Mianowicie mam chorobę Scheuermanna. Skutkiem jest teraz delikatna skolioza i duża kifoza mojego kręgosłupa. Staram się wzmacniać mięśnie pleców ograniczając przy tym pracę mięśni klatki piersiowej (aby wyrównać proporcję i łatwiej zachować naturalną krzywiznę kręgosłupa). Wcześniej, przed wykonywaniem ćwiczeń nie mógłbym chodzić nawet tak "prosto" (trochę krzywo też prosto
) jak teraz.
Mam w związku z tym pytanie:
Czy lepiej chodzić jak najbardziej prosto, sztywno, pamiętając o prostej sylwetce czy lepiej delikatnie się zgarbić, wyglądać naturalniej i być o wiele bardziej wyluzowanym?
Bo to jest jeden z elementów który po prostu mnie wkurwia. Najgorsze jest to, że taki kręgosłup już mi zostanie do końca życia, ni chuja nic z tym zrobić się nie da.
Troszeczkę się pochylić przy podejściu i iść luźniej, czy na nienaturalnego sztywniaka?
Ma ktoś z Was podobne problemy i sobie jakoś z nimi poradził?
Ma ktoś z Was podobne problemy i sobie jakoś z nimi poradził?
Ja tez mam skoliozę i żyję, łopatki mam trochę krzywo, trochę też nierówne mięśnie klatki, w ogóle nie zwracam na to uwagi, chodzę normalnie, żyje normalnie, sikam prosto
Ćwicz dalej, wzmocnij mięśnie, potem pompeczki strzelaj i ostatnie na co dziewczyny będą patrzeć to kręgosłup
they hate us cause they ain't us
Ty nie rozumiesz, że przez tą chorobę mnie to zajebiście mocno boli jak chcę stanąć całkowicie prosto. A po jaki chuj mam robić coś, co mnie boli?! Wiadomo, trenuję dalej mięśnie pleców, rozciągam itd. i ten próg bólu się zmniejsza za każdym razem czuję, że muszę wkładać coraz mniej wysiłku aby utrzymywać przez długi okres coraz prostszą postawę.
Ale z dwojga złego zastanawiam się która strona byłaby lepsza?
"Daj mężczyźnie pokroju Sweatera - czy jakiemukolwiek
- opaleniznę, proste plecy, bielsze zęby, rygorystyczny zestaw
ćwiczeń i pasujące ubranie, i już jest w połowie drogi do przystojniaka."
spokojnie, no pain no gain
co to jest ból nie musisz mnie uczyć żyje w polsce
Ale z dwojga złego zastanawiam się która strona byłaby lepsza?
toć pisze chodź z luzem normalnie i jednocześnie nie przerywaj ćwiczeń
they hate us cause they ain't us
Logiczne, że jak będziesz stał jakbyś miał hardą srakę to nic nie zdziałasz. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, ale udawanie nigdy nie wychodzi na dobre w relacjach z kobietami. Zaakceptuj to, prostuj się w miarę możliwości, ale nie zmuszaj się do tego. Sztuczność to strzał w kolano
Showtime, motherfucker, it's on.
Wrzuć na luz. Ja też mam diagnozę Scheuermanna (3 kręgi są ściśniete), ale mnie chociaż nie boli. Przez pewien czas nosiłem gorset i nikt o tym nie wiedział nawet w klasie, dopóki nie zemdlałem. Teraz go nie noszę i moim zadaniem jest "obudować" to mięśniami. To wygląda jak wygląda i musisz to przyjąć. To jest pierwszym krokiem.
Też się zastanawiałem na temat tego czy się prostować na siłę i uważam że to i tak nic nie da. Najważniejsze jest to co masz w głowie, czyli pewność siebie. Jeśli będziesz się zastanawiał co widać za tobą to będziesz tylko niepotrzebnie się stresować podczas podejścia.
Nie próbuj nawet mysleć, że jesteś w trudnej sytuacji. Jeździłem jeszcze do niedawna do sanatorium, gdzie ludzie byli głównie na kręgosłup. Jeden kumpel chodził z najlepszymi laskami i wręcz bawił się nimi. Miał identyczny problem co my. Drugi znowu od małego jeździł na wózku, a laski same za nim latały.
Dalej myślisz, że jesteś gorszy?
To jeszcze przeczytaj tego bloga: http://www.podrywaj.org/blog/zwy...
Co za głupoty. Udawać że jesteś prosty jak kij i być nienaturalnym albo byś przygarbionym i czuć się pewnie , dobrze?
No chyba wiadomo co lepiej wpłynie na relacje , już nie tylko z kobietami ale z wszystkimi.
Na pewno nie jest to udawanie.