Przejdę od razu do sedna. Poznałem w ciągu ostatniego roku sporo panien, z którymi nie wyszło, poleciały kosze, ale w międzyczasie zdążyliśmy się zwyczajnie polubić (chodzi mi o kilka dziewczyn, z którymi mam wspólne pasje, zainteresowania, spojrzenie na świat). Z jednej strony super, że np. mogę z nimi porozmawiać na interesujące tematy, mają nieprzeciętne osobowości, prowadzą tzw. ciekawe życie (takie jakie powinien mieć PUA - własny świat, wspomniane pasje, czy zainteresowania). Z drugiej jednak stale tkwi mi w głowie fakt dostania kosza i każdy drobny przejaw ich sympatii, kończy się myślami 'kurczę, może jednak'. Gdyby to było tylko zwykłe niepogodzenie się z porażką to bym to ogarnął, ale nawet nie widząc ich po kilka miesięcy i poznając nowe panny, chętnie ustawiam się z nimi na jakąś kawę, bo zwyczajnie interesująco się z nimi rozmawia.
Czy utrzymujecie kontakt z pannami, które chciały/wbiły Was we friendzone? A jeśli tak to dlaczego i jak taka relacja wygląda? Z jednej strony jest w porządku, ale z drugiej to tak jakbym mieszkał naprzeciwko wydziału wymarzonego kierunku i codziennie musiał sobie przypominać, że się na niego nie dostałem 
No to już od ciebie zależy, jak się z tym czujesz.
Jeśli do kitu, męczą cię te znajomości, to przestań się odzywać.
Ale piszesz, że lubisz z nimi wyskoczyć na kawkę etc. więc jest inaczej.
Ja uważam, że warto mieć parę takich przyjaciółek. Dobrze jest się z nimi spotkać, pogadać o farmazonach, mimo że prawdopodobnie nie poruchasz, to możesz na nich ćwiczyć różne rzeczy, których dowiadujesz się z tej strony, możesz się dowiedzieć, jak kobiety traktują facetów, poznać je bliżej, poobserwować...
ja utrzymuję ale panny, które mają metkę "do łóżka" bez kawkowych spotkań i kontaktu na odległość (wyleczyłem się). Tylko i wyłącznie w takich miejscach gdzie jest okazja do dotyku (+ niezbyt często).
różne meteoryty krążą w kosmosie, w końcu jakiś przypierdzieli o tę naszą ziemię, ale póki co nie ma się co nimi przejmować i można sobie obserwować i się nimi cieszyć (taką mam filozofię). Przecież przy podejściu "fuck my ego" nic mi się nie może stać..
może ?
Nie może
Jednak w pewnym momencie wydaje ci się, że jest OK, fajny układ, interesujące znajomości. A przy następnym razie pojawiają się natrętne myśli, że jednak wolałbym nie żegnać jej na przystanku, tylko wziąć do siebie. I gotowe kiełbie we łbie.
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
To zalezy od Ciebie i jak sie czujesz w tej znajomosci.Sam musisz sobie na to odpowiedziec czy taki uklad Ci odpowiada.
Zrozum jednak, ze jesli laska Cie odrzucila i chce dalej przyjazni, mowi ,ze Cie lubi to znaczy,ze Cie lubi tylko jako kolege i nic u niej wiecej nie ugrasz. Nic nie rob i nie podejmuj żadnych dzialan, byc moze jednak po jakims czasie zobaczy w tobie faceta do zwiazku i wtedy czekasz az ona Ci to powie. Jak przejdziesz znowu do ofensywy licz sie z tym ,ze ponownie mozesz dostac kosza. I co dalej? jak bedziesz sie z tym czuł?
Wiem ,ze to jest niekomfortowe, bo sam mialem kilka takich relacji i kiedy "kolezanka" siedziala mi na kolanach i sie przytulala do mnie wcale nie oznaczalo,ze zmienila zdanie. Przy okazji robila mi metlik w głowie. Zerwalismy kontakt dla wspolnego dobra.
Teraz gdybym poznal znowu odpowiednią osobe do rozmów, wypadów grubo bym sie zastanowil czy przejsc do ataku i ryzykujac utrate znajomosci.
Do sedna:
Jesli wpadles w tą rame, zastanów sie czego chcesz. Jest to kwestia Twoich szczerych intencji.Zawsze musisz sobie zadac pytanie. Czy chce ją tylko zdobyc, bo troche mi sie podoba i fajnie by bylo ja przeleciec? Czy naprawde do niej cos czuje i zle sie czuje w tej sytuacji? Jesli ta druga opcja to działaj, jak dostaniesz znowu kosza to niestety NEXT.
Jednak z tego co piszesz wydaje mi sie ,ze brak Ci innych opcji z kobietami ,dlatego tak sie spuszczasz nad "kolezanką" .
Wiesz kto wrzuca / wbija nas we Friendzone?
My sami.
My (faceci) - zachowujemy się w stosunku do takich kobiet lub innych jak koledzy. Czego tu oczekiwać?
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
No dobra, jednak wychodzę z założenia że każdej nie można mieć. Z większością lasek, z którymi nie wypaliło nie mam żadnego kontaktu i nie chcę mieć, jednak czasami szkoda żegnać się z takimi, z którymi łączą mnie wspólne rzeczy. Problem w tym, że nie mam pewności czy dobrze robię, bo potem często nie wiem jak w takim układzie funkcjonować. Stąd temat.
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
łączą Ciebie z nią wspólne rzeczy. gdyby ona odczuwała podobnie to nie dałaby Ci kosza
To jest chyba ta kwestia z tej strony którą neguje, połowicznie. Ostatnio poznałem kilka dziewczyn z którymi myślę, że sie koleguję. Powiem szczerze że ładne dziewczyny mają ładne koleżanki.
Ja nie kontynuowałbym znajomości z laską, do której autentycznie podbijałem. Bez sensu. Natomiast co do posiadania koleżanek, szczególnie tych fajnych, jak najbardziej zachęcam. Tylko to musi być szczere z Twojej strony, to ma być Twój wybór, że ona będzie tylko Twoją kumpelą.
Powiem Ci, że uwielbiam z nimi gadać na tematy damsko-męskie. Ogólnie to jak coś się dzieje nie tak w ich związkach, czy podrywach to często dzwonią do mnie po szczerą poradę, bo wiedzą, że powiem im coś czego nie usłyszą ani od koleżanek, ani od innych kolesi. Te pierwsze na ogół podjudzają laskę do rozstania, a Ci drudzy, nie zorientowani w temacie też robią kwas, bo "jak ja nie porucham to inny też nie". Ja jestem wobec nich szczery i obiektywny dlatego mówią mi wszystko, ze szczegółami.
Tylko od samego początku wybijam im z głowy opcję w której będę wysłuchiwał ich iluzji. W kilku krokach gaszę ich społeczne programowanie na mówienie tego co wypada, wyłączam ich wyrzuty sumienia, dodaje otuchy, a one wtedy zaczynają mówić mi o rzeczach których same wcześniej nawet nie były w pełni świadome. Czasem to już bywa męczące, ale ileż to ja się rzeczy od nich dowiedziałem w ten sposób na temat funkcjonowania kobiecego umysłu to bania mała. To jak eksperyment na żywym organiźmie, bez kosztów własnych plus darmowa obserwacja. Żeby nie było, nie robie nikomu wody z mózgu, tylko autentycznie staram im się pomóc, a to czego przy okazji się nauczę i dowiem, to moje. Myślałem nawet o tym, żeby opisać to w kilku blogach, ale miałbym wyrzuty sumienia, bo to prawie jak spowiedź.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein