Witam,
Cała sytuacja zaczęła się na początku roku, kiedy to ze strony mojej Kobiety słyszałem niekończącą się ilość krytyki nawet w dni, które się nie widzieliśmy specjalnie do mnie dzwoniła by mi wszystko dokładnie powiedzieć… Aż do momentu kiedy we mnie pękło zmieniłem się (tylko w związku) nie potrafiłem być sobą i chciałem skończyć związek ale obiecywała... Efekt tego jest taki, że dziś jest mi wszystko obojętne (Ona nie jest mi obojętna- chcę z nią być). Jestem nieczuły i nastawiony obronnie do Niej bo nie potrafię przy Niej być sobą.
Co na to wpłynęło. Wieczna krytyka mojej osoby. Mniej lub bardziej uargumentowana oraz zupełny brak dobrych rzeczy. Wszystko co robiłem było złe nawet to, że starałem się jej pomóc w gotowaniu Ona i tak na następnym spotkaniu powiedziała mi 8 rzeczy, które zrobiłem źle choć dla mnie spotkanie było przyjemne i myślałem, że dobre. Co jeszcze do krytyki to to, że np. nie gram w gry ale Brat chciał bym zagrał z nim w grę. Zagrałem około godziny powiedziałem o tym swojej. Mojego brata oceniła jako „nołlajfa”, a mnie jako nieodpowiedzialnego, zachowującego się jak licealista chłopaka, który zamiast żony wybrałby grę. Że przyszłość z osobą, która gra jest niemożliwa bo zamiast rodziny wybierze granie. Wszystkie pieniądze będzie wydawał na komputer bo do gier musi być najnowszy itd. A to wszystko z powodu 1 godziny grania… To tylko przykład pokazujący, że taka rzecz u niej w głowie urasta do rangi problemu życiowego na który trzeba przegadać 4 godziny. Oczywiście tak naprawdę jest to krytyka mnie przez co ja się zamykam i nie próbuję się tłumaczyć (bo co tu tłumaczyć?) i powstaje nowy temat i problem (w jej głowie) bo jest mi wszystko obojętne co ona do mnie mówi, że mi nie zależy. Bo ona prowadzi monolog…
Jest jeszcze coś takiego jak ocena mnie (posiadam u niej listę plusów i minusów, nie muszę chyba dodawać, że pod plusami lista jest pusta). Przykład: ona się pyta czy może mnie o coś prosić, ja mówię, że tak tylko nie o to, żebym coś zrobił dziś wieczorem bo idę z kumplem na piwo. Więc ona mnie prosi, a ja to robię z chęcią. Na drugi dzień oczywiście się dowiaduję, że jest problem i kolejne kilka godzin rozmowy. Na której się dowiaduję, że KAŻDE moje zachowanie, KAŻDE słowo, KAŻDE coś jest dokładnie analizowane i dopisywane na listę… minusów.
Jest też jedna kwestia. Ja chcę iść do kina. Ona nie ma ochoty. Ja chcę pojechać nad jezioro- "nie dziś". Ja chcę, a ona nie... Bo ona jest inna i powinienem szanować jej zdanie...
Więc bądź tu człowieku sobą. Podsumowując wypisałem tylko dwie rzeczy aby pokazać wszędzie widzi problem nawet w czymś czego nawet nie zauważyłem ale jej mózg rejestruje WSZYSTKO. Jestem krytykowany. Krytykowana jest to, że jestem rodzinny, że zapisałem się na siłownie, że mam takich a nie innych znajomych, że moja kumpela wygląda jak… Ogólnie jest mi z nią dobrze i chcę być z nią posiada bardzo fajne cechy osobowości ale brak docenienia a właściwie wyłączna krytyka mojej osoby oraz wieczne problemy, które się codziennie pojawiają jest lekko mówiąc nie do zniesienia.
Chciałbym znać Wasze zdanie co o tym myślicie.
a masz Ty swoje życie, swoje zdanie i swoje zabawki? bo na razie to ona ma Ciebie
Właśnie o to chodzi, że nie daję jechać po sobie. I stąd te problemy. I najczęściej to się kończy tak, że ona smutna, ja zajmuję się sobą i za kilka godzin ona się odzywa bo to to i to, a na drugi dzień lub za kilka dni powtórka z rozrywki...
To zależy co robi, jak przestaje mnie słuchać i wykazywać postawę "wiem swoje" to jej mówię po prostu, że jeżeli nie będzie komunikacji i zrozumienia to uważam, że nie ma sensu rozmawiać i wtedy stara się rozmawiać jak człowiek, jak nie to "wychodzę od niej i idę do siebie". Bardzo często jest też tak, że rozmowa jest normalna i w moim odczuciu owocna ale potem mówi mi, że ta rozmowa to kompletna klapa i już nie podejmuje rozmowy.
Koleś, ale dałeś sobie wejść na głowę. Może jeszcze będzie Ci wybierać szampon do włosów lub które masz dziś majtki założyć.
Multum przypadków pomagała jedna rada: przeczytaj lewą stronę i daj chłodnik.
Chłodnik, chłodnik i sama przyjdzie.... Jeżeli nie to nie była warta, naprawdę! Chcesz dalej żyć i być ciągle krytykowanym? Ona zachowuje się chyba gorzej od starych...
PS: zapomniałem jak po chłodniku przyjdzie i spyta co jest? czemu się nie odzywasz? Musisz powiedzieć jej o co chodzi, czemu zrobiłeś się nie czuły. Stary szczerość to podstawa!
Wypowiedzi krótkie i zwięzłe.
Powiedziałem wszystko ale ona swoje. Nie wybiera szamponu po prostu krytykuje, że używam taki bez żadnej alternatywy - nic nie proponuje tylko krytykuje.
Nie dałem sobie wejść na głowę co ona przypisuje mojej obojętności.
e-book
to wszystko są półśrodki pomagające na chwilę. Jak w normalnym związku normalnie jest dobrze i fajnie się gada to u mnie normalnie ona stwarza problemy. Przeczytałem wiele rzeczy. Nie piszę tutaj dlatego, że sobie nie radzę i jestem taki słaby. Tylko dlatego, że stosując te rzecz to zawsze pomaga tylko na jakiś czas. Po którym ona wygarnia wszystko.
Jak zaczyna rozmawiać po swojemu, gdzie ja kompletnie nie czuje ani nie rozumiem takiej rozmowy i mówię, że musimy zmienić styl rozmowy, a ona się nie zgadza to mówię, że to nie będę z Tobą rozmawiał w tym momencie. "Dowiaduję się", że jestem niewrażliwy i obojętny...
Ale co to za laski, które chcą dojebać swojemu facetowi??
hehe
Odpowiedź na takie zachowanie jest taka:
"Ja prowadzę monolog, a tu nic nie mówisz, to znów ja muszę się wysilać i myśleć nad tym co mówić. Nie wspomnę o tym, że to ja podejmuję kolejny raz trudny temat. W ogóle nadajemy na różnych falach. Ja nie wiem co ty robisz. Myślisz swoje i robisz swoje, a ja zostaje z niczym. Uzewnętrzniam się tylko" itd.
Aha to poza moja byłą jest jeszcze Twoja obecna nieźle zawirowana hehe, szybko ją sprowadz do partetu a potem do pionu czy. ustaw ją..., bo będzie z tego wielka stypa a na dodatek ucierpi na tym twoja psycha.
Moim zdaniem nie ma sensu chłodzić, tylko trzeba ją pod ścianę i albo się odpierdoli albo kończymy imprezę.
To ja jestem SPRITE
@jimi
Skutkuje to zawsze ale na chwilę. Ostatnio przybrała inną formę. Zapisuje sobie na kartce to co mówię, żeby oan robiła i się zachowywała oczywistym jest, że część rzeczy, które nie mówię ona "słyszy" między wierszami ale koniec końców mnie jest z tym dobrze ale jej chujowo.
Nie ma na chwile, bo taka chwila bedzie trwala w nieskonczoność, mowisz jej ze masz dosc, sam twierdzisz ze nie dajesz rady to po co sie meczyc, jak ci zalezy to daj jej szanse zeby sie prostowala a jak nie to zaloz helm bo bedzie napierdalac z grubej rury.
To ja jestem SPRITE
"(...)bo bedzie napierdalac z grubej rury." Już kilka razy tego doświadczyłem ale nie przy temacie kończenia związku.
Jak ona mówi o końcu to wyprostowana i pewna siebie. jak ja coś wspomnę to oczy kota proszącego, smutna, potulna i milutka.
I tak to mój drogi kolego wygląda kamuflowana manipulacja.
Nie wiem jakie masz oczekiwania co do związku ale bycie z osobą, która mimo swoich wielu zalet jest sprawcą Twojej nieustającej frustracji to droga na zatracenie.
Na początku jest wkurwienie potem frustracja potem znieczulica a potem już reanimacja trupa. Oczywiście jeśli w porę nie przetnie się tego łańcucha.
Zastanów się czy chcesz mieć zarządcę swojego życia z batem w ręku, który będzie Cię chłostał za każdym razem gdy zrobisz coś co wg niej jest odstępstwem od normy?
Postaw sprawy jasno czego oczekujesz od związku i egzekwuj to skupiając się W Y Ł Ą C Z N I E na czynach. Jedyne słuszne kryterium.
Musisz być gotów zagrać va banque.
Ogólnie tak się czuję tzn. jestem na etapie znieczulicy. Aby do końca nie umarły we mnie resztki tego co dobre muszę coś zrobić. Coś większego.
Cześć
Związek jest TOKSYCZNY do granic możliwości, a Ty drogi kolego jesteś od niej UZALEŻNIONY!!!
W obraź sobie sytuacje gdzie masz kumpla, któremu nic nie pasuje, zachowuje się dokładnie tak jak twoja laska i odpowiedz sobie na pytanie czy chciał byś kontynuować taką znajomość... Czy np pracował byś u takiego pracodawcy...
Kto dal Jej prawo do tego by Cie oceniała (TY sam)...?, krytykowała i poniżała, w ogóle moim zdaniem nikt niema prawa oceniać mnie i mojego życia a tym bardziej krytykować, bo nikt nie chodzi w moich butach i nie żyje moim życiem.
W odniesieniu do własnych doświadczeń, byłem z kobietą która zachowywała się podobnie. Krytykowała mnie, umniejszała mojej wartości po to by samemu pokazać jaka to jest cudowna a ja w to ślepo wierzyłem. Jak wykazywałem się zdolnościami czy umiejętnościami np. obsługi komputera czy gotowania to zawsze padał z jej strony tekst z oburzeniem i pretensjami: że ja zawsze się muszę na tym znać, albo czemu ja taki jestem. Krytykowała moja rodzinę znajomych, nikt jej się nie podobał z mojego otoczenia, bo nikt Jej nie wielbił i nie wychwalał tak jak ja. Jednym słowem wychowałem sobie księżniczkę, postawiłem na piedestale. To trzeba było w około niej skakać i tańczyć tak jak mi zagra i zagwiżdże
Przez to co się działo przestałem wierzyć w siebie, mówić co myślę i czuję zatraciłem swoją tożsamość- Unikatowego i niepowtarzalnego siebie. Przestałem wierzyć w to, że znajdę, że w ogolę potrafię i zasługuje na kogoś lepszego, bazowała jeszcze na moim poczuciu winy, wiedziała jak go we mnie szybko wywołać.
Dlaczego to wszystko- bo mi się bardzo podobała, poleciałem na jej Ciało, seks i parę miłych cech, zachowań które przejawiała na początku, ale prawdziwą ja poznałem później.
"Jest jeszcze coś takiego jak ocena mnie (posiadam u niej listę plusów i minusów, nie muszę chyba dodawać, że pod plusami lista jest pusta)." Co to ma być... co ona sobie myśli, a może pora żeby Jej taka listę zrobić- idea szuka, a sama nim jest?, jak chce kogoś zmieniać niech od siebie zacznie...
"Jest też jedna kwestia. Ja chcę iść do kina. Ona nie ma ochoty. Ja chcę pojechać nad jezioro- "nie dziś". Ja chcę, a ona nie... Bo ona jest inna i powinienem szanować jej zdanie..." a co z twoim zdaniem, czy ona go szuje.
Podstawy w związku( szczerość, otwartość zaufanie i szacunek) działają w obydwie strony tak samo, bez tego niema miłości.
Z tego co widzę panna jest niezłą manipulantka, która mówić co jest dobre a co złe- Ty sam masz to wiedzieć- narzuca ci swój system wartości(bez wartości) pozbawia Cie możliwości decydowania za siebie, ubezwłasnowolnia Cię a to nie jest miłość tylko UZALEŻNIENIE
Myślę, że panna ma problemy ze sobą i to poważne (Nie próbuj Jej pomóc,nie bądź naiwny, że zdołasz), niskie poczucie własnej wartości podnosi sobie dzięki wgniataniu cie w ziemie, sprowadzaniu do pozycji służącego, a to tylko czubek góry lodowej,
albo jest świadoma tego co robi i po co a to jest wyrachowanie i do tego bardzo nie ludzkie.
Moi związek się rozpad i to Ona kopnęła mnie w tyłek (DZIĘKUJE ci M) A co Ty z tym zrobisz to ...
Z perspektywy czasu wiem, że to był chory związek i nie do uratowania, Ciężko było mi się od niej odciąć, ale wiem że warto. Dlatego jeśli poweźmie decyzje o rozstaniu to nie odwracaj się za siebie i nie poddawaj, NIGDY DO NIEJ NIE WRACAJ. ZAJMIJ SIĘ SOBĄ
Twój post to wypisz wymaluj opis mojego związku.
Moglbym dawac Ci punkty w nieskonczonosc za ta precyzyjna wiadomosc
To ja jestem SPRITE
Ja bym ją szybko sprowadził na ziemię. To że Ci na niej zależy, to jedno, a to co ona robi to drugie.
Ona ma jakiś obraz idealnego chłopaka, który jest głową rodziny, wszystkim kieruje, w momencie w którym ona nie musi się o nic martwić. Robi Ci kur** listę plusów i minusów jak jakaś "super niania" i wbija Ci do bani tak jak byś miał 5 lat, co masz robić.
Chłopie, miej jaja, po prostu śmiej się z tych jej wyliczeń list i "jej idealnego wzorca mężczyzny" i rób swoje. Nie pokazuj, że w ogóle coś takiego Ciebie rusza, a jak już, to rozmawiaj z nią o tym tylko na żywo, nie przez telefon. Niech widzi Twoją reakcję na to wszystko.
A jeżeli chcesz coś ugrać, to proszę Cię, zrób jej też taką listę i umieszczaj na niej rzeczy jak najbardziej śmieszne i banalne, dzwoń do niej tak często jak ona dzwoni do Ciebie, wytykaj jej każdy błąd i mów jej co ma robić.
Może wtedy zauważy, że nikt nie jest idealny i kocha się kogoś za to kim jest i za to ze jest po prostu sobą.
Powodzenia!!
Z tym ideałem to samo mi powiedziała, że kiedyś przyzwyczaiłem ją do tego, że jestem inny niż teraz. Zgadza się byłem inny do momentu aż nie wytrzymałem ilości krytyki i się zmieniłem.
Osobowość wybitnie ekspansywna, lubi rządzić i dyktować warunki, jak w sumie chyba duża grupa kobiet, ale bez przesady, są jakieś granice. Że dałeś sobie wejść na łeb, to widać i to nie do końca może w własnej woli, tylko po prostu masz do czynienia z taką panią, co to lubi mocno dominować i zawsze mieć rację. Ty jej słowo, a ona na to dziesięć. Daj jej palec, to opierdoli całą rękę. Gra się tak, jak nam przeciwnik pozwala, więc należałoby tu zastosować lekki pressing niekiedy i może się panna pogubi i powściągnie w tych swoich zapędach. Czasem, lub jak widać u Ciebie, często po prostu pewne rzeczy trzeba zwyczajnie olać, przytaknąć, pokazać obojętność- to ją pewnie nieco bardziej wkurwi, ale przynajmniej nie będziesz się wdawał w takie bezowocne i niekonstruktywne dyskusje, które do niczego nie prowadzą. Walnij czasem lustro, pokaż, że coś Ci się w niej nie podoba, stopniowo, zwiększaj intensywność i niech widzi, że na takiej samej zasadzie też możesz jej dopierdolić i przyczepić się o byle gówno, a nie jest to nic miłego. W ostateczności lekko poluzuj i zajmij się sobą, swoim życiem, spotykaj się ze znajomymi, niech panna widzi, żeś nie jest uwiązany przy niej i nie będziesz przy nodze pani stał, jak wierny pies i czekał na rozkazy.
Dobrze byłoby mieć jakieś zajęcie, coś na rozładowanie stresów, może jakaś siłownia, czy innego rodzaju sport, gdzie można wypocić trochę i rozładować energię i nadmiar nagromadzonych emocji i stresu. Zastanowiłbym się także na Twoim miejscu nad sensem ciągnięcia na siłę tego "związku", który jest obecnie chyba tylko areną walki dla pani, która musi mieć kim manipulować i ustawiać do pionu. Wyrosła z lalek, to bawi się teraz ludźmi, a to, delikatnie mówiąc, dosyć kurewskie z jej strony. Wygląda to tylko jak reanimowanie trupa, ewentualnie utrzymywanie przy życiu za pomocą respiratora, sztuczne przedłużanie egzystencji, która do niczego nie prowadzi, a trwa tylko z braku ciekawszych perspektyw na przyszłość. Jej może ten układ pasuje w obecnym kształcie, bo robi to, co lubi, spełnia się w swej dyktaturze. Pomyśl, czy masz ochotę na takie dalsze użeranie się z nią i walenie głową w mur, bo obecnie to tylko sam się wyniszczasz, a zakładam, że jak na tę chwilę, to przyjemności z tego związku masz tyle, co kot napłakał. Co to za związek, gdzie facet nie może poczuć się facetem, gdzie nic nie zależy od niego, bo jedyną, nieomylną jednostką decyzyjną jest panna? Przemyśl to, czy jest sens ciągnąć tę relację w dalszym ciągu w takim układzie, gdzie nic do panny nie dociera, ona wie wszystko najlepiej, a Ty prawdopodobnie gdzieś, jakiś czas temu po drodze w tym związku zagubiłeś swoje cenne cojones. Może lepiej będzie się z tego tonącego wraku ewakuować, żeby te cojones nie zanikły bezpowrotnie, bo póki czas, to jest jeszcze szansa, żeby zrobić z nich jeszcze w przyszłości użytek i uszczęśliwić jakąś inną niewiastę.
P.S. W ogóle nie czaję takiej logiki. Po chuj być z kimś, kto nam nie odpowiada, tylko później go urabiać stopniowo na własną modłę tak, jak się jaśniepani podoba? A jak już efekt osiągnięty, to facet leci w odstawkę, bo "kiedyś był inny", a teraz zmienił się i pannie już się taka zmiana nie podoba.
"Don't trust the smile, trust the actions"
Koleś czytając ten post przypomniał mi się jeden dowcip
Spożywałem dzisiaj śniadanie jak zawszę z moją żoną.Wszystko przebiegało normalnie do chwili.
Chciałem poprosić moją partnerkę o sól i zamiast :
-Kochanie, czy mogła byś mi podać sól ?
Przejęzyczyłem się mówąc :
-Ty stara k***o zmarnowałaś mi 25 lat życia.
Tak, ty za 25 lat będziesz bohaterem tego dowcipu.
I masz teraz wybór gdy ona do cb napiszę, zadzwoni lub do cb wpadnie od razu z miejsca rzucasz "Spi*rdalaj!!!" to pierwsza opcja.
Druga jest taka, że zmieniasz płeć tzn. usuwasz szczątki(jeśli ci jakieś zostały) tego co masz w bokserkach(figach? stringach? bikini?) i wyrabiasz nowy dowód osobisty z płcią "kobieta". A wiesz czemu? Bo baba jesteś. I do tego dajesz dupy na okrągło.
Zakochany, rozsądny mężczyzna może postępować jak człowiek szalony,
nie powinien jednak, a nawet nie może, zachowywać się jak idiota
M. de la Rochefoucauld
-------------------------------------------
Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.
Oskar Wilde
-------------------------------------------
Powiem Ci, że dowcip super śmiałem się do momentu aż nie przeczytałem "Tak, ty za 25 lat będziesz bohaterem tego dowcipu.". Bo jeżeli czegoś nie zrobię to tak samo będę mógł powiedzieć...
Wolę pierwszą opcję.
Powiem Ci, że w moim zwiazku też takie akcje się zdarzały i zdarzają. Też na początku się w to wtapiałem, wchodziłem całym sobą. Ale to jest droga tylko do wyniszczenia siebie. Teraz jak mi robi afery, to po prostu odrazu ma chłód z mojej strony. Zajmuje się sobą, pasją która daje mi radość i nie myślę o niej. Wtedy ona pisze, zazwyczaj z takim żalem jak mówisz, że mam ją gdzieś, bla bla bla. Nie ma co wdawać się z nią w dyskusje, bo to chuja warte. Nie wytłumaczysz jej, że to pierdoła kompletnie nie warta uwagi. Ja mówię jej, że odsuwam się od niej w momencie gdy robi takie afery, bo nie szkoda mi moich nerwów. Nie staram się jakoś specjalnie o zgode. Mam swoje życie, swoje pragnienia. Jeśli ona chce robić afery, to niech potem je naprawia. Po prostu naucz się to olewać i mieć swoje życie. Bo takich akcji nie unikniesz nigdy, a umiejętność patrzenia trzeźwo na sytuacje przyda się zawsze
"panować nad sobą to najwyższa władza"
klosz jak Ty juz cos napiszesz, to slow brakuje...
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Wybacz stary ... ale gdzie ty kurwa masz oczy. Dziewczyna Cię poniża, obraża a ty sobie w dupę wchodzisz ... To jest tak toksyczna relacja. Jestem pod wrażeniem że możesz w tym tkwić. Jak jej wszystko tak przeszkadza to wiesz ... weź ją zostaw. Powiedz "Tak okej jeśli to Ci przeszkadza i jeśli sama potrafisz lepiej to zrobić okej to zrób to sama. Jeśli mnie cały czas tak krytykujesz to pa. Wole być z kimś kto mnie szanuje i docenia, a nie wyciąga wady." I co z tego że ją kochasz. Ona widać , że nie nie bardzo skoro traktuje Cię za przeproszeniem jak szmatę. Jeśli kochasz musisz być gotowy na wszystko nawet na utratę. Ale ta sytuacja ? To jakaś istna patologia. A za parę lat to ona Cie i w dupę kopnie bo będzie narzekać"Mój chłopak to bla bla bla i jest sratatta i nic nie potrafi..."
wyznaje jedna zasade w moich zwiazkach i relacjach z kobietami.
jesli ona nie wnosi wartosci dodanej to mojego zycia to znaczy,ze taka znajomosc nie ma sensu. w zwiazku trzeba byc szczesliwym, wiadomo sa gorsze i lepsze momenty,ale z tego co piszesz to u Was jest jazda w dol caly czas. zastanow sie czy nie lepiej miec kobiete ktora bedzie Cie doceniala takim jakim jestes. ona musi kochac ciebie,a nie Twoje idealne wyobrazenie. jak dla mnie kolego kwestia czasu jest az dojedziesz do wniosku,ze to nie ma sensu. im szybciej tym lepiej dla ciebie.
Sweet Witch
Słuszna uwaga co do prowokowania. Na pewno to sprawdzę przy najbliższej okazji reagując odpowiednio męsko.
Aż się musiałem zalogować żeby napisać (zwykle przeglądam forum niezalogowany).
Człowieku! Ogarnij się! Spójrz na tą sytuację z góry, z innej perspektywy. Ona ujeżdża Cię psychicznie jak dziką szkapę! Albo masz tyle cierpliwości, albo jesteś, no cóż, głupi kontynuując ten związek, ja bym po drugim takim wykładzie powiedział, sorry, potrzebuję partnera a nie pieprzonego sędziego i urzędnika nad głową, zapisującego (sic, kurwa!) moje przewinienia na kartce! TO jest C H O R E! Panna ma coś z głową, mówię Ci. Na dodatek nie potrafi (nie chce?) dać żadnej aleternatywy co do Twoich poczynań, skoro tak bardzo chce Ci królować. Ktoś mądry kiedyś powiedział:
"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni; Albowiem jakim sądem sądzicie, takim sądzeni będziecie, i jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzono będzie. A czemuż widzisz źdźbło w oku brata twego, a balki, która jest w oku twojem, nie baczysz? Albo jakoż rzeczesz bratu twemu: Dopuść, iż wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twojem. Obłudniku! wyjmij pierwej belkę z oka twego, tedy przejrzysz, abyś wyjął źdźbło z oka brata twego.".
Jebnij klasyczne lusterko i cześć pieśni, zobaczymy kto pierwszy wymięknie. Musisz sobie zadać zajebiście ważne pytanie:
Czy to właśnie jest kobieta z którą chcesz spędzić resztę swojego życia? Czy tak postępuje PARTNER życiowy? Czy tak ma postepować matka Twoich dzieci, na każdym kroku podważająca Twój autorytet ojca? Albo będąca tyranem dla swoich dzieci?
Moim zdaniem absolutnie kurwa nie. Zakończ to póki możesz, to jest przeżarty do kości toksyczny związek, wysysający z Ciebie kompletnie WSZYSTKO co pozytywne, jak sam stwierdziłeś, że już Ci wszystko obojętne. Skoro zobojętniałeś, lepiej to zakończ, bo powrót do "zależy mi" będzie teraz trudniejszy od "nienawidzę Cię". Utnij łeb hydrze, nie pozwól na wyrastanie kolejnych, bo będziesz walczył z wiatrakami. Na słodkie oczka i inne chule-muje sztuczki stań się obojętny, nawet nie wiesz (a może już wiesz) do czego ten gatunek jest zdolny, żeby tylko być "na górze" i wcale nie chodzi mi o sex. Dobrze Ci radzę, jeśli nie chcesz się do końca zatracić i zniechęcić do kobiet, skończ to póki jest jeszcze czas, im dalej, tym gorzej, a i złe uczucia zaczną dominować. Zobaczysz, jak spadnie Ci łańcuch z szyi, odetchniesz po pełnym czasie pełną piersią i pogratulujesz sobie perfekcyjnej decyzji.
Uff.. trochę się naprodukowałem, weź to do siebie, w końcu sprowokowałeś mnie do odpowiedzi sobie
P.S. Posłuchaj sobie utworu Metallica - Unforgiven I, to jest piosenka kropka w kropkę o Tobie i o niej, tylko że to Ty jesteś "New Blood".
Ironclad
Sto miliardów galaktyk we wszechświecie, a ja musiałem trafić akurat do tego kurwidołku...
Ironclad - Twój wpis zasługuje na wielkie brawa. Jest bardzo mądry. Bardzo!
Toksyczna relacja w chuj. Przerabiałem to rok temu, moja EX należała właśnie do panienek z tego typu problemami. Wszystko co zrobiłem było źle, nawet to co powiedziałem było źle. Jak to się skonczyło możesz przeczytać na moim blogu. Niewątpliwie panna ma problem ze sobą, dałeś jej wejść na głowę i dałeś jej się poniżać to teraz masz. Ale pragnę cię poinformować, że jak dalej będziesz brnął w tę chorą relację to będzie jeszcze gorzej. Z czasem dopiero zaczną się jazdy, które będą cię wyniszczały. Jesteś z osoba , która jest perfidną jebaną manipulantką. Ty spierdalaj w podskokach od niej, wiem co mówię. Nie będziesz z nią szczęśliwy, prędzej czy później to ona kopnie cię w dupę, a jak będziesz miał z nią dziecko? kredyt? To wtedy naprawdę zobaczysz jaka ona jest i do czego jest taka panienka zdolna. Miej chłopie honor i szacunek do samego ciebie, męczysz się z nią, jest ci źle, nie ejsteś szczęśliwy. To pytam sie po kiego chuja jesteś z nią? tylko dlatego, że ona ma fajny tyłeczek?. Za kilka lat jej tyłeczek się rostyje, za kilka lat jej czas minie, ale ten jebany kurewski charakterek zostanie. Przegrasz życie z nią, już teraz nie jesteś pewny siebie. Wiem co mówie ja po związku z moją byłą miałem tak słabą pewność siebie, że bałem się o coś zapytać nawet w sklepie ekspedientki. Byłem wrakiem człowieka, ciebie tez to czeka. Kto wie może już ma kogoś innego i tak sobie porównuje ciebie do swojego nowego typa.
p.s jak wyglądają jej relacje z innymi? obgaduje swoje koleżanki?
''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."
Musi sie dobrze ruchać skoro jeszcze z nią wytrzymujesz.
Jak napisal kolega sytuacja jest podobna do tego kolesia z pierwszej części Kac Vegas.
Powiem Ci ze gdy to czytam to nie moge zrozumieć czemu jeszcze nie postawiłeś sprawy jasno, czemu nie powiedziałeś jej podstawowych zasad jakie powinny panować w związku gdzie jedną z nich jest- Wzajemny Szacunek? chyba, że takich zasad nie masz [ w co powoli zaczynam wierzyc]
Moim zdaniem, laska ma cie głęboko gdzieś, uwielbia cie poniżać to jej sprawia przyjemność i tylko to trzyma w związku, gdzie ma sie na kim wyżyć. Czytając jak wygląda wasz związek odnosze wrażenie że jestes Masochistą, może psychiczny ból i poniżanie Cie podnieca?
Na twoim miejscu, powiedzialbym lasce ,,Koniec" bo wątpie żeby ona Cie jeszcze kochaŁa. Osoba która kocha na pewno nie poniża swojego mezczyzny lub kobiety a przynajmniej nie w taki sposób.
Podsumując:
Wez sie w garsc i skończ ten żałosny związek, jest tyle pięknych kobiet które na pewno pokochają cie takim jaki jestes;] Zrób to nim będzie za późno i obudzisz sie jak w dowicpie po ,,25 latach" przejęzyczając się;D ;]
Pozdrawiam
"Strach" to tylko rzeczownik