Witam wszystkich 
Mój problem z pewnością nie należy do nowych... i tylko potwierdza pewną regułę, w którą do niedawna sam nie wierzyłem - a mianowicie, że nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną. To tak tytułem wstępu, a teraz chciałbym przedstawić (w możliwie krótko i treściwie;)) historię naszej znajomości. Mam nadzieję, że pozwoli ona zobrazować nasze ralacje z koleżanką oraz łatwiej ocenić czy to jeszcze jest do uratowania.
A więc... znamy się od ładnych kilku lat. Poznaliśmy się w liceum i wiem, że już wtedy wpadłem jej w oko (nawet walentynkę od niej dostałem:)) Ona była w innej klasie i w zasadzie widzieliśmy się tylko na przerwach, wymieniając krótkie ,,cześć" i to tyle. Nasza znajomość przez te wszystkie lata opierała się głównie na długich i niemal codziennych rozmowach w sieci. Rozmawiało się nam świetnie. Bardzo często w rozmowach podkreślała, że mnie lubi i się jej podobam, ja natomiast odpowiadałem, że też ją lubię, ale nic poza tym. Ona niestety odbierała to inaczej, sama uznawała się za przeciętną i wmawiała mi, że na pewno jej nie lubię. Zawsze tak twierdziła, można powiedzieć, że po dziś dzień tak twierdzi. Przez okres liceum jedyny nasz kontakt ,,face to face'' miał miejsce na weselu, na które zaprosiłem ją jako osobę towarzyszącą. Szczerze mówiąc na tym weselu po raz pierwszy przemknęła mi w głowie myśl w stylu ,,kurde.. ona mi się zaczyna podobać" Teraz żałuję... ale nie podjąłem wtedy jedank żadnych działań, nie chcąc zrobić czegoś głupiego - wiadomo alkohol i te sprawy.
Wesele i liceum się skończyły, a my wróciliśmy do rozmów w necie.
Zaczęły się studia. Oboje studiowaliśmy w tym samym mieście. Przez pierwsze trzy lata nie spotkaliśmy się ani razu, nasze ralecje nie ulegały zmianie. Dopiero w ostatnich dwóch latach studiów coś się zmnieniło. Czasami wracając do domu rodzinnego, zabierałem ją ze sobą, podrzucając do jej domu (mieszkała niedaleko w okolicy). Na początku była to jedyna forma naszych ,,spotkań'', która miała miejsce co raz częściej i częściej, a we mnie rosło poczucie, że co raz bardziej ją lubię. Nie okazywałem tego, jak zwykle z resztą w bezpośrednich ralacjach z nią, może dlatego żyła w przekonaniu, że nadal jej nie lubię.
Mimo to nasze relacje pogłebiały się coraz bardzej, a moje lubienie przekształcało się w coś więcej. Było kilka wypadów do kina, coś przekąsić, zaprosiłem ją kilka razy do domu na film. I w zasadzie chyba spotkania te przesądziły o tym, czego dotyczy cały ten wątek.
Kiedy nasze relacje zacieśniały się chciała chyba zaoszczędzić mi nieprzyjemnoiści, rozczarowań, mówiąc mi, że raczej nie szuka faceta i że nie powinienem się zbytnio nakręcać, nie próbował jej całować itp. itd. Nie mówiła tego jednak z jakimś wielkim przekonaniem, bo zawsze na wesoło. Sama chyba nie była pewna tego co mówi. Pomyślałem wtedy, że mnie się w sumie do niczego nie spieszy, ale mimo wszystko zasiała w mojej głowie ziarno niepewności, stworzyła pewną barierę, która uaktywniała się w czasie każdego spotkania - szczególnie tych u mnie w domu. Można powiedzieć, że wszystko rozegrało się na przestzreni ostatnich 6 miesięcy. Spotkania te były z początku (w moim odczuciu) całkiem udane. Była fajna atmosfera, dobry film, a na każdym spotkaniu było wino, którego niestety ja nie piłem (musiałem ją za każdym razem odwozić do domu, choć naciskałem by została)rozmawiało się nam dość swobodnie, ale no właśnie... tylko na poczatkowych spotkaniach. Każde kolejne wyglądało już tylko gorzej - opierało się tylko na rozmowach, nic poza tym
Bałem się wykonać jakikolwiek ruch, by nie zepsuć wieczrou i naszych relacji. Czułem z każdym spotkaniem, że nie dzieje się dobrze, oglądamy tylko filmy i ogólnie... stoimy w miejscu. Rozmowy też się zbytnio już nie kleiły, czułem że ona oczekuje czegoś innego, jakiejś inicjatywy z mojej strony, strasznie mnie to irytowało, ale w głowie ciągle miałem jej słowa, żebym nie robił nic głupiego. Po prostu blokada, paraliż. Jedno spotkanie prawie przemilczeliśmy oglądając film, co skończyło się fochem z jej storny:( Zawsze po tych naszych seansach filmowych rozmawialismy sobie w necie i nie było z jej storny żadnych większych negatywnych sygnałów, co pozwalało mi odetchnąć z ulgą, ale z czasem zaczęła wspominać o mojej małomówności. Cóż wiedziałem już że kolejne spotkania nie mogą tak wyglądać, dziewczyna w końcu stwierdzi, że filmy to ona może sobie sama w domu pooglądać. Nadeszło kolejne ze spotkań. Ja trzeźwy, ona wypiła trochę więcej niż zwykle, co uznałem w sumie za szansę na trochę bliższy kontakt, ale też nie chciałem przegiąć. Stało się. Siedzimy i nagle oparła głowę o moje ramie, byłem zaskoczony, trochę zdezorientowany i przeszczęśliwy jednocześnie.. nie zsatanawiając się długo objąłem ją ramieniem. Później wszystko potoczyło się szybko. Leżała na kanapie z głową na moich kolanach, później leżeliśmy przytuleni oglądając film... te chwile sprawiły, że kompletnie przepadłem, jej zapach, dotyk, ciepło i pieszczoty, na które mi pozwoiła sprawiły, że odleciałem, zakochałem się w tej dziewczynie bez opamiętania...
Jak zwykle po każdym spotkaniu, na drugi dzień zawsze rozmawialiśmy w necie. Tak było i tym razem. Powiedziałem jej, że to był przecudowny wieczór i bez owijania w bawełnę wyznałem jej miłość. Nie uwierzyła mi na początku, później stwierdziła, że to jednak nie to... nie ma między nami chemii i nic z tego nie będzie. Załamałem się i nie pisaliśmy ze sobą przez jakiś czas.
Nadeszły wakacje. Ja wróciłem do domu, ona z racji tego, że pracowała została na miejscu. Nasz kontakt się odnowił.Dużo smsowaliśmy, praktycznie non stop, ale ostro zgrzytało między nami. Raz twierdziła, że mamy szanse na związek za chwile już szans nie było - często mieliśmy dni zerowego kontaktu z tego powodu. Umówiliśmy się jednak do kina. Spotkanie było całkiem udane, więc miałem nadzieję, że jednak coś z tego będzie. W końcu dostała urlop, okazało się że jedzie w to samo miejsce, co ja. Mało tego o tym samym czasie. Ja jechałem z rodzinką, a ona z kuzynostwem. Uprzedziła mnie, tylko że skoro jedzie z nimi, to głupio będzie się od nich izolować. Ja na to, że rozumiem - w końcu przyjechała z nimi, nie ze mną. Jednak cieszyłem się, że na pewno znajdzie chwilę czasu, byśmy mogli pobyć sam na sam. Niestety rozczarowałem się... za pierwszym razem spotkaliśmy się zupełmie przypadkowo. Przywitałem się z nią i resztą ekipy. W mojej ocenie było fajnie choć trochę dynamicznie - nie było czasu pogadać i zintegrować się z resztą ekipy. Drugi raz spotkaliśmy się kiedy wysłała mi smsa, że jest na plaży. Poszedłem na plaże i co? jest ona... i jej ekpia, właśnie skończyli pstrykać sobie zdjecia i zwijali się do domu. Tak więc przyszedłem do niej tylko po to by odprowadzić ją i jej towarzyszy do domu tą samą drogą, którą przed momentem przyszedłem. W drodze powrotnej byłem zły, smutny i rozczarowany całą tą sytuacją. Czułem się jak bym jej przeszkadzał na tych wakacjach. Wracając z tej plaży pooglądałem sobie w jej aparacie zdjęcia, które zrobili o zachodzie słońca. Zdałem sobie sprawę, że zachód słońca był grubo ponad godzinę temu, a sms przyszedł całkiem niedawno. Widocznie nie spieszyło się jej żeby mnie zobaczyć. Kolejne przygnębienie. Nie odzywałem się, póki nie napisała pierwsza ,,Bardzo jesteś zły na mnie? fajnie, że przyszedłeś" Miała jednak jakieś poczucie winy. Odpisałem, że nie mam już siły, nie wiem czego ona chce i najlepiej chyba będzie to zakończyć. Dostałem długiego smsa, z jego kontekstu wynikało, że chyba powinniśmy tak zrobić. Kilka tygodni bez kontaktu spowodowały, że odezwała się na gg. Rozmawiałem z nią jak kumpel , ale szybko uciąłem rozmowę. Sporadycznie wchodziłem na gg, ale odzywała się praktycznie za każdym razem gdy się pojawiłem. Następnie były kolejne trzy rozmowy z jej inicjatywy, za każdym razem pytała czy już kogoś mam, co u mnie itp. ale też je szybko kończyłem. Przedostatnia rozmowa była próbą pogadania o tym, co zaszło na wakacjach. Przedstawiłem jej, że z mojej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej. Po pierwsze nie chciałem rozmawiac z nimi, tylko z nią, po drugie nie było nawet czasu żeby z nimi pogadać, zintegrować się jakoś.. o czym ja w ogóle miałem rozmawiać z ludźmi, których widzę pierwszy raz na oczy...
Odpowiedziała mi, że mamy ze sobą trudny kontakt, i nie mamy za bardzo wspólnych tematów, że prawie nie rozmawiałem z nią i ludźmi, z którymi przyjechała.
Cały czas się do niej nie odzywałem, przyjąłem taktykę, że jak zatęskni to się odezwie, żyłem po prostu nadzieją, że z czasem może coś się zmieni. Odezwała się kolejny raz w tamtą niedzielę, scenariusz rozmowy niemal taki sam jak poprzednio, czyli bez zmian
W następnym dniu już nie wytrzymałem. Napisałem do niej pierwszy, że ją kocham i nie potrafie jej już traktować jako koleżanki... nie potrafię być kolegą kobiety, którą kocham i jeśli nas już skreśliła na dobre, to powinniśmy zerwać kontakt. Usłyszałem od niej kilka zdań, których wydźwięk jest mniej więcej taki: ,,spoko, teraz wiem ile znaczyła da ciebie nasza znajomośc, ale jeśli nie umiesz inaczej to niech tak będzie, nie rozumiem tylko zasady wszystko albo nic" Poczułem się tak, jak by to jej, a nie mnie ta znajomośc rzeczywiście była obojętna...
Na tym wszystko się skończyło.
Z perspektywy czasu, wiem że spieprzyłem dużo rzeczy... i żałuję tego... postąpiłbym dziś inaczej. Na tych wakacjach na przykład po prostu mogłem poprosić ją o spotaknie sam na sam, ale stopień rozgoryczenia tą całą sytuacją przechylił jednak szalę. Może postąpiłem zbyt pochopnie pisząc, że to nie ma sensu. Tak samo na tych spotkaniach u mnie... mogłem być bardziej zdecydowany, i odważniejszy... niestety wygrała ostrożność.
Teraz targają mną wątpliwości czy dobrze zrobiłem zrywając z nią kontakt... ale z drugiej strony dalej bym cierpiał. Kocham ją bardzo... ale myślę, że straciłem ją już bezpowrotnie.
Jeśli ktokolwiek z Was chłopaki zada sobie trud przeczytania tego wszystkiego, będę wdzięczny za wszelkie rady i wskazówki co robić (o ile można w ogóle coś zrobić) w takiej sytuacji. Ja postanowiłem w bólu i cierpieniu czekać. 
Pozdrawiam,
rufikk
Naprawdę długi tekst ale przeczytałem do końca.
Masę błędów popełniłeś .
A najgorszy to te wyznanie miłości .
Było naprawdę kilka dobrych sytuacji do zbliżenia jak przychodziła do ciebie .
Ale to już tylko gdybanie .
Bardzo dobrze zrobiłeś że zerwałeś z nią kontakt . Zapomnij o niej .
Zajmij się innymi . Pomyśl jeszcze o tej znajomości , o tych błędach jakie popełniłeś i już więcej ich nie popełniaj .
A i przeczytaj podstawy jak tego nie robiłeś.
wciągające i daje do myślenia... wszystkie te Twoje działania są takie... rozwlekłe, dojrzewające, przemyslane...
ona nie zna Cię z innej strony, jak przyjaciela... wyczuwa, że zmiana waszych relacji to zwrot o 180 st., a dla niej wielka nieznana. Przez cały ten czas byles przy niej jako przyjaciel, ale nie miales dziewczyny, tak? Więc miała Cie na wyłączność, mimo, że parą nie byliście...
Pewne rzeczy juz zostały powiedziane i tego nie zmienisz. Okresliles jak widzisz przyszla relacje i co masz zamiar zrobić. Wiec to zrób. Zerwij kontakt, tak jak zapowiedziałeś, zmien swoje otoczenia, poznaj nowe osoby w tym kobiety. Kontakt z przyjaciólką tylko koleżeniski i bez jakiegokolwiek zaangazowania (godzinne rozmowy przez komunikatory, w ogole rozmowy przez komunikatory nie wchodza w grę). Wyzeruj licznik, daj sopbie czas, ochłoń troche i przemyśl sprawe za kilka miesięcy. Wtedy zacznij od zera, a pierwszą rzeczą, jaka wtedy z nią zrobisz to ma być baaaaaardzo głęboki pocałunek
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Hm samym tym ze nie doprowadzałes do kontaktu fizycznego doprowadziłeś do ramy przyjaciela... Po czym chcesz to zmienić słowem kocham cie? To kobieta ma doprowadzać do związku po za tym co ty jej dałeś? Czy czuła sie przy tobie wyjątkowo? Traktowałeś ja jak koleżankę na pogaduchy to masz to czego chciałeś... Źle totalnie to zrobiłeś nawet to ze wyznales miłość to nie tragedia ale trzeba bylo zapewnić jej emocje... A nie tylko problemy bo na to wyglada ze wieczne zarzuty z twojej strony a bo to z kuzynami przyszła, no kurwa trzeba bylo zagadać towarzystwo nie wiesz jak sie poznaję ludzi nie wiesz o czym z nimi gadać to co w tobie jest interesującego co moze zachwycic kobietę? Moja rada zmień swoje życie i tym siebie po czym napisz do niej za miesiąc dwa czy pół roku i pokaz innego lepszego siebie i nie mów o związku zapewni emocje i dąż do eskalacji dotyku... Tylko czy wtedy jeszcze bedziesz jej chciał?
Witam ponownie i dziękuję za zainteresowanie tematem. Przeczytałem już kilka porad z tej strony i łapie się za głowę, widząc jak wiele błędów popełniłem... ale tego już nie odkręcę.
Zgadza się Guest, przez te wszystkie lata nie spotykałem się z żadną dziewczyną tak na poważnie, były to nazwijmy drobne epizody, ale nawet nie warto o nich wspominać. Dla niej byłem kumplem ,,dobrą radą'', który zawsze w potrzebie służył dobrym słowem i wsparciem - bardzo często w jej miłosnych rozterkach...
Myślę, że przez ten czas zaszufladkowała mnie jako kumpla, ale może liczyła też, że w końcu się nią zainteresuje i coś z tego będzie. Jak pokazał czas zainteresowałem się, ale że byłem dla niej dupą, a nie facetem - dziś jest tak, a nie inaczej.
Box, ona mi nigdy nie powiedziała, że czuje się przy mnie wyjątkowo. Nie sądzę aby jakakolwiek dziewczyna czuła się tak przy facecie, który boi się jej dotknąć... ale jak już pisałem, ona sama mi taka barierę stworzyła w głowie, a ja chcąc być ostrożnym i nic nie popsuć nie wiedziałem jak ją obejść. Co do jej kuzynostwa... nie było tak, że z nimi nie gadałem w ogóle.. starałem się jak mogłem porozmawiać ze wszystkimi. Jako, że miejscowość w której byliśmy trochę już znałem - robiłem chwilami za przewodnika tłumacząc, co, gdzie i jak. Żeby nie być monotematyczny starałem się nawiązać też luźne rozmowy, ale na to brakowao po prostu czasu. Niestety w jej opinii ja po prostu źle się czułem w ich towarzystwie, co było totalną bzdurą i wiele razy jej o tym mówiłem... ale ona wiedziała lepiej:(
W ogóle od kiedy powiedziałem jej o swoim uczuciu, wszystko jak to ujął Guest zmieniło sie o 180 st. nie umiała albo nie chciała nawet nawiązać ze mną kontaktu wzrokowego, co mnie bolało. Czułem po prostu, że nie jest już tak jak przedtem. Mimo wszystko nadal chciała się spotykać i dać nam szansę. Nie wyszło. Tak na marginesie, to ona jest dość upartą i stanowczą dziewczyną z natury. W sprawach miłosnych wydaje mi się, że jest bardzo podobnie, tak więc nie wiem czy ona jeszcze zachce dać nam szanse...
Nie mysl czy "ona zechce dac nam szanse", bo to Ty sobie ja przede wszystkim odebrales. W kazdym Twoim zdaniu czuc ze traktujesz ja jakby stala na Olimpie. Przez caly ten czas ona fajnie spedzala czas z Toba, ale nie bylo w Tobie kszty faceta. Nie obraz sie, bo nie o to tu chodzi, ale troche pizdowatoscia od Ciebie jechalo. Zmien to koniecznie. Musisz byc twardszy, stanowczy, opanowwny, wiedzacy czego chcesz i bioracy to jak swoje. Nie popadaj w skrajnosci, ale zmien troche srodowisko, pocwicz relacje z innymi dziewczynami a zdecydujesz ze pare miesiecy albo pozniej co z panna zrobic. Zobaczysz jak wiele Ci sie wyjasni w zyciu i wlasnej glowie.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Ależ skąd, nie obraże się. Napisałem by uzyskać jakieś konkretne informacje i wskazówki, a nie szukać pocieszenia.
Zgadzam się, traktowałem ją jakby stała na Olimpie, w końcu zakochałem się w niej po uszy, ale w naszych relacjach z mojej strony zabrakło tego pierwiastka prawdziwego faceta. Bardziej kierowałem i skupiałem się na tym co ona mówi. Wiele razy rozmawiając z nią w necie, mówiłem że bardzo bym ją chciał przytulić i pocałować, a ona na to, że nie obściskuje się z kimś do kogo nic nie czuje i koniec. Więc tylko na moich chęciach się kończyło. Później patrząc przez pryzmat jej słów, na tych spotkaniach owocowało to tym, że głównie tylko siedzieliśmy i gadaliśmy. Taka bariera po prostu. Wiem też, że ona boi się zaufać jakiemukolwiek facetowi, bo była w szczęsliwym związku pond 3 lata, mieli już konkretne plany, jednak on ją zostawił.
Staram się pracować na sobą, przede wszystkim chcę stać się pewniejszym siebie w relacjach z dziewczynami. Tyle, że ja z natury jestem dość spokojny, konkretny... dużo myślę, analizuję, planuję... tylko mało mówię. No ale trening czyni mistrza.
Cześć, ja też doczytałem do końca i jak czasem czytam jak zachowują się, niektóre dziewczyny to mam wrażenie, że są sadystkami. Panowie, nie oszukujmy się. Chłopak dawał tak jasne sygnały, że trzeba być kompletnie ślepym, żeby nie zauważyć intencji. Wychodzenie z ramy przyjaciela jest cholernie trudne i rzadko się udaje ale ja na miejscu tej dziewczyny przestałbym dawać mu zmienne sygnały tylko powiedział wprost - nic z tego nie będzie! Wiem, jestem facetem i dla mnie wszystko jest proste a po drugiej stronie nic nie jest proste, ale na litość Boską, przecież ta dziewczyna musiała sobie zdawać sprawę z tego jak się czułeś. Mnie się to kojarzy trochę z wbijaniem palca w czyjąś ranę, aby sprawdzić czy jeszcze żyje i proszę nie piszcie mi tu o przyjaźni, bo przyjaciela się nie krzywdzi! Zresztą, przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest niemożliwa, no chyba że oboje są zupełnie niepociągający dla siebie, ale to też na krótką metę działa, bo wcześniej czy później dobrze się czując razem, spędzając dużo czasu ktoś się w końcu zauroczy nawet jak fizycznie coś tam nie działa...
To ogólnie... a teraz do założyciela wątku...pewnie mnie zlinczują, ale byłeś sobą! To jest najważniejsze! Lepsze to niż stosowanie na siłę technik z tej strony, bo to w Twoim wypadku, bez uprzedniego przygotowania mogłoby się skończyć tym, że ośmieszyłbyś się do końca. Pomyśl tak, nic złego nie zrobiłeś, zaoferowałeś komuś swoje uczucie, coś co jest najpiękniejsze i najważniejsze na świecie. Ten ktoś to odrzucił. Być może z obawy, być może z wyrachowania, być może nie odrzucił, tylko bawi się z Tobą, bo wie, że ma Cię w garści - nieważne. Nie zastanawiaj się nad tym tylko idź dalej, nie bocz się na nią, nie udawaj na siłę teraz "pua srua' bo nic z tego nie wyjdzie. Idź na siłownie, zacznij biegać, ćwiczyć, rozwijaj hobby i pasje, określ swoje krótko i długoterminowe cele a przede wszystkim poznawaj inne kobiety! I nie rób tego wszystkiego dla niej czy dla innych kobiet albo dla faktu, aby jej pokazać, że jesteś cool, tylko dla SIEBIE. Zobaczysz jak świat zacznie się zmieniać w Twoich oczach i jakie kobiety pojawią się w Twoim kręgu. Tylko nie zamykaj się w sobie, idź w świat! Nie bój się porażek bo są one elementem naszego życia a każda porażka to tak naprawdę sukces, bo pomaga nam zrozumieć mechanizmy i zasady rządzące tym światem. Wczułem się w temat, bo jako nastolatek byłem w podobnej sytuacji...
Pozdrawiam.
PS: Ja zerwałem kontakt w podobnym wypadku i powiem Ci, że sprawdziło się powiedzenie, że one zawsze wracają. Kiedyś mnie nie wyszło a dziś ona by chciała, jest blisko...ale niestety
////Pani twierdzi, że jest w ciąży, po wizycie u lekarza przychodzi do mnie sms: "Byłam u lekarza, okazało się, że to nie ciąża tylko polip na macicy. Po tym co usłyszałam nie chcę Ciebie znać."
////
Cześc Panowie. Kurcze mam pewien dylemat. Zorientowani w wątku wiedzą, że zerwałem kontakt z tą moją koleżanką i przysiągłem sobie nie odzywać się do niej pierszy. Tyle, że... idą Święta i chyba wypadałoby złożyć jakieś życzenia. Nie chciałbym wyjść po prostu na jakiegoś prostaka nic nie wysyłając, a z drugiej strony będzie to dla niej sygnał, że nadal o niej myśle i być może ciągle mam nadzieje. Jak myślicie, lepiej wytrwać w milczeniu czy złamać swoją przysięgę ?
W planach mam kartkę świąteczną, będzie jej przypominać o mnie, kiedy na nią spojrzy
już cię ciągnie do niej, fafik?
oj... sorry, rufikk
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Ok, zrozumiałem przekaz.