Cześć Wam. Jestem w szczęśliwym związku od nieco ponad 1,5 roku, wszystko jest na swoim miejscu prócz jednej sprawy, która od dłuższego czasu wierci dziurę w naszym współżyciu. Mianowicie chodzi o wyjazdy do jej rodziców. Ona chce żebym jeździł z nią do domu rodzinnego przynajmniej raz na miesiac-poltora. Za każdym razem kiedy odmówię jest sprzeczka, jakiej inny problem nigdy nie wywołał. Kiedyś powiedziała mi, że mam się zastanowić czego na prawdę w życiu chce... ( jak nie chciałem z nią jechać ^^ ) mało tego, mówi że nie ciągnie mnie do rodziców, tylko po to aby spędzić ze sobą czas, którego jest nie za dużo (choć ja uważam że jest wystarczająco) w tygodniu, nawet teraz jak jutro jest finał Ligii Mistrzów, to co? Mecz ważniejszy od niej
Co robić w takiej sytuacji?
pzdr.
Zabierz panne gdzies na dluzej, spotkaj sie tak kilka razy..Temat o rodzicach zniknie, o ile chodzi naprawde o spedzanie ze soba czasu..Jak panna sadzi ci kłótnie, to opanowany badz i nie kurwiaj sie, albo poprostu wyjdz.☺ Co do LM zawsze do panny możesz iść po meczu. Albo zabrac ja ze sobą na wspólne oglądanie.
Ile nie zrobisz to i tak będzie mało, mam to samo ze swoją bo ma rodziców 120 km od Krk gdzie mieszkamy i co 3 tygodnie "wymaga" żeby z nią jechać. Mówisz po prostu, że nie masz ochoty jechać i nie jedziesz !! A jak panna tego nie zrozumie to szkoda się na siłę kisić w takiej relacji, myśl o sobie a nie o innych, obcych ludziach. Trzymaj się swoich priorytetów i miej jaja robić to na co masz ochotę
Z pewnymi rzeczami powinno się postępować jak z chwastem... jak nie wytniesz go za wczasu, zniszczy Ci cały ogródek
"Piękne kobiety nie są dla ludzi leniwych" Gracjan
A przepraszam po co one biora swoich chłopaków do rodziców ? Pochwalić sie na wsi ?
Do głowy mi nie przychodzi brać chłopaka do rodziców .
Ale cóż ja zawsze byłam inna , bo jak facet oglada mecz to ja na swoim "misiu" sie nie pokładam .
Ja bym na Twoim miejscu po prostu jej powiedziała , ze nie jedziesz i juz . Tylko ze ten typ tak ma, ze spróbuj po ślubie sie sprzeciwić , ze nie pojedziesz .
Twoja dziewczyna to potwór :OOO jak ona może o to w ogóle pytać. Wiadomo jak sobie coś zaplanowałeś wtedy to jasna sprawa ,że nie pojedziesz bo każdy ma swoje sprawy. Ale jak co chwile szukasz wymówek byle by nie pojechać do jej rodziców to co się dziwisz ,że ci suszy głowę. Może jesteś dla niej ważny i chce cię wprowadzić do swojego życia. A ty jesteś na tyle leniwy ,że raz w miesiącu nie chcesz pojechać i sprawić radości swojej dziewczynie.
Ja nie chodzę do kościoła a ostatniej niedzieli byłem o 6 rano z moją babcią bo jest chora i nie może iść sama.
i korona z głowy mi nie spadła.
Ale czego się nie robi dla kochanej poczciwej staruszki
Sprobuj polubic "tesciow". Nie lataj do nich za kazdym razem kiedy ona chce ale nie mozesz tez sie od nich odciac.
Na poczatku mojego zwiazku dostalem propozycje od dziewczyny zeby pojechac z jej rodzicami na wakacje, bo zapraszaja, bo nie moge odmowic etc. Niechetnie ale pojechalem. W skrocie wiecej czasu spedzilem z jej rodzicami niz z nia, a skonczylo sie tak, ze do 6 rano w dniu wyjazdu z tesciem na dachu hotelu jeszcze oproznialismy flaszke bo nie chcielismy wracac do swoich "bab"
Nie rozumiem czegoś...to jakiś kłopot żebyś pojechał z nią do jej rodziców (przecież mecz możesz przy piwku oglądnąć z jej ojcem)?
Wstydzisz się czy o co chodzi?
"you must burn before you can shine"
Trochę późno, ale dzięki za odp. Odpowiadając na kilka powyższych komentarzy: nie wstydzę się jechać, po prostu tam nic się nie dzieje, jest nuda, nie ma picia alkoholu jak ktoś wspomniał. Śniadanie, obiad, kolacja = trzy razy po godzinie siedzenia przy stole i pierdolenia głupot, a najczęściej oni gadają o swoich wiejskich problemach, sprawach, plotkach a ja tylko jak głupi uśmiecham się i przytakuję. Nie mam tam siłowni, komputera, kumpli czy rodziny i jest to dla mnie zmarnowany weekend po całym tygodniu siedzenia na studiach itp.
Wychodzę z założenia, że jeżeli mam z nią być do ślubu i dalej, to jeszcze się tam najeżdżę bynajmniej dlatego, że mielibyśmy dzieci, a jak nie będziemy razem do końca, to po co mam tam marnować czas i się nudzić, wolę zając się sobą. (tylko proszę bez komentarzy, że nią się nie zajmuję, bo to nieprawda
Pozdro!
"Nie bierz życia zbyt poważnie, bo całkiem z Ciebie ujdzie."
Przynajmniej* bynajmniej używamy w zdaniach przeczących (bynajmniej nie)
A co do tematu, też sobie nie wyobrażam, aby jeździć do teściów częściej niż 2 - 3 razy w roku, więc świetnie cię rozumiem. Jak panna kocha to zrozumie, a dla kobiet nie warto się poświęcać.
Współczuję, ja zawsze chętnie jeździłem do rodziny swojej byłej.
Zawsze byli jej rodzice, dziadkowie i wujek z ciotką. Atmosfera zawsze luźna, piwko czy kielonek do obiadu z teściem i dziadkem zawsze granę, wręcz dostawałem zjeby jak nie chciałem.
Faceci zawsze szli w swoją stronę czyli siedzieliśmy we czwórkę i gadaliśmy o typowo męskich sprawa a kobiety w swoją stronę.
Niedoszły teść fajny chłop, zawsze mówił, żeby nie dał sobie wejść na głowę bo nie udźwignę tego, bo nie dam rady. Kurwa miał rację. Gadał mi luźno o dupeczkach, o jakiś akcjach za młodu itp. Ogólne męskie rozmowy. Często również jeździliśmy tą samą ekipa na wspólne wyjazdy typu : zwiedzanie, narty, etc.
Dwa auta, faceci zawsze z alko, kobiety za kierownicą.
Ogólnie było bardzo fajnie/
Mówisz żadna spoko, nie ma drugiej takiej
Nie możesz chcieć czegoś, o czego istnieniu nie wiesz, łapiesz?