Mam pewien problem, w sumie to troche natury egzystencjalnej. Mianowicie: bylem przez rok z moja pierwsza dziewczyna (oboje po 19 lat), kilka razy sie w miedzyczasie rozstalismy na krotko, duzo klotni bylo. Teraz stwierdzila ze calkowity koniec bo jestem zbyt obojetny. I w sumie mi jakos nie zalezy ale ciagnie mnie zeby za nia biegac teraz i kombinowac, naprawiac. A wszystko przez strach ze nie znajde lepszej, mimo ze ta mnie czesto irytowala - bo pusto bedzie samemu, strasznie troche jak zacznie lat przybywac zostac samemu. Powiedzcie mi czy naprawiac czy dac spokoj? Jak pozbyc sie tego strachu? Poryło mo mozg przed samym snem teraz :c
Masz 19 lat? Serio? Wybacz że śmiem wątpić, ale gadasz jakbyś właśnie pochował żonę po co najmniej kilkudziesięciu latach pożycia i obudził się kolejnego dnia w czterech ścianach, zupełnie sam, samiutki. No nic tylko odliczać miesiące do wędrówki na tamten świat...
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Będąc w takim stanie emocjonalnym, radziłbym ochłonąć. Widać że pisałeś pod wpływem emocji,a w takim stanie nie myśli się racjonalnie. Przespij się z tym.
Co do samej sytuacji, lepiej odpuścić.
By być wielkim mistrzem, musisz wierzyć, że jesteś najlepszy. Jeżeli to nieprawda – udawaj, że jednak jesteś - Muhammad Ali
Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu. - Winston Churchill
Musisz sprawic tak,zeby to ona chciala wrocic. Ja zerwalem po 3 latach,bzyknalem inna i w emocjach od razu napisalem jej to i chcialem wrocic,ona w tym czasie spotykala sie z innym. Oczywsicie zlala mnie,bo zaczalem sie frajerzyc. Pozniej poczytalem tu jak zdobyc byla,jak sie odkochac i co? Zaczalem cieszyc sie zyciem,jak mnie mnie pytala co robilem,to mowilem,ze nie musze siej uz tlumaczyc i w ciagu tygodnia juz za mna teksnila,a ja jej mowilem,ze juz nie chce. Jak sie potoczy zobaczymy. Teraz zaczalem pracowac nad soba i swoim cialem. Czasem mam ochote sie do niej odezwac,wtedy wchodze tu i sie wycofuje,jeszcze wczoraj wrzucilem zdjecie na fejsa i jedna laska mi napisala,ze jaka zmiana,jaki sie ladny zrobilem i czlowiek w ogole jest happy. Skup sie na sobie nie na niej.
Muszę powrócić do tematu. Konstanty, widzę teraz jak brzmi to co napisałem, ale to wszystko przez strach - nie jestem jakims niesamowitym podrywaczem, lovelasem. Przez wiekszosc zycia bylem niesmialym czlowiekiem w cieniu. Do tego dochodzi kilka kompleksow dotyczacych spraw fizycznych wiec laskami sie nie otaczam dokola (za mala pewnosc siebie?). Jak sie udalo zlapac dziewczyne to sie cieszylem niesamowicie, teraz gdy to sie sypie to sie po prostu boje.
Gdy napisalem tamtego posta jednak wszystko jakos poskladalismy. Teraz sie powiedzmy poklocilismy tydzien temu, byla cisza i dzisiaj mowi ze to bez sensu znowu sklejac wszystko, ze powinnismy sie rozstac zeby sie nie ranic.
Niby wiem że kilka razy sie rozstawac i wracac do siebie to na przyszlosc nic nie wrozy, ze skoro sie nie dogadujemy z kazdym tygodniem coraz bardziej to nic z tego nie wyjdzie ale mimo to w perspektywie rozstania jedyne co pozostaje to STRACH I DEPRESYJNE ZAPĘDY jakieś.
Możecie jakoś doradzic jak sobie z tym poradzic, jak wbic do glowy ta normalna, chlodna logike?
Jakos tekst 'inne tez maja, nie ta to inna' nie przemawia do mnie, nie trafia do odpowiednich komorek mozgu zeby jakies dobre myslenie sie z tego zrodzilo..
Samo Ci z nieba szczęście nie spadnie, trzeba na nie solidnie zapracować, systematycznym i długotrwałym wysiłkiem nad samym sobą. Weź kartkę, usiądź i napisz co chciałbyś w sobie zmienić, co chciałbyś rozwinąć, czego chciałbyś się nauczyć. Za rok, za trzy, czy za pięć lat. Krok po kroku, jeden po drugim. Zmień to co da się zmienić, a to czego nie możesz - zaakceptuj. Tutaj nie ma dróg na skróty. Powodzenia.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein