Mam pytanko. Miał ktoś tutaj większe problemy z używkami? Z jednej strony jakoś nie ciągnie mi się na język, abym miał z tym problemy. Ale korzystanie z "Szybkich butów" co tydzień(patrz impreza czy cuź) od ponad poltora roku raczej jest problemem.
Od tego okresu moje wyniki w życiu są słabiutkie. Czasem dochodzi nawet do dwoch seansów w tygodniu. A czasami do zabaw na dluższą metę niż tylko noc. Nie ukrywam, prawdopodobnie ładnie mnie to rozpierdolilo psychicznie (fizycznie nie musze chyba wspominac). Miliony moralniaków, wahania nastroju, strach, brak wiary w siebie, brak pewności siebie. Milion razy sobie juz powtarzałem, ze to ostatni raz, a mimo to i tak jakimś kurwa cudem koncze tak jak koncze, a już dawno przewartościowałem sobie to i stwierdziłem, że jest w chuj złe.
Jak wyście przez to przeszli?

Bierzesz bo coś Ci to daje. (zabiera również) ale w subiektywnym&krótkoterminowym rachunku jesteś na plus ale co dalej? Może zrób sobie listę celów na najbliższy tydzień&miesiąc i zobacz co zrobiłeś a co nie.
Zdiagnozowales u siebie problem, to już 50% sukcesu. Pomyślałbym na twoim miejscu nad profesjonalna pomoca jakiegos psychologa czy osob zajmujących się takimi problemami.
Umysł niczym niezmącony, na dłuższą metę działa najsprawniej.
Odpowiedz sobie jak facet- czego tak naprawdę chcesz i zobacz, na ile dragi ci w tym przeszkadzają.
Jak przeszkadzają- to przestań brać. Jak nie dasz rady przestać, idź do specjalisty.
Jeśli nie przeszkadzają... cóż, zapewne nie byłoby tego tematu.
Proste jak budowa cepa, ale wiadomo, jak to w życiu bywa.
Życzę powodzenia!
Ja tego nie przechodziłem, na całe szczęście, więc moja opinia będzie bardzo subiektywna. Wiem tylko jedno, że jesteś w wielkiej, głębokiej dupie! Ty myślisz że powiesz sobie "nie, nie węzmę więcej tego gówna" i po sprawie? Stary, potrzebujesz pomocy i to fachowej! Nie lekceważ tego i zacznij traktować poważnie! Nazwijmy rzeczy po imieniu, jesteś narkomanem (ćpunem) i już nim zostaniesz do końca życia. Teraz twoje życie będzie jedną wielką walką, tak jakbyś stał nad przepaścią i powstrzymywał się by nie skoczyć, kiedy to amfka szepcze do uszka: "skocz, zobaczysz jak będzie przyjemnie, poczujesz się jak młody bóg, raz się żyje, no dalej..."
P.S.: Tak sobie życie spierdolić przez własną głupotę!
Spokój i opanowanie! - to podstawa w negocjacji z terrorystami i kobietami.
Spokojnie, życia sobie nie spierdoliłem.
Żyj tak, aby każda chwila była czymś wspaniałym...
Jeszcze... (czyt. tak ci się tylko wydaje).
Spokój i opanowanie! - to podstawa w negocjacji z terrorystami i kobietami.
Zacznij od decyzji.
Poza tym skądś to bierzesz, mi w rzuceniu marihuany najbardziej pomogło odseparowanie się od niektórych znajomych i usunięcie kontaktów z telefonu. Później zmiana stresującej i wyniszczającej pracy. Było trudno, tym bardziej, że idąc z pracy do domu nie myślałem o niczym innym niż o kilku skrętach. Dla uspokojenia, dla relaksu. Nadal mam, zajęcia/miejsca które typowo kojarzyły mi się z blantem. I brakowało tego. Ale ostatni mój blant był bad tripem, w którym wkręciłem sobie, że mam atak serca. Więc było łatwiej to zostawić, silna kotwica. Nawet gdy obok w pokoju ktoś pali, ja mimo że mam ochotę, odmawiam. Nigdy więcej takich przeżyć. Chociaż przy rzucaniu tego typu używek, decyzja jest ważna. Bo są sytuacje gdy wystarczy odebrać telefon, wyjść z domu i nie posiadając gotówki, złamać postanowienie o rzuceniu. Tak jakby innym, zależało aby się nie udało. Tak jak z papierosami, do teraz mi wielu proponuje...gdy rzucałem, rzucili wszyscy. Kilka miesięcy nie było mnie w ekipie, wracam a tam każdy jara. Czasami odnoszę wrażenie, że to nie jest dla nich wygodne, woleliby abym też palił. Chociaż, dawno skończyłem z prawieniem morałów.
zrobiliscie z niego cpuna, nie wyolbrzymiajcie
to tak jakby ktoś pił raz w tyg i mialbyc niby alkoholikiem? Skoro koles sobie wezmie to czy tamto i umie sie po tym zachować, nie psuje mu to zadnych obowiązków, planów zyciowych to niech bierze
byle z głową.
Jeżeli masz pytania - pisz PW
E, e, e, to ja go nazwałem ćpunem i nie "zrobiliście", tylko sam z siebie zrobił. Amfę, prze półtora roku, raz, a nawet dwa razy w tygodniu...? Zresztą, dla mnie to ty też jesteś ćpunem. Wcale nie lepszym, bo nałogowo ćpasz nikotynę. Nawet avatara bez fajka nie ominiesz. Twoja rada: niech bierze, byle z głową. Z jaką głową? Ktoś kto bierze już dawno stracił głowę. No, ale to nie jest portal od leczenia uzależnień, więc już się nie zagłębiam w temat.
P.S.: Bycie ćpunem nie jest wcale takie złe... o ile jesteś uzależniony, np. od sportu, zdrowej żywności, swojej pasji, hobby, itp.
Spokój i opanowanie! - to podstawa w negocjacji z terrorystami i kobietami.
Andy ty ćpunie, pijesz codziennie herbate i kawę, a to są stymulanty. Pozdrawiam.
Nie ma to jak sobie wypić piwko po ciężkim dniu, jestem alkoholikiem?
Life is ours, we live it our way.
Nie piję ani herbaty, ani kawy. Ale jak już musisz się do czegoś przyczepić to piję Yerbę. Nałogowo!
Czy jesteś alkoholikiem jak pijesz jedno piwko codziennie po pracy? Jeszcze nie! Ale możliwe że nim zostaniesz, kiedy na jednym nie będzie się kończyć!
https://www.youtube.com/watch?v=...
Spokój i opanowanie! - to podstawa w negocjacji z terrorystami i kobietami.
to tak jak tysiące polaków nie ma problemów z alko, a potem tylko słychać jak po pijaku kogoś zabiją czy okaleczą, oczywiście filmiki na youtube są śmieszne ale do czasu, polecam film "Pod Mocnym Aniołem"
they hate us cause they ain't us
Myślę, że cpunem się jest od momentu kiedy traci się kontrole nad apetytem - a to właśnie ma ogromny wpływ na moja decyzję po dłuższej przerwie. Nie mam prawa załowac przeszłości spędzonej pod wpływem używek bo wkoncu sam podejmuje tą decyzje, również z zachowaniem po tym nie mam większego problemu - pomijajac fakt, ze nie jestem sobą. Czy w zyciu codziennym mi przeszkadza? Oczywiscie, ze tak. Pieniądze, brak dyscypliny, depresja, stany lękowe, wycieńczenie, pierdoli mi to siłownie.
Dlatego TAK - jest to dla mnie kurwa spory problem. Narazie uciekam od pomysłu kontaktu ze specjalistą bo poki co nie wprawia mnie to w Niebezpieczny tryb życia. Szukam więc innych rozwiązań.
Żyj tak, aby każda chwila była czymś wspaniałym...
Ludzie strasznie boją się specjalistów. Oni przecież od czegoś są...
Tak, jakbyś miał chorą nogę okładać kapustą, a do lekarza poszedł dopiero, jakby ci zaczęła odpadać.
Papierosy paliłem ładne parę lat, rzuciłem - nie palę już parę lat, czuje się w 100% wolny od tego nałogu
Zobaczyłem, że wielu znajomych zaczyna mieć z tym problem, gra nie jest warta świeczki. Teraz wielu z nich ma z tym SPORY PROBLEM i z drogich nart zaczynają się przerzucać na szybkie, tanie trampki, albo inne nawozy do kwiatków.
Jeżeli nie zrobisz z tym czegoś TERAZ, obudzisz się, gdy już będzie za późno i cała reszta Twojego życia, nawet jeśli nie będziesz ćpieł to będzie walka z tym, żeby nie ćpieć.
Dzwoni ostatni dzwonek - dryń dryń...
"There is only one thing that makes a dream impossible to achieve : the fear of failure."
Zmień znajomych kurwa, bo Twoi tez ćpaja. Przerabiałem to dawno temu
Dam Ci do myślenia
'Z jednej strony jakoś nie ciągnie mi się na język, abym miał z tym problemy' - a potem opisujesz jak Ci to pieprzy życie. Miałem podobnio z alko (uzależniony nie jestem) i przestałem chlać tydzień w tydzień jak znalazłem konkret zajawkę - kalistenikę. Aczkolwiek najpierw nie ograniczałem picia bo mi to nie przeszkadzało. Niemniej jak zacząłem zauważać, że bez alko mam o wiele efekty lepsze to już nie było zmiłuj - zero picia
Teraz czasem sobie golnę, ale to rzadko (raz na miesiąc, czasem na dłużej). A po ścianach już prawie w ogóle nie zdarza mi się chodzić.
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Amfa, serio? Jak można to ćpać. Jest tyle fajniejszych rzeczy do latania.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Np. miotła
Life is ours, we live it our way.
No, na przykład.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Lubię wszelkiej maści używki, raczej weekendowo, ale na co dzień też się zdarzy
Moralniaki, huśtawki nastroju, jakiś taki mizerny kutasek parę dni po ostro posypanej imprezie - o taak, znam ten horror, chociaż w czasie sypania chciałoby się krzyknąć evviva l'arte
Złotego środka nie da się znaleźć - narkotyki można porównać do zakazanej wiedzy, jabłka, do którego zjedzenia wąż podkusił biblijną Ewę. Pamiętaj, że wszystko co zyskasz po tym chłamie będziesz musiał oddać i oddajesz to właśnie poprzez depresyjne nastroje i całą resztę o której Ci nie będę opowiadał, bo to doskonale znasz
Nie marnuj czasu na narzekanie i zamartwianie się, bo to jest kopanie swojego grobu. Lubię ładować i niejednokrotnie jadę na grubo, ale mogę szczerze powiedzieć, że to kurwa kocham i nie wiem kiedy skończę, chociaż planuję. Oddzielaj życie na dragach od swojego PRAWDZIWEGO życia, nie zapoznawaj ich ze swoim prawdziwym domem, swoimi prawdziwymi znajomymi i dziewczyną. To mają być goście, a nie stali bywalcy.
Użalaniem się nic nie zyskasz, a jedynie zmienisz się w ciamajdę. Trzymaj życie w garści i kontroluj to jak je oszałamiasz, bo popalisz mu struny
Jak się trzymać? Podbij je w swojej piramidzie wartości na trochę wyższe miejsce (tzn. nie stawiaj ich tak samo priorytetowo jak czynności fizjologiczne, odżywianie etc.) + szlifuj charakter. Nie jesteś kurwa głąbem, który napierdala w parapet przy każdej okazji, czy to sukces czy porażka. Wiesz na czym stoisz i czy robisz to twardo. Życie jest jedno i w dodatku krótkie, więc nie ma co pierdolić - trzymasz je w garści i bierzesz ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swoje decyzje. Specjalnie tak twardo przedstawiłem tą sprawę, bo tego nie można opisać łagodnie. Twarda osobowość to najlepsza droga do utrzymania się w sportowym ćpaniu i nie wpadaniu w żadne cugi. One są dla leszczy.
Dla leszczy jest cały ten syf, który ćpasz, to po pierwsze.
Dla leszczy też są skoki na bungee, bo nie skaczę i się boję. A do tego niebezpieczne, i lina może się zerwać. Brrr
Inaczej bym odebrał Twój post, gdyby była tu mowa o kokainie, marihuanie, albo psychodelikach, ale mówimy tutaj o amfetaminie, która nie bez powodu jest nazywana ścierwem
"There is only one thing that makes a dream impossible to achieve : the fear of failure."
A kokaina Twoim zdaniem nie jest ścierwem? Moim zdaniem ścierwem jest nawet marihuana.
Dobrze, ale patrząc na to pod kątem "które są mniej ścierwem a które bardziej" to amfetamina jest jednym najgorszych, najtańszych i najbardziej gównianych dostępnych na rynku narkotyków.
"There is only one thing that makes a dream impossible to achieve : the fear of failure."
To prawda co mówisz o amfetaminie, ale ten rush jest mega niesamowity.
A propo mojego poprzedniego posta, to odnosiłem się nie tylko do ścierwa, ale do wszystkich stymulantów, bo to one mają w sobie ten uzależniający potencjał. I ciśnienie na jeszcze jedną rajkę po fecie to jest nic w porównaniu do tego co się czuje gdy wywącha się całe coco które było na składzie
Życie trzeba mocno trzymać za łachy. To po pierwsze, jesli chodzi o tajemną wiedzę (czyt. dragi).
tylko slabi siegaja po uzywki, nie sztuka jest sie nafutrowac, sztuka jest na trzezwo zlapac taka faze aby przetrwac wszystko i dobrze sie bawic, grunt to dobre towarzystwo oraz sila woli, ja nawet staram sie nie wspomagać kawa chociaz czasem pie po 2h przed ransza zmiana
"Wszyscy muszą być kimś, mi wystarcza być sobą"
tylko slabi siegaja po uzywki, nie sztuka jest sie nafutrowac, sztuka jest na trzezwo zlapac taka faze aby przetrwac wszystko i dobrze sie bawic, grunt to dobre towarzystwo oraz sila woli, ja nawet staram sie nie wspomagać kawa chociaz czasem pie po 2h przed ransza zmiana
"Wszyscy muszą być kimś, mi wystarcza być sobą"
tylko slabi siegaja po uzywki, nie sztuka jest sie nafutrowac, sztuka jest na trzezwo zlapac taka faze aby przetrwac wszystko i dobrze sie bawic, grunt to dobre towarzystwo oraz sila woli, ja nawet staram sie nie wspomagać kawa chociaz czasem pie po 2h przed ransza zmiana
"Wszyscy muszą być kimś, mi wystarcza być sobą"