Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad selekcją znajomych z którymi spędzam czas a mianowicie dlatego, iż sprawa wygląda następująco:
- można powiedzieć, że zawsze jestem tą osobą, która inicjuje jakieś spotkania, wypady, praktycznie nigdy nie ma inicjatywy z ich strony co mnie zaczęło już irytować a jak już coś ktoś chce sie gdzieś wybrać np. "jedziemy w sobotę na kręgle?" można tłumaczyć na "jedziemy w sobotę na kręgle, ale Ty kierowca, ok. ?" i to jest na tej zasadzie,
- niesłowność kumpli - umawiam się na tą i na tą, często jest sytuacja, że kumpel potrafi się spóźnić nawet godzinę, albo stwierdza, że jednak nie idzie, czasami byłem po prostu kłębkiem wkurwienia,
- gdy jadą np. na jakąś imprezę, mają transport, wszystko załatwione, nawet słowa nie dadzą znać, nigdy nie zapytają, czy nie przejechał bym się z nimi itd.,
- sytuacja, kiedy kumpel umawia się na piwo, przychodzi do baru, wpadają inni jego kumple, pytaja czy jedzie gdzieś, on po 15 min., nas pierdoli i idzie w chuj,
- koleżanki jak królewny, siedzimy przy jednym dużym stole, ja np. z jednej strony koleżanki gdzieś dalej i nie da się z takiej odległości rozmawiać, zawsze jest tak, że to ja np. podchodziłem pogadać z nimi, wczoraj zrobiłem taki test, siedziałem w jednym miejscu, one trochę dale, żadna nie przyszła pogadać, ani słowa nie powiedziała.
Może trochę przesadzam, ale jak sądzicie, czy taka selekcja jest dobrym posunieciem, zeby wyrwać chwasty ze swojego otoczenia ?
Nie .Ludzie traktują Cię tak , jak pozwalasz się traktować . Wiem co czujesz bo kiedyś miałem identyczy problem i zmiana otoczenia nie zmienia absolutnie niczego , póki nie zmienisz siebie. Zbuduj silną ramę , a podejście ludzi do Ciebie zmieni się diametralnie .
Dodam, że tematy do rozmów tez muszę na siłę szukać, ja np. interesuję się podrywaniem, rozwojem osobistym, siłownią, o tym trzecim z kimś tam jeszcze coś pogadam, ale tak z resztą to nawet się nie wychylam, kiedyś opowiadałem o Tantrze, to patrzyli jak na idiote i się cieszyli pod nosem.
To skoro nie macie o czym gadać ,to nie dziw się że cię nie zapraszają /olewają . A o podrywie , to ty lepiej z nikim nie rozmawiaj , chyba że masz jakiegoś naprawdę zaufanego kumpla , ale o takich trudno .
Miałem jedną taką osobę z którą mogłem o tym pogadać, tyle, że w momencie, gdy się chwycił jednej laski tak już kontakt mamy słaby.
http://www.podrywaj.org/blog/prz...
Zacznij szanować siebie to inni też będą Cię szanować. Niestety z obecnymi znajomymi będzie ciężko, bo mają już wizję Ciebie. Moją też mieli, lecz powoli to się zmieniało i jest tak jak być powinno wg mnie. A jak nie jest to mówię prosto z mostu, że to i tamto mi się nie podoba i nie zezwalam na takie traktowanie. Aczkolwiek to co Ty piszesz to dla mnie przesada, ja nawet będąc kiedyś tym miłym gościem bym sobie na to nie pozwolił
Tak czy siak masz to na co sobie pozwalasz, dokładnie tak jak napisał tbohimnemwtmmt. Z tym, że możesz usunąć chwasty i zacząć budować nowe relacje zachowując się od razu tak jak chcesz. Jak ktoś Cię poznaje to kreujesz się tak jak chcesz.
Koledzy mają na Ciebie wyjebane ogólnie, ja bym uciął wszelki kontakt. Tzn. nie tak, że teraz jak ich zobaczysz na mieście to łeb w drugą stronę, ale po prostu bym się nie umawiał. Zresztą to będzie proste, bo i tak Cię nigdzie nie zapraszają
Ogólnie to wykorzystują po prostu sytuację, nie widze tym nic zdrożnego. A z tym godzinnym spóźnieniem to grubo, jeszcze nigdy nie musiałem na kogoś tyle czasu czekać. Zresztą ja bym nie czekał tylko się zawinął w swoją stronę.
Podsumowując: jesteś ich szoferem, nie masz o czym gadać tak właściwie, wkurwiasz się jedynie (na samego siebie, że jesteś taką ciapą, przyjmij odpowiedzialność za swoje czyny!) i w sumie nie wiem nad czym się jeszcze zastanawiasz. Wasze relacje są toksyczne. Ja ŻĄDAM szacunku od innych, a jeśli ktoś mnie nie raczy nim obdarzyć to nie utrzymuję kontatku. A że są spięcia z tego powodu? Who cares? Albo żyjesz po swojemu albo pod kogoś, wybór należy do Ciebie.
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie