Witam.
Byłem z dziewczyną jakoś rok, może trochę dłużej. Dwa dni temu była taka sytuacja, że przyjechaliśmy ok 19 do mnie do domu i jako, że przez 3-4 zeszłe dni nie miałem dostępu do laptopa to musiałem i chciałem chwile popracować. Gdzieś po 1,5h wymyśliliśmy, że zrobimy gofry no i poszliśmy do sklepu po składniki. Wróciliśmy i zgodnie z umową D. robiła gofry a ja kończyłem swoją pracę. Po zjedzeniu owych gofrów potrzebowałem jeszcze 30 minut, żeby dokończyć to co zacząłem. Po tych 30 minutach przyszła do mnie i zaczęła narzekać, że światło w pokoju miałem włączone i przez okno wleciało pełno much i inny syf który jest na suficie. Do skończenia swojej pracy potrzebowałem jeszcze 10 minut, ona wróciła oglądać TV. Gdy już skończyłem poszedłem do niej i powiedziałem, że komputer jest wolny i może wbić i sobie sprawdzić co tam chce, a ona do mnie z takim mega sukowatym głosem, że miałem być 30 minut na komputerze a nie 40 i że rozumie, że już posprzątałem te muchy
a widziała, że nie szedłem po odkurzacz, mnie wkurwiają takie ironiczne zdania jak wie jaka jest odpowiedź i debila ze mnie chce robić. Wróciłem do siebie do pokoju i po chwili przyszła porozmawiać, mówiła mi że ona bardzo boi się samotności i że nie potrafi być sama (a tutaj tak się czuła bo byliśmy sami w domu), przytaczała przykłady, że nie potrafi sama pójść na zakupy żeby sobie jakieś ciuchy kupić albo że nie potrafi sama pójść z książką do parku i tam usiąść na ławce i czytać. Ja jej mówię, że nie ogarniam tego co ona robi bo raz potrafi być bardzo wrażliwą, małą dziewczynką, a po chwili jest mega nieprzyjemna. Ona mi mówi, że tak rzadko jest a ja na to, że właśnie często. Wtedy rzuciła we mnie miśka, którego trzymała i z płaczem wybiegła, że powiedziałem jej tego dnia kolejny "komplement". Wzięła prysznic i poszła do pokoju obok czytać książkę, ja też poszedłem się umyć i przechodząc obok pokoju w którym była powiedziałem, że jak jednak będzie chciała pogadać to żeby przyszła, poszedłem do siebie się położyć i spać. Następnego dnia po obudzeniu się jak jadłem śniadanie przyszła do mnie i powiedziała, że podjęła decyzje o tym, że nie będziemy już razem. Ja odpowiedziałem w porządku, to jest Twoja decyzja i ja to szanuje. Otwieram jej drzwi a ona się przytula do mnie (na co ja reaguje z lekkim uśmiechem - bardziej drwinami) a ona mówi, że mi chce podziękować. Wieczorem napisałem jej smsa, że nie zapomne naszego ostatniego przytulenia i żałuje, że nie udało nam się porozmawiać oraz, że co by się nie działo to zawsze może na mnie liczyć.
No i tu Panowie pytanie do Was co Wy o tym wszystkim myślicie. Ja tego totalnie nie ogarniam jak dziewczyna może być raz bardzo wrażliwa i naprawdę widać po niej, że przeżywa wszystko (np jak kiedyś nie zdała egzaminu to potrafiła wsiąść zapłakana do byle jakiego autobusu i pojechać chuy wie gdzie). Czy to jak niesamowicie się stresuje przed egzaminami. No i właśnie - z jednej strony jest wrażliwa, a z drugiej chce rządzić, chce być władcza - gdy widze jak dyryguje w domu siostrami i kuzynkami (jest najstarsza), jak potrafi się czepiać o wszystko to po prostu nie wyobrażam sobie tego, co mogą kiedyś przeżywać jej dzieci. Ktoś kiedyś powiedział o niej: "Ona jest chora psychicznie, dyryguje każdym kogo spotka". Wprawdzie ten człowiek co to powiedział ma zerowy autorytet, ale jednak ziarno prawdy się tu znajduje...
Tak samo w ciągu kilkunastu minut raz jest wrażliwą małą dziewczynką, a zaraz potrafi być bardzo nieprzyjemna i wredna. Co więcej gdy jest w tym stanie i powiem coś nieprzychylnego (np o tym, że próbuje manipulować czy mi coś wkręcać) to od razu jest ucieczka ode mnie i płacz.
Kolejna sprawa - jak to jest że będąc z nią w związku przez ponad rok podobały mi się też inne dziewczyny i będąc z nią w związku miałem cały czas ogromne wątpliwości czy to "ta" kobieta i szczerze mówiąc jakoś nie bardzo akceptowałem to, że mogłaby być (kiedyś tam, za pare lat) matką moich dzieci - właśnie przez to, że widziałem jak podobają mi się inne kobiety. A teraz po rozstaniu mimo tego, że znam jej wszystkie wady i jestem świadomy że się po prostu nie dogadamy (dwie osoby chcą rządzić i ciężko znaleźć tu kompromis) to mi jej po prostu brakuje, mam też w głowie mnóstwo zajebistych chwil spędzonych razem i też widzę jej dużo pozytywów (jak to na kobietę powinno przystać - gotowanie, pieczenie itd a do tego wyrozumiałość, troskliwość; może mówię tak dlatego bo jeszcze żadna kobieta wcześniej tak się mną nie interesowała i nie dała mi tyle od siebie, ale jednak naprawdę była zaangażowana, w dodatku ze mną straciła dziewictwo).
A jeszcze lipa jest taka, że duża część mojej rodziny ją poznała i mają o niej i w ogóle o jej całej rodzinie możliwie najlepsze zdanie (że religijna, że dobrze wychowana etc) i przy każdej rozmowie leci pytanie o nią.
PS. By zobrazować jaki z nią jest problem - gdy wejdziecie na mój profil to już jest 4 temat pod rząd założony o niej.
Nie wiem szczerze mówiąc co o tym wszystkim myśleć, z góry dzięki za trzeźwe opinie z zewnątrz 
Zarówno Ty jak i Ona macie przejebane. Szacunek dla laski za to, że potrafiła się przyznać do tego, iż nie potrafi być sama. Te wszystkie jej pojebane akcje biorą się właśnie z tej obawy przed samotnością. Nie wytłumaczysz jej tego co jest złe, to jak argumentowanie dziecku dlaczego nie dostanie w tej chwili lizaka. Jest płacz, krzyki i fochy, dziecko dostaje lizaka i teoretycznie jest spokój, do momentu kiedy to dziecko znowu nie będzie chciało tego lizaka dostać. Nie mam pomysłu na to, jak wytłumaczyć jej to, że jest z nią coś nie tak bo skończy się płaczem, a jak Ty nie będziesz reagował we wskazanych momentach to w końcu dostaniesz kopa w człenia z powodu takiego a nie innego, że okażesz się pizdą i nawet nie zorientujesz się kiedy.
Sugerował bym ubrać się w tarczę odporną na płacz i smutne oczka, które czekają Cię jak wszystko wytłumaczysz swojej lasce. Jeżeli wtedy pękniesz to jak to kiedyś napisał Guest. "Zapierdalasz ku przepaści, i nawet ta smycz na której jesteś Cię nie wyhamuje"
Zła wiadomość to taka, że czas leci.
Dobra to taka, że ja jestem pilotem.
Trafiłeś w samo sedno. Póki byliśmy razem to było ok, a momenty w których byliśmy osobno to dla niej usprawiedliwienie było w sumie tylko wtedy, gdy miałem jakiś egzamin/kolokwium i musiałem się uczyć. Tak to ona chciałaby każdą moją wolną chwilę spędzać razem, a mnie to też przytłacza... Potrzebuję mieć w ciągu dnia troche spokoju i mieć też czas tylko dla siebie.
Kiedyś podczas kłótni to jej nawet powiedziałem: "znajdź sobie znajomych"...
Jak 2 dni temu powiedziała o tej samotności, że po prostu jak coś robi to musi to robić z kimś i tu nawet nie chodzi, że to musi to robić ze mną, a jest w moim mieście to nikogo nie zna i pewnie dlatego te problemy.
Aczkolwiek nie wiem czy zauważyłeś - teoretycznie my już nie jesteśmy razem ale tak jak pisałem - znam jej wszystkie wady a mimo to i tak mnie ciągnie do niej, patowa sytuacja.
"Kiedy osiągasz sukces, tylko podwyższasz sobie poprzeczkę. To oczywiście dobrze, ale za każdym razem musisz raz jeszcze wszystko przemyśleć i odnaleźć na nowo motywację. Musisz mieć nowe cele. Jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz."
Ja tam za bardzo na związkach się nie znam, ale na moje oko to daj sobie spokój z tą panną. Z tego co czytam to jestem prawie pewny że ona będzie chciała wrócić + będzie zmieniała zdanie co chwila.
Dziewczyna ma ewidentnie duży problem ze sobą, ma wahania nastrojów + nie radzi sobie z prostymi sprawami (jak można nie być w stanie samemu pójść na zakupy?). Jeżeli Ci byś do niej wrócił to łatwego życia nie będziesz nią miał.
Tak się teraz zastanawiam, że dopiero "GrzesznikJa" otworzył mi oczy co do jej strachu przed samotnością. Na pewno jeśli się spotkamy to mi powie, że podjęła taką decyzję (o tym, że nie będziemy już razem), dlatego bo wcześniej mi opowiadała jak to się boi samotności, przytaczała przykłady, a następnie ja ją zostawiłem i spędziła w "obcym" pokoju całą noc zupełnie sama.
No tak, ale w takim razie wygląda na to, że jeżeli ja miałbym bardziej słuchać i wczuwać się w to co ona mówi i czuć to powinienem robić dokładnie to co ona mi mówi. Tylko wtedy będzie jej dobrze. A jak wiemy to nie jest żadne rozwiązanie. Wtedy powinienem cały czas sprawiać, żeby ona nie czuła się sama, a więc powinienem być cały czas z nią. Ciężka sytuacja. Jest tu w ogóle jakiś kompromis?
@Michał
To nie jest tak, że nie pójdzie sama na zakupy. Do sklepu spożywczego po podstawowe produkty chodzi, to nie ma problem. Po prostu nie pojedzie np sama do galerii by kupić sobie ciuchy
"Kiedy osiągasz sukces, tylko podwyższasz sobie poprzeczkę. To oczywiście dobrze, ale za każdym razem musisz raz jeszcze wszystko przemyśleć i odnaleźć na nowo motywację. Musisz mieć nowe cele. Jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz."
Kolego, czy Ty naprawdę chcesz być Matką Teresą? Masz zamiar żyć z nią i przejmować się, czy czasami nie zrobiłeś czegoś, co zraniłoby księżniczkę? Laska ma jakieś problemy ze sobą, nie da się jej przemówić do rozsądku, zrywa z Tobą, a Ty jej jeszcze piszesz smsy, że zawsze może na Ciebie liczyć? Kochany jamniczek.
po prostu przyzwyczaiłeś się do związku i dramatyzujesz. Wiele kobiet potrafi gotować i piec. 

Kompromis jest taki, że przestajesz się przejmować, zaczynasz myśleć o sobie i szukasz sobie nowych dziewczynek.
Pozdro!
Heh zapewne w jej mniemaniu to ja do tego doprowadziłem i to ja jestem ten zły
Kiedyś jak mieliśmy mocne spięcie to mówiła, że płakała całą drogę jak wracała ode mnie do siebie z tego powodu, że pozwoliła doprowadzić do tego, że się kochaliśmy i ona nie wyobraża sobie kiedyś jakiemuś facetowi (z którym mogłaby się związać na reszta życie) powiedzieć, że to nie on jest tym pierwszym.
Taka to grzeczna dziewczynka
"Kiedy osiągasz sukces, tylko podwyższasz sobie poprzeczkę. To oczywiście dobrze, ale za każdym razem musisz raz jeszcze wszystko przemyśleć i odnaleźć na nowo motywację. Musisz mieć nowe cele. Jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz."
czytając ten dramat oczami wyobraźni widzę to: www.youtube.com/watch?v=7Y_NU_OUwvk
Mysle, ze szanse na powodzenie sa marne. Ona sama nie wie czego chce. Z czego to wynika? Ma falszywy obraz siebie,dlatego tak sie obraza. Mysli ze jest zajebista, a tak nie jest... Musisz byc kolesiem z jajem, ktory jej to powie. Skonczy sie zle. Ale tak trzeba. Jak zrozumie swe bledy to dopiero wtedy mozesz myslec o budowaniu z nia relacji.
"Sumiennie wszystko planuje. Inni zazdroszą mu farta, nie wiedząc, że on szczęściu pomaga, wybierając odpowiednie szkoły, zapinając pasy w aucie, a nawet planując dietę. Często samotny, bo nawet seks staje się dla niego jednym z zadań do wykonania."
@GrzesznikJa
"Nie mam pomysłu na to, jak wytłumaczyć jej to, że jest z nią coś nie tak bo skończy się płaczem, a jak Ty nie będziesz reagował we wskazanych momentach to w końcu dostaniesz kopa w człenia z powodu takiego a nie innego, że okażesz się pizdą i nawet nie zorientujesz się kiedy."
O jakie momenty Ci chodzi? Nie bardzo rozumiem - jak i kiedy powinienem reagować?
"Kiedy osiągasz sukces, tylko podwyższasz sobie poprzeczkę. To oczywiście dobrze, ale za każdym razem musisz raz jeszcze wszystko przemyśleć i odnaleźć na nowo motywację. Musisz mieć nowe cele. Jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz."