Siemanko, jest to mój pierwszy post na tym forum, bo dopiero teraz jest możliwość rejestracji na tej stronie (ogólnie trafiłem tutaj duużo wcześniej).
A więc do rzeczy i krótki wstęp.
Przeprowadziłem się do większego miasta głównie tylko z tego względu, żeby móc w dzień wyjść i zawierać nowe znajomości. Zamieszkałem z kumplem, jego dziewczyną i koleżanką, którą dopiero poznałem jak się wprowadziłem (choć wszyscy jesteśmy z jedynego miasta, ale jest Ona o 4 lata młodsza i po prostu nigdy się nie kręciłem w tamtych rocznikach). Na początku było spoko, dziewczyna pisała praktycznie codziennie sms'y jak byłem w pracy (wiadomo takie głupoty o niczym), kilka razy dała mi jakiś bigos w słoiku od matki do pracy ;d. No i przyszedł taki weekend, że wpadłem z kumplami ze swojego miasta tam na balety, najpierw beeforek przed baletami na chacie (było nas 3) i później w miasto. A współlokatorka również była w domu, bo miała jakąś osiemnastkę jednego typa. Poszliśmy tylko we dwójkę, bo jeden kumpel ma kontuzję i poruszał się o kulach więc został u mnie na chacie i przyszła do niego jego dziewczyna. Po powrocie do domu z baletów (nawet udane, żadnego numeru itp ale trochę potańczyłem z nowo poznanymi paniami) zastałem współlokatorkę, która akurat szła spać, a w salonie siedział kumpel z dziewczyną i jeszcze jednym kumplem, który wracał z trasy i nas zabierał do domu (tego prawdziwego). Oczywiście pisałem jej, że kumpel zostaje na chacie ale nie pisałem nic o tym, że będzie jego dziewczyna. No i po tej akcji dziewczyna się poskarżyła koleżance i kumplowi, jakąś tam rozmowę sobie przeprowadziliśmy ale bez żadnej spiny. I po tej akcji wszystko prysło. Zero rozmowy przez telefon, w domu tylko kilka słów i każdy do swojego pokoju. Wcześniej robiliśmy nawzajem jakąś kolację albo obiad, albo tak jak wspomniałem dawała mi jedzenie do pracy. Wiem, że nie ma co się pakować w takie rzeczy jak związki z ludźmi ze swojego towarzystwa, bo to prędzej czy później się zjebie ale bardziej mi chodzi o odnowienie tego kontaktu jaki między nami był. Ostatnio wracałem do domu i zabrałem jej koleżankę po drodzę, trochę z nią na ten temat rozmawiałem czy jest dalej na mnie zdenerwowana ale nic takiego nie mówiła.. Co o tym panowie myślicie? Zastanawiałem się czy po prostu jej się nie zapytać czy dalej jest na mnie zdenerwowana z tamtą akcję ale jakoś mi to z głowy uciekało.
Nic z tego tekstu nie rozumiem. Ale ciekawa historia.
A smakował chociaż ten bigos?
Nie jesteś sam.
Też nic nie zrozumiałam.
Może niech Autor wprowadzi jakieś oznaczenia?
Pierwsze litery imion chociażby.
Już wam tłumaczę:
Wprowadził się na kwadrat z ziomeczkiem jego dziewczyną i jeszcze jedną niewiastą(ta od bigosu). Pewnego dnia zawitali do niego przyjaciele było ich z tego co zrozumiałem 3 z czego 1 kontuzjowany i został na chacie(autora) po czym przyszła do tego domu jego dziewczyna. Jeżeli dobrze zrozumiałem on wtedy hasał, hasał, hasał na parkiecie generalnie fajnie było. Do jego chaty dojechał jeszcze jeden kolega(kierowca). W tym samym czasie współlokatorka bawiła się na 18 jednego typa. Kiedy wszyscy wrócili do domu współlokatorka wkurzyła się, że z ich mieszkania zrobiło się koczowisko pijanych typów i jakiejś laski. Ot co:D
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
Mniej więcej tak to wyglądało (ale nikt nie był pod wpływem alko). Pisałem w sumie na szybko, bo leciałem na trening.
Stary, skoro doskonale rozumiesz, że nie bierze się dupy ze swojej grupy to możesz olać te wielkie podchody i zastanawiania czy jest na Ciebie obrażona czy nie. Porozmawiaj z nią o tym otwarcie, powiedz, że to Twoja wina, że przepraszasz. Wykonaj zadośćuczynienie w postaci przejęcia tygodniowych obowiązków w mieszkaniu czy coś w tym stylu. Skoro z nią mieszkasz - traktuj ją trochę jak członka rodziny, a nie jak zwykłą laskę, których masz pełno poza mieszkaniem z racji "przeniesienia się do większego miasta". Tylko rób wszystko głośno i z uśmiechem, spróbuj obrócić to w żart. Takie pieskowanie na pokaz wcale nie jest prawdziwym pieskowaniem, nie masz co się przejmować definicjami. Ze współlokatorami trzeba dobrze żyć!
W sumie to nikogo za to nie przeprosiłem, bo nikt tego ode mnie nie wymagał (głównie chodzi mi o ziomka i jego dziewczynę) raczej to obrócilismy w żart, przynajmniej z kumplem, ale z jego dziewczyną też jest jak wcześniej, czyli spoko. Nie będę też za nią sprzątać kuchni czy łazienki, bo nie jestem jakimś chłopczykiem od lizania dupy.
Witam !
Jedno co Ci mogę doradzić to do niczego się nie przyznawaj...
NO i co że zostawiłeś swojego kumpla z dziewczyną w swoim mieszkaniu, mieszkasz tam i możesz przecież przyprowadzać i zostawiać w swoim pokoju kogo chcesz . Za co niby miała się obrazić... ? Jeżeli dla Ciebie to było normalne zachowanie że Twoi znajomi siędzą u Ciebie na chacie sami bez Ciebie to jest ok.
Masz przepraszać za coś co dla Ciebie jest normalne , tylko dlatego że komuś się to nie podobało.
Jasne że należy rozważyć kolejne takie działania ... no jak by nie patrzeć nie mieszkasz sam ... ale na pewno nie przepraszać.
A co do tej dziewczyny to jak masz ochotę zawrzeć z nią głębsze relacje i nawet Ci się to uda to też nie ma problemu... Nikt Ci nie zagwarantuje że to nie przetrwa, może akurat się uda, takie same szanse jak by mieszkała gdzieś indziej.
Najważniejsze to to żeby brać pod uwagę że jednak może się nie udać no i potem sam wiesz jak będzie to wyglądało kiedy będziecie musieli się widywać codziennie w kuchni.
Nie chodzi o to że nie bierze się dziewczyny ze swojej grupy bo to nigdy się nie uda... nie bierze się bo JAK SIĘ NIE UDA to później jest ... sam wiesz ...
No ale mieszkanie zawsze możesz zmienić ...
"...Kiedy czuję pęd powietrza i w kolejny zakręt składam się..."
ona cie kocha jak ci bigos dała to moze da i wiecej
smakosz dziewic
myślisz, że będą też mielone?
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
Bigos był spoko, ale mielonych nie było.. W sumie po tej całej akcji znowu dała bigos ale go nie wziąłem, bo wytłumaczyłem, że wróciłem do treningów (tydzień przerwy był, bo choroba) i zdrowego odżywiania
Ktoś wspominał coś o bigosie? bo z chęcią bym ojebał.
"pierdol to i rob swoje, a jak jestes nieszczesliwy to cos zmien.
ten ktory jest ciagle szczesliwy musi się często zmieniać." - skaut