Jakiś czas mnie na forum nie było, przewinęły mi sie w tym czasie 2 laski, jedna całkiem normalna, z tym że zwyczajnie się nie dogadywaliśmy, a druga no cóż, z mocnymi problemami z samoocena i wiara w siebie, ogólnie była z niej taka płaczliwa dupa która narzeka jakie to życie jest ciężkie a świat przeciwko niej. Dodatkowo lubiła sobie wypić na imprezach co zazwyczaj kończyło się zgonem. Jak można się domyślać ze znajomości po pewnym czasie zrezygnowałem. No i w sumie od tamtego czasu niby wszystko jest w porządku. Chodzę na studia, uczę się, ćwiczę, wychodzę spotykać się z ludźmi, robie prawko, imprezuje, w wolnym czasie zdarzy mi sie pograć na kompie a więc zajęć mi nie brakuje. A mimo to czuje się jakby czegos mi brakowało i przez to nie czuje sie dobrze. Nawet wiem czego mi brakuje, brakuje mi jakiejś świeżości, nowych bodźców, od czasu kiedy poszedłem na swój zajebiście trudny i nudny kierunek przestałem poznawać nowych ludzi, w zasadzie w moim życiu nie dzieje się nic nowego, jest rutynowo, kobiet nowych tez nie poznaje i mam wrażenie że się to na mnie odbija. Nie wiem co zrobić ze swoim problemem bo prowadzę aktywne życie, jestem pewny siebie, jestem wygadany, niby wszystko jest tak jak być powinno, no a właśnie nie jest, bo nawet nie mam jak tego wykorzystać.
Idź na dziwki
sam wiesz czego ci brakuje więc czemu sobie tego nie'weźmiesz"?
Sam ostatnio przechodziłem podobny okres, miałem doła wszystko było chujowe, ale postanowiłem wziąść się za siebie, poprawić maturę wyjść gdzieś do ludzi czuje się lepiej.
Szukasz Winga?. Preferuje dg, lecz ng nie odmawiam
Pisz do mnie!
"Veni, Vidi, Vici."
Nieznośna lekkość bytu
Czy ty aby nie szukasz dziury w całym???
Może zostań wolontariuszem np w hospicjum - innym pomożesz, sam zrobisz coś dobrego... może się "spełnisz"
Też miałem coś podobnego, samo przeszło
Progres jakbym w siedmilowych butach chodził, a mnie ciągle mało i mało było. Tak właściwie to co Ty chcesz wykorzystywać? Pisałeś jeszcze, że kierunek jest nudny. Skoro Cię to nudzi to po co tam jesteś?
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
też w pewnym momencie życia to odczulem, z tym ze ja nie mialem problemów ze kobiet brak, albo nie z kim na piwo wyjsc, czy w szkole chujowo albo jakaś chandra.. problem jednak był.. brak jakiegoś głebszego sensu ..
wiec..
zapisałem sie do wolontariatu
piekna sprawa. robię coś bezinteresownie, chodze do schroniska bo zawsze kochałem psy i wyprowadzam je na spacer w weekendy a tak wgl życie mi zwrocilo moja decyzje z nawiazką bo wolontariuszki z ktorymi jestem w grupie to calkiem niezłe dupy
młode dojrzewające ale fajne idzie sobie zrobic podłoże
pomijajac jednak ten fakt, to dopiero wtedy czuję że gdyby ktos mnie zapytał " ile Twoje życie jest warte? " to odpowiedziałbym mu krótko, jestem wolontariuszem. nie oczekuje nawet zwykłego dziekuje, bo psy mi tego nie powiedzą a chce im jakoś umilić ten przykry czas pobytu w schronisku.
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!