tym, że ja chcę spróbować to zmienić, siebie zmienić i chętnie wysłucham rad. Z tym, że jestem sympatyczny i miły to prawda, wydawało mi się że tak trzeba, ale odkąd przeczytałem materiały zebrane na stronie dostrzegłem co robię źle (a przynajmniej tak mi się wydaje). Zmienię swoje nastawienie, bo nawet jak teraz nie wyjdzie to przyda się na przyszłość, skoro kobiety wolą bardziej charakternych. "Foszkać" się nie zamierzam, jeśli teraz porzuciłbym dążenia do czegoś więcej, to nadal utrzymywałbym jak najlepszy kontakt z nią. "Na pewno odpuść częste zagadywanie i przejdź w tryb uśpiony tzn. zaczep od czasu do czasu" czyli można powiedzieć, że ponowne urwanie kontaktu które nic nie przyniesie?
Pieczarka, zrobisz jak zechcesz. Pamiętaj, że to nie chodzi o charakter w stylu "bad boy", możesz być miły i pomocny tylko nie możesz być taki w celu wywołania w kobiecie emocji. Jest różnica w "byciu miłym" a w "będę miły, to może ona mnie pokocha". Ja wiem, że wystarczy robić to co w danej chwili daje mi poczucie satysfakcji - i mogę być miły, jeżeli nie myślę, że coś w ten sposób ugram. Nikt normalny nie chce słuchać pitolenia laski o jej byłym, no sorry..
Trzeba wykorzystać przewagę jaką mamy będąc mężczyzną w stosunku do kobiety. To my mimo trzęsącego się głosu ją wybieramy i to my jesteśmy odpowiedzialni za dalszą podróż.
To się jakoś tak naturalnie układa, że kobiety nie mają problemu z tym, że "ty prowadzisz" i jest wtedy podobnie jak w czasie jazdy samochodem. Jeżeli wiesz, gdzie chcesz dojechać nie pytasz kobiety "jak" i "którędy". Wybierasz tak żeby było najszybciej/najbardziej ekonomicznie.
Ty w swoim poście chcesz wypracować styl jazdy pod określoną kobietę, zamiast po prostu "swój styl".
co do urwania kontaktu - przecież widzisz, że go nie masz.. więc to nie o to chodzi. Pani odpisuje bo Ciebie lubi, ale nie myśli o Tobie, tak jak ty o niej i nie zapłonie od tego, że dostanie sms raz na dwa dni. Gorzej, będzie je traktować na takiej samej zasadzie jak się traktuje mycie naczyń. Są potrzebne, używa się ich więc trzeba to robić. 3 tygodnie bez kontaktu, to wyrok śmierci. mógłbyś zginąć w wypadku, a ona dowiedziałaby się o tym z paska w TVN.. w związku z czym wyglądasz z odległości jak facet który próbuje robić usta, usta komuś, kto od 2 dni nie oddycha. Frustrujesz się niepotrzebnie.
jak zadzwonisz raz na ruski rok z proponując spotkanie, albo spotkasz ją gdzieś przypadkiem to po pierwsze, może ona chociaż trochę zatęskni/zechce sobie chociaż przypomnieć i może zauważy w Tobie zmiany - jeżeli takie zajdą.. Tylko wtedy może coś z tego będzie. Teraz nie ma w Tobie nic poza wiarą i dobrymi chęciami. Utrzymywanie kontaktu na siłę bez emocji osłabia znajomość - człowiek robi to, bo boi się utraty, ale traci bezpowrotnie właśnie przez to, że uśmierca ją dzień w dzień beznadziejnym zaznaczaniem swojej obecności.
Przy czym - to są moje spostrzeżenia wynikające z lektury. Nie znam Ciebie, ale znam sytuację - było tu takich wpisów przed Twoim wiele. Mój pośród nich.
Chyba faktycznie masz rację, to ja staram się utrzymać kontakt a u niej nie widać takich objawów. Pozostaje mi urwać kontakt i dokonać w sobie zmian, a o niej nie myśleć.
Dzięki wielkie
http://www.podrywaj.org/forum/z_...
Ostatni post w temacie
Nie chce mi się pisać 2 raz.
On my way...
Sęk w tym, że jeżeli nawet będziesz próbował się zmienić, i zechcesz zobaczyć rezultaty skupiając się na tej konkretnej lasce - możesz się zawieść, rozczarować, i przez to porzucić dalszą chęć rozwijania się, bo przecież to nic nie dało. Pamiętaj, że ta zmiana to nie pstryknięcie palców, zmiana to proces, który trwa zazwyczaj długo, i polega na robieniu rzeczy których się nie robiło, i tak dalej i tak dalej.
Nie lepiej tak jak powiedział kolega wcześniej, ostudzić kontakt, znaleźć sobie inny target, próbować wdrażać w życie forumowe rady, zyskać pewność siebie z powodu rezultatów, i patrzeć się z satysfakcją jak twoja koleżanka sama na Ciebie leci, widząc twoją metamorfozę w faceta z jajami a nie kolegę?
Z tego co piszesz to masz wybór.
-Próbować, a co za tym idzie możesz się rozczarować i trochę pocierpieć.
-Olać, ale za to żałować, że nie spróbowałeś
Oba wyjścia są dobre.