Witam wszystkich,
Piszę tu ponieważ chciałbym abyście doradzili mi w pewnej sprawie. Historię opiszę dość dokładnie, ponieważ zależy mi abyście mogli ocenić co Waszym zdaniem dobrze, a gdzie spieprzyłem sprawę. Mam nadzieję, że dobrniecie do końca. Liczę na konstruktywne wypowiedzi.
Jakiś czas temu (ok 2 miesięcy) poznałem na pewnej domówce bardzo fajną dziewczynę. Zaczęło się to tak, że sama przedstawiła mi się kiedy mijaliśmy się gdzieś w korytarzu i kiedy odszedłem w swoją stronę rzuciła za mną "i tak nie zapamiętam jak masz na imię", co dosyć mnie zaintrygowało i odpowiedziałem jej "jestem pewien że zapamiętasz". Kilka minut, później spotkaliśmy się ponownie w kuchni i wywiązała się rozmowa. Z każdą minutą zaczynała mi się coraz bardziej podobać- wysoka blondynka, fajne krągłości i do tego wydawała się być kobietą o ciekawej osobowości. Zacząłem się z nią trochę droczyć, widziałem wyraźnie że jej się podobam, bo pozytywnie reagowała na dotyk z mojej strony. Obydwoje wypiliśmy nieco alko, co sprawiało że interakcja szybciej nabierała dynamiki
Dowiedziałem się z rozmowy że jest 3 lata starsza ode mnie (ja mam 24) i powiedziałem jej że jak zgadnie ile mam lat to dostanie ode mnie buziaka w nagrodę. Udało jej się dopiero za którymś razem (pierwszy strzał- 29
) ale stwierdziłem, że zasłużyła na nagrodę- wziąłem ją za rękę, zaprowadziłem do pokoju gdzie nikogo nie było i zaczęliśmy się całować. Uważam że KC po 20 minutach znajomości to całkiem nieźle, nigdy wcześniej nie byłem tak zdecydowany w działaniu, ale jakoś tego wieczoru miałem naprawdę dobrą energię w sobie. Później zaproponowałem jej spacer po mieście, na co zgodziła się bez zawahania. Na spacerze nie zdążyliśmy za dużo porozmawiać bo porozumiewaliśmy się głównie niewerbalnie
,ale zabrałem za to jej nr telefonu. Po powrocie na domówkę zrobiło się trochę chłodniej z jej strony, ale później był jeszcze wspólny taniec i pocałunki. Impreza skończyła się tak, że ona wyszła z niej pierwsza i nawet się ze mną nie pożegnała, mimo tego 3 dni później postanowiłem się odezwać. Najpierw zadzwoniłem, ale niestety bez odzewu. Nie odpowiedziała również na mojego sms-a z propozycją spotkania. Jakiś tydzień później postanowiłem mimo wszystko odezwać się do niej na facebooku, chociaż nie przepadam za tym kanałem komunikacji. Odpisała mi, że skoro ponawiam propozycję to chętnie się spotka, ale "niekoniecznie" będzie zachowywać się tak jak na imprezie. Umówiłem się z nią za 3 dni w konkretnym miejscu i o konkretnej godzinie i międzyczasie nie kontaktowaliśmy się ze sobą. W lokalu, w którym się umówiliśmy wypiliśmy szybką herbatę i zaproponowałem żeby iść dalej. Spotkanie przerodziło się w dosyć dziwny, spontaniczny spacer. Pokazałem jej fontannę, która znajduje się na bardzo zapomnianej i zaniedbanej, ale jednocześnie klimatycznej uliczce w centrum naszego miasta. Później spenetrowaliśmy jakąś opuszczoną kamienicę- to akurat z jej inicjatywy. To trochę dziwne spotkanie zakończyliśmy grą w bilard, a następnie pożegnaliśmy się na parkingu i każdy poszedł do swojego samochodu. Nie było na tym spotkaniu żadnego zaawansowanego kina ani pocałunków. Postawiłem raczej na zbudowanie komfortu i jakiejś więzi. Po tym spotkaniu nie odzywałem się przez ok tydzień. Liczyłem, że tym razem to ona zainicjuje kontakt. Nie doczekałem się niestety i napisałem w któryś piątek sms-a że mam akurat wolny wieczór i proponuje spotkanie, na co ona odpisała że właśnie myślała sobie o naszym spacerze i bardzo jej się podobało, ale że dzisiaj nie da rady się spotkać bo już jest umówiona. Ja miałem zajętą dalszą część weekendu, wiec znowu przez parę dni nie kontaktowaliśmy się. W kolejnym tygodniu spotkaliśmy się przypadkiem na koncercie moich znajomych, gdzie chwilę pogadaliśmy i odwiozłem ją do domu. Zadzwoniłem za 2 dni z propozycją wyjścia do kina na co się zgodziła, chociaż później przełożyła spotkanie na inny dzień, finalnie jednak spotkaliśmy się i tym razem nawet po nią przyjechałem. Po pojechaliśmy na krótki spacer na górkę na przedmieściach, z której jest fajna panorama miasta, później posiedzieliśmy z pół godziny przy piwie w pubie i byliśmy jeszcze na długim spacerze w parku. Ogólnie to przeszliśmy tego dnia chyba ze 4km, ale był to ostatni chyba ciepły dzień w listopadzie, wiec było naprawdę przyjemnie. Podczas tego spotkania przegrałem zakład i ona wymyśliła sobie że jako przegrany zapraszam do teatru- odebrałem to jako propozycję kolejnego spotkania- pierwszą z jej strony. Po tym spotkaniu znowu było kilka dni ciszy, a następnie próbowałem zadzwonić do niej żeby umówić się do tego teatru, ale nie odebrała a na sms-a odpowiedziała mi dopiero następnego dnia rano, że chętnie pójdzie do teatru, ale problem z terminem bo najbliższe 2 tygodnie nie da rady. Zadzwoniłem dopiero za tydzień i umówiliśmy się na kolejny. Po teatrze zaproponowałem jej spontaniczną wycieczkę do Warszawy (stwierdziłem, że fajnie byłoby tak po prostu pojechać gdzieś dalej żeby wypić kawę i pochodzić a później wrócić), ale stwierdziła że nie ma dzisiaj siły i wolałaby gdzieś posiedzieć przy herbacie. Zaprosiłem ją więc do siebie do domu- po drodze kupiliśmy jeszcze coś do jedzenia. Było to naprawdę fajne spotkanie. Zrobiliśmy razem sałatkę i potańczyliśmy trochę- ona stwierdziła że nie umie w ogóle tańczyć, a ponieważ ja również do wspaniałych tancerzy się nie zaliczam to zaproponowałem jej wspólny kurs tańca co przyjęła dość entuzjastycznie. Gdy odwiozłem ją do domu, to po tym jak pożegnaliśmy się pod klatką zapytała jeszcze "to co z tym tańcem", na co odpowiedziałem że zobaczymy i odjechałem.
To ostatnie spotkanie było ok 2 tygodnie temu. Nie eskalowałem na nim również zanadto dotyku (chociaż delikatne kino było), ale obserwując jej reakcje wydaje mi się że popychałem tę relację w dobrym kierunku.
A teraz przejdę do sedna problemu. Po tym ostatnim spotkaniu kontakt nam się urwał. 3 dni później napisałem do niej, w sprawie tego kursu, ale dostałem tylko zdawkową odpowiedź po kilkunastu godzinach. 2 dni później próbowałem się do niej dodzwonić żeby zaprosić ją na sylwestra którego organizuje, ale nie oddzwoniła, więc napisałem sms-a i po dziś dzień nie otrzymałem odpowiedzi.
Co radzicie zrobić w takiej sytucji? Troche szkoda byłoby olać zupełnie bo dawno nie spotkałem tak fajnej dziewczyny, a z drugiej nie mam zamiaru za żadną gonić na siłę, Nie wiem do końca jak interpretować jej sygnały. Liczę na Wasze doświadczenie i konstruktywne wypowiedzi oraz przepraszam za bardzo długi i nie do końca składny tekst.
Spieprzyłeś. Na tej domówce pokazałeś się jako pewny siebie facet, ona uległa, potem złapały ją wyrzuty sumienia, że za szybko i postawiła barierę. A Ty zamiast olać jej gierki dałeś się wciągnąć i zwolniłeś tempo. Bardzo niedobrze, na pierwszym spotkaniu po domówce trzeba było po prostu przyprzeć ją do muru i pocałować. Odda - ok, nie odda - trudno, i tak jesteś na plusie i zyskujesz w jej oczach, jesteś spójny.
Ale to wyżej jest jeszcze do przeżycia, prawdziwy błąd to ostatnie spotkanie. No cholera, masz kobietę u siebie w domu i nie robisz NIC? Delikatne kino? No kurwa, trzeba było zbudować atmosferę i się z nią przespać. Albo chociaż pocałować. Albo spróbować, chociaż nie wierzę, że w takiej sytuacji by nie oddała. Spieprzyłeś dokumentnie.
Widziałeś się z nią kilka razy i już proponujesz jakiś wspólny kurs tańca? Imo też przesada, gdybyś spotykał się tak z kilkoma dziewczynami to każdej byś coś takiego zaproponował? Poczuła się za pewnie, zauważyła, że nie masz alternatyw, wiążesz z nią duże, NIEPROPORCJONALNIE DUŻE, plany, do tego przestałeś zachowywać się jak facet i ot - masz wynik.
Szczerze? Nie mam pomysłu jak to uratować. Tzn. aby to uratować musisz się z nią spotkać i zamazać ten nieciekawy wizerunek. Jednak doprowadzenie do spotkania może być trudne, dziewczyna ma już wyrobioną niekorzystną opinię o Tobie.
Według mnie już zostałeś zaklasyfikowany jako fajny kolega do miłego spędzania czasu, gdy się jej nudzi. Miej honor i nic się już do niej nie odzywaj, a gdy sama by coś napisała to nie odpisuj. W razie przypadkowego spotkania olewka. Jeżeli Ciebie ktoś nie szanuję i nie potrafi odpisać na sms to TY też nie musisz być miły.
Nie ma czegoś takiego jak porażka, jest tylko zdobywanie doświadczenia.
Wydaje mi się, że ostatnią szansę dostałeś w momencie którym ją odprowadzałeś! Odprowadzić, poprowadzić, doprowadzić! Dała Ci zielone, a Ty pojechałeś, tylko nie w tym kierunku co trzeba.... "inne też mają".
"Granice są tam, gdzie je sobie sam wytyczysz."
"Masz głowę i chuj? Kombinuj!"
Pewnie nie traktuje cię poważnie, było super, potem "koleżanki" doradziły że z takim młodszym "gówniarzem" będziesz się spotykać, szukaj starszego do założenia rodziny i koniec historii.
Bierz się za inne, mało masz 20stek pod reką ? Tu to zawsze będziesz miał mur z jej wątpliwości co do wieku, szkoda życia twojego, jej strata.
they hate us cause they ain't us
No cóż, macie rację, też miałem do siebie pretensje, że na ostatnim spotkaniu nie zadziałałem więcej. W sumie nie odczuwałem jakiegoś strachu żeby ją pocałować, ale jakoś stwierdziłem że nie będę się spieszył, chciałem pokazać że traktuję te spotkania na luzie i to chyba był błąd. Może i trochę przegiąłem z tym kursem tańca, ale z drugiej strony to przecież nic zobowiązującego i w każdej chwili można przestać chodzić, a niewątpliwie jest to ciekawy i rozwijający sposób spędzania razem wolnego czasu. Moje szczere przekonanie o tym że na poprzednich spotkaniach było miło, biorą się z tego że to ona to mówiła po spotkaniach. W sumie gdyby jej się w ogóle nie podobało to nic by pewnie nie mówiła, chociaż tego na 100% nie wiem. Wydaje mi się jednak że byłem dość kreatywny. Pewne jest że trochę spieprzyłem sprawę, ale trzeba się uczyć na błędach. Nie ukrywam, że trochę chodzi mi ona po głowie, bo podobała mi się zarówno fizycznie jak intelektualnie, a to nie jest taki częsty przypadek. Nie zamierzam się na pewno pierwszy odzywać bo to raczej tylko pogorszy sprawę. Niewątpliwie byłem trochę na straconej pozycji poprzez mimo wszystko sporą różnicę wieku, ale jakoś ostatnio same starsze dziewczyny mi się trafiają. Jakoś fajniej mi się spędza z nimi czas niż z młodszymi. Poprzednio spotykałem się trochę z dziewczyną o 5 lat starszą, nic z tego nie wyszło, ale nadal mamy bardzo dobry kontakt i zyskałem ciekawą znajomość, chociażby po to żeby poznać damski punkt widzenia. Moja ostatnia dziewczyna z którą byłem pół roku była z kolei 2 lata starsza. Chyba jednak macie rację z tym że lepiej wziąć się za młodsze.
Zrobiłeś pozytywne wrażenie na początku. To jest ważne. Zawsze możesz to uratować. Ja niewiem jak przebiegała wasza rozmowa ale chyba nie byłeś zbyt interesującym facetem. One lubią sie zastanawiać co w tobie siedzi? dlaczego powiedziałeś tak a nie inaczej? co ukrywasz?
musisz teraz przeczekać. nic na siłę. Po nowym roku jak minie trochę czasu atakuj. Bądź inny niż ostatnio bo to nie działa.
No cóź, dostałem w końcu odpowiedź. Krótko mówiąc napisała mi, że chociaż bardzo ceni sobie wiele moich cech charakteru to zabrakło chemii i dlatego nie odpisywała (w dużym skrócie)
Czyli mieliście rację.
Zastanawiam się jak to jest z tą chemią. Czy ona po prostu jest albo nie, czy też gdybym bardziej zadbał o eskalację fizyczności to mogłoby zaiskrzyć. Pytam, dlatego że coraz częściej na forum podważane są teorie PUA, mówiące że można rozkochać w sobie prawie każdą kobietę. Czy wg was jeśli na samym początku kobieta jest nieco oporna to lepiej sobie odpuścić i zająć się tymi które wykazują zainteresowanie i nie tracić czasu?
To, że o eskalacji bliskości tyle się pisze, nie wzięło się znikąd. Polecam poczytać "Podstawy". Teraz myśl, wyciągaj wnioski z sytuacji i na przyszłość: "Jedź kurwa! Zieleńsze nie będzie!".
Powodzenia!
"Granice są tam, gdzie je sobie sam wytyczysz."
"Masz głowę i chuj? Kombinuj!"