Jak daleko można się posunąć w zmienianiu swojej kobiety?
Chodzi mi nie tylko o zachowania w relacji z nami, ale również takie rzeczy jak styl bycia, ubiór, zwyczaje, nałogi, światopogląd, plany na przyszłość itd.
Czy chęć wprowadzania takich zmian u drugiej osoby jest zła z samego faktu, że chcemy takowe wprowadzać?

I kotwiczy, i nie.
Chcę po prostu wyciągnąć prawidłowe wnioski. Mam poczucie winy, że ją takim postępowaniem skrzywdziłem i tyle. I po prostu nie chcę tego powtórzyć w przyszłości, bo kwas jest niezły, tym bardziej, że M. nie umie trzymać języka za zębami i opowiada o mnie różne rzeczy.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
No cóż. To jest temat dość delikatny.
Bo teoretycznie, jak to się mówi, w związku powinno się "być" i to powinno wystarczać. Tak jak mówi Snoofie - żadnych oczekiwań, po prostu razem sobie żyjecie.
Natomiast trochę inną kwestią jest może nie tyle rozwój, co trochę jeden z jego aspektów. Nie wiem jak to nazwać, więc posłużę się jakimś roboczym terminem. Niech to będzie odkrywanie swojego potencjału.
Jeżeli jesteś z kimś i ta osoba odkrywa dzięki Tobie, jakiś większy potencjał to jest to ta zmiana, która powinna wyjść na dobre. Np. mówisz, że Twoja laseczka była szarą myszką. Jeżeli przy Tobie "rozkwitła" (jak to lubią mówić kobiety) i poczuła się bardziej kobieco i tak też zaczęła się prezentować, to jest to spoko. Gorzej, jak tak się nie czuła, a Ty na niej to wymuszałeś.
Nałogi. Jeżeli ktoś nie chce rzucić, dajmy na to, palenia to nie możesz tego wymuszać. Ale jeżeli ktoś chce rzucić bardzo, ale brakuje mu motywacji, a znajdzie ją dzięki Tobie, to chyba też dobrze co nie?
Trzecia sprawa, to na przykład jak widzisz, że dziewczyna chce coś osiągnąć, jest w tym dobra, ale nie potrafi tego zrobić. Jak dzięki Tobie się odważy, bo w nią uwierzysz, też fajna sprawa.
Natomiast samo wymuszanie zmiany, pod siebie, jest zgubne, integruje w jej przestrzeń. A co najważniejsze, nie jest to zmiana trwała.
Mam nadzieję, że w miarę jasno się wyraziłem
Jasno się wyraziłeś.
O takich zmianach mówię: nakłoniłem do nauki pływania - tak się jej spodobało, że wkręciła się. Rzuciła palenie - lepiej się z tym czuła. Czasem popalała, ale nie przeszkadzało mi to. Powiedziałem, że w długich włosach będzie jej lepiej, to je zapuściła - wkręciło się jej robienie dziewczęcych warkoczyków i układanie wymyślnych fryzur. Chodziłem z nią po sklepach, pomagałem wybrać buty i ciuchy - twierdziła, że teraz w nowych rzeczach czuje się bardziej kobieco i atrakcyjniej. Łóżko - nauczyłem ją wielu ciekawych rzeczy, odkryła nieznane do tej pory obszary osiągania satysfakcji. Sam z resztą się dużo przy tym nauczyłem.
Natomiast są rzeczy nie do przeskoczenia: plany na życie i poglądy - nazwijmy je - społeczne.
Wczoraj gadałem z kumplem, który rozstał się dziewczyną po chyba 8 latach. Powód? Od początku mówiła, że nie chce mieć dzieci, i nie zmieniło się to aż do końca.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.