Witam.
Dawno mnie tutaj nie było lecz powracam z problemem. Poznałem blisko pół roku twmu dziewczynę, pod każdym względem nie ideał ale mocno ponad przeciętna. Od samego początku wiedziałem że ma chłopaka i w ciemno szedłem w kolezenstwo, przyjaźń. Po pewnym czasie znajomości Zaczęliśmy pisać, od rana do wieczora, godzinami i tak to trwa już dobre 3 miesiące. Nie potrafimy przestać, są dni gdzie wymienimy kilka zdań a są takie które piszemy tj wspominałem od rana do nocy. Raz na jakiś czas się spotykamy bez jakiś większych zbliżen ze względu na jej chłopaka. Nie chciałem naciskać i dalej tego nie robię mimo, że zaczynam odczuwać że zmienia się to w coś większego, czuję że tracę kontrolę i się zakochuje. Ona jest ze swoim chłopakiem i niby są szczęśliwi, pojedyncze kłótnie są normalnościa w żaden sposób nie chce tego psuć. Co najlepsze chłopak nie wie o moim istnieniu, na początku mu nie mówiła a teraz jest przekonana że gdy się dowie będzie to ich koniec. Ogólnie jesteśmy na relacjach mocno przyjacielskich. Ja wiem o niej wszystko ona o mnie to samo. Tj. Wspominałem czasami się spotykamy często dzwonimy jak to przyjaciele. W ogóle oboje nie widzimy możliwości by coś w naszej przyjaźni miało się zepsuć jednak już sam nie wiem co robić. Jak myślicie? Zakończyć znajomość mimo że będzie to trudne? Czy dalej żyć tak jak jest licząc na to, że się coś zmieni?
Piszę z tela więc przepraszam za błędy chaos.
Pozdrawiam
dobrze wiesz że to co robisz to czysta głupota,strata czasu i namieszanie w głowie
zbierz się na odwagę i zadziałaj jak nie wyjdzie będziesz miał powód odpuścić sobie.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
I to jest ten moment, w którym lekarz musi powiedzieć pacjentowi, że ma raka.
Wyrok niestety brzmi, że w tym momencie jesteś dla dziewczyny bardzo fajną koleżanką i jest to pozycja chyba najgorsza z możliwych żeby coś osiągnąć, zwłaszcza, że ona nie jest sama tylko w szczęśliwym związku (gdyby była sama, też miałbyś ciężko nie oszukujmy się).
najlepsze wyjście, to przeprogramować mózg zapomnieć o jakimkolwiek zakochaniu/miłości życia i korzystać z faktu posiadania kumpeli, na której można się uczyć - słuchać bab, rozmawiać z babami, obserwować baby, poznawać ich ocenę sytuacji, poćwiczyć wymianę argumentów (żeby przekonać się na środowisku testowym, że to generalnie nie ma sensu).
jeżeli nie dasz rady przeprogramować tego zauroczenia w fajną znajomość - lepiej skończ z tym zanim Ci odjebie i zrobisz coś, czego będziesz się później wstydził.
Septo, czy to w szczęśliwym związku jest ta laska to nie wiem. Faktycznie pozycja wyjściowa pacjenta nie jest zbyt dobra, ale to że gada z Nim godzinami może równie dobrze oznaczać, że jest zainteresowana czymś więcej, tylko się boi, bądź czeka na wyraźniejsze sygnały ze strony naszego kolegi. Na dwoje babka wróżyła.
Ciężko mi sobie wyobrazić, że dziewczyna w związku godzinami gada z gościem którego poznała parę miesięcy temu. Jak na moje oko to jej się w związku ostro jebie i tak na prawdę szuka gałązki na którą może się przewiesić, ale na razie czeka, bo " nie wiem co czuje".
Gra nie warta zachodu.
Twoja teoria jest dosyć mocno naciągana. Jedynie co na plus kolegi przemawia to jest to, że laska się ustawia z nim na żywo na spotkania sam na sam. Gdyby miał jaja, to by zaczął coś w końcu działać na takich spotkaniach.
Raczej wygląda to na tampon emocjonalny, nie ma z kim pogadać, to ma od tego koleżankę z penisem.
Ktoś tu już to pisał, życie to nie Hollywoodzki film. Przejście z głębokiego friendzona do czegoś więcej jest wielokrotnie trudniejsze od poderwania nie zainteresowanej kobiety, a czasem wręcz nie możliwe.
Autor tematu raczej nie posiada zbyt wysokich umiejętności w zakresie d-m. Także lepiej dla niego, jak sobie ja odpuści.
P.S. Ja bym na jego miejscu zajął się jej koleżankami, ma na wstępie niezły socjal - w końcu dobry kolega ich psiapsióły.
--------------------------------------------------------
Jeśli powiesz "nie udało się" staniesz się 10 razy silniejszy, niż gdybyś miał powiedzieć "co by było gdybym spróbował..."
Dokladnie odkodowac,zneutralizowac,usunac,skasowac,wybić to sobie z głowy i tak jak ktoś co bardzo mądrze napisał powyżej (pozdrawiam Septo) cieszyć sie z faktu posiadania fajnej znajomej,koleżanki i zmaleć sobie inny obiekt zainteresowania...Najlepiej nie posiadającej samca ,zainwestować czas energię i cos ugrać
...
don't ever give up...
Sranie w banie, generalnie. Jasne jest, że nie będzie jej traktował jak obiekt do nauki, gdy hormony w nim buzują i zaczyna chodzić 10 centów ponad chodnikiem. Również będzie się męczył w relacji "czysto koleżeńskiej" - myślicie, że będzie potrafił przejść na porządku dziennym w momencie, gdy będzie szła w ślinę ze swoim chłopaczkiem, tudzież będzie w interakcji z innym adoratorem?
Masz w sumie dwa wyjścia. Dalej tkwisz w tym bałaganie i zauroczeniu i dalej piszecie sobie te słitaśne wiadomości i liczysz na to, że faktycznie w końcu zaskoczy i będzie coś z tego więcej - chuj wie kiedy i czy w ogóle. - Zależy od tego czy kręcisz ją jako facet, czy raczej traktuje Cię jak tampon emocjonalny i zapychacz czasu, gdy jej boy nie wsuwa fiuta między uda.
Albo druga opcja, odkładasz na bok to zauroczenie i stawiasz wszystko na jedną kartę. Albo się uda, albo nie. Jak się rypnie, to pewnie już po pisaniu do rana i generalnie pozamiatane. Ale to w mojej opinii najlepsze wyjście, w Twojej sytuacji. I dobrze by było, gdybyś był tym kolesiem z którym pisze - w sensie, że sprzedajesz w necie swoją prawdziwą osobę, a nie wyimaginowany obraz. - Nie raz, nie dwa się spotykałem z laskami z neta i zauważyłem, że jeżeli jesteś tym samym typem z rozmów, to rozwój interakcji i zdobywanie kolejnych "baz" jest czystą formalnością.
www.noru7es.wordpress.com
Autorze, posłuchaj...
Mam bardzo podobna sytuację, dobra kumpela. prawie jak przyjaciołka z tym, że znamy się od pierwszej klasy gimnazjum (czyli już jakies 10lat) Ona wie o mnie naprawdę sporo, ja o niej również, oboje pocieszaliśmy sie po rozstaniach ze swoimi połówkami, rozmawiamy dosłownie o wszystkim, a tematy łóżkowe, dobre i złe strony naszych partnerów w tych sprawach to też bardzo częsty temat. Mógłbym zagadać nt. związku, bo czasem mam wrażenie, że zachowujemy się jak para, ale w moim przypadku sytuacja wygląda tak, że ja zwyczajnie nie chcę stracić naprawdę świetnej kumpeli, osoby, która zawsze mnie wspierała, na którą moge liczyć, która wstanie i przyjedzie do mnie nawet o 2 w nocy jeśli będzie taka potrzeba...nie chcę tracić tego wszystkiego, tej całej dobrej relacji między nami dla kilku miesięcy ruchania. Może się okazać, że jako para całkiem nie sprawdzimy się, wówczas leżymy oboje i kontakt staje się w dużym stopniu ograniczony - tracisz ważną osobę.
W Twoim przypadku polecam, abyś na chłodno, na spokojnie przemyslał sprawę, pomyslał, przeanalizował czy wchodzenie z nią w związek ma sens, jeśli wiesz, że za jakiś czas to wszystko moze niespodziewanie z błahego powodu pierdolnąć, a Ty tracisz ważną osobę z którą się dobrze dogadujesz. Rób swoje, cierpliwość w dużym stopniu popłaca, a bardzo możliwe, że ONA zacznie sama temat związku i wówczas wygrałeś.
Przyjaźni z tego już nie będzie (swoją drogą - przyjaźń damsko-męska, dobre
). Powiem ci jak to się zakończy:
a) ona rzuci dla ciebie chłopaka i będziecie żyli długo i szczęśliwie
b) powie ci "myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi" i to bedzie ostatni raz kiedy będziecie się widzieli, o ile nie macie przymusu widywania się (praca, uczelnia, znajomi)
END OF STORY
Ja bym nawet się w to nie pakował i po prostu zerwał wszelki kontakt. Wiem jednak, że tak nie zrobisz, bo musisz sam się przekonać jak jest, dlatego też, pozostaje mi życzyć powodzenia i pamiętaj, by cokolwiek się stanie, wyciągnąć z tego lekcje.
-----------------------------------------------------------
Wiem o tym, bo Tyler o tym wie.
Najlepiej byłoby jakbym na pstryknięcie palcem sobie zażyczył aby wrócić do jak to napisał kolega wyżej korzystania z faktu posiadania kumpeli- ale tak się nie da
To nie jest tak, że mi zależy na tym aby być z nią itp. Hormony ruszyły w nieco innym kierunku niż planowałem i nie da się ukryć, że ciężko nad tym zapanować i w pewnym sensie wpadłem w jakieś tam sidła. Czy jest to strata czasu? nie wydaje mi się. Super mi z nią było jako przyjaciółką i pierwsza rzecz którą chcę osiągnąć to na pewno tego nie stracić.
Bardziej skłonny jestem pozostać przy kierunku który zaproponował kolega Gomissim i liczyć na to, że mimo wszystko dalej będziemy się dobrze dogadywać. Myślałem o zwerwaniu kontaktu itp. ale jakoś ciężko mi ten ruch wykonać.
Tylko nie wyskocz do niej z "poważną rozmową o związku" albo inną samobójczą akcją.
To niekoniecznie musi być stracone. Zobacz, że zbudowałeś na maxa bliską relację i teraz dużo zależy od tego czy ona uważa Cię tylko za psiapsiółę - miętką faję co można się wygadać i zawsze wysłucha, czy też ma ochotę na coś więcej, ale ma faceta i nie chce ryzykować. Zastanów się na chłodno jakie są między wami relacje, jakie relacje między nią a jej facetem - ja tego nie wiem, za mało informacji. Jeśli jest opcja na to drugie + w jej związku jest kiepsko, działaj - bez spiny, na luzie; wprowadzaj dotyk, jak będzie okazja całuj. Jak się będzie opierać, cofnie głowę, wkurwi się, cokolwiek nie tak pójdzie - zachowuj się jakby nic się nie stało, obróć w żart, nie tłumacz się, nie może cię to ruszyć. Pamiętaj, że ona może mieć wyrzuty sumienia/nie chcieć wyjść na kurwę/łatwą itd. Potem obserwuj jakiś czas i jak będziesz widział że nic złego się nie dzieje, próbuj znowu.
Nie zagwarantuję ci że to dobry sposób, ale piszę to z mojego doświadczenia, zawsze miałem więcej koleżanek niż kolegów i zdarzało się, że z dobrą koleżanką/przyjaciółką zaszło coś więcej. Zazwyczaj oboje byliśmy wolni i robiłem to raczej z ciekawości i po zaspokojeniu jej kończyło się jakby nigdy nic dalszą przyjaźnią.
------
"Każdego dnia, w każdym momencie dokonujesz wyboru, który może odmienić twoje życie" - Biegnij Lola Biegnij
Mam pytanie czy tak z nia gadajac od rana do wieczora zwierza CI sie ze swoich problemow z obecnym facetem? Poza tym rozmawia na temat swoich chorob, dolegliwosci czy innych negatywnych swoich stron?
Jeśli ma takowe mówiła mi o tym ale nie chciała się za specjalnie tym dzielić, jedynie powierzchownie. O jej chorobach czy dolegliwościach też coś tam wiem...
Jestes we friendzone tak gleboko jak tylko sie da, nic z tego nie bedzie, na pewno nie przekonasz jej do siebie. zreszta to chyba najbardziej walkowany temat
Jak wyjsc z friendzone, pulapka przyjaciela itp.
Jesli jestes w niej zakochany to jeszcze gorzej. Wtedy facet popelnia wszystkie bledy chcac zdobyc swoja ukochana.
Ja bym sobie odpuscil i zerwal kontakt dla wlasnego zdrowia psychicznego. Odkochasz sie i tyle.
Mozesz jej tez wyjasnic na czym sprawa sie ma i wtedy zerwac kontakt ale nie przekonasz jej do siebie.
Zgadzam się. Autorze - poszukaj sobie mojego tematu o życiu we friendzone. Postanowiłem trwać i ta decyzja wygenerowała pół roku ciągłego przeciągania liny, niepewności, zlewek i prób wykorzystywania mnie. W pewnym momencie "wyszedłem przed szereg" i panna otwarcie zlała mnie dodatkowo okazując ostre wkurwienie. Znalazła faceta. Skończyło się zerwaniem kontaktu z mojej strony, gdy miałem już 300% pewności, że nigdy z FZ nie wyjdę. O pewności siebie, która osiągnęła dno - nawet nie wspomnę.
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
Jebnij samobója dla swojego dobra.
Założe się o cały swój hajs, że nie wprowadzałeś w rozmowie kontekstu seksualnego waszej relacji.
Jesteś dla niej zapychaczem czasu i całkowicie antyseksualny.
Szansa powodzenia 1%. Są sposoby aby odrobinę zmienić jej nastawienie do twojej osoby, ale zmarnujesz na to ogrom wysiłku, nerwów i czasu.
Uwierz mi nie warto, skończ znajomość i poszukaj kogoś innego.
--------------------------------------------------------
Jeśli powiesz "nie udało się" staniesz się 10 razy silniejszy, niż gdybyś miał powiedzieć "co by było gdybym spróbował..."
No to dołożę autorowi cytatem, bo widzę, że mu mało:
"
Kiedy gość, który "jest tylko kolegą" przyznaje się do swoich uczuć w stosunku do dziewczyny ta zwykle czuje się obrzydzona albo oburzona. Nie będzie żadnego romantycznego momentu jak w jakimś głupim filmie. Albo pomyśli "co za frajer - nie miał nawet jaj, żeby przyznać się, że mu się podobam!" albo "ten kłamliwy palant udawał mojego przyjaciela tylko po to, żeby mnie przelecieć! a ja myślałam, że on jest inny!".
"
Jesteś skończony w tej relacji. To, że się udaje w jednym przypadku na tysiąc, to nie znaczy, że jest sens w to brnąć. A największy Twój problem - bo to zawsze jest ten sam problem - jest taki, że nie masz na horyzoncie nawet cienia innej spódniczki, za którą mógłbyś się uganiać, prawda?
Nie to, że możesz zagadać jakąś dziewczynę gdziekolwiek i po paru dniach być z nią na damsko-męskiej randce, po kilku kolejnych dniach wylądować w łóżku i cieszyć się normalną relacją, nie? Lepiej miesiącami się ślinić do niedostępnego...
Miałem podobną sytuację z przyjaciółką. Po powiedzeniu jej wprost co czuję i że chcę czegoś więcej odstraszyło ją to jeszcze bardziej. Była po rozstaniu z chłopakiem, trochę niewłaściwy moment..Nie mogłem się z tym pogodzić i jak frajer łudziłem się nadal, że może zmieni zdanie, coś się zmieni itp. NIE NIE ZMIENIŁO SIĘ. Spaliłem akcję, więc musiałem urwać kontakt(co nie było łatwe). Pomogło zaprzestanie spotkań. Wyjaśniliśmy sobie wcześniej, że jesteśmy przyjaciółmi tylko. Potem wyjechała, wróciła i znowu coś we mnie się obudziło ;o. Byliśmy przyjaciółmi, ale jak przyszła z nowym chłopakiem na spotkanie ze mną to jakoś nie mogłem tego w środku znieść(czyli nie przeszło) -zresztą sama to zauważyła i spytała później sam na sam o co chodzi. Zacząłem się nakręcać ponownie i tak kilka razy
. Generalnie postanowiłem pójśc naprzód ale jedyne co mi wyszło to całowanie, które jeszcze bardziej mnie wciągnęło w czarną dziurę. Straciłem na to cały rok, tyle mnie to kosztowało...mogłem przez ten czas poznawać inne, a jak głupi pakowałem się cały czas w to samo bagno(mimo ze byłem swiadomy tego, że w tej grze przegrałem). Teraz już się z tego śmieję, a z ową Panną mam kontakt-przyjacielski. Rozmawiamy sobie co jakiś czas. Zresztą nie wyobrażam sobie być już z Nią (wiem o Niej dużo, ba za duzo, a ona o mnie).
A Tobie radzę tak:
Na pewno nie radzę Ci czekać w nieskończoność. Myśli typu :"Może coś się zmieni, zrypie im się w związku, poczekam jeszcze" są nie na miejscu. 1. Nawet jakby jej się coś pogorszyło w związku to nie znaczy, że masz łatwiej. Może i by przyszła do Ciebie, ale po to by się wyżalić, użyć Ciebie jako tampona.
2. Ile można czekać? Ja pewnie też bym do dzisiaj czekał gdybym sobie nie odpuścił, bo już wiem, że z Nią ni chuja nie wyjdzie nic więcej niż ta przyjaźń(jestem pod wrażeniem, że chociaż to się udało, bo bywało źle ojjj w kurwę źle).
Ja na Twoim miejscu ograniczyłbym kontakt, nie mówię o całkowitym zerwaniu, ponieważ może jak będziecie mniej rozmawiać to te emocje Ci opadną, kto wie...
Poza tym nagłe całkowite odcięcie może pogorszyć Twój stan emocjonalny.
Stopniowe ochładzanie relacji jest wg mnie lepszą opcją.
Pójście na całego moim zdaniem skończy się fatalnie. Dziewczyna odetnie się od Cb, nie będzie już żadnych miłych rozmów. Napisałeś, że rozmawiasz z Nią od rana do nocy.
Wyobraź teraz sobie jakbyś nagle to stracił. Wiesz co poczujesz?
Wydaje mi się, że pustkę. Taka intensywność, która przerodziła się nagle w NIC.
Będziesz cierpieć katusze przez jakiś czas zanim nie dojdziesz do siebie psychicznie.
Wiem co mówię, bo miałem ostatnio taką sytuację z inną panną. Poznałem ją przez koleżankę, zaczęliśmy pisać intensywnie przez jakoś 3 miesiące (codziennie). Dzwoniliśmy do siebie, rozmawialiśmy godzinami po nocach przez telefon, generalnie bardzo mi to odpowiadało. Cieszyłem się, że miałem kogoś takiego przy sobie. Doszło do czegoś więcej niż zwykła rozmowa NO I co się stało?
Rozpadło się wszystko. Bliskość fizyczna zniszczyła ten psychiczny kontakt. Dopadła mnie wspomniana pustka. Nie wiedziałem co mam robić. Tak to zawsze z Nią pisałem a teraz nie wiem co mam ze sobą zrobić. Myślałem o Niej często i pisałem. Jedyne co dostałem w zamian to CISZĘ z jej strony. Odczytana wiadomość-to mi pozostało. Pisałem do ściany, prowadziłem monolog.
Uznałem, że nie chce tak dłużej i teraz już od jakiegoś czasu nie pisze. Nie mam pojęcia co się stało, ale przyznaję, że brakuje mi Tych rozmów.
Tyle ode mnie 'niebieski'. Opowiedziałem trochę o swoich doświadczeniach, bo wydały mi się w jakimś procencie podobne, może i znajdziesz w tym coś co sam wykorzystasz. Sam się cały czas uczę i podchodzę z nastawieniem, że każda relacja z panną(czy to zjebana czy udana) to jest NEW EXPERIENCE.
Daj znać jak Ci poszło.
Trzymaj się!
Pierdolenie o szopenie. Z tobą gada i pisze a on ją bzyka, jemu robi laskę. Pasuje ci to? Po co ci przyjaciółka, nie masz kumpli? Powiedz jej prosto z mostu ile dla ciebie znaczy, ze kochasz itd. a zobaczysz ile warta jest ta przyjaźń - spuści cie w klozecie a deskę przyciśnie dużym głazem. Ogarnij się i stopniowo wycofaj z tej znajomości
"Po pewnym czasie znajomości Zaczęliśmy pisać, od rana do wieczora, godzinami i tak to trwa już dobre 3 miesiące."
Zmień swoje podejście i zacznij żyć bo możesz mieć problem z innymi pannami przy takim podejściu. Też bym nie traktował poważnie kogoś kto napierdala do mnie wiadomościami od rana do wieczora. Jestem pewny, że pannie przeszło przez myśl coś więcej na początku ale szybko jej to z głowy uleciało. Mógłbyś to inaczej rozegrać ale musiałbyś mieć mocne jaja a wydaje się, że nie masz takiej wiedzy aby to inaczej poprowadzić. Szkoda nerwów na takie relacje.
Z pewnymi rzeczami powinno się postępować jak z chwastem... jak nie wytniesz go za wczasu, zniszczy Ci cały ogródek
"Piękne kobiety nie są dla ludzi leniwych" Gracjan