Mam pewną koleżankę z którą krótko mówiąc lubię spędzać czas. Posiadamy wspólne zainteresowania, znajomych i często swoją paczką jedźmy na imprezy. Ostatnio po imprezie ona troszkę za dużo wypiła i zaczęła się zwierzać całej naszej paczce. Widziałem że ma chłopaka już sporo czasu ale okazało się że koleś przegina pałe. Podczas bycia z nią w związku znalazł sobie inną i miał dwie, obiecując Mojej znajomej że to było chwilowe i ble ble ble. Nie wiem co on jej nagadał ale Ona jest w niego taka zapatrzona i wierzy że on się zmieni przez co widzę jak się załamuje i jest rozchwiana emocjonalnie a Kolo ma to w dupie i obraca inne panienki po kolei. Naprawdę jest to zajebista dziewczyna i robi mi się jej szkoda.
Chciałem się was poradzić co zrobić w tej sytuacji. Jechać i wpier.. kolesiowi mogę w każdej chwili, tylko że za bardzo nic tym pewnie nie osiągnę.
A zadałeś sobie pytanie czego Ty od niej chcesz? Chcesz ją mu "odbić" czy tylko Ci jej szkoda? Coś konkretnego chcesz osiągnąć czy tak tylko rozkminiasz?
Na twoim miejscu w żadnego rycerzyka bym się nie bawił, a w myśl zasady że "prawda jest po środku" wgl. bym się nie mieszał. Znasz tylko wersje jednej ze stron barykady.
---------------------------------------------------------------
Think different
Mamy go! Obrońca uciśnionych, rycerz na białym koniu! Już by leciał "wpierdolić" kolesiowi, bo dziewczyna powiedziała, że koleś jest be.
Liczy na to, że po spuszczeniu wpierdolu dziewoja przejrzy na oczy i wybierze naszego rycerza, który jednak nic nie zyska.
Przestań się mieszać w cudze sprawy, znasz jedną stronę medalu i już chcesz bić jakiegoś faceta, co najmniej jakby skrzywdził Twoją matkę. Błazenada.
A co chcesz osiągnąć?
Nie chce jej broń boże odbijać. Tylko nie podoba mi się zachowanie jakie tamten koleś reprezentuje i nie szanuje dziewczyny.
Może i macie rację żeby się nie mieszać, ale też nie chce na to patrzeć jak ziomek sobie pogrywa.
Człowieku zachowujesz się jak jakiś desperat, co Cię obchodzi życie innych? Uważasz że jak byś miał problem to by Ci taka lala pomogła co nie ma mózgu? Tak nie ma, bo jak by miała to nie pozwoliłaby na takie traktowanie;)
Hm...
Obawiam się, że póki w związku nie dzieje się nic o charakterze przemocy (zwłaszcza fizycznej), niewiele możesz zrobić. Trwanie w takim związku - to autonomiczna decyzja Twojej koleżanki i póki ona nie sprzeciwia się temu, póty tak to będzie wyglądać.
Może panna cierpi na syndrom ofiary, może jest DDA, może milion innych rzeczy...
To tak trochę jak w zgodzie z maksymą:
Volenti non fit iniuria (łac. Chcącemu nie dzieje się krzywda).
Rambo, rozejrzyj się dobrze, na pewno gdzieś mąż napierdala żonę, matka dzieci a dzieci psa/kota/świnkę morską, ktoś ciężarnej miejsca nie ustąpił - nie skupiaj się tylko na tamtym kolesiu - ubierz pelerynkę Batmana i działaj - świat czeka...
Oj chyba muszę kupić sobie taką pelerynkę
Już kilka razy mi się zdarzyło wkroczyć do akcji - czyli wezwać policję, gdy synuś wrócił z paki i bił zniedołężniałą matkę. (Akurat wtedy zanim przyjechała policja zeszłam tam razem z jeszcze jedną sąsiadką, ona z nożem do chleba a ja z tłuczkiem do mięsa... - była adrenalina).
Sąsiad który się nawalił i wyrzucił żonę z dzieciakami na klatkę schodową - też spotkał się z dzielnicowym.
Wiele było takich akcji.
Uratowałam (pośrednio, wzywając karetkę) faceta, który miał zawał (leżał w parku, a wszyscy myśleli, że pijany)
Ja to chyba jakaś nadpobudliwa społecznie jestem - stwierdzam.
Szczerze mówiąc - moim zdaniem lepiej tak, niż nic nie robić, nie zauważać, ignorować, choć może wydawać Ci się to śmieszne.
Elba, Ty w jakimś slamsie dla eksmitowanych mieszkasz?
Mieszkałam
lata temu.
Blokowisko, czyli normalne osiedle w jednym z małych miast, jakich setki są w naszym pięknym kraju.
Klatka schodowa, 4 piętra, po 3 mieszkania na każdym poziomie. Wystarczy, że w dwóch mieszkała patola i Voila - przygody gwarantowane.
to Ty stara dupa jesteś... bez obrazy rzecz jasna...
Bingo.
Jesli jej tak bardzo zle to niech ona z nim zerwie, nie ma sensu sie mieszać, takie jest moje zdanie
No rambo, weź kółko i stuknij się nim w czółko. Od takich rzeczy są inni ludzie nie Ty.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Płacze, jęczy i narzeka, a sama nic z tym nie robi. Pierdol to. Ogólnie jak ktoś narzeka, a na pytanie 'i co z tym fantem zamierzasz zrobić/robisz?' odpowiada 'nic', to ja się wtrącać nie będę. Bo do czego? I po co?
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Dałem Ci plusa, chociaż to też niekoniecznie musi tak być. Pomijając takie osobistości jak np. Dalajlama czy Tolle, to jednak ktoś może po prostu lubić pomagać (z własnych egoistycznych pobudek rzecz jasn), a niekoniecznie wypiera się swoich 'problemów'. Wszak jestem tego żywym przykładem
Aczkolwiek jak sam kiedyś miewałem takie zachęty, aby komuś spuścić bohatersko wpierdol czy wyobrażałem sobie jak ratuję 'świat' przed jakimiś złoczyńcami to rzeczywiście miałem pewne 'tyły' jeżeli chodzi o samoświadomość i jestestwo ogółem.
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Idź ją pociesz
Dam Ci do myślenia
Dziękuje za wypowiedzi. Z jednej strony daliście mi do myślenia a z drugiej dalej mam swoje racje.
Temat do Zamknięcia