Oświeciło mnie.
Zachowuję się jak kot, który powiedział pa-pa swoim jajom. Cały dzień siedzę na kanapie/krześle i napierdalam w gierki albo się nudzę.
Bo nie mam energii. Mi się nie chce nawet chcieć. Totalna flegma i ciepłe kluchy.
Na szczęście nadchodzą mnie chwile gniewu, kiedy o ile nie topię się w rozpaczy, to widzę jak jest.
Widzicie - rozleniwienie to nie koniec problemu.
Ja jestem pewny siebie, ale brak mi poczucia własnej wartości. Trochę jak gówno rozsmarowane bo betonie, mniej więcej tak się czuję. I nie potrafię sobie wyobrazić siebie w związku z dobrą kobietą, bo to chyba ja bym robił za cipę w takim układzie.
Pscholog mówi żebym brał magnez, ale co to kurwa da?
Mogę mówić, że to wina tego czy tamtego, ale odpowiedzialność i konsekwencje są moje.
Niech mi ktoś pokaże palcem co mam ze sobą zrobić, bo kurwicy już dostaję z tym.

Wstawaj rano (koło 7), wyjeb komputer i telewizor, bierz magnez, nie pij Coli (wypłukuje magnez z organizmu) i już zobaczysz efekty. Reszty Ci nie podam, sam poczytaj Leniu
Zresztą zauważyłeś, że jedyne co może Cię teraz łatwo wyciągnąć to gniew lub odpowiedni mentor/osoba motywująca.
Także tego (będzie boleć ale zasługujesz na szczerość) - zapierdalaj do roboty. Dwadzieścia lat masz pasożycie a w domu siedzi taki mami synek i zawraca dupę na forum swoją beznadziejnością. Pracy nie masz? Oj, tak mi Cię szkoda. Nic się nie zmienia od na dupie siedzenia. Czytanie o samorozwoju w zupełności Ci wystarcza i pociesza, że wydaje Ci się, że masz szansę zostać kimś? Nie stary, nie masz. Ludzie sukcesu nie pozwalają sobie na takie odpały, jakie masz teraz. Nie wpadniesz z dnia na dzień na genialny pomysł, który pomoże Ci zarabiać przyzwoite pieniądze... Będziesz zapierdalać za 1200 i nikt Ci więcej nie da, bo obecnie na więcej nie zasługujesz. Myślisz, że jakaś porządna dziewczyna będzie chciała obcować z takim dnem, którego celem jest tylko mieć pilot w ręce i browara obok? Myślisz, że ktoś taki chociaż raz na dwa lata zafunduje jej tygodniowe wakacje nad morzem/w górach? Myślisz, że taka dziewczyna będzie chciała mieszkać razem z Tobą i Twoimi rodzicami pod jednym dachem a nie "na swoim"? Myślisz, że taka przygarnie Cię do siebie i do swoich rodziców, którzy będą patrzyli jak ich córka zadaje się z ciotą?
Spotkaj się z ambitną kobietą to zobaczysz za jakie gówno będzie Cię miała... A co najgorsze - po tym jak spławi Cię z miną, jakby miała do czynienia z szambem, przyznasz jej rację! Tak, ale nic Ci to uświadomienie da, bo i tak za godzinę siądziesz przy kompie...
Uczysz Ty się w ogóle coś na jakieś uczelni, czy zakończyłeś edukację, bo ułamki wystarczą w pracy na magazynie? Masz jakieś pokłady ambicji czy tylko wbijasz levele? Powiedz Ty mi kurwa, grasz dalej w grę komputerową, w którą tak namiętnie grałeś za czasów gimnazjum/technikum/liceum? Nie? Więc dało Ci coś to wbijanie doświadczenia i strata tych kilkuset godzin? Pochwalisz się tym pracodawcy lub dziewczynie?
Pewny siebie? Stary, za dużo blogów się naczytałeś chyba
Do psychologa chodzisz? Nosz ja pierdole. To z własnymi problemami nie umiesz sobie poradzić i siebie doprowadzić do pionu a myślisz o jakiejś dziewczynie?
Kurwicy dostajesz? Człowieku, pociągniesz tak jeszcze rok/dwa lata i będziesz chciał się wieszać, o ile będzie Ci się chciało wstać... Powiedz, co Ty kurwa w życiu umiesz robić? Obsługiwać Worda i Exela? Kiedy się ostatnio myłeś? Zmieniłeś chociaż skarpetki, jak mama podsunęła rano, wychodząc ciężko pracować na takiego nieroba? Nie śmierdzi czasami to krzesło potem ściekającym z dupy? Weź Ty kurwa wejdź w historię przeglądarki - założę się o karną nockę (bo tyle maksymalnie jesteś wart - 8h mojej pracy, co daje 68 zł, dokładnie tyle, ile wynoszą ubrania, które na sobie masz) założę się, że w historii oprócz podrywaj.org i jakiś srejków masz tylko zajebistą listę stron porno.
A teraz: .
PS: Proszę adminów o nie usuwanie tego postu. Może chłopak przejrzy na oczy i w końcu weźmie się w garść... Nikt inny mu w tym nie pomoże - tylko on sam.
Jeśli już pytasz o to co robię w życiu - studiuję.
Nawet lubię ten kierunek.
Prawdę mówisz, że siedzę jak pasożyt w domu - po to mam zamiar wyjechać do Krakowa na trzeci rok. Żeby zwyczajnie zmusić swoje smętne dupsko do roboty jakiejś, potocznie - usamodzielnienia.
A problem generalnie nie dotyczy bycia śmierdzącym chooyem leżącym na kanapie.
Problem dotyczy braku energii do życia i ciągłego poczucia niższości względem innych, to wszystko.
O co chodzi temu na górze z tym zwyciężaniem?
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Mi, czy Panu z filmiku?
To Piotr Blandford. Kolejny coach marketingu i samorozwoju. Sam filmik jest zaś karykaturą tego, o czym mówi... Bo jak człowiek, który jest totalnie nieprzygotowany (nastawia dopiero kamerę, nie umie i nie rozumie tekstu, spogląda na ściągawkę, w dodatku wymawia z wadą większość słów) może być motywacją dla ludzi?
Facet po prostu zrobił z siebie pośmiewisko a że czasy mamy takie a nie inne, to większość osób nabiła gościowi dzięki temu popularność.
W każdym bądź razie we mnie budzi jedynie politowanie i filmik stanowi pewną ironię. Bo jemu przynajmniej się chciało coś zrobić, mimo, że się kompletnie do tego nie nadaje, w przeciwieństwie do Autora, który jest młody i może robić co tylko zechce a gra w gry komputerowe...
To granie to właściwie z umiarem i dla zabicia czasu jest, jeśli bym miał coś ciekawego i energię na to to poszłoby w odstawkę.
A teraz zobaczcie - w mieście obok działa grupa parkour. Tyle, że treningi mają z reguły w weekendy, kiedy nie mam konkretnego powodu, żeby być w mieście. Zostaję więc w domu z nastawieniem "następnym razem".
I żeby nie było, że tylko pierdzę w stołek - maluję cyfrowo jak i rysuję czasem tradycyjnie, do niedawna grałem na gitarze. Dawniej trenowałem karate.
Teraz wziąłem się za MLM, co może być trochę marnowaniem czasu, ale zobaczymy dokąd mnie to zaprowadzi.
Chodzi jedynie o niskie poczucie wartości i brak energii do życia.
MLM... poważnie ?
"There is only one thing that makes a dream impossible to achieve : the fear of failure."
Dzięki:). No taki trochę zblazowany ten "coach" ale za to fajny, pocieszny chłopak;)
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
No idea, ale gdyby mówił to jak należy to nie byłoby takie złe.
Mam kolegę, znam się z nim 3 lata ale teraz studiowaliśmy jakieś 300 km od siebie.
Wszystko to co opisałem - tak nisko upadł. W dodatku przez cały czas okłamywał swoich znajomych i rodziców a co najgorsze siebie i nikt nie mógł mu pomóc. Pewnego dnia zadzwonił, spotkaliśmy się i wszystko to opowiedział. Wiesz co go złamało, żeby wziąć się za siebie? Wujek, którego nie zdołał okłamać i który w domu jego rodziców, w ich towarzystwie zaproponował mu pracę śmieciarza. Wyobraź sobie, że dla niego wstać o godzinie 7 rano (gdy grał do 4-5 w nocy bo mu się kompletnie przestawiło) to był szczyt motywacji. Codziennie sam razem z nim wstawałem i dzwoniłem na telefon o tej 7, żeby zmusić go do wstania...
Masz 20 lat. Myślisz, że potem będzie jakiś respawn albo reset? Myślisz, że mając 40 lat nie będziesz żałował tego, że zaprzepaściłeś swoją młodość? Że nie czerpałeś z niej garściami a jedynie zgadzałeś się na to co Ci łaskawie daje życie, nie starając się o nic więcej?
PS: Wiesz co, mam ochotę na eksperyment. Obejrzyj film YESMAN (pl. - JESTEM NA TAK). Teraz! Dzisiaj! Już! A potem - będziesz wiedział
Ten film... dzięki.
To wam teraz opowiem małe kuriozum.
Szedłem wczoraj do lekarza, spotykam na Starym Mieście jakieś dwie całkiem fajne dziewczyny z gitarą, a że nie miałem wiosła w rękach od dwóch miesięcy, to wziąłem, pomacałem (wiosło), i po dwóch zdaniach rozmowy już miałem pytać o dane osobowe, ale pomyślałem sobie, że przecież jestem mentalnym kastratem, gównem rozsmarowanym na betonie.
Spierdoliłem, bo i w sumie trochę mi się spieszyło.
Potem dowiedziałem się, że to siostra dalszej znajomej z koleżanką siedziała.
Badum-tss.
Piszesz że jesteś kastratem i masz pewność siebie? To nie ma ładu! Kłamiesz. Okłąmujesz siebie. Wmawiasz sobie, ze jesteś pewny siebie a tak naprawde to tylko sztuczna duma.
Miałem kiedys solidną deprechę. Chciałem tylko siedzieć w domu i liczyc na to że wszyscy dadzą mi święty spokój. Wynikiem tego był ciąg porażek które odniosłem w życiu zawodowym. Święta prawda że zwycięzce poznaje się po tym jak sobie radzi z porazkami.
1. Zastanów się co chcesz w zyciu robić. Musisz mieć jakieś plany cele marzenia. To jest w każdym z nas. Bycie biznesmenem, lekarzem, prakwnikiem.. żulem z monopolowego.
2. Rób to co chcesz robić. Twórz własną rzeczywistośc, taką na serio ambitną. Odsuń to co wirtualne. Gry itp. Chcesz żyć wirtualną postacią któa nawet nie istnieje? To chore.
3. Wyobraź sobie cel. Nie taki bliski. Taki który jak go osiągniesz to aż usiądziesz z wrażenia. Chodzi mi o autorozwój. Bądź kimś nie żyj z dnia na dzień. To bez sensu.
4, Nakurwiaj ciągle aż osiagniesz cele. Osiągnięcie celu to sukces, a sukces to szczęście. Bądź szczęśliwy.
5. Nie bój się porażek. To motywuje nie stacza.
Po prostu wieź się chłopie za siebie bo życie jest jedno.Warto uczynic z niego czymś.... niesamowitym. Uważam że naszym obowiązkiem jest poakzanie innym że można osiągać cele z reguły niemożliwe. Zrób to. Uczyń swoje życie wspaniałym.
"Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej"
1. Kiedyś chciałem być kierowcą wyścigowym, potem rockmanem.
Ale obecnie zszedłem na ziemię - mógłbym się doktoryzować, tylko że to mnie nie jara.
Wykładanie na uczelni byłoby gut, ale jako dodatek.
Biznes to nie taka zła opcja, ale trzeba mieć wkład jakiś.
2. Coś w tym jest, spróbuję, choć brak jasnego algorytmu.
3. Mam luźno zarysowany cel, punkt do którego dążę - mieć dość pieniędzy, żeby nie musieć sobie niczego odmawiać, kupić ulubione auto, osiągnąć wielką charyzmę i stać się jakimś autorytetem.
Plus mam potrzebę bycia kimś ważnym.
4. Ciężko się nie zgodzić.
5. Motywuje, poniekąd.
Ale nie jeśli chodzi o grafikę komputerową, nie jeśli chodzi o gitarę...
Jeśli po raz n z rzędu zaliczam porażkę, nachodzi mnie frustracja, frustracja przekłada się na jebnięcie wszystkim w pizdu i zajęcie się czymś lekkim, łatwym i przyjemnym.
Acknowledged and understood.
Aye, zdarza się, choć już nie tak często.
Aczkolwiek jaki to może mieć wpływ na postrzeganie siebie jako gorszego niż inni, właściwie na faktycznie bycie gorszym, mniej charyzmatycznym?
Mam generalnie problem z utrzymaniem wzroku w jednym punkcie, ale żeby spojrzeć w oczy nie ma tragedii.
Sprawdźmy czy się czegoś nauczyłeś.
Kim jesteś ?
Sfycienscom?
Wpadłem na pomysł, żeby moje poczucie własnej wartości i umocnioną pewność siebie budować na grafice i za jakiś czas, jak wrócę i się rozćwiczę, na gitarze.
Bo strasznie lubię te rzeczy robić właściwie, tak jak kiedyś lubiłem pisać, widzę że się poprawiam w grafice, i nawet jeśli mnie doprowadza do kurwicy że nie mogę czegoś zrobić, to za tydzień wezmę to na warsztat od nowa i to zrobię.
Cholera.
https://www.youtube.com/watch?v=...
Szacun za link, ten riff jest prze kozacki (mimo że podjebany od Antraxa
)
Ale nie rozumiem. Chcesz pewnie poprawić swoją pewność siebie
Pomysł jest dobry, rozwijaj się, bo to ważne. Ale pewność siebie z kobietami nie wzrośnie ci, dzięki grafice i grze na gitarze. Ktoś popatrzy "O, ale zajebiście grasz!" Dostaniesz propsy, a potem i tak wszystkich raczej niezbyt to obchodzi.
przez pasje etc. Z tym, że to nie zadziała.
Sam gram na wiośle i wiem jak to jest. Wiem, że gram dobrze i potrafię trzasnąć solidnym riffem tak, żeby zrobić wrażenie na słuchaczach. Jestem pewny siebie kiedy gram. KIEDY GRAM.
W innych sferach już niekoniecznie.
Dzisiaj przesłuchałem fajną audycję, pozwolę sobie wrzucić link do niej:
https://www.youtube.com/watch?v=...
Tutaj dowiesz się, czym naprawdę jest pasja, jak powinieneś do niej podchodzić i co może ci to dać. Bardzo mądry facet z tego Michała.
Eh, nie mam jakiegoś problemu z pewnością siebie wielkiego. Raczej z własną wartością i poczuciem bycia gorszym czy mniej charyzmatycznym,robienie czegoś dobrze da mi w założeniu poczucie że też mam atuty.
Zresztą zobaczy się bo gadać to sobie można.
Heh, kurwa. Ja cały czas dochodze do perfekcji własnego JA!!! I wiecie co? Każdy jest fizycznie inny bo to normalne, aczkolwiek każdy posiada dwie ręce, nogi, głowę, mózg.. ale NAJWIĘCEJ leży w naszych głowach! Nasze mózgi SA kreowane poprzez towarzystwo oraz najbliższe osoby, rodzinę, środowisko. Zrywanie mojej panny ze mną bardzo wiele mi dało do myślenia. Bardzo dużo myślałem o oraz myślę! I za każdym razem dochodze do pewnych wniosków. Musicie sobie chłopaki zdać z tego sprawę ze WY jesteście największym Szczęściem NA ŚWIECIE. jeśli dojdziecie do tego SAMI za 5, 10,20 lat, zobaczycie o co w tym wszystkim chodzi. Wiecie skąd bierze się 99 % problemów na stronie? Bo człowiek uzależnia się od czegoś a w szczególności ok KOGOS, a chce jak najlepiej, nie chce spieprzyc czegoś i stara się, mysli , glowkuje i gówno wychodzi. Dlatego sadze ze większość problemów Łk ezy w naszej psychice i to jak ktoś pojmuje dane sprawy oraz jaką wartość im nadaje. Kurde, powinienem napisac bloga aleeee,.... ale mi się nie chce ...
________________________________________________________
Strach jest tylko iluzją w Twojej głowie. To on blokuje ludzi przed spełnianiem celów. Nie pokonasz go..to będziesz tkwił w tym gównie w którym jesteś!
Wyjebane miej, sie śmiej ;D
.
Hm, może zwyczajnie zbyt dużo porównuję się do innych.
Choć z drugiej strony chęć prześcignięcia kogoś jest motorem postępu.
To prześcigaj samego siebie z dnia wczorajszego.
Jedynie sobie daj spokój, kiedy to WCZORAJ byłeś królem imprezy, a DZISIAJ jesteś... królem sedesu
(Jak to klasyk mawiał...)
Pamiętaj, że zawsze znajdzie się ktoś lepszy od ciebie, oszczędzisz sobie frustracji.
A jeśli naprawdę będziesz najlepszy, to w najbliższym czasie zobaczysz na youtubie azjatyckiego 10 latka, który robi to samo co ty, tylko 2x szybciej.
Rot, masz czerpać pewność siebie z samego procesu, z drogi na której jesteś, a nie tego co jest na jej końcu. Myślisz, że jak zaczniesz więcej grać, albo ćwiczyć grafikę to dojdziesz do momentu w którym powiesz sobie - "OK, jestem zajebisty, to jest to, mogę być pewny siebie" Stary nie! Jeszcze raz nie!
Jakbyś zbudował wehikuł czasu, przeniósł się w przeszłość i zapytał Hendrixa, czy Picasso, czy są już na końcu drogi, to każdy z nich by Ci powiedział, że nawet nie są w połowie.
Powiem Ci osobiście, mam pasję którą i Ty się zajmujesz, poświęciłem na to kilka lat przykładając się do niej mniej lub bardziej i zdarza mi się słyszeć od ludzi na mój temat masę pochlebstw, w tym takich, które wręcz mnie zawstydzają. Jak zaczynałem, to myślałem, że to będzie to, że jak ludzie będą mnie podziwiac za mój talent to niczego mi wiecej nie będzie trzeba. No, ale rzeczywistość wygoda zgoła inaczej.
Im więcej umiem i potrafię, tym coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego ile jeszcze mam do zrobienia. Robisz krok do przodu i widzisz perspektywę na kolejne 5 kroków. Robisz 5 kroków i teraz na horyzoncie masz trasę na 50. Przechodzisz 50 i widzisz, że da się przejść jeszcze 250. Dochodzisz tam i zdajesz sobie sprawę, że masz przed sobą nowy 1000 do przejścia.
Ja największą pewność siebie czerpałem z tego na samym początku, bo to było nowe i wydawało mi się, że jak nauczę się kilku rzeczy to będę wielki. Zrobiłem to i dużo, dużo więcej i teraz to jest dla mnie coś normalnego. Mało tego, jestem na siebie zły i czuję wstyd, że tkwię na 5000tysięcnym kroku, bo wiem, że gdybym się przyłożył to dawno byłbym na 20 000. Taka jest sztuka.
Dlaczego to robię? Dla pewności siebie? Nie. Dla mojego SZCZĘŚCIA i DZIKIEJ PRZYJEMNOŚCI jaką daje mi ta czynność, ten proces, ta droga i świadomość, że do celu nie dojdę nigdy. Tym końcem będzie śmierć i mam zamiar dojść jak najdalej zanim mnie pochłonie, bo to będzie kurewsko szczęśliwa i przyjemna rzecz. Na samą myśl mam dreszcze.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Dokładnie o tym wiem.
Tyle że moja pewność siebie nie wynika z drogi ani celu, tylko z matrixa.
Wiem, że nikt mi łba nie urwie, jak podejdę do dziewczyny, wiem, że nawet jak spierdolę, to ona za tydzień nawet nie będzie pamiętać.
Rozmawiając z obcymi ludźmi staram się robić to na tyle luźno, na ile się da, potrafię nawet przejąć kontrolę nad grupką, tylko mnie to wyczerpuje za chwilę, kończą mi się pomysły, kończy mi się dobra energia.
A na co dzień jestem zbyt szary, i nie pomagają długie włosy, pasje, inteligencja, niecodzienność - bo ludzi to chooya obchodzi, co kto inny ma we łbie, wciskają siebie innym skuteczniej niż ja i stąd się bierze ich autorytet.
Kurfa, właśnie teraz do tego doszedłem, w momencie pisania. W sumie wiem jak i skąd, ale to osobna kwestia.
To napisz o tym bloga. Serio. Chętnie poznam czyjeś oświecenie.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Ale że jakie oświecenie?
No dobra, może za mocne słowo. Chodzi mi o końcówkę Twojego poeta, sam wiesz.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Pierdolenie kotka za pomocą młotka...
Zamknij ten temat adminie bo szkoda się produkować i tak typ sam nic nie osiągnie bo woli jebać pseudo psychologiczne farmazony zamiast wziąć się do roboty.
A jak masz problem Autorze to zmień psychologa lub poszukaj fachowej pomocy bo podrywaj.org pomyliło Ci się z kółkiem wzajemnego pocieszenia.
Tja.
Nie chodzi mi o wyżalenie się. Jakbym tego szukał, to bym poszedł do koleżanek czy na inne forum, ja od was chcę prostego algorytmu typu "zrób tak i tak i będziesz rozjebywał system", może się nie da, może się da, ale jestem pewien, że nie każdy z was urodził się emanując charyzmą na lewo i prawo.
Sytuacja jest prosta - czuję się wart tyle, co gówno, chcę wiedzieć jak stać się wart więcej niż inni, bo tylko bycie najlepszym mnie interesuje.
Psychologiczna gadka jest jak najbardziej na miejscu, bo:
a) przemawia do mnie
b) ludzki umysł działa na takiej a nie innej zasadzie.
Skuteczność odstawienia porno i walenia konia widzę w jednym punkcie, mianowicie "chce mi się ruchać!" - jeśli ktoś kojarzy z jakąś przypowiastką, to prawidłowo.
Nie wiem zbyt jak to wpłynie na poziom testosteronu czy energii do życia, ale z chęcią się przekonam, także solennie obiecuję, że przez najbliższe trzy miesiące nie tykam fujary, chyba że przy szczaniu.
A wszystko i tak rozbija się i wynika z fakt, że po prostu nie bardzo wiem, czego kobieta mogła by we mnie szukać, lub co we mnie widzieć, nie mam charyzmy i tego wewnętrznego ognia. Tyle.
Czego od was chcę - drogi, sposobu, algorytmu, instrukcji co z tym zrobić.
Tyle.
Powiedzieliście - przestać oglądać porno i użalać się nad sobą, spoko - użalanie się nad sobą mam epizodycznie i tyle, porno - kwestia silnej woli (i znów mi jej brakuje), tyle.
Nikt nic nie osiągnął tylko mówiąc, więc biere się do roboty, choć nie ukrywam, recepta wygląda zbyt prosto jak dla mnie.
Choć może nie tyle prosto, co mało skomplikowanie.
Po lekturze tego postu zaczynam się zastanawiać, czy Ty przypadkiem nie próbujesz sobie za wszelką cenę udowodnić, że choćbyś zrobił wszystko to i tak nie ma dla Ciebie rozwiązania.
Poczucie bycia wyjątkowym nie jest tego warte, nie w taki sposób. Wiem coś na ten temat. Problem nie jest w tym co masz zrobić, tylko jak masz do tego podchodzić.
Musisz poukładać sobie samemu w głowie pewne rzeczy których możesz być nawet nieświadomy. Zainteresuj się hipnozą, samemu, albo idź do kogoś, tylko dokładnie mu opisz swój stan, to ta osoba przekłuje Twój brak wiary w poprawę sytuacji poprzez odpowiednią indukcję w głęboki trans i pomoże Ci zmienić podejście.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein