Witam wszystkich.
Opisze swoja trudna syduacje, jestem studentem moja dziewczyna również studiuje. Jesteśmy ze soba 3 lata. Jakoś 5 dni temu wyjechała na obóz i od tamtej pory zaczęły sie problemy. Jestem w ch*j zazdrosnym typek, przyznaje sie zrobiłem jej trochę jazd o typów ale ona święta też nie była. Okłamała mnie, że nie spotyka się z chłopakami a dowiedziałem się tego od jej koleżanki. Wkurwiłem się od samego początku gdyż napisała mi że mam się zmienić i chcę teraz wychodzić z chłopakami a wcześniej ona tego wcale nie robiła, nie wiem co mam zrobić. Zależy mi na dziewczynie ale nie jest kompletnie ze mną szczera, robi mi jazdy za wyjscia z chłopakami a jak wie że jest z nami dziewczyna to staje sie diabłem . Ogólnie nie wiem nic co robiła na tym obozie kogo poznała, zero informacji. Wiem że zmiana jej jest związana z jej koleżankami. Teraz mamy się spotkać i szczerze porozmawiać ale to dopiero w sobotę, ogólnie nie jest ze mna szczera i nie ma do mnie szacunku na tym obozie, wczoraj się pokłóciliśmy sie znowu, że pojechałem na miasto z kumplami i ich kilka koleżanek, niestety ale nie bede siedział cały czas w domu. Nie mogę spać i chodzę jakiś obrażony na cały świat. Dziś wyłączyłem telefon i myślę że do 18 go nie włączę może dziewczyna się trochę ogarnie. Może coś mi poradzicie, jak obejść się z tym szatanem.
Na szatana najlepsza jest woda święcona i czosnek, kołek osikowy? A nie coś pojebałem jednak.
Czosnek jest na Babe Jage.
Zacznij od przeczytania podstaw.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.
W 90% przypadków jeśli chodzi o tematy jak ten, autor z góry zrzuca winę na kobietę, wymienia jej grzeszki i zwraca się do reszty "NO JAK JĄ ZMIENIĆ, JAK NA NIEJ WYMUSIĆ ŻEBY WSZYSTKO BYŁO OK???".
Chłopie, sam sposób pisania ("nie byłem święty... ALE ONA TEŻ NIE!!!1) każe mi myśleć, że cały czas myślisz kategorią "CO ZROBIĆ ŻEBY ONA SIĘ ZMIENIŁA?", zamiast "co powinienem zmienić W SOBIE żeby było lepiej". To że dziewczyna z Tobą wytrzymała 3 lata to cud, serio. Rachunek sumienia- od tego proponuję zacząć, a potem myśleć co dalej
Jeszcze jedna rzecz. Uświadom sobie, że jej zachowanie to reakcja na Twoje (chore) zachowanie. Zazdrość owszem, w delikatnej ilości i przy odpowiednim wyczuciu może wnieść coś dobrego do związku, ale jako fundament?! Toż to jeden wielki rozpierdol, a nie związek dwojga kochających/szanujących się ludzi
Poza tym 3 lata to chyba wystarczający okres czasu by dojrzeć wady drugiej osoby. Jeśli Ci nie odpowiada, to po co to ciągnąć i męczyć się nawzajem? To nie jest tak, że ludzie to stworzenia z plasteliny, które możesz ugniatać według swojego widzimisię
Także albo akceptujesz drugą osobę i bierzesz ją jaka jest, albo szukasz kogoś kto Ci będzie bardziej odpowiadał. Innej drogi nie ma.
"Jestem w ch*j zazdrosnym typek"
"zrobiłem jej trochę jazd"
"Wkurwiłem się od samego początku"
"wczoraj się pokłóciliśmy sie znowu"
"chodzę jakiś obrażony na cały świat"
"może dziewczyna się trochę ogarnie"
Może Ty się trochę ogarniesz i przestaniesz tak emocjonalnie na wszystko reagować? Raz, że złość piękności szkodzi. Dwa, że jeszcze nabawisz się nadciśnienia. Trzy, że za każdym razem jak reagujesz emocjonalnie na to, co ona robi - tracisz w jej oczach.
Bądź jak skała. To znaczy z następną, bo tutaj to raczej kwestia czasu, kiedy będzie po wszystkim.
Nie ma udawać. Ma być.