Ostatnio zauważam że 25-35l. kobiety po kilku związkach tracą tak zwaną świeżość, wiadomo że one więcej emocji wkładają w każdy i z każdym coś tracą, taka iskrę, pasję, umiejętność zaangażowania.
"Niby dupa nie szklanka" ale jednak prócz fizyczności ważna jest też sfera duchowa, zdrowa psychika, czy mamy ograniczoną zdolność "kochania" ?
Czy z czasem stajemy się wyprani z emocji ?
Może zbyt wiele doświadczenia też nie jest dobre ?
Niby łatwiej ocenić z doświadczeniem partnera\kę, a może to po prostu zwykłe spłycenie uczuć wynikające z rutyny ? z braku elementu zaskoczenia, nic nowego bo przecież to już było, nie raz, nie dwa ?
bo każda zostawia ślad na naszej duszy, a zwykle ex zostawia negatywny ...
co myślicie ?

zależy od dupy tyle w temacie
Zasady portalu
A ja uzupelniajac dodam, ze nawet pomimo takiej sielankowej relacji, czasem i 30latce i 40latce a nawet tej statszej zapragnie sie przygody i chuj wie jeszcze czego i moze to zaburzyc caly proces budowy naszego wlasnego swiata z kobieta;).
))
No i moze to wlasnie jest wyzwanie?
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Bynajmniej. Goraco namawiam do budowy domu, szczerze polecam tylko wykupic ubezpieczenie od katastrof
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Daj mi Panie Boże, żeby nigdy nie zdarzyło mi się przeskoczyć do związku bez czułości, bez uczuć, za to ze "zwykłym zapieprzaniem za kasą we dwójkę".
no ja też cały czas naiwnie wierzę w związek z miłością a nie bilansem zysków i strat
they hate us cause they ain't us
"I prawde mowiac cos takiego wyniszcza psychike i niszczy od srodka"
Juzer, wiem... Uwierz, naprawdę wiem, jak to jest. Moje doświadczenia i obserwacje uczą tylko jednego: jeżeli brakuje Ci bliskości, jeżeli brakuje Ci tego, że jej zależy... to jej nie zależy. Przy czym, nie mam ma myśli "ochów i achów", a przez bliskość nie rozumiem uwieszania się na sobie 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Mam na myśli fakt, iż nie ma czegoś takiego, jak: "ale były ją strasznie krzywdził i wykorzystywał, dlatego ona teraz boi się okazać uczucia", "ale ona jest bardzo dojrzała, dlatego powściągliwa i wyważona", i wreszcie, moje ulubione: "ale ona tak naprawdę mnie kocha, tylko tego nie pokazuje". Kocha = pokazuje. Nie kocha = nie pokazuje. Myślą, mową, uczynkiem i nie-zaniedbaniem.
Można po prostu podsumować
że jak ci się wydaje że coś nie gra, to naprawdę coś nie gra
they hate us cause they ain't us
Ulrich, bardzo lubię Twoje komentarze i przemyślenia. Zgadzam się w zupełności
EDIT:
A, zebrało mnie na wspominki i robię za duży offtop, wybaczcie. Już skasowany.
Eh... sedno sprawy
żeby człowiek był mądry w trakcie a nie po fakcie. Ostatnio właśnie odczuwałem dystans, coraz mniej bliskości ale wpajałem sobie do głowy że to pewnie na razie tak i zatęskni za tym - więc i ja się z tym nie wychylałem. Jak się okazało coś się zjebało już wcześniej ale potem była dobra maska tego "miły uśmiech do złej gry"... kurwa
MrSnoofie ma rację... Ale myślę że jak znajdziesz 25latkę dziewicę która nigdy wcześniej nie miała faceta to może jej odwalić na misie-pysie i love forever jak 15latce albo i gorzej xD
Jest też takie coś, że mózg z czasem przyzwyczaja się do tej chemii, i nic tak mocno nie uderzy jak pierwsza miłość, potem już odporność neuronów wzrasta
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
25 latka która nigdy wcześniej nie miała faceta to rzadko spotykany przypadek i w 99% jest w tym chujowy powód. Wynikają z tego albo zbyt duże wymagania (syndrom księżniczki), niezrównoważenie psychiczne albo po prostu mała urodziwość niewiasty. Mi tam nie chciało by się bawić z żadnym z wymienionych przypadków bo nie sądzę że coś dobrego by z tego wynikło.
MrSnoofie zasadniczo może i dojrzewanie, a może chłodna kalkulacja, tego nie możesz wiedzieć ... jeśli nie reaguje spontanicznie, tylko mechanicznie, wiesz mnie taki to związek emerytów przypomina, pora na jedzenie, sranie, kochanie ... w sumie od razu stagnacja i myśle że szybko też rutyna...
Myślę że z czasem u kobiet po prostu zmienia sie priorytet z miłości na "ustawienie się" czyli znalezienie najlepszej opcji z możliwych, wiadomo z wiekiem coraz trudniej o partnera i trzeba brać co jest.
they hate us cause they ain't us
nie no kumam, ja nie pisze tematu w sensie żeby analizować czyiś związek, raczej chodzi mi o dyskusję o kobietach i naszych doświadczeniach z nimi a nie jednostkowych przypadkach, u ciebie wiadomo jeszcze daleka droga do jakichkolwiek podsumowań.
Ale przyznasz że temat jest ciekawy, można by rzec
ile jest miłości w miłości ?
they hate us cause they ain't us
Ha! Pewnie, że temat ciekawy!
Własnie najlepsze w nim jest to, że wreszcie nie piszemy o indywidualnych problemach typu: "zostałem sam, przestała mi mówić cześć, ma innego, co dalej", tylko zastanawiamy się nad życiem tak ogólnie
Ta generalizacja ma sens.
Ulrich, gwarantuję Ci, jeśli wpadłeś kobiecie w serce, będzie z Tobą i będzie o to dbać nie dlatego, że boi się zostać sama, ale dlatego, że będzie się bała zostać bez Ciebie. To kolosalna różnica, wierz mi. Poza tym, (prawie każda) kobieta sobie tak naprawdę bez Ciebie poradzi. Wiesz ile znam dziewczyn kilkunasto- kilkudziesięcioletnich, które są same, zarabiają, mają znajomcyh, zainteresowania, i żyje im się naprawdę dobrze? Znam ich niewiarygodnie dużo.
Chociaż, w sumie, znam jednak więcej dziewczyn i kobiet, które związały się z kimś, bo ten Najbardziej Ukochany, z którym łączyła je więź, z którym łączyła je miłość... odszedł. A one naprawdę chciały mieć dzieci, stabilizację. Innymi słowy: nie miały czasu ani siły czekać znowu na miłość, bo nie miały pewności, czy ona jeszcze nadejdzie. I wybrały kompromis.
A tych naprawdę dobrych związków z miłości, gdzie ludzie wspierają siebie nawzajem, naprawdę uwielbiają ze sobą być, rozmawiać, uwielbiają coś wspólnie robić i cieszą się życiem...
... znam parę. Fajni ludzie, jest się kim inspirować
No właśnie, ja też myśle że tylko taki związek jest dla mnie wartościowy i tak jak napisał weteran w swoim blogu, nie warto sie pchać w byle i stać sie nagrodą pocieszenia, tylko poczekać na wartościową osobę nawet i do tej przerażającej 40stki

Ja powiem od siebie że na powiedzmy 50 poznanych kobiet, naprawdę zaczarowało i urzekło mnie raptem 3-4 i to niestety już szczęśliwie zajęte, więc sam widzisz
they hate us cause they ain't us
Tez moge podyskutowac, bo to akurat moj przedzial. Tylko jakie bylo pytanie ?
Moze zaczne od tego, ze rzeczywiscie zbyt duze doswiadcznie nie jest zawsze dobre. Po czasie nastepuje 'zmeczenie materialu', i opadniecie ekscytacji zwiazanej z tym co przynosilo kiedys duzo radochy czy emocji.
Laska o 25-ce na powaznie mysli o ustatkowaniu sie. W tamtym roku bylem bliski zlapania sie w takie cusik.. 'ja Cie kocham, ale e ja mam juz 26lat i chce myslec o zakladaniu rodziny...'. Tez cos czulem, ale nie rodzine jeszcze
Teraz spotykam sie z kobieta rowniez z tego przedzialu wiekowego. I nawet dokladnie nie wiem ile ona ma lat - wiesz, ze nigdy nie pytalem, ani mnie to nie interesuje ? Mysle, ze jest rok lub dwa starsza ode mnie - przynajmniej tak cos wyczuwam. Ale do czego daze - ona jest inn... Tzn... Tak jak pisalem salubowi: ona jest chyba poprostu normalna, a ja sptykqjac sie wczesniej z przywolanymi wczesniej 'okazami' przez Snoofiego, nie potrafie przyjac do wiadomosci, ze istnieja jeszcze takie kobiety..
Tzn. wiem, ze 'kajs tam' sa, ale, ze i mnie takie szczescie moglo spotkac ?
'Normalna' czyli myslaca podobnie do Ciebie. Tylko, ze na swoj kobiecy sposob. Ot definicja.Z kazdego przebytego zwiazku kobieta wynosi BAGAZ doswiadczen i duzo sie z tego uczy. Dlatego po latach rozumie by czasami lepiej godzic sie na kompromisy, nie robic dramatu z byle powodu, ze zwiazki nie kreca sie juz tylko w okol jej osoby. Duzy wplyw ma na to rowniez dojrzalosc partnera - mialy 20 lat to spotykały sie z takimi chlopakami, a jak wiadomo w tym wieku 'w dupie sie bylo i gowno widzialo'. Starszy facet juz sobie na glowe wejsc nie pozwoli, a laska chcac z nim byc musi poprostu sie do tego dostosowac. Tym bardziej, ze wiele dziewczyn czuje sie rowniez w jakis sposob winna wczesniejszych rozpadow swoich zwiazkow. Mysli o tym 'bym tego znowu nie spierdolila' - u nas diabelek mowi 'idz na piwo, pierdol to', aniolek 'idz pobiegac, zajmij sie soba'. U nich z kolei batalia rozgrywa sie o to, ze aniolek chce uspokoic diabelka by znowu nie wyjezdzal z czyms, bo 'przeciez moze byc tak dobrze, a Ty znowu cos odpierdolisz z byle powodu, ze nawet ja sama nie bede
rozumiala o co poszlo, o co chodzi i po huj?'.
Najlepsze jest jak poznajesz jakas tam laske i slyszysz, ze ona 'jest na takim teraz poziomie zycia, ze nie szuka przygod'. Heheh. Zapierdala testem, oszustwem, klamstewkiem ? Nope. Its so fuckin true.
Ona nie chce tylko przygody.. ona ma juz dosyc tylko emocji, albo tylko rutyny. Ona chce wszystkiego i jednoczesnie niczego.
P.s czekam na dostwwe Lwa- Starowicza. Książka zapowiada sie calkiem niezle, jak cos to dam znac.
Bardzo fajnie napisane
"Myślę że z czasem u kobiet po prostu zmienia sie priorytet z miłości na "ustawienie się" czyli znalezienie najlepszej opcji z możliwych"
Wiecie co? Tak się właśnie zastanawiam nad tym, co napisał Ulrich II... i rzeczywiście, w moim środowisku tak jest. Wszystkie dziewczyny ok. 25 roku życia w ciągu ostatniego półrocza związały się z kimś, o kim otwarcie mówią, że nie czują fascynacji, mężczyzna im ani nie imponuje, ani nie za bardzo lubią jego bliskość czy wspólne spędzanie czasu... ale trwają w tych związkach.
- "Bo wiesz, w którymś momencie trzeba zacząć się kierować rozsądkiem"
- "Nooo, ja wiem, że go nie kocham, bo kocham innego. Mój chłopak też o tym wie, jestem z nim całkowicie szczera we wszystkim. I on mnie rozumie, na wszystko się zgadza. Ja wiem, że nim rządzę, że nie ma tego ognia, że nigdy nie będzie "tego czegoś". Ale on przynajmniej ze mną jest. Zajmuje się moim psem, kiedy mnie nie ma, robi mi herbatę, kiedy jestem chora"
- "Powiedziałam przyjaciółce: ale na co mam czekać? Mam już 25 lat, jakie są szanse, że jeszcze kiedyś pokocham kogoś tak, jak tamtego? W moim otoczeniu wszyscy są zajęci: są żonaci, mają dzieci. A ja wiem, że chcę mieć rodzinę i dziecko. Underground, powiedzmy sobie szczerze: nikt w naszym wieku mi tego nie da. A ja nie mogę czekać. Wiem, że ten (jej obecny chłopak) mi to da. A z tamtym (mężczyzną, którego kocha) zostaniemy przyjaciółmi".
Te związki są zdroworozsądkowym wyborem, z niskim, ale stałym poziomem zaangażowania i emocji -> to ważne, bo właśnie stałość jest czymś, co sprawia, że takie relacje z czasem się wzmacniają i naprawdę zaczynają powoli dawać obu stronom coraz większą radość.
Także to pewne, że w którymś momencie dziewczyna staje przed wyborem: czekać na miłość, czy zgodzić się na to, co jest. Żadna z tych decyzji nie jest wg mnie ani lepsza, ani gorsza. To zależy od konkretnej osoby, od tego, jak ona chce żyć, na co potrafi się zgodzić - sama ze sobą, w swoim sumieniu.
Bo znam też dziewczyny, które naprawdę... nie potrafią być z kimś, z kim tak naprawdę nie chcą, tylko dlatego, że czas się skończył. Nawet ciało na to nie pozwala.
Na koniec dwie uwagi:
po pierwsze, znajomy na początku minionego lata (byliśmy wtedy przed ostatnim rokiem studiów) powiedział mi, że teraz się zacznie: dziewczyny będą szalały za chłopakami, bo czas je goni. Jeśli nie złapią kogoś teraz, za chwilę skończą studia i zostaną same. Potem nie mają szans nikogo znaleźć, bo imprezy, spotkania, rozmowy, poznawanie nowych ludzi - wszystko się skończy. Powiedział, że te dziewczyny, które wtedy były tak pewne swojej urody, wartości itd. itp., będą w czasie wakacji "spinać dupę". Bo potem - pozamiatane. "Kiedy skończy się lato, zobaczysz: karty zostaną rozdane, i ta, która się nie załapie, przegrała".
Miał rację.
Każda, dosłownie każda dziewczyna, które wtedy znaliśmy i o których rozmawialiśmy, jest dziś w związku.
Po drugie, pamiętam, jak kiedyś na studiach moja wykładowczyni, która miała ok. 30 lat, mówiła do dziewczyn: "Pamiętajcie, dziewczyny, ja kiedyś myślałam, że już za późno, że będę sama. Ale naprawdę zawsze można kochać, nie poddawajcie się. Ja myślałam, że już nikogo nie spotkam, a teraz patrzcie: mam ukochanego mężczyznę, dziecko... Jestem taka szczęśliwa... Wy też będziecie mogły, cierpliwości, pamiętajcie". Wciąż pamiętam, jak się wtedy uśmiechała
))))
Uwielbiam ją, widać, że kocha życie. Pamiętam, jak raz wspomniała o mężu - jeśli ktokolwiek uważa, że kobiety 25-35 nie potrafią kochać tak świeżo i z iskrą, jak dawniej, powinien ją poznać. Jest Cudowna, pod każdym względem.
I moja inna wykładowczyni, w wieku 35+. Jak ona się śmieje, rusza... to czysta energia i radość
zgadzam się w pełni...
niewielki odsetek facetów w wieku 24-26 lat mysli o stałym związku
mały odsetek kobiet w wieku 24-26lat NIE myśli o stałym związku...
więc siłą rzeczy ciężko parze wstrzelic się we wzajemne oczekiwania
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
"Niby dupa nie szklanka" ale jednak prócz fizyczności ważna jest też sfera duchowa, zdrowa psychika, czy mamy ograniczoną zdolność "kochania" ?
Im jestem starsza i im więcej spotykam mężczyzn tym sfera intelektualna i emocjonalna zyskuje na znaczeniu. Zawsze to było ważne wiadomo.. Aczkolwiek zwracam teraz dużą uwagę na stosunek do życiowych spraw, poglądy, zainteresowania, rodzinę.
Czy z czasem stajemy się wyprani z emocji ?
""Największy skarb to Twoja autonomia,
Twoja myśli niezależność, pomysłów symfonia,
Mózgów polifonia, i wtedy ma to sens, to jeden wers, a mógłbym pisać takie co dnia."""
Może zbyt wiele doświadczenia też nie jest dobre ?
Ja uważam że jest dobre. Pokazuje mi przede wszystkim co JA lubię, oczekuję, czego nie jestem w stanie przełamać a na jakie kompromisy owszem pójść. Poza tym pozwala mi docenić coś co wcześniej nie było dawane przez kogoś innego a czego mi np. brakowało. Fakt nieudane związki/ek wypala coś, pozostawia jakąś ranę, smutek czy nieufność... Bo przecież wtedy też było pięknie a okazało się z biegiem czasu że rutyna i inne aspekty zabiły wspolną scieżkę i jesteśmy dzis obcymi ludzmi.. Dostrzegam jednak więcej plusów. Spontaniczność powraca tak naprawdę gdy znow jest "to cos".
Niby łatwiej ocenić z doświadczeniem partnera\kę, a może to po prostu zwykłe spłycenie uczuć wynikające z rutyny ? z braku elementu zaskoczenia, nic nowego bo przecież to już było, nie raz, nie dwa ?
Każda osoba jest inna, inny jest związek, troszkę inna historia poznania. Nie ma co generalizować. Z każdym jest inaczej..
bo każda zostawia ślad na naszej duszy, a zwykle ex zostawia negatywny ...
co myślicie ?
Zostawiają negatywy ale uczą.
Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Taka cholernie wrażliwa albo cholernie obojętna?
- Bo jestem cholernie inna niż te dziewczyny, które znasz.
a w razie czego tych "inteligentnych niedoświadczonych" uczą doświadczenia innych...
w sumie jak ta strona...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Underground fajne piszesz po przykładach.
Guest tez fajnie pisze
Może ja również opisze z realnych przykładów żeby nie było że rzucam same teorie spiskowe ...

Zauważam że kobietki 20-25 są właśnie bardziej skłonne do kompromisu, są jeszcze troszkę naiwne, patrzą w świat z większa ufnością, sa bardziej elastyczne, nie mają gotowych ram czy wizji, to prozaicznie pomaga, uczucie niweluje jakieś niedogodności, wady partnera, czy kłótnie.
Z wiekiem tak zażartuje ze związku jak z prawem jazdy, ciężej zdać, mamy już swoje przyzwyczajenia, natręctwa, mniej cierpliwości, owszem doświadczenie na plus jesli prawidłowo wyciągamy wnioski, uczymy się, hmn teraz czy potrafimy to bezstronnie zrobić ?? zwykle kobiety obwiniają ex za wszystko, nie jest tak ?
Znam kobiety, porzucone z dzieckiem, zdradzane, lub stręczone przez ex partnera, przyznają one ze dośc maja facetów, i nawet jak jakiegoś spotykają wrzucają jego negatywne zachowanie juz w utartą ramę czy to lowelasa, czy agresora, czy zdradzajacego, koleś w sumie niewinny juz na wejście ma przesrane na minus ...
Teraz zakładając że takich partnerów lepszych gorszych było kilku to łatwo o zaszufladkowanie ...
Teraz tez pytanie czy kobieta nam wybacza lub jest skłonna do ustępstw dlatego że kocha czy dlatego że w sumie nie chce być znowu sama i robi coś wbrew sobie ?
Ja sam po ostatnim związku miałem troszkę uraz do kobiet, ich pewne zachowania zaraz wzbudzały moje podejrzenia że znowu coś nie gra, dzieki tej stronie i pracy nad sobą teraz bardziej skupiam sie na bezstronnej analizie, ale wiem jakie to ciężkie, bo nie raz trzeba przyznać sie do porażki czy wad.
eh pewno zanudzam, ale w moim wieku to normalne
they hate us cause they ain't us
"koleś w sumie niewinny juz na wejście ma przesrane na minus ..."
Dlatego tak ważne jest, aby dać nowej osobie czystą kartę na początku znajomości (związku?).
W przeciwnym razie ktoś dostaje po dupie "za darmo"... I kończy się to chujowo zazwyczaj.
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Hmmm... Ciekawy temat... Moje pytanie trochę z innej strony....
Z tego co piszecie wydaje się, że łatwo utrzymać zaangażowanie partnerów w takim związku na poziomie 50/50, wręcz jest to naturalne, jak piszecie "zdroworozsądkowe". Podobnie powinno być z inicjatywą (spotkania, wspólne wyjścia, seks, itd.). Aczkolwiek mam wrażenie, że w tym przypadku może być inaczej??? Kobiety bardziej dojrzałe, stabilne, nie dające się ponieść emocjom mogą próbować zrzucić wszystko an partnera???
Ja uważam że w większości przypadków tak, oczywiście na początku będzie super, wiadomo trzeba sie pokazać z dobrej strony, jest dużo uczuć, ale potem na pewno, jak pisałem każdy z wiekiem ma swoje wizje, tylko od nas zależy czy je dostrzegamy i potrafimy z pokora przyznać że sie mylimy.
Niestety u kobiet szybciej następuje degradacja, może właśnie poprzez poprzednie złe doświadczenia z ex, moi kumple w związkach (często gadamy przy piwku) sami mówią że ich partnerki stały się marudne i bardziej przypominają swoje matki niż te cudowne dziewczyny w wieku 20-25
Ja myslę że tylko od nas zależy jacy jesteśmy, jak wygląda związek, my na stronie staramy się pracować nad sobą, a kobietki hmn chyba nie bardzo, chyba że sytuacja je do tego zmusza (wiek, samotność itp.)
they hate us cause they ain't us
Spotykajac sie z jakas dziewczyna trzeba pamietac o tym, ze w duzym procencie 'na starosc' bedzie ona przypominala swoja matke. Jak i my w bardzo mozliwym stopniu swoich ojcow, tyle tylko, ze duza czesc z nas robi wszystko by 'nie stac sie nimi'.
Na degradacje kobiet duzy wplyw maja mezczyzni z ktorymi one przebywaja. Moze jest tak, ze laska Twojego kolegi mowi mu poprostu: ruszylbys dupe z fotela i przestal chlac piwsko, a zrobil cos z soba, a Twoj kumpel tylko przewraca oczy i nazywa to marudzeniem.
Zwiazki sa po to by sie wzajemnie wspierac i uzupelniac. I jakby nie bylo pchac ten wspolny wozek zwany zyciem do przodu. Rozwijac sie w miare mozliwosci i popostu dobrze sie bawic.
Kobiety nie mysla w tak wielkim stopniu o samorozwoju i innym ulepszaniu siebie tak jak my poniewaz one mysla o dzieciach, rodzinie, domu, zapewnieniu bezpieczenstwa sobie i swoim potomkom. One juz sa takie jakie maja byc, a jezeli beda sie mialy czegos nauczyc i mozliwe, ze zmienic to zweryfikuje to zycie i kolejne cierpienia, ktore niechybnie nastapia.
P.s dlatego tak je pociaga, ze jakis tam facet co im sie spodobal chce sie rozwijac i dba os siebie. Beda mu kibicowac, bo wiedza, ze robi tez w glownej czesci po to by moc zadbac o nie i z problemami zycia stawac smialo twarza w twarz.
"tyle tylko, ze duza czesc z nas robi wszystko by 'nie stac sie nimi'."
So true...
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
No ja również bardzo różnie sie od rodziców.
"Kobiety nie mysla w tak wielkim stopniu o samorozwoju i innym ulepszaniu siebie tak jak my poniewaz one mysla o dzieciach, rodzinie, domu, zapewnieniu bezpieczenstwa sobie i swoim potomkom."
No ja wysunę śmiałą teorię że w ogóle nie myślą, dlatego tak wiele związków sie rozpada.
Teraz komplement, bo kiedyś to własnie kobieta potrafiła po części sterować związkiem, uczona przez matki czy babcie, była takim cichym bohaterem w związku, wiedząc kiedy odpowiednio zareagować.
Nie róbmy też z kobiet tylko matek, mają również możliwość rozwoju, więcej niż facetów kobiet studiuje, ma prace biurowe, więc bez przesady ...
Ja myśle że teraz kobiety mają dużą wolność owszem
Tylko nie wiedzą co z nią zrobić.
they hate us cause they ain't us
@ skaut Kobiety nie mysla w tak wielkim stopniu o samorozwoju i innym ulepszaniu siebie tak jak my poniewaz one mysla o dzieciach, rodzinie, domu, zapewnieniu bezpieczenstwa sobie i swoim potomkom. ----------
Współczuje znajomości z takimi kobietami....... I zaprzeczam, CORAZ WIĘCEJ kobiet w dupie ma rosołki, dzieci i pranie firan a myśli o kolejnych studiach podyplomowych, karierze, inwestowaniu w siebie, wyjeżdżaniu na narty,nad morze, działaniu w organizacjach różnych.. Wez skoncz z propagwaniem idei z lat 70.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Taka cholernie wrażliwa albo cholernie obojętna?
- Bo jestem cholernie inna niż te dziewczyny, które znasz.
Jeeeeesttt !!! Nareszcie jakis podkladajacy sie pod dyskusje, komentarz.
Bylby dyskusyjny gdyby nie napisala go kobieta.....
Bo tutaj nie ma nawet co zaczynac gadki: jedne laski chca Cie 'przytrzymac na dzieciaka', inne 'za huj Panski' nie bede sie z Toba ruchac bez gumy, nawet wtedy gdy biora juz pigulki, bo i tak jeszcze istnieje male ryzko i wtedy nici z kariery....
I pewnie, ze masz racje: CORAZ WIECEJ kobiet chce byc niezalezna, samodzielna, 'chodzic w spodniach' i SAMA o wszystkim decydowac.
I dlatego CORAZ WIECEJ kobiet jest nieszczesliwa i TAK LATWO WAS OMOTAC.
P.s nie krzycz na mnie kochanie.
P.s2 co zlego bylo w latach '70tych ? Przynajmniej nasza Reprezentacyja wygrywala !!
P.s3. 1410 komentarz- fajne skojarzenia akurat.