elo
Ogólnie w związku z partnerką swoją jestem prawie rok, poznałem ją w trakcie wyjazdu nad morze. Ja jestem w wieku 26 lat, ona rok młodsza. W trakcie naszego związku zakończyła studia. Z tego, co wiem i co mi powiedziała, jestem jej najdłuższym związkiem.
Ogólnie mieszkamy osobno, poznaliśmy się na wyjeździe, przypadkowo bym rzekł i mieszkamy od siebie około 30 min.
Z początku bardzo często się widywaliśmy, jeszcze zanim studiowała końcówkę swojego semestru, bywałem u niej na noc w sumie cały czas, bywały tygodnie, w których więcej czasu spędziłem śpiąc u niej, aniżeli u siebie w domu. Oboje wciąż mieszkamy z rodzicami. Ona poznała moją rodzinę, a ja jej. Utrzymuje dobry kontakt z jej rodzicami, bratem i siostrą, także relacje mamy dobre. Również poznała mnie i zaznajomiła ze swoimi znajomymi, rzecz jasna ona moich poznała też.
Po jakimś czasie częstotliwość naszych spotkań zmalała, aczkolwiek powiedziała mi, że to po prostu spowodowane tym, że jest to końcówka studiów i po prostu musi skupić się na końcowych. Pewien czas minął, przez ten okres widywaliśmy się 1/2 w tygodniu. Wszystko było dobrze, związek kwitnął i wydaje mi się, że oboje byliśmy zadowoleni z biegu czasu.
Dodam tu, że każde nasze spotkanie, nawet te raz w tygodniu, to mniej więcej 5+ godzin, spędzamy je różnorodnie, czasem u mnie w domu, czasem u niej, na mieście, w kinie — zależnie od pogody, godziny itp.
Pewien czas minął, częstotliwość spotkań zmalała, dość bardzo porównując ją do początków. Widujemy się już od dłuższego czasu raz w tygodniu lub rzadziej. Pewnego dnia, miałem niepokój w głowie i chyba zbyt dużo myślałem, że postanowiłem zapytać przy najbliższym spotkaniu, czy jeszcze jej na mnie zależy i na naszym związku. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, bez pretensji, odparła z uśmiechem i zaskoczeniem, że tak, czemu w ogóle tak uważam — domyślam się, że nawet nie zauważyła, że mogło mi jej brakować. Oznajmiłem mówiąc, że częstotliwość naszych spotkań jest mniejsza, że mało się do siebie odzywamy, praktycznie jest to parę zdań poprzez SMSy.
Dodam, że nie kłócimy się zbyt często, nawet oznajmiłbym, że w ogóle, jeżeli już to sporadyczne sprzeczki, które kończyły się przed początkiem zachodu słońca.
Wracając do tekstu powyżej, odpowiedziała mi, że częstotliwość naszych spotkań jest mniejsza, ponieważ matka jej siedzi na głowie, by znalazła pracę, nie chodziła na imprezy itp. po prostu, by nie sprowadzała nikogo do domu 'w tym mnie'- to miało być coś w stylu 'kary' lub bardziej zmobilizowania do znalezienia pracy. Nie wspomniałem tu również, że moja dziewczyna chciała iść do pracy, wkurzało ją to, ciągłe gadanie, że ma iść itp., po prostu czekała na odpowiedzi z pracy gdzie aplikowała, a nie chciała iść do Biedronki, bo miała trochę ambicji.
Ogólnie z charakteru jest osobą inną, niż inne, które znam, lub znałem dziewczyny. Oznajmiła mi, że nie tęskni za mną, bez kłamstwa, bez przelewki, nie wiem jak na to reagować. Aczkolwiek, kiedy pewnego razu zapytałem, czy mnie kocha, odparła, że nie, że nie potrafi od tak tego powiedzieć, po takim okresie czasu, wciąż tego nie usłyszałem, ja w sumie też już nie mówię jej tego, czuje, że nie jest jej to po prostu 'potrzebne'.
Pytając, czy jest szczęśliwa, również odparła zaprzeczając, ponieważ szczęście definiuje w inny sposób, niż poprzez bycie w związku — szczęście to dla niej zakończenie studiów z pozytywnym wynikiem, znalezienie pracy, później dopiero związek.
Ogólnie aktualnie nasz kontakt bazuje na wiadomościach, sporadycznym spotkaniu 1/2 w tygodniu. Zazwyczaj to ja piszę, by się spotkać i sugeruje tu, lecz teraz zaprzestałem, czekam na ruch z jej strony, by zobaczyć, ile jej zajmie, by o mnie pomyśleć, bo jak mi odpowiedziała, ona nie tęskni, lub też nie potrafi tęsknić - myślę, że nie tyczy się to jedynie mej osoby, ale również innych.
Problem ogólny w tym jest taki, że to ja jestem tym który tęskni, czeka na wiadomość i z pewnością myśli dużo o swojej drugiej połówce. Wiem, że powinienem zająć się sobą, swoimi sprawami, siłownią itd. a związek traktować jako 'dodatek', a nie jako obowiązek, który zapełnia moją głowę niepotrzebnymi emocjami, zbyt częstą tęsknotą i posiadaniem drugiej osoby ku swego boku.
Nie wiem co mógłbym jeszcze uwzględnić w tym poście, na pewno wiele rzeczy zostało pominiętych, niektóre z premedytacja, inne z zapomnienia, ale chciałem mniej więcej oddać wizje tego, ogólny całokształt obecnej sytuacji.
Dodam że zależy mi na tym związku, jakoby nie był na chwilę aktualną, jestem otwarty na jakieś sugestie, własne przemyślenia i ogólnie hate.
I to Twój błąd, za dużo o tym myślisz. To zmierza ku końcowi. Tobie zależy a ona z Tobą jest bo w sumie nie ma powodu żeby zerwać ale wierz mi, za jakiś czas powie Ci słynne "chyba się wypaliło". To równia pochyła, ona nie wiąże z Tobą większych emocji z czasem uświadomi sobie, że będąc z Tobą traci czas bo w tym czasie mogła by sobie znaleść kogoś innego. Choć pewnie powie Ci coś w stylu "powinieneś sobie znaleźć kogoś lepszego zamiast tkwić ze mną". I miała by rację bo będziecie ciągnąć to jeszcze kilka miesięcy (no sylwester za pasem to może do tego czasu wytrzyma) Jakiś czas temu miałem podobnie, żałuję, że nie zerwałem pierwszy.
"postanowiłem zapytać przy najbliższym spotkaniu, czy jeszcze jej na mnie zależy i na naszym związku"
"kiedy pewnego razu zapytałem, czy mnie kocha"
"Pytając, czy jest szczęśliwa, również odparła zaprzeczając"
Źle, źle, źle i jeszcze raz źle. To ona ma mieć takie myśli w głowie, to ona powinna poruszać takie tematy. Zaczynając pierwszy sam się podkopujesz.
"szczęście to dla niej zakończenie studiów z pozytywnym wynikiem, znalezienie pracy, później dopiero związek."
Czyli powiedziała Ci wprost, że nie jesteś dla niej znowu taki ważny. Ona jest z Tobą z wygody/przypadku/nudy/"bo tak trzeba". Gdybyś przestał istnieć nic w jej życiu by się nie zmieniło.
Jeśli uczucie się nie pojawiło po takim czasie, to marne szanse, że się to zmieni. A to już raczej nie są czasy na małżeństwo z rozsądku.
"Problem ogólny w tym jest taki, że to ja jestem tym który tęskni, czeka na wiadomość i z pewnością myśli dużo o swojej drugiej połówce."
Tak, to jest problem. Bardziej zależy Tobie niż jej. Przez to popełniasz dużo podstawowych błędów i jeszcze bardziej ją zniechęcasz do siebie. Te pytania o uczuciach, związku, itd. to pokazywanie, że jesteś niepewny, że to ona ma kontrolę w Waszej relacji, a Ty trzęsiesz portkami.
Powinieneś zacisnąć zęby i postarać się, żeby to wyszło od niej.
"Wiem, że powinienem zająć się sobą, swoimi sprawami, siłownią itd. a związek traktować jako 'dodatek', a nie jako obowiązek, który zapełnia moją głowę niepotrzebnymi emocjami, zbyt częstą tęsknotą i posiadaniem drugiej osoby ku swego boku."
Idealny pomysł. Olej ją. Zacznij poznawać inne, zajmij się sobą, stań się bardziej atrakcyjny. Niech ona zobaczy, że masz inne opcje, że masz powodzenie wśród dziewczyn i że nie będziesz na jej każde skinienie.
Tylko, że jeśli ona absolutnie nic do Ciebie nie czuje, to skończy się to tym, że po prostu znajdziesz sobie bardziej dopasowaną dziewczynę. W sumie też dobrze.
CiasteczkowyPotwót w sumie wyczerpał temat. Ona od Ciebie odeszła emocjonalnie. Jeśli będziesz teraz sam z siebie organizował spotkania, szukał kontaktu to jesteś przegrany. Ona już rozgląda się za nowym bolcem... Spróbuj zdystansować się do relacji, ostudź ją. Być może jak zobaczy, że się odsuwasz to się obudzi. I albo nastąpi jej przebudzenie albo to wszystko pierdolnie - będziesz miał jasną sytuację czy jej choć trochę zależy. Może być też tak, że laska na chwilę się ponownie Tobą zainteresuje z racji Twojego ochłodzenia, a potem wszystko wróci do ,,normy", tzn. jej braku zainteresowania. Bo niestety jak u laski zgaśnie ten cały płomień ekscytacji Tobą to ponowne jego wzniecenie jest baaardzo trudne, a często nawet niemożliwe. Lepiej tę energię spożytkować na budowanie nowej relacji. Na dobre Ci to wyjdzie!
Dziewczynie już nie zależy na tobie i jest z braku laku i przyzwyczajenia, jedyny sposób jak dday radzi to odsunąć się od niej i może to dużo pomoc no ale jeśli nic już do ciebie nie czuję to tylko jej będzie na rękę. Pogodz się z tym że tak musiało być jest tyle wolnych dziewczyn nie trać czasu na taką która ma cie w dupie
Albo faktycznie na ma tej chemii, albo to czysty przykład niedopasowania do siebie - Snoofie o tym kiedyś fajnie napisał.
Ona podchodzi do tej relacji w sposób, w jaki to Ty powinieneś do niej podchodzić. Efekt ? Bardziej Ci na niej zależy, to znaczy ona jest stroną w tym związku, a to niedobrze. Pytając ją, czy jej na Tobie zależy, pokazałeś obraz niepewnego siebie faceta, który właśnie w tamtym momencie zaczął tracić na atrakcyjności w jej oczach.
Ona ma swoje jeszcze inne życie, studia, praca, hobby. A Ty ? Kobieta nie chce faceta, dla którego ona będzie całym światem, ona chce być z facetem, dla którego ona będzie częścią jego świata. Zacznij, zajmować się tym, co do tej pory zaniedbałeś, przez to, że jesteś z nią w związku i sam zobaczysz, sama zacznie szukać z Tobą kontaktu.
O czym myśliciel myśli, empiryk udowadnia
Nie przejmuje się już tak tym, chociaż się staram.
Na pewno mam dużo wątpliwości, chęci, by napisać, ale tak naprawdę po tych paru dniach, w których nie odzywałem się w ogóle, napisała parę razy, bez większych konkretów.
Nic konkretnego, raczej nie zauważa problemu tego, że się zdystansowałem, oczywiście nie będę jej ignorować, bo zawsze mi odpisuje, aczkolwiek ochłodziłem trochę styl i sposób, w jaki się komunikujemy, starając się pokazać jakiś sygnał?, chociaż na chwilę obecną nie widzę większej zmiany, na gorsze czy lepsze.
Jakie byłyby najodpowiedniejsze kroki wzięte przeze mnie, w celu jakiegoś ostatecznego sprawdzenia stosunku tej relacji, czy w ogóle jest o co się starać, co 'odbudowywać'?
(Organizować jakieś spotkanie, kontynuować to, co dotychczas, czyli limitować kontakt i nie szukać go), Bo nie zaprzeczę, że mi zależy, aczkolwiek z biegiem czasu uświadamiam sobie, ile błędów popełniłem poprzez ten okres, a także jaki ona ma stosunek do tej relacji, czyli znikomy, w mojej opinii.