Czy zdarzyło wam się kiedyś być kimś w rodzaju męskiego famme fatale? Dla mnie ta sytuacja staje się co najmniej dziwna. O co chodzi, już wyjaśniam:
Jakiś czas temu poznałem piękną zajebistą pod każdym względem dziewczynę, Sandrę. Była świetnie ( szczegółów znajomości nie zdradzę, bo tu nie o to chodzi). To panna z akademika mieszka z dwiema współlokatorkami w pokoju. Oczywiście poświęcałem im wszystkim uwagę, po równo. Pewnego dnia wybieram się tak niespodziewanie do nich, nie zastałem Sandry, była tylko jej jedna koleżanka, zostałem więc, zrobiła mi herbaty i porozmawialiśmy z 1 - 2. ( nie wiem dokładnie ile to trwało).Wracam do siebie, spotykam po drodze właśnie ją
ona: - a ty co tutaj robisz?
ja: - byłem u Sylwii ( jej koleżanka)
ona ze złością: TAK?! TO CHODŹ SOBIE DO NIEJ I POWODZENIA W PODRYWIE!
ja: no dzięki
i wróciłem do siebie 
Na drugi dzień dowiedziałem się się że Sylwia zmienia pokój. Ponoć ostro pożarła się ze swoją wspomniana przyjaciółką
PS: Czasami przez to przeklinam to całe PUA ( tylko czasami:) Sam nie wiem co znaczy te zachowanie, dlatego do was napisałem.
Ze się pannie spodobałeś.
Nie kolego, będę się bronił
. To nie była gierka tylko kwestia być może źle dobranych słów. Poszedłem do dziewczyn, ale byłem u Sylwii, bo tylko ona była w pokoju. Przecież to nic złego, że jej przyjaciółka mnie dobrze przyjęła?