Witam!
Jestem w związku z dziewczyną dwa lata. Mieliśmy gorsze i lepsze chwile, a obecnie jest po prostu dobrze tak jal być powinno. Chronologicznie zaangażowanie wyglądało u nas tak:
- ja ganiałem za nia,
- spędzaliśmy coraz więcej czasu, coraz bardziej jej zależało,
- aż to ona ganiała za mną, a ja się trochę odsunałem...
Tak w olbrzymim skrócie to wyglądało. Obecnie wydaje mi się, że po tych dwóch latach w końcu dograliśmy się i jest miło, słodko i uroczo ale czegoś jednak mi brakuje z jej strony, czuję jakbym to ja znowu więcej dawał. Dodatkowo podczas ostatniej dzisiejszej rozmowy stwierdziła, że moglibyśmy mieć dzieci, co było pozytywne głównie dlatego, ze wczesniej oboje stronilismy od tego tematu ale potem dodała tez, ze jestesmy jak stare małżeństwo, ze jest normalnie, spokojnie i brakuje jej chyba jakiejś kłótni, których kiedyś tyle mieliśmy. Wtedy zapaliła mi się lampka! Z mojego punktu związek nasz jest taki wyważony - mamy swoje osobne hobby, swoich osobnych znajomych, spędzamy czas razem i osobno. Mamy jednak wspólne życie. Zastanawiam się więc czy jest coś co mógłbym zrobić, żeby ja trochę zmotywować, zeby zrobiła coś dla mnie? Czy może to jest moment kiedy powinniśmy myśleć o wspólnym mieszkaniu? Na dzień dzisiejszy mamy przerwę, bo wyjechałem za granicę na miesiąc, mimo to rozmawiamy ze sobą dość często. Normalnie sam bym poradził sobie albo ostudzenie relacji z mojek strony na zasadzie dalem cukierka i zabralem cukierka albo sugerowałbym wzbudzenie zazdrości... ALE wydaje mi sie, ze to nie działa juz w naszym przypadku bo juz to stosowalismy. Jak myślicie?
Masz 24 lata. W świecie idealnym nie mógłbyś się jeszcze żenić i płodzić dzieci, bo w świecie idealnym dozwolone byłoby to dopiero od trzydziestego roku życia.
Tak naprawdę, na poważnie, to nie wiem o co ci chodzi. Narzekasz, że laska jest mniej zaangażowana, a z drugiej strony piszesz, że stwierdziła, że chciałaby mieć z Tobą dzieci. Wydaje mi się, że trochę cię strach obleciał, że obecny wygodny układ (trochę osobno, trochę razem plus seks) zamieni się w układ niewygodny (wszystko razem, ciąża, pieluchy, wstawanie w nocy minus seks). I ja cie chłopie doskonale rozumiem.
A zamieszkać z dziewczyną nie tylko możesz ale nawet powinieneś.
Dzieki za zainteresowanie:)
Nie boję sie o zmiane ukladu, wrecz chciałbym zeby nas zwiazek szedl dalej. Ale wydaje mi sie ze ja ostatnio to ja wykazuje inicjatywy wiecej i chciałbym to troche bardziej wyposrodkowac, dodac trochę szalenstwa z jej strony... Mamy na przyklad taka gre na niespodzianki, zwykle bylo tak ze jedna osoba drugiej i na odwrot a ostatnim czasem tylko ja cos robie.
Skoro jesteś zagranicą teraz, to chyba trzeba nieco poczekać
Wrócisz do miłego "gniazdka" (wprawdzie nie mieszkacie razem, ale taki sielski anielski związek podpada mi już pod gniazdko, zwłaszcza jak się wspomina o pisklętach
) i może miło Cię czymś zaskoczy?
A może warto byłoby jej zasugerować, że masz na coś ochotę? Tekst w stylu przydałby się jakiś krótki wyjazd na weekend dla relaksu czy to, że będzie czyjś koncert i na pewno byłby fajnym wydarzeniem?
“If she's amazing, she won't be easy. If she's easy, she won't be amazing. If she's worth it, you wont give up. If you give up, you're not worthy... Truth is, everybody is going to hurt you; you just gotta find the ones worth suffering for.” - Bob Marley
Wydaje mi sie ze za duzo gadamy ze soba, ciagle komunikator na telefonie i czasem skype... Moze troche sie delikatnie odsune zeby jej mnie zabraklo i zeby zatesknila bardziej. A co do wyjazdu to jak wroce to lecimy do Paryza na kilka dni. Kupilem bilety teraz do Polski ale jeszcze nie mowilem jej kiedy wiec moze zrobie niespodzianke albo troche sklamie odnośnie terminu i przyjadę o troche innej godzinie. Aha i faktycznie mogłaby mnie czyms zaskoczyc na przyjazd tego wrecz spodziewalbym sie po niej:)
Dzięki Panowie za zainteresowanie tematem. Inaczej sie patrzy na wszystko jak jest z kim pogadać i mozna przelac mysli na "papier";)