Chciałem poruszyć problem zakupów z Kobietami. Myślę że to pole na którym często cipujemy strasznie.
Kiedy ostatnio chodziłem po jednej z Galerii handlowej w moim mieście para w wieku ok. 25-30 lat robiła zakupy. Chodziło konkretnie o jakąś koszule. Gościowi bardzo się podobała, a kobiecie nie. Była tak nieprzyjemna w odradzaniu mu zakupu że aż mi się gościa żal zrobiło. Trochę z nią tam dyskutował jednak ostatecznie ona wygrała starcie. Gość odpuścił i tak naprawdę wcale mu się nie dziwie, choć by po to żeby mu laska obciachu już w sklepie nie robiła. Nie da się ukryć że większość kobiet ma lepszy gust i wyczucie mody od facetów, mamy tego wszyscy świadomość, jednak wielokrotnie zastanawiałem się na ile możemy pozwolić kobiecie ingerować w nasz styl, w to co kupujemy, czym pachniemy i jakiego koloru mamy kupić samochód
Tworząc związek jednak kompromis jest podstawą, wiele decyzji jest nie jako wspólna. Np jak chcemy kupić sofę do domu. Wiec gdzie jest granica? Czy waszym zdaniem decyduje ten kto płaci? Mówię tu o zakupach już bardziej konkretnych.
Jakie są wasze doświadczenia w tej materii?
Jak zabieram laskę/znajomą na zakupy to się słucham (ostateczną decyzję ja podejmuję). Jak nie potrzebuję pomocy to idę sam.
Jak jesteśmy małżeństwem i kupujemy wspólny samochód to kompromis, jak kupuje motocykl tylko dla siebie za odłożoną kasę to raczej mam wyjebane.
Jeżeli jest to tylko związek i przedmiot zakupu nie dotyczy w żadnym stopniu drugiej osoby to liczy się tylko moje zdanie.
Tak to wszystko widzę, ale i tak uważam, że czasami warto dopuścić drugą osobę do zdania, żeby poczuła się potrzebna/ważna w związku.
Wbrew pozorom uważam, że poruszyłeś ciekawe zagadnienie. Bo jednak zakupy to dość ważna forma interakcji z kobietą. Płaszczyzna na której można wiele stracić jak i zyskać.
Decyduje ten, który kupuje i chce w tym chodzić. Ja często kupuje sam, bo lubię. A czasami chodzę razem z dziewczyną. Tym bardziej jest to uzasadnione, bo właściwie to mamy wspólny budżet.
Cenne dla mnie są jej uwagi, jednak nikt nikomu nie narzuca i wygląda to na zasadzie wymiany spostrzeżeń bez decydowania za drugą stronę. Ostatecznie to i tak ja decyduje, bo ja będę w tym chodził, znam siebie i wiem co mi się podoba, w czym będę się dobrze czuł itp. Moja dziewczyna jest wyrozumiała i rozumie to, więc się nie sprzeciwia.
Gdy ona coś kupuje to również czasami chodzę z nią na zakupy. Też jest ciekawa mojego zdania. Kobiety lubią znać zdanie mężczyzn na tej płaszczyźnie. Jednak też nic jej nie narzucam, obserwuje tylko jej reakcje jak coś widzi, heh kobiety zakupy odbierają emocjonalnie, doradzam, dziele się sugestiami, mogę i odradzić jednak to czy kupi jakieś ubranie czy nie to i tak jej wybór.
Można postawić zdecydowane nie, ale to w skrajnych przypadkach (jakieś dziwactwa, zbędne rzeczy itd) bądź gdy ma się wspólny budżet.
Niekiedy fajnie jest usłyszeć głos doradczy, jednak decyzja należy do tej osoby, która będzie w tym chodzić i myślę, że powinno to wyglądać w ten sposób w bardziej zaawansowanym związku.
Jak się kupuje wspólną rzecz jak np. samochód to jak najbardziej trzeba to między sobą uzgodnić.
Wszystko jest sztuką kompromisu i poszanowania zdania drugiej strony.
Pozdrawiam
Wszystko w porządku
Często biorę ze sobą koleżankę która wiem że lubi u facetów taki styl jak mi się podoba. Ale nigdy jej głos nie jest głosem decydującym. Podstawa, nasza rama ma być nie do przebicia. Gość dał sobie wejść na głowę i przez to będzie miał z nią cięzko...Lepiej oszczędzić sobie jej humory i mieć spokojne życie..
Jak byłem ostatni raz na zakupach z ex to mi powiedziała że robię zakupy jak baba.
Po prostu nie było nic ciekawego co mogło mnie na tyle zainteresować aby wydać ciężko zarobiony pieniądz. Kupie coś co mi się nie podoba i będzie wisiało.
Co ma wisieć nie utonie.
Ona chciała mi wszystko wybierać/narzucać a ja jakimś dziwnym trafem mam akurat gust i odrzucałem jej propozycje ubraniowe bo były po prostu chujowe.
Później mi wypominała że się nałaziła...
Żaden kolega nigdy mi nie powiedział że robię zakupy jak baba a tułaliśmy się po galeriach godzinami.
Tak to jest jak się nie pracuje i dostaje hajs od starych. A ja doskonale wiem że kobitki pracować raczej nie chcą i nie lubią, bynajmniej te młode.
Aha! A jakby mi się coś podobało to wrócił bym się po to ale bez niej
Ciężka praca. Indywidualne zasady. Nieustający rozwój.
Aha! A jakby mi się coś podobało to wrócił bym się po to ale bez niej
Hehehe, dobre
Zawsze marudzenia mniej...
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.