Witam wszystkich.
Nie potrafię tego sobie wytłumaczyć, a co najgorsze gdy widzę wielu starszych facetów którzy powinni być w jakiś sposób przykładem dojrzałości - oni postępują tak samo.
Otóż, nie potrafię ustabilizować się w emocjach. Mam wiele koleżanek - te naprawdę spokojne, uczynne, pobożne itd. które nie skrzywdziłyby muchy oraz te wszelkie pozostałe. Te 1 traktuję zwykle jako dobre koleżanki, natomiast te drugie jako potencjalne świetne kochanki.
Ilekroć uświadamiam sobie, że muszę z tym zakończyć - ustabilizować się, znaleźć normalną "porządną" dziewczynę, to nie potrafię tego dokonać. Sypianie z kobietami stało się nie tyle przyjemnością, co sportem. Baaa, dodam że to samo zdobywanie jest już jakiś uzależnieniem. Z jednej strony chciałbym stałego związku z taką dziewczyną przy której byłbym wreszcie spokojny, z drugiej strony wciąż kręcą mnie tylko te najseksowniejsze przy moim boku.
Myślę, że duże znaczenie ma to, że te drugie świetnie potrafią kusić, uwodzić, odpychać-przyciągać i to jest taka pociągająca gra 2 stron. Natomiast te spokojne zwykle są na wyciągnięcie ręki.
Duży wpływ na mnie miało to, że poznałem tę stronę, przeczytałem kilka książek itd. Uwodzenie stało jakąś pieprzoną częścią życia z której nie potrafię uciec.
Z czasem czuję się jak totalny szczeniak (i tak pewnie jest), bo oprócz tych dziewczyn które podrywam i ląduję z nimi w łóżku (do nich jakichś większych sentymentów nie mam), to ciągle trzymam na smyczy te spokojne.
Wszystko byłoby ok, ale nie wiem czy to jest już jakaś choroba czy co, ale wystarczy że jedna z tych spokojnych ucieka mi, to tracę głowę i uświadamiam sobie, że powinienem o nią powalczyć i wreszcie zacząć spokojnie żyć. Gdy okazuje się, że to jest bardzo łatwe zadanie, bo wszystko szybko odkręcam i znowu mam zainteresowanie tej dziewczyny - rezygnuję z związku i po prostu odechciewa mi się tego o czym myślałem kilka nocy.
Podsumowując - z 1 strony chciałbym spokoju, wynająć jakieś mieszkanie we 2, żyć w pewności, że ta dziewczyna ode mnie nie ucieknie, czuć się swobodniej, a z 2 robię co innego.
To wszystko jakiś pieprzony tragizm.
PS. Czytałem kiedyś wypowiedź jakiegoś faceta który twierdził, że uwodzenie nie jest dla każdego, że z czasem staje się częścią życia i męką.
Nie wiem czy ktoś tak jeszcze ma, czy może powinienem pójść do jakiegoś psychologa/psychiatry?
To jest jak z seksem, chwilę po nim jest wszystko obojętne, ma się wrażenie, że można byłoby żyć bez niego do końca życia, a wystarczy trochę czasu i lecimy znowu do łóżka i podążamy za instynktami.
Moim zdaniem to po prostu jesteś egoistą. Wyobraź sobie, że nagle tracisz zainteresowanie tych i tamtych, przejebane by było nie?
Zła wiadomość to taka, że czas leci.
Dobra to taka, że ja jestem pilotem.
notabene, to każdy jest egoistą
Trochę spłycam Twoje postrzeganie rzeczywistości, ale wydaje mi się, że dzielisz dziewczyny na ładne i na porządne... To jest trochę krzywdzące, nie sądzisz? Najpierw musisz dużo rzeczy przewartościować, przestać traktować kobiety przedmiotowo(jedna ma taką funkcję, ta się nada do tego, itd...), znaleźć dziewczynę z którą będzie Ci na prawdę dobrze i dopiero potem możesz pakować się w związek.
Egoizm swoją drogą, ale twoje problemy dotyczą kwesti stylu życia. Ty żyjesz po to aby podejmować wzywanie, zawsze i wszędzie. Kiedy jest spokojnie , dla ciebie to nie życie tylko wegetacja. Jak większość uwodzicieli masz przejebane życie , w którym nic się nie liczy bardziej niż zdobywanie i dawka adrenaliny.
Pamietam ten stan , kiedy u mnie się to zaczęło.
Pierwsze podejscia, ekscytacja , adrenalina!
Jesteś w czarnej dupie , tam nic się nie liczy
Czasem jest spokój, gdy masz to gdzieś, mówisz nie to już skończone.
Niestety to cię dopadnie znowu.
Kobiety nawet te wartościowe jak im się popuści to potrafią też zrobić niezłą kupę na głowie. Więc nie ma co rozdzielać na te ''piękne'' i na te ''co by muchy nie skrzywdziły''. Zresztą powinieneś to wiedzieć z doświadczenia, wnioskuję po tym co piszesz, że masz już dwucyfrową liczbę na liczniku hehe.
Dam Ci do myślenia
dla mnie temat to takie troche kokieteryjne marudzenie kobity typu:
jestem piękna, seksowna, idealna ale związki mi nie wychodzą ...
masz 21 lat chcesz bzykać panny to bzykaj, jak nie teraz to kiedy ? z jednej strony zgrywasz super podrywacza, pipki ci same hurtowo na chuja wskakują a z drugiej biedną dziewicę z rozterkami, sam musisz wiedzieć czego chcesz
they hate us cause they ain't us
Nick: wysublimowany.
Pisze o: tragizmie.
Wiek: niewiele ponad 20 lat.
Cechy: lubi zdobywać piękne kobiety.
Wyczuwam: romantyka (w takim klasycznym znaczeniu XIX-wiecznego estety i myśliciela, nie chodzi mi o naiwność ani nic złego)
Diagnoza: jest zupełnie, całkowicie i szablonowo normalny.
Jak powiadał Zenon z Kition: żyj zgodnie ze swą naturą! Skoro na razie masz ochotę zdobywać, a potem Ci się odechciewa - to puszczaj te kobiety wolno.
Skoro tak jakoś wychodzi, że pobożne (pobożne? serio?!) dziewczyny trzymasz na dystans, to trzymaj je dalej!
Broń Boże nie wiąż się z kimś tylko dlatego, że myślisz, iż byłoby to rozsądne lub dobre. Dziewczyna ma być zawsze świetna dla Ciebie, tak samo jak przyjaciele, sytuacje, rzeczy które robisz w wolnym czasie. Dla Ciebie, nie dla innych. Po prostu staraj się wybierać z rzeczywistości te elementy, które najbardziej Ci odpowiadają i najbardziej do Ciebie pasują.
Dopóki nie zdradzasz Kasi z Asią i Matyldą, nie łamiesz danego słowa, nie masz dzieci i innych zobowiązań, to naprawdę wszystko jest w normie.
A co do starszych mężczyzn, którzy robią dokładnie to samo - masz rację. Niestety, dojrzałość jest cnotą, której nie każdy ma okazję dostąpić. Wszystko jest kwestią charakteru i własnych, wewnętrznych, cholernie trudnych momentami do utrzymania, ale jednak bezwzględnie ważnych zasad.