Cześć.
Potrzebuję porady, cudzego spojrzenia na moją sytuację i opinii kogoś kto może miał sytuację podobną do mojej.
Moja przygoda ze studiami inżynierskimi trwa już trzeci rok. Jestem na inżynierce z budownictwa, póki co idę zgodnie z planem bez większych obsuw.
Zacząłem te studia poniekąd przez nacisk rodziców ( chcą mnie wykształcić ). Ja nie byłem do końca zdecydowany, chciałem zrobić sobie rok przerwy, jednak ich nacisk zwyciężył. Od samego początku mam problemy na tych studiach, każdego roku trafia mi się jakiś warunek i nie wynika to z tego, że jest to ponad moje możliwości, lecz z braku motywacji.
To tytułem wstępu.
Przez pierwsze dwa lata jakoś sobie tam żyłem. Nie przepadałem za studiami, za ludźmi na nich, nie byłem zadowolony z tego, że muszę tam chodzić, lecz wtedy jeszcze jakoś powtarzałem sobie, że zrobię te studia, pójdę na magisterkę, w międzyczasie załapie jakąś pracę w fachu.
Bardzo wkurwiająca rzeczą były finanse, przez te dwa lata po prostu studiowałem, dostawałem pieniądze z domu ( mieszka kilkaset km od domu ), które starczały mi na styk, żarcie, mieszkanie = koniec.
Na trzecim roku poszedłem do pracy, pracowałem na dobrą sprawę przez siedem miesięcy, stojąc najzwyczajniej w świecie za barem. Przez pracę uczelnia oberwała po tyłku, ale przeszedłem na bieżący semestr i pracę w końcu rzuciłem, żeby podgonić uczelnię.
Moja sytuacja finansowa znowu nie jest zadowalająca, znowu opiera się na wydatkach - żarcie, mieszkanie. Nic więcej.
Poza tym dochodzę co raz częściej do wniosku, że nie jestem przekonany czy chcę iść dalej w tym kierunku, bo z perspektywą pracy jest różnie i jest to raczej stresujący fach, co nie jest dla mnie.
Zestawienie sytuacji finansowej + konieczność ogarniania uczelni równa się temu, że specjalnie nie mam możliwości ogarniania innych rzeczy. Kursy językowe odpadają, wszelakie inne kursy, które chciałbym zrobić również odpadają, a jeżeli chodzi o studia to nie specjalnie odczuwam, żebym się jakoś specjalnie rozwijał.
No nie podoba mi się ta sytuacja i nie zapowiada się żeby w ciągu najbliższych miesięcy się zmieniła jeżeli dalej tak to będzie wyglądać nie wspominając o kontynuacji studiów w postaci magistra i kolejnych trzech takich semestrach. Sytuacja w zawodzie też nie jest taka kolorowa i same studia nie wystarczają. Nawet nie chodzi o samo doświadczenie, ale uprawnieni, bez których inżynier budownictwa z ciebie żaden.
Doszedłem do wniosku, że potrzebuję pauzy, że bardzo mi to ciąży. Nie jest to pierwszy rok, więc nie ma nawet mowy, że rzucę te studia, bo sporo czasu mnie kosztowały, nie wspominając o pieniądzach, ale chciałbym bardzo od tego odpocząć, bo naprawdę męczy mnie to.
Pomyślałem o wzięciu urlopu dziekańskiego na pół roku, tak że od lipca tego roku miałbym już wolne od uczelni.
Są jednak pewne okoliczności, które sprawiają, że nie jest to decyzja łatwa.
Po pierwsze, dotknęła mnie zmiana podstawy programowej i rocznik za mną ma już inżynierkę trwającą nie 3,5 roku, a pełne 4 lata. Sprowadza się to do tego, że broniłbym 1,5 roku później od założonego terminu bądź rok później od terminu, który jest bardziej dla mnie prawdopodobny.
Plusem jest to, że moje studiowanie po urlopie byłoby bardzo łatwe, bo zmiana podstawy programowej głównie rozłożyła dotychczasowe przedmioty na 4 lata.
Większość miałbym już zaliczoną, pozostałyby warunki i raptem drobnostki wynikające ze zmiany.
Po drugie, wiem, że będę miał straszną batalię w domu i obawiam się, że wyjdzie straszny kwas. Zresztą nie jestem z nimi do końca szczery i raczej zawsze sprawiałem wrażenie, że jest dobrze na studiach i lubię je. Walę delikatnie rzecz ujmując przed nimi ściemę, czego nienawidzę, bo tych ludzi bardzo kocham.
Po trzecie, obawiam się tego, że ja na te studia po prostu nie wrócę, że spodoba mi się w pracy i spodobają mi się pieniądze i to, że stać mnie na moje potrzeby. A chcę studiować.
Co do samego urlopu to sprawy mają się tak, że urlop biorę wtedy kiedy będę miał nagraną pracę za granicą, myślę, że nie będzie z tym problemu.
Wracam do Polski za ponad pół roku na ten szósty semestr, na którym pozostaje mi raptem kilka rzeczy do zaliczenia. Mam pieniądze, za które opłacam sobie kursy, o których mówiłem i przy niewielkiej ilości godzin na uczelni, łapię sobie pracę tutaj na miejscu, żeby sobie spokojnie żyć.
Przemawia do mnie bardzo fakt tego, że mam ciągle status studenta co równa się wszelakie zniżki czy chociażby możliwość mieszkania w akademiku po powrocie zza granicy.
Wierzę też w to, że mój wyjazd pozwoli mi znaleźć coś co chcę robić. Teraz wiecie, ja naprawdę mam małe pole do popisu, które kręci się tylko wyłącznie w okół godzin na uczelni.
Dobra, przedstawiłem wam moją historię i łapie mnie też lekkie zmęczenie.
Był ktoś z was w podobnej sytuacji? Brał ktoś urlop dziekański i jechał za granicę po czym wracał i kontynuował studia? Podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami.
A co by było gdybyś teraz się przyłożył postarał się zaliczyć wszystko w miarę w pierwszym terminie i zamiast brać dziekanke na pół roku po prostu wyjechałbyś tylko na wakacje (nie jest to przecież krótki okres- 3 miesiące praktycznie jeszcze jakbyś naciągnął kawałek października w razie czego) co prawda pieniądze mniejsze, ale na pewno budżet by ci podreperowało.
Sporo moich znajomych tak robi - część po to by odciążyć rodziców, część po ty by mieć właśnie na swoje wydatki.
Moim zdaniem trochę szkoda odpuszczać będąc już na trzecim roku, jeszcze jak istnieje obawa, ze na nie nie wrócisz to tym bardziej.
Tak z życia moja siostra przerwała na 5 semestrze inżynierie chemiczną czy coś takiego, bo wyjechała zarobić na wesele i zakończyło się tak, że na studia nie powróciła.
Może alternatywą dla Ciebie jest krótszy wyjazd, a po powrocie kontynuowanie normalnego toku studiów.
Nie byłoby tematu gdybym znał tego następstwa...
Z różnicami programowymi jest tak że nie każdy pan wykładowca bierze pod uwagę co masz zaliczyć jako różnicę , często jest tak że zaliczasz to samo + nowe zagadnienia.
Co do przerwy jestem pewny na 90 % że jak poczujesz kasę zagranicą , możliwość pracy na dłużej to nie wrócisz tu by zrobić studia które Cię męczą ( po co studia się robi by mieć dobrze płatną pracę a nie oszukujmy się zagranicą będziesz miał taką więc nasunie się pytanie po co tracić kasę na studia skoro mam dobrą pracę czy dobrze płatną).
Co do łatwiejszego studiowania to nie prawda bo program zapewne o coś się zwiększy dlatego będziesz miał pól roku dłużej , wykładowcy i tak lecą od paru dobrych lat na tych samych wykładach więc nie licz że będziesz miał mniej do nauki
to jest to że jeden marzy o studiach i nawet pracując go nie stać, a drugi dostaje wszystko pod dupe i jeszcze grymasi ...
they hate us cause they ain't us
To zaoczne i do roboty jak na garnuszku u rodziców źle i się chce samodzielności.
To forum o podrywaniu,uwodzeniu nie żalach do świata.
Pozdrawiam
Na tym świecie istnieje tylko jedna alternatywa: rozkazywać albo słuchać.
Napoleon Bonaparte
Ziomek, dobrze się czujesz?
Czy ja gdzieś się żalę? Po prostu jestem ciekaw opinii innych, bo stoję przed dosyć trudną decyzją i chciałbym zaczerpnąć różnych opinii.
Po drugie, wybrałem odpowiedni dział, wybrałem lifestyle, a jakby nie patrzeć ta sprawa z tym się łączy.
Nie trafiłeś kolego.
Źle jak czytam wpisy takie jak twój.
Na tym świecie istnieje tylko jedna alternatywa: rozkazywać albo słuchać.
Napoleon Bonaparte
Stef1994 po 1 nikt nie nakazuje się tu logować , po 2 nikt nie nakazuje czytać takich wpisów , po 3 najważniejsze nikt nie nakazuje Ci odpowiadać a tym bardziej jak nie masz nic ciekawego do dodania prócz hejtu.... chłopak ma problem to pomagajmy mu a nie hejtujmy , przecież nic nie zrobił złego a Kto pyta nie błądzi , jaka masz pewność czy Ty z takim "bzdetnym" wg Ciebie tematem nie wyskoczysz za rok dwa ?