Wątków o rozstaniach było już trochę, nie znalazłem jednak przypadku podobnego do mojego, temu piszę. Wszystkie były raczej o pieskowaniu w związku, w mojej opinii u mnie tego nie było. Ale do rzeczy.
Byłem z dziewczyną 5,5 roku. Kawał czasu jak dla mnie. Przez cały ten czas spokojnie umiałem rozdzielić czas dla niej i dla siebie samego czy znajomych (mecze, imprezy, spotkania itd.). Niestety ona nie miała swojego życia towarzyskiego (ogólnie mało ma koleżanek) i czasami były o to spięcia, że ja sobie gdzieś wychodzę, a ona w domu siedzi. W związku też bardziej uczuciową osoba była ona, ja nie jestem zbyt wylewny w uczuciach, taki mam charakter i to też mi czasami wypominała. Pytała czy mi zależy, czy myślę o niej, czy tęsknie, czy będziemy już razem na "stałe". Zawsze odpowiadałem, że to zależy jak nam się będzie układać, że czasami tęsknie czasami nie itd. Teraz wydaje mi się, że chciała jakiś deklaracji z mojej strony (zaręczyny?) po tak długim czasie bycia razem. Ja jej od samego początku powtarzałem, że przed podjęciem jakiś decyzji musimy najpierw zamieszkać razem i zobaczyć jakiś czas jak nam się będzie układać. Ona do czasu miała podobne zdanie, potem ponoć się jej zmieniło, o czym dowiedziałem się po fakcie. Do tej pory były jednak ograniczenia, bo studiowałem dziennie, nie pracowałem, więc wszystko odkładało się do czasu zakończenia moich studiów i znalezienia pracy. Od jakiegoś pół roku widać było że między nami robi się coraz gorzej, wdarła się monotonia, obojgu z nas przestało już chyba zależeć żeby coś zmienić. Do tego dołożyły się u mnie problemy rodzinne, które w znacznej mierze pochłonęły moją uwagę. Po powrocie z wakacji doszliśmy do wniosku że zrobimy sobie miesięczną przerwę. Po 2 tygodniach ona się odezwała że to nie ma sensu i nic z tego nie będzie. Pytała czemu nie pokazałem przez ten czas przerwy ze mi zależy itd. Powiedziałem że chciała czasu, to nie chciałem naciskać. Rozstaliśmy się, osobiście myślałem że po takim długim związku damy sobie jeszcze szansę, ale nie nalegałem. Była zła że moi znajomi gratulowali mi rozstania np. na fb. Przez 6 tygodni praktycznie nie mieliśmy kontaktu, ona czasami napisała co tam u mnie i tyle. Od dwóch tygodni kontaktu w ogóle nie było. Wiedziałem, że będziemy musieli się jeszcze spotkać bo musiałem odebrać swoje rzeczy. Zająłem się sobą, siłka i inne sporty, a że szukam pracy to czasu miałem dużo więc i czasami wspomnienia wracały.
Po tych 6 tygodniach umówiliśmy się na odebranie rzeczy, a ja doszedłem do wniosku że warto by było dać sobie szansę, że jak nie spróbuję to potem będę tego żałował. Wysłałem jej kwiaty przed spotkaniem, spotkanie przesunęła i tak o dwa dni. Jak się spotkaliśmy rozmowa normalna jak za dawnych lat, dopiero jak zeszliśmy na nasz temat zrobiło się dziwnie, powiedziałem że mi na niej zależy, że warto było by dać sobie 2 szansę itd. Ona stwierdziła że nie myślała o tym, bo nawet nie miała kiedy (miała dużo pracy, nadgodziny, imprezy z pracy i spotkała się z kolegą z pracy 2 razy). Powiedziała że musi to przemyśleć i że będziemy w kontakcie. Po 3 dniach zadzwoniłem do niej że nie będę czekał w nieskończoność aż się zdecyduje, pogadaliśmy długo, także o możliwości dania sobie szansy, co było złe itd. Ona stwierdziła, że dalej to musi sobie przemyśleć, bo boi się że nic się nie zmieni itd. No i teraz pytanie co dalej? Dać jej jakieś ultimatum że np. do końca tygodnia chcę znać odpowiedź czy zrobić jeszcze coś żeby pomóc jej w podjęciu decyzji czy olać czy jak? Nie będę ukrywał że zależy mi na daniu sobie 2 szansy. Proszę o jakieś rady.
Dodam jeszcze, że pytała się mnie czy nie chciałem pospotykać się z kimś innym żeby zobaczyć jak to jest. Odpowiedziałem, że spotkałem się z inną dziewczyną, ale nie chcę nic zaczynać póki nie będzie jasna sytuacja między nami, bo potem już będzie za późno na powroty. Nie wiem czy ten kolega z pracy co się koło niej kręci, czy jej trochę po głowie nie chodzi. Na naszą sytuację miały też pewnie wpływ jej koleżanki z pracy (wiek 30-40), które jej mówiły że tyle lat związku i żadnych zobowiązań to nienormalne.
W ogole nie rozumiem co to jest jakies robienie przerwy na miesiac? Jedna wazna kwestia: ona nie wierzy ze cos sie zmienie miedzy Wami, znaczy nie wierzy ze Ty sie zmienisz. Ze Cied ulepi tak, jak chce. Ja bym na to w zyciu nie poszedl. Reszte Ci rozwine jak znajde dluzsza chwile.
No więc po kolei.
Związek 5,5 roku zazwyczaj(nie jest to regułą) powinien już w jakims kierunku popłynąć. Z kobietami jest tak, że nie chodzi tu o to żeby nosić im kwiaty, zapewniać o dozgonnej miłości, zmieniać swoje życie tak, żeby jej było na wierzchu, a podejmować tak decyzje dotyczące Waszego związku, żeby co jakiś czas następował progres w tej relacji. Co mam na myśli? Nie można stać w miejscu. Jest etap zapoznawczy i musi on potrwać, ale nie może trwać za długo bo się znudzi. Jest etap stałego związku, ale nie może trwac on długo bo się znudzi. Musi być rozwój sytuacji. I tu bracie zjebałeś sprawę. Pewnie! Być może ona chciała deklaracji. Trzeba było założyć że np: jeśli wszystko pójdzie po Twojej myśli pod koniec 4tego roku kupisz pierścionek i się ośwadczysz. Ale żeby to zrobić musisz być pewien czego chcesz w przyszłości. Nie możesz postępować w ten sposób dlatego że się pali, albo dlatego że potrzeba chwili zmusza Cie do tego.
I nie chodzi tu o to żebyś był jak zegarek szwajcarski, ale żeby było widać rozwój związku- bo czy tego chcesz czy nie, to związek w naszym świecie zazwyczaj do ślubu prowadzi i do małżeństwa.
Co powinieneś zrobić teraz? Przede wszytskim opanować sytuację i swoje emocje. Musisz być gotowy na to że to już po zawodach jest- bo niestety wszytsko na to wskazuje. Swoimi błędami i postawą nie pomogłeś pannie podjąć decyzji. I nosząc kwiaty i błagając jej nie pomożesz.
Żeby coś zagrało musisz się zmienić- ALE DLA SIEBIE- to znaczy że jak się zmienisz w kwestiach związku, będziesz odpowiedzialny, będziesz miał cele, marzenia które obracasz w realne wartości, to ona to zauważy i będziesz dla niej atrakcujna partią. Ale nie rób niczgo dlatego że chcesz z nią być, a dlatego że chcesz się zmienić bo chcesz być lepszym, wartościowym facetem.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
No i juz powoli stajesz sie needy. Wysyłasz kwiaty, pytasz o drugą szanse a ona to widzi. Wszystko w tym momencie zależy od niej. Tak nie moze byc. Mówi Ci żebyś zaczekał bo chce mieć Ciebie jako wyjście awaryjne. Jak jej kolega nie spełni wymagań to zawsze moze wrócić do Ciebie. Ja nie jestem za wracaniem do byłych. Skoro cos sie rozpadlo to musiało cos sie wypalic, ale jak Ci zależy to moim zdaniem powinieneś jej pokazać obojętność. Zwłaszcza teraz jak byłeś trochę needy. Nie nastawiaj sie na nic. Spotykaj sie z koleżanka. Wieści szybko sie rozchodza prędzej czy później sie dowie. Ona wie ze ma Cie jeszcze w garści ale jak zobaczy ze Cie traci to zacznie robić cos w kierunku waszego powrotu. Tylko czy nie lepiej jest zacząć od nowa z kimś innym?
Teraz już wiem, że przerwa to głupi pomysł, wtedy myślałem że da nam możliwość spojrzenia na to z boku. Zdaje sobie sprawę że te 5,5 roku to już spory kawał czasu, dlatego też postanowiłem spróbować coś jeszcze zrobić. Gdyby to był związek 1-2 letni to pewnie bym sobie odpuścił. Tym bardziej, że wiem, że trochę błędów też popełniłem. No ale nikt nie jest idealny, człowiek uczy się na błędach, sęk w tym żeby mieć te błędy okazję naprawić. Pokazanie obojętności w tym wypadku chyba nie wiele da, bo tak jak wspominałem w związku raczej nie pieskowałem. Ona właśnie miała pretensje że mało pokazuję, że mi zależy. To nie jest tak, że ja nie chciałem żeby nas związek się rozwijał. Chciałem, tylko ustaliliśmy, że jak znajdę pracę, zamieszkamy i potem będziemy myśleć o kolejnych krokach. Ona niekiedy wpominała, że boi się, że jak będzie miała 28 lat to mi się odwidzi i ją zostawię. To jej mówiłem, że nie mogę jej nic zagwarantować, że to zależy tylko od nas, czy będziemy się starać itd. Nie jesteśmy jakimiś gówniarzami, oboje mamy po 25 lat, więc wiemy czego oczekujemy od życia. Te wysłanie kwiatów, może wydawać się zachowaniem needy, ale po 6 tygodniach bez kontaktu miało być impulsem do rozmowy. Jak doszedłem do wniosku, że chcę spróbować to naprawić, to założyłem sobie że nie będę prosił o powrót. Chciałem tylko pierwszy wyciągnąć rękę i pokazać że coś z tego może być, ale musi to być świadoma decyzja nas obojga. Tak czy siak chciałbym dostać od niej odpowiedź w jedną lub w drugą stronę. A ona nie wiem czy nie gra narazie na czas, bo ile można myśleć nad tym. Chyba żeby umówić się na szczerą rozmowę, każdy wyłoży kawę na ławę i tyle? Bo nie wiem co tu jeszcze można zrobić. Ten kto był w długim związku, ten wie że nawet jak się chce to nie łatwo zapomnieć tyle lat.
Ty byles 5.5, ja 8 lat.
I dobra rada. Zmień tytuł i podejście bo zaraz ten temat poleci jako łamiący regulamin.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Kolego. czas potrzebny na zapominanie o długim związku jest wprost proporcjonalny do tego jak szybko poznasz nową dziewczynę. Jak by była ideałem i idealnie by wam bylo razem, to nie było by żadnej przerwy. Poznaj kogoś nowego, pobadz z nia troche i wtedy spojrzysz na ten twoj byly zwiazek z boku i przejrzysz na oczy.
Okazywałeś uczucie, tak jak czułeś, bo taki masz charakter, ni mniej ni więcej.
Jak by jej bardzo zależalo na tym zwiazku, to sama pierwsza by wyciagnela ta reke.
Co masz zrobić już napisałem, wiec do dzieła.
Powiem Ci jako kobieta.
Nie widze w Twojej opowieści jakiś specjalnych sygnałów że jej na Tobie zalezy. Ty się odzywasz, wyciągasz dłonie, kupujesz kwiaty.. Nawet ten temat na forum założyłeś bo Tobie zależy. Ale sam nie pociągniesz tego wózka, do tanga trzeba dwojga.
Natomiast co ona robi? Nic. Lewituje. Bada na ile Ci zależy i jak może rozwinąć lejce. Juz sobie szykuje kolejny most w postaci tego kolesia. Nagle nie ma czasu przemyslec a pisałeś ze to ona siedziała w chacie i miała mało znajomych. Daj sobie spokój.
Namęczysz się, odbudujesz to. Nawet ze sobą zamieszkacie.. Po czasie jak opadna emocje i znów wkradnie się rutyna a Ty nie wystrzelisz z diamentem ona znów walnie focha i zarządzi przerwe.
Zrobi Ci z głowy jajo!
Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Taka cholernie wrażliwa albo cholernie obojętna?
- Bo jestem cholernie inna niż te dziewczyny, które znasz.
Witam,
chyba moj pierwszy post na stronce, przegladam juz od bardzo dawna, jednak Twoj wpis mnie zaciekawil, bo mam prawie taka sama sytuacje.
Otoz bylem z laska przez 2.5 roku, wydaje mi sie, ze jak na nasz wiek (ja 21, ona 20) sporo przezylismy. I tak samo jak w Twoim przypadku czasem byly spiecia, ze ja gdzies wychodze, a ona sama, ze ma malo znajomych itp... juz chuj w to, nie bede rozpisywal relacji calej. Napisze tylko, ze gdy ona zerwala, co bylo szokiem dla mnie i mojego otoczenia, zrozumialem, nie latalem za nia. To ona pierwsza sie odezwala, w koncu sie spotkalismy i postanowilem cos powalczyc, bo glupio tak 2,5 roku zeby poszlo w pizdu. Powiedzialem jej ze wiem co bylo zle, duzo przemyslalem, ze sie nie rozwijalismy itp. i mam koncepcje jak to naprawic. Ona to podchwycila bo tez zaczela inaczej gadac, ze jej zalezy sratatata. No ale jednak pozniej zachowywala sie jakby jej nie zalezalo. I tutaj moja rada, bo juz jestem zdystansowany troche do calej sytuacji. Pomysl sobie ze nie jestes jakas dziwka, musisz spiac poslady i pracowac nad soba. Skoro ona odeszla to znaczy, ze nie byla pewna uczuc, Tobie zalezy - jej nie, trudno, nie jestes dziwka, zeby sie prosic. Raz pokazales, ze Ci zalezy, ja tez, i to wystarczy. Jak bedziesz mial gorsze chwile, zaczniesz wspominac itp, zajeb sobie liscia i powiedz, ze tak nie zachowuje sie mezczyzna i chuj:D Pomysl tez, jak wspaniala bedzie musiala byc Twoja nastepna kobieta;) i masz jeszcze dobre utwory, ktore mnie osobiscie motywuja:
http://www.youtube.com/watch?v=0...
http://www.youtube.com/watch?v=r...
http://www.youtube.com/watch?v=Y...
Troche dlugi wstep dalem, chcialem to zobrazowac troche. Pozdrawiam i oby sie ulozylo!