Witam szanowni Panowie.
to mój pierwszy post. Forum czytuję już od dłuższego czasu i czerpie z niego wiedze w znaczących ilościach. Do tej pory jakoś nie miałem potrzeby zakładania konta, jak się jednak okazuje i na mnie przyszła pora.
Hm... moja sytuacja wygląda tak. Nie mogę narzekać na brak dziewczyn w moim otoczeniu, jakoś poznawanie i zagadywanie nie jest wielkim problemem. Mam kilka przygód na koncie, ale trafiła kosa na kamień.
Mianowicie: kilka miesięcy temu poznałem na domówce taką jedną pannę. Wziąłem od niej numer telefonu.. i zacząłem pisać (tak, JUZ WIEM ZE FB I SMS TO GÓWNO I ZABÓJSTWO ATRAKCYJNOSCI).
Stosuje zasadę ze 3 razy max dzwonie i proponuje dziewczynie spotkanie i jeżeli do niego nie dojdzie to cześć.
Pierwszy telefon - odmówiła. No nic, pomyślałem i za jakiś czas spróbowałem ponownie. Tym razem wymówką było to, że miała własną 18-stke tego dnia i nie mogła (jak się dowiedziałem była to prawda), ale zaproponowała alternatywny termin za tydzień. Zatem dzwonię za ten tydzień i tym razem dostaje tekst, że "to nie o mnie chodzi" i się dziś nie spotkamy. Ja na to, że jej strata i ze już więcej nie będę proponował. Wobec tego dałem sobie z nią spokój - olałem.
Po kolejnym tygodniu sms - co u mnie i dlaczego się nie odzywam. Popisaliśmy o dupie Maryny. Zaznaczam, że te sms-y to konieczność, bo wszelkie próby spotkania kończyły się jak opisałem. W sumie to jeszcze kilka razy pisaliśmy, wszystko z flirtem.
Doszło do spotkania - fajnie, miło było. Pospacerowaliśmy na ulicy niedaleko jej domu, pogadali i pośmiali, jednak nawaliłem brakiem dotyku.
Parę dni po spotkaniu dzwonie z propozycją kolejnego spotkania - i pada najgłupsza wymówka -> nauka, dlatego nie ma czasu. I znowu ten sam schemat: kilka dni ciszy, po czym sms z przeprosinami, że tak wyszło, ale miała kiepski dzień. Olałem to, nic nie odpisałem. Pare dni później wchodzę na fb, chwila mija i ona już zaczyna gadkę.
Nie chciało mi się grać w jej gierki - wiec wyłożyłem sprawę jasno: albo się spotykamy, albo zegnamy, bo ja nie Bede jej rozrywką smsowo-facebookową. Odpisała, że musi sobie wszystko poukładać w głowie, ze kocha jakiego fagasa, z którym nie jest i żebym dał jej czas.
Od tego czasu kolejne rozmowy na fb. Już nigdy więcej tego gówna. Niby miło fajnie, masa podtekstów i flirt, cumki itp. Sama rozpoczynała rozmowy. Raz ją celowo olałem - wyświetliłem wiadomość, ale nie odpisałem. Podziałało świetnie, pisała jeszcze bardziej otwarta. Wobec tego za parę dni, gdy znowu się odezwała, zapytałem po prostu, czy nadal ma się ze mną zamiar kontaktować tylko przez tekst. Odpowiedź mnie zdziwiła - brzmiała "tak", i że przez najbliższe PÓŁ ROKU nie mam na co liczyć.
W takiej sytuacji pożegnałem ją, pisząc, że to mnie meczy i nie chce wdepnąć w to co ona (ze kogoś chce, a ten ktoś ją olewa). Zerwałem kontakt.
Minęło 2 miesiące. Przez ten okres cisza miedzy nami.
Poznałem 2 dziewczyny w tym czasie, ale nic nie wyszło, z nimi się jednak przynajmniej spotykałem.
Co do bohaterki opisu: ciągle siedzi mi z tyłu głowy. Na fb widziałem ze miała studniowke i dodała specyficzne zdjęcia z jakimś kolesiem itp. Nie jest to ten jej były i z innego źródła wiem, że na tą chwilę już tego gościa ze studniówki odstawiła.
Nie chce pluć sobie w brodę, ze odpuściłem, bo ciągnie mnie do niej już długo.
Jestem w konflikcie z samym sobą - z jednej strony przestałem się odzywać, i obrzydziłem jej skutecznie sms-y i fb, pisząc, że dla mnie to słaby sposób na poznanie innej osoby. Z drugiej strony jednak, chce to wznowic. Innej drogi jak sms, nie widze, bo rozmowa przez telefon sukcesu nie da. Jak to zrobić – niby fb i sms-y sporo napsuły, ale jakbym może tym razem okazał jej, że mi mniej zależy…
Nie mam z nią regularnego kontaktu, ale uruchomiłem znajomych. Miedzy zdaniami ktoś wtrącił przy niej cos o mnie, ze sie spotykam z innymi dziewczynami - miała to być próba na zazdrość.
Kreci mnie jej ciałko, czy coś więcej nie wiem - nie znam jej na tyle.
Tak, tak, wiem, że należy mi się od Was zjebka. Proszę bardzo, ale sensownie. Mam problem i proszę Was o pomoc. Gdybym potrafił sam się z tym uporać w dyńce, to bym nie zakładał konta i nie pisał tematu.
pisałem o tym ostatnio na blogu, jak chcesz, to przeczytaj sobie rozbudowaną wersję.
w skrócie wkręcasz sobie, że ta laska to jakaś wróżka z bajki. Zostaw ją w obiegu, na wszelki wypadek i jak się trafi możliwość działania - działaj. Ale obmyślanie strategii jej zdobycia, poprzez zmiękczenie stanowiska, kiedy jej ewidentnie nie zależy nawet jak jesteś twardy i masz swoje zdanie, to strata czasu i kreowanie iluzji. Iluzje mają to do siebie, że im dłużej żyją, tym trudniej je wymazać z głowy.
Widzę coś bardzo wyraźnie,JESTEŚ W H** NIEKONSEKWENTNY I NIEZDECYDOWANY...najpierw mówisz jej dobra to koniec potem ona się odzywa a Ty dalej z nią gadasz potem się umawiasz,ona mówi Ci że możesz liczyć co najwyżej tylko na pisanine,Ty mówisz ok to ja pani dziękuje,ale i tak dalej dążysz do kontaktu z nią i tak próbujesz,jak Ty chcesz się jej spodobać i z nią być będąc TAK niekonsekwentym i niezdecydowanym!Pomyśl nad tym popraw to,a może coś się kiedyś zmieni?
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
Usuń ją z facebook
Wiem po sobie że jak mam laskę na fejsie na której mi zależy to kusi, żeby napisać, a jak wstawi zdjęcie, szczególnie z jakimś gościem, to mnie nosi 
"Kto próbuje przegrywa czasami, kto się poddaje przegrywa zawsze!"
Dziala, robie tak samo ;p
Raz powiedziano mi, ze to bardzo infantylne, ale chuj tam , po jakims czasie zapominam, ze istniała
Uśmiechnij się.
Heh ciekawe.., przeczytałem septo Twojego bloga. Świetny. Nasuwają mi się podobne wnioski.
Prawdę mówiąc dziewczyna, która jest dla mnie kłopotem nie jest wybitnie ładna. Niczym się nie wyróżnia. Uroda przeciętna, charakter też średni. Dlatego na początku sam traktowałem tę znajomość naprawdę luźno - może poznam ją bliżej i "coś" wykrzesam, ale jak nie to nie. Z biegiem czasu jednak i kolejnymi odmowami, moje myśli zbliżały się ku niej coraz częściej. I tak właśnie wpadłem w bagno. Moje tarapaty polegają na tym, że ONA MNIE NIE CHCE, ONA MNIE OLEWA - i to tak zajebiście pociąga. Dokładnie przekonuję się o tym, że najbardziej chcemy mieć to, czego nie możemy dostać. Moje ego zostało znokautowane, przy czym, po tym nokdaunie atrakcyjność przeciwnika bardzo wzrosła.
Pisałem o wzbudzeniu zazdrości - jej reakcja na to, że się spotykam z innymi to ponoć stwierdzenie "spoko" i lekkie ożywienie. Czy warto dalej budować coś na kształt zazdrości poprzez znajomych? Albo nie tyle zazdrości, co po prostu nie pozwolić jej tak łatwo zapomnieć o moim istnieniu.
Co do facebooka - zrobiłem już wcześniej podobnie jak radzicie. Co prawda nie usunąłem jej ze znajomych, ale dla niej czat mam wyłączony, powiadomienia jej aktywności też - nie widzę co dodaje, lajkuje itp. Fakt - to pomaga oczyszczeniu.
Na weekendach widuję się z osobą, która ma z nią ciagły kontakt i gdy tylko dłużej z nią poprzebywam, co jest nieuniknione - od razu myślę o tej lasce. To też wpływa na to, że regularnie sobie o niej przypominam i zapomnienie to kłopot.
Powiedźcie co myślicie o tym poście, szczególnie jego drugiej części i zastosowaniu w moim przypadku (podobna sytuacja):
http://www.podrywaj.org/forum/ch...
Nawet jeśli ją całkiem i totalnie odpuszczę i będę żył dalej z nastawieniem, że mam ją od tego momentu w dupie, to czuję po kościach, wręcz wiem, że ona się kiedyś i tak odezwie.
Spróbowałeś, nie udało się, w dodatku dostałeś słaby tekst o 6 miesiącach kontaktu via FB. Ja bym urwał kontakt. W gruncie rzeczy i tak go nie macie. To ona próbuje Ci wmówić, że jest inaczej i FB może cokolwiek zastąpić. Gdyby była zainteresowana to przybiegłaby do Ciebie w podskokach, zostawiając włączony komputer z rzeszą jamników czekających aż będzie on-line
Jeśli przejrzałbyś forum zobaczyłbyś, że jestem wielkim przeciwnikiem wszelkich wirtualnych kontaktów, a moja niechęć do nich wynika z doświadczeń podobnych do Twoich.
Nawet jeśli wpadłeś już do friendzone to najlepszym sposobem wyjścia z niej jest usunięcie słowa 'friend'. Po prostu Cię dla niej nie ma, absolutne zero jakiegokolwiek kontaktu. Zajmij się sobą, prowadź ciekawe życie, nie trać czasu na jałowe rozmyślanie o księżniczce. To może pozornie wydawać się trudne, ale ja w takich sytuacjach po pewnym czasie miałem syndrom 'odetchnięcia z ulgą', gdy zdawałem sobie sprawę że już nie tracę czasu i energii na kogoś kto i tak ma mnie w dupie. Żeby było śmieszniej to często one nagle chciały spotkać się, bo się 'stęskniły'. I o ile kilka miesięcy wcześniej, na taką propozycję wystrzeliłbym niczym pocisk w kierunku miejsca spotkania, tak wtedy miałem na nie całkowicie wylane.
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."