Cześć,
Miałem wczoraj imprezę w większym gronie i znowu dopadło mnie to co dopada mnie często na imprezach - ogromny zjazd nastroju. Gdy przychodzę na imprezę staram się być nastawiony pozytywnie oraz staram się nie nastawiać na mega przygody itp. Na początku rozmowa z ludźmi się klei, social jako tako leci, aż tu nagle nachodzi mnie taka zwała, że mam ochotę tylko pójść do domu. Psychicznie, czuję się wtedy bardzo słabo, pewność siebie spada do 0, staję się bardzo sztuczny, wyłączam się z rozmów a w mózgu następuje analiza całego mojego chujowego (jak zawsze wtedy mi się wydaje) życia. Mam wrażenie, że źle zrobiłem, że przyszedłem bo zawsze mogłem zamiast tego popływać na basenie, co wyszłoby mi znacznie bardziej na +.
Alkoholu piłem mało, żadnych innych używek też nie było. Na poprzednich imprezach jak miałem takie akcje to ludzie myśleli, że za dużo wypiłem, co w sumie było mi na rękę, ponieważ nikt nie zadawał trudnych pytań.
Starałem się jakoś to przezwyciężyć ale nie mogłem.Wyszedłem wcześniej z imprezy, przez co czułem się jeszcze gorzej.
Mieliście takie akcje? Prawdę powiedziawszy to nie występuje zawsze, ale takie coś co opisałem to nie jednorazowy przypadek i nie wiem jak sobie z tym radzić.
Może wychodzisz na imprezy na siłę ? Jeżeli nie czujesz że masz ochotę na imprezę to nie idź . Ja wiem , trzeba wychodzić do ludzi , zyskiwać obycie w towarzystwie , ble ble ble , ale jeżeli się do tego zmuszasz to zawsze efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Dobrze że się na nic nie nastawiasz , bo chodzi przecież tylko o dobrą zabawę.
Dlaczego Twoje życie wydaje Ci się chujowe?
Time is a flat circle...
Tak w skrócie: Określanie poziomu atrakcyjności oparte na wyglądzie, brak jakichkolwiek intymnych kontaktów z kobietami, osobowość można rzec narcystyczna, coraz mocniejsze jazdy w bani (zapewne wynika z kumulacji "totolotka" czyt. punktów wcześniejszych).
Buahahaha poprawiłeś mi humor tym tytułem tematu
Nie nadajesz się póki co na imprezy i tyle. Więc na nie nie chodź.
każdemu sie te bateryjki w pewnej chwili kończą, mi sie tak czasem zdarza na zwyklej randce, na poczatku euforia, fajne flow, a potem przygnebienie i wgl stan depresyjny
ale najwazniejsze to w takiej chwili NIE ANALIZOWAĆ, NIE DOŁOWAĆ SIE AKTUALNYM STANEM, przeczekać po prostu, zaakceptowac te chwile slabosci, przetrwać tą chwile ciszy, uwierz mi wielu tak ma, nawet te najwieksze imprezowe gaduly mają momenty że sie zawieszaja zauwazylem to, to z czasem samo przechodzi i powraca flowm póki masz power siej najwiekszy rozpierdol a kiedy przyjdzie ten zjazd to się nie przejmuj tylko przeczekaj a jeszcze Twoj umysl na tej samej imprezie odbije sie od samego dna i osiagnie szczyt 
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!
Jeżeli takie sytuacje występują w miarę czesto to myślę że powinieneś popracować nad inner game, zastanowić się dlaczego źle się czujesz na imprezach (nie w trakcie ich:)) Baw się na imprezach - z założenia nastawiasz się na zabawę i co by się nie działo wyciągaj jak najwięcej radości. stopniowo z każdą impreza nastawiaj się na zajebistą zabawę - od razu będziesz chodził pogodniejszy z masą energii
Heh, to może być faktycznie to. Mniej lub bardziej świadomie tworzę sobie w głowie scenariusze a że nie pokrywają się z rzeczywistością w stopniu takim jak bym chciał to następuje regres. Powrót do rzeczywistości jest ciężki, ponieważ energia idzie do wewnątrz, przez co mam dodatkowy opór.
Postaram się jak najmniej myśleć o imprezie przed imprezą i starać się cieszyć tym co się dzieje a nie tym co bym chciał, żeby się działo.