Problem choć istniał, to dopiero dzisiaj go zauważyłem.
Otóż jak rozmawiam z paroma dziewczynami kiedy są same wszystko jest fajnie, i bez problemu idzie wszystko.
Problem u mnie się pojawia jak podchodzi lub już jest (bo ja podejdę) 'konkurencja' w postaci innych chłopaków i trzeba 'walczyć' o 'zainteresowanie kobiet'.
Po prostu czuje, że gasnę i już nie mam takiej werwy jak wcześniej. Nie mam tej siły by ciągnąć rozmowę w swoim temacie i bez żadnych przeszkód.
Najczęściej przegrywam, bo po prostu nie wiem jak dalej prowadzić rozmowę, żeby jakoś i z dziewczynami i chłopakami jakoś dogadać, żeby można było w łatwy sposób wejść do rozmowy i jakoś nią 'dyrygować'.
Jako, że w akademiku mieszkamy, to najczęstszym miejscem spotykania się jest stołówka, i tutaj najczęściej rozmawiamy.
Nie czuje, że to jest dla mnie problem, żeby rozmawiać z dziewczynami. Bez problemu jestem w stanie zagadać do dziewczyn, i prowadzić rozmowę. Problem przychodzi własnie jak chcę usiąść przy stole i rozmawiać z resztą siedzącą przy stoliku.
Stosunek kobiet do chłopaków jest najczęściej 6/7 (kobiet) do 3/4 (facetów) - ot w takiej grupie się trzymamy.
Co zrobić, a może jak naprawić ten mój problem? Mieliście już coś takiego?
Rozmawiaj więcej z facetami. Jeśli będziesz wyluzowany i taki ukażesz się tym facetom, jednocześnie uwaga dziewczyn skupi się na tobie. Nie kupuj na siłę uwagi kobiet, bądź po prostu ciekawym facetem.
Miej wyjebane a będzie ci dane. ;>
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
U mnie też istnieje coś takiego czasami. W zasadzie do dziś po trochu i dołączam się do pytania. Myślę że u mnie to kwestia tego że nie przebywam praktycznie w żadnych grupach tylko jak już to spotykam się z pojedynczymi pannami.
"Kto próbuje przegrywa czasami, kto się poddaje przegrywa zawsze!"
Heh, u mnie też jest podobnie. U mnie tak jest, bo po prostu wolę gadać z dziewczynami
Sprawia mi to więcej radochy.
Poza tym jest to uzależnione od towarzystwa. Na przykład jeśli gadam z dziewczynami które dobrze znam i dołączy się mój dobry ziomek z którym dobrze się rozumiemy to problem nie istnieje. Najgorzej jest wtedy jak gadam z jakimiś koleżankami dalszymi i dołączy się chłopak, który ma z nimi dobry kontakt - wtedy jest klops. Ale taka sytuacja wydaje mi się logiczna - tak już jest w naturze.
"panować nad sobą to najwyższa władza"
Brak Ci pewności siebie, musisz się otworzyć, po jakimś czasie będzie Ci się normalnie rozmawiało.
"Stosunek kobiet do chłopaków jest najczęściej 6/7 (kobiet) do 3/4 (facetów) - ot w takiej grupie się trzymamy."
Tak więc, Twoja sytuacja jest raczej korzystna. Gorzej, gdyby przeważali faceci.
Gdy dołączasz do takiej grupy i nie czujesz się pewnie, w ten sposób, że nie wiesz czy zainteresujesz akurat całą lub większość grupy to zacznij małymi kroczkami. W stołówce możesz usiąść między dwoma dziewczynami i zamiast odrazu gadać ze wszystkimi rozpoczynasz bardziej indywidualną rozmowę.
"Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej"
Jak jest więcej osób to już nie "dyrygujesz" rozmową i nie będziesz. Dyktatorem nie jesteś a oni nie mają obowiązku Ciebie słuchać.
Jak jest więcej osób to zdaj sobie sprawę że jesteś jak LIŚĆ NA WIETRZE, przez 60 - 80 % czasu nie masz kontroli na jakie tematy będzie schodziła rozmowa. Skup się na tym by się skupić na tym o czym rozmawiają i też coś rzucić od siebie w tym temacie (to co naprawdę o temacie myślisz) - jeśli oczywiście masz coś do powiedzenia.
Naucz się słuchać, a nie tylko gadać.
Też miałem z tym problem.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
ja mam to samo... bo mam cechy przywódcze i lubię jak ja stroje w środku a wokoło wianuszek dziewczyn... przynajmniej zawsze tak było jak studiowałem na uniwersytecie przecież tam większość dziewczyn... teraz się role odwróciły bo jestem na polibudzie i proporcje się odwróciły... ale to dobrze w sumie człowiek nabiera doświadczenia i tak dalej
nie przejmuj się niepowodzeniami... ćwicz... trzeba 1000 raz przegrać żeby 1 wygrać 
Takie okazje, bale i lokale chcą, bym się narodził...
Tu nie chodzi o to, żeby dyrygować ludźmi, i rządzić tym o czym oni rozmawiają. Po prostu nie chcę, żeby włączanie się do rozmowy było dla mnie problemem. I właśnie trzeba by jakoś wypracować, żeby włączanie się, i nie wypadnięcie z rozmowy nie było problemem.
Może w tym tkwi problem.
Ogólnie dyskusje odbywają się w ten sposób. Każdy stara się przekazać swoja rację, wypowiedzieć swoje emocje. W grupce osób powoduje to hałas, przekrzykiwanie się byle tylko Twoja wypowiedź była na wierzchu... i tak nikt Cię słucha. Wszyscy coś powiedzieli ale sensu to wielkiego nie miało. Takim rozmową brakuje schematu. Są nieszablonowe i nieprzewidywalne. Może brakuje Ci takiego powera, aby nadążyć za tym i przez to odsuwasz się na bok? Może preferujesz taki układ. Jeden mówi reszta słucha. Szanujesz swojego rozmówce i przez to taki jest tego wynik?
Swojego doświadczenia łatwo doszedłem do wniosku, że wśród osób z którymi np pracuje tak to właśnie wygląda. Bałagan w rozmowie i tyle i za jakiś czas znów gadają to samo w pełni nieświadomi tego ,że powtarzają się.
Masz sporo racji, trzeba mieć dominujący głos by inni zwracali uwagę na to co mówisz. W dodatku w towarzystwie często rozmawia się na tematy o których nie masz pojęcia lub osoby których nie znasz przez co gorzej jest włączyć się do dyskusji.
To co napiszę, może się wydać niektórym dziwne, bo sięga głębiej niż to czego się tu uczymy. Ale opcja może być taka, że boisz się utracić kontrole nad grupą, nie jesteś wtedy liderem "naturalnym" (jakkolwiek to brzmi) tylko liderem z przymusu, bo czujesz się niepewnie jak nie masz kontroli. Tak więc zwyczajnie brak Ci pewności siebie, czujesz się wtedy gorszy- bo nie kontrolujesz sytuacji. Masz też tak, że nie lubisz się podporzadkowywać czyimś pomysłom jeśli nie są Ci na rękę ?